avatar

sathorn1 Użytkownik gram.pl (Delegat) ja.gram.pl/sathorn1

Mój blog (ostatnie wpisy) rss

Trzy dobre fimy które polecam od siebie.

Co to za film w którym bohater nie zmienia się wewnętrznie? Badziewie, albo klasa B, ot co. W końcu kogo obchodzi co przeżywa główny bohater skoro i tak nie ma to na niego żadnego wpływu. Do kanonu sztuki zapisała się metamorfoza umysłowa pierwszoplanowej postaci. Tak więc poniżej moim zdaniem trzy najlepsze filmy o tej tematyce.

3. Nauka jazdy. Bardzo ciepły i dobrze nakręcony film ze świetnymi postaciami i grą aktorów. Historia opowiada o siedemnastoletnim Benie, skrajnie nieśmiałym chłopaku granym przez Ruperta Grinta znanego z roli Rona w Harrym Potterze. Grint zresztą pod każdym względem bije aktorzynę grającego Pottera na głowę. Wracając do tematu, ojciec Bena jest pastorem a matka skrajną chrześcijańską aktywistką która ceni sobie przede wszystkim swój wizerunek przykładnej służki bożej. Matka jest największym koszmarem Bena, ponieważ zmusza go do uczestniczenia w zajęciach z Biblii i religijnych kółkach niedzielnych. Poza tym ograniczna go na każdym kroku i prawie emocjonalnie torturuje. Ben jest niezrozumiany przez swoje otoczenie gdyż jest wrażliwy, pisze wiersze i jest "dziwny", a jego znajomi to osoby pokrojue jej matki, w końcu zna je z zajęć na które ta matka go zapisała, obnoszący się ze swoją religijnością obłudnicy. Przemiana Bena następuje w chwili gdy zatrudnia się jako osoba do pomocy u emerytowanej aktorki która pokazuje mu inna stronę życia i budzi w nim poczucie pewności siebie i talent do poezji. Naprawdę świetny film na doła.

2. Wszystko za życie. Zacznijmy od tego, że tłumacza tytułu tego filmu należałoby powiesić za jaja za skrzywdzenia tego dzieła. Kto do jasnej cholery tłumaczy "Into the Wild"  na "Wszystko za życie". No ale kontynuuję. Film to ekranizacja prawdziwej historii, opowiadającej o chłopaku kończącym koledź, który sprzeciwia się zasadom rządzącym światem, uważa że należy udać się w podróż aby oczyścić się i znaleźć szczęście i sens życia. Jak pomyślał tak zrobił i spakował się, przeznaczył wszystkie pieniądze na fundacje charytatywne i z pustymi kieszeniami wyruszył w podróż po Ameryce. Brzmi to jak zwykły film drogi, ale tak naprawdę Chris (bohater filmu) szuka piękna i znajduje je razem z widzem. Zdjęcia, historia, bohaterowie i muzyka tworzą z tego filmu fascynującą poróż razem z bohaterem.

1. American Beauty. Czym byłoby takie zestawienie bez American Beauty. Zresztą mogę być nieobiektywny, bo to jest mój ulubiony film i oglądałem go około 20 razy, ale dalej będę obstawiał przy swoim i uważam, że historia tego filmu jest niesamowita. Łączenie tematu kryzysu wieku średniego, obłudy społeczeństwa, więzi społecznych, własnego szczęścia i młodzieńczych buntów. Co może być lepszego?! Poza tym ten film niesie ze sobą taki ładunek pozytywnego przesłania, że po oglądnięciu go nie sposób nie uśmiechnąć się spokojnie. Bo przecież na świecie jest tyle piękna.

PS. Zdjęcia z filmów dodam później, bo piszę z laptopa ojca, w moim PC spalił się zasilacz i będę miał nowy dobiero po Nowym Roku.

komentarzy: 2Niedziela, 28 grudnia 2008, 11:24

Słów kilka o największej wpadce tego roku... Czyli GTAIV na PC

Wielkim fanem GTA IV nie jestem. Mam co prawda wersję na PS3, ale jej nie skończyłem bo gra mnie bardzo łatwo irytowała i odchodziłem od niej zawsze po godzinie z grymasem złości na twarzy. Jednak kilka rzeczy mnie zaciekawiło, zdarzyło mi się przeżyć kilka miłych chwil, raz nawet wkręciłem się na tyle, że przesiedziałem 3h na raz. Wersja na PC mnie ani nie ziębiła ani nie grzała, ale nasze rynkowe podwórko czekało na grę z dużym zainteresowaniem, chociaż znając polskich graczy to sprzedaż gry i tak byłaby ograniczona zed względu na piractwo.

Jednak wciąż liczono na dużą sprzedaż GTAIV na PC w skali globalnej, w końcu nie wszyscy mają konsole, a GTA to sprawdzona marka no i dodatki też wyglądał zachęcająco a i wszystkie niedoskonałości z wersji na PS3/X360 zostaną poprawione, zwłaszcza niedaleki zasięg widzenia miał zostać rozszerzony nawet na średniej wydajności maszynach. Zapowiedzi były szumne ale wyszło... No nie wyszło.

Ten filmik tłumaczy chyba wszystko. Moim zdaniem sytuacja jest straszna , bo przecież na PC moża zrobić takie rzeczy, że się w głowie nie mieści. Widać wyraźnie, że Rockstar olewa PC ciepłym moczem, bo jak inaczej można wyjaśnić konwersję wydaną po 8 miesiącach i w doddatku skandalicznie niedopracowaną. Pewnie do konwersji przydzielono pięć osób i zaczęto już prace nad nową grą. Panowie, tak nie może być! PCtowe DMC3 zostało zrzucone z plugawego tronu najgorszych najgorszych konwersji. Wielka szkoda, że przez wielką grę.

komentarzy: 1Niedziela, 14 grudnia 2008, 19:45

Spóźniona megarecenzja Little Big Planet.

Recenzja miała wylądować w zinie playback.pl , ale nie spełniała wymagań i w rezultacie była jedyn z powodów mojego usunięcia z grona współpracowników. Tak czy inaczej, oto moja opinia na temat Little Big Planet:

 

Piękny jest jesienny okres dla naszej ukochanej branży. Gdzie się nie obejrzeć, kolejne części wspaniałych serii: reaktywacje, sequele, prequele i dodatki do naprawdę świetnych gier. Czy w natłoku tylu pewnych tytułów, publika będzie w stanie dostrzec wybitną, ale wyraźnie inną produkcję prosto z otchłani wewnętrznego studia Sony? 


Little Big Planet zostało po raz pierwszy pokazane w marcu 2007, a już na E3 zostało zauważone przez rzeszę graczy i wielu krytyków zaczęło snuć optymistyczne wizje związane z tym tytułem. Sony widocznie też zobaczyło, że ludzie są zainteresowani grą, zwietrzyło okazję i zaczęło wiązać z projektem duże nadzieje. Szeroka kampania reklamowa, skutecznie podtrzymywany hype stworzony wokół tytułu między innymi poprzez otwarte betatesty (chociaż klucz było ciężko upolować) zrobiły swoje bo dzięki specom od marketingu Little Big Planet wzbudziło zainteresowanie mas grających. Może jednak ambitny projekt zatonął w błędach twórców, lub też wszelakie obietnice dotyczące tej produkcji okazały się wyssane z dużego palucha lewej nogi Phila Harrisona?

Zacznę od szybkiej wyliczanki tego co obiecywało Media Molecule, twórców gry. Little Big Planet miało być platformówką 2.5D cechowaną niespotykanym designem, z przemiłą postacią Sackboya* w roli głównej, dostać do rąk mieliśmy też możliwość personalizacji wyglądu naszego bohatera, rozbudowany edytor, zaawansowaną fizykę, a ponadto nacisk miał zostać położony na Sieciową społeczność użytkowników. Twórcy z każdej z obietnic się na szczęście wywiązali i wszystkie elementy w grze są. I to są nie byle jakie.

W Little Big Planet sterujemy naszą prywatną Sackperson pozszywaną w zabawny sposób lalką, przebywając w fikcyjnym świecie marzeń stworzonym z ludzkich snów. Gra jest staroszkolnym platformerem, co oznacza widok 2D, dużo miejsc na które trzeba wskoczyć, przeszkadzajki, przeciwników, bossów, bonusy do zebrania, które później wykorzystamy w edytorze (o nim samym później), itd. Jedyną innowacją jeżeli idzie o samą formułę gry rozgrywki jest podzielenie planszy po której się poruszamy na trzy plany po których możemy się przemieszczać. Pozwala to na znacznie bardziej zaawansowaną budowę poziomów. Kampania stworzona przez developerów jest naprawdę super, podczas grania nie sposób się nie uśmiechać, dawno żadna gra nie budziła we mnie tylu pozytywnych uczuć. Po pierwsze design: ciepły, dziecinny i bardzo bajkowy. Kiedy pierwszy raz zobaczyłem grę na ekranie telewizora pomyślałem, że pewnie o tym śnią kilkulatkowie. Sackboy jest jedyną w pełni animowaną postacią w grze. Wszystkie pozostałe elementy zdają się być stworzone z klocków, albo kartonowych pudełek, nawet przeciwnicy to proste maszyny zbudowane z różnych materiałów i ustawione na kołach. Ciężko jest to opisać, trzeba po prostu zobaczyć screeny, albo filmiki z gry. Kampania składa się z kilku światów podzielonych po trzy poziomy. Każdy rozdział jest inny, są plansze japońskie, indyjskie, podziemne, urbanistyczne, meksykańskie, itp. Jakby tego miodu było mało, do Little Big Planet bardzo zgrabnie zaaplikowano system kooperacji. Wystarczy, że włączymy drugiego pada i nowy gracz wybierze czy chce użyć innego profilu istniejącego już na konsoli, czy będzie jedynie „gościem”. Jest to ważne, ponieważ kiedy gramy z kimś, to zdobyte bonusy i odblokowane poziomy liczą się dla obu graczy. Są też dodatkowe etapy których nie da się przejść bez pomocy innych graczy. 

Gameplay w Little Big Planet jest jak muzyka Mozarta (swoją drogą, polecam film Amadeusz): wesoła, nieco dziwaczna, ale bardzo przyjemna w odbiorze. Zasadniczo sprowadza się do przejścia z jednego końca planszy na drugi, ale po drodze rozwiązujemy też proste zagadki logiczne, zbieramy bonusy które dają nam dostęp do naklejek, obiektów i dodatkowych elementów ubioru Sackboya. W trakcie gry zdarzają się krótkie wyścigi, za które dostajemy bonusy w zależności od tego jak szybko go ukończyliśmy. Poza tym pod koniec etapu zdarzają się też walki z bossami, którzy są bardzo pomysłowo zrobieni swoją drogą. Podczas grania w Little Big Planet po prostu nie idzie się nie uśmiechać, wszystkie określenia jakie przychodzą mi do głowy, kiedy staram się opisać tę produkcję to rozczulająca i rozkoszna. Przebieranie i personifikacja naszego Sackboya w zasadzie nie ma żadnego wpływu na rozgrywkę, ale nie profity płynące z przebierania naszej pacynki są w tym wypadku najważniejsze ale kolejne uśmiechy wykwitające nam na twarzach. Nasza postać może ruszać rękoma (każdą oddzielnie!), machać głową i biodrami, robić różne miny a nawet bić innych Sackboyów. W pewnym momencie się zapomniałem i przez bite pół godziny tylko przebierałem moją postać i robiłem nią miny, machając rękoma. Czasami było tak komicznie, że z bratem sprawie spadaliśmy z krzeseł. Przed wybraniem misji najpierw znajdujemy się w naszej kapsule którą podróżuje nasz MałyDuży heros. Kiedy już zdobędziemy trochę przedmiotów, możemy ją udekorować według własnego uznania. Poza przebieraniem się i przemodelowaniem naszej bazy wypadowej, możemy też naklejać w świecie gry różne naklejki, które kolekcjonujemy i które przydają się do rozwiązywania zagadek i zdobywania ukrytych przedmiotów a także upiększania naszej kapsuły. Na Boga! Czy w tej grze jest coś, czego nie można wykorzystać do personalizacji własnego profilu?!

Nie wspomniałem jeszcze nawet o edytorze, a to jest kolejny temat rzeka. Pewnie większość graczy pomyśli, że to zabawa dla fanów albo, że pewnie nie jest to w ogóle zabawne, a gry kupujemy przecież jako gotowe rozwiązania, a nie zestaw developerski dla ubogich. Bo tak naprawdę mało kto kiedykolwiek używał narzędzi do moddingu gier. Ludzie którzy się tym interesują to przeważnie ortodoksyjni fani jednej gry i przeznaczają pół życia na jeden mod, albo mapę. Zwłaszcza na konsolach bardzo rzadko do tej pory pojawiała się możliwość wykazania się swoją kreatywnością. W Little Big Planet tworzenie map jest wręcz elementem gry samej w sobie. Prawdę mówiąc, mam wrażenie, że cała kampania stworzona przez Media Molecule, jest jedynie pretekstem aby pokazać co można zrobić w za pomocą edytora i zdobyć wszystkie elementy, jakie potem wykorzystamy. Narzędzie jakie oddał w chciwe łapki graczy zespół developerski jest zarazem proste w budowie i opanowaniu podstaw, ale zaawansowane jeżeli idzie o możliwości. Jeżeli się uprzemy nic nie stoi na przeszkodzie, aby stworzyć level równie zaawansowany jak te tworzone przez twórców gry. Musimy jedynie pamiętać o zasadach na jakich funkcjonuje świat Little Big Planet, zwłaszcza o jego specyficznej fizyce, charakteryzującej się zmniejszoną siłą ciążenia. Do dyspozycji są dziesiątki narzędzi, setki obiektów, materiałów i ozdób, ograniczeniem jest jedynie nasza wyobraźnia. W opanowaniu edytora pomaga nam kilkanaście tutoriali, których nie radzę sobie odpuszczać. Bez wyjaśnienia niektórych rzeczy się nie obejdzie. Poza tym warto je przejść choćby aby posłuchać świetnego i zabawnego lektora, który jest jedynym głosem przemawiającym w świecie Little Big Planet. Jeżeli chcecie stworzyć ciekawy poziom to uzbrójcie się też w cierpliwość, bo cała sprawa nie jest tak łatwa jak się na początku wydaje. Jednak efekty potrafią być piorunujące i przede wszystkim satysfakcjonujące.

Leniwsi z Nas sięgną jednak pewnie tylko po poziomy tworzone przez bardziej odpornych na zniechęcenie graczy i ściągną mapki innych użytkowników. Na szczęście z pomocą na skrzydłach Internetu i wśród zerojedynkowych fanfar nadciąga świetnie zorganizowana usługa sieciowa, zaopatrzona w system nagród, liczniki odwiedzin, tagi, komentarze, itp. Chyba w żadnej grze konsolowej jeszcze nie widziałem żeby community było tak elegancko zorganizowane. Jeżeli chcemy możemy znaleźć krótkie mapki do pogrania przez kilka chwil, albo bardziej rozbudowane produkcje czy zakrawające wręcz stylem o artyzm. Widząc ten multum pomysłów i idei z ust wydobywają mi się słowa, „czego to ludzie nie wymyślą…”. Media Molecule udało się z pewnością osiągnąć to, do czego dążyli. Uwolnili w tysiącach, a może dziesiątkach tysięcy ludzi, potęgę wyobraźni.

Naprawdę tak długo jak myślę o Little Big Planet nie mogę się zmusić do krytyki tej gry, bo byłoby to szukanie dziury w całym. Jedyna wada to chyba nie do końca trafiony poziom trudności. Nie żebym narzekał, nie lubię przelatywać gry bez straty ani jednego życia, ale pod koniec kampanii przygody małego Sackboya to zaczyna się robić prawdziwie hardcore’owe doznanie. Ja gram sporo a pomimo tego miałem kilka razy problemy i musiałem zaczynać poziom od początku. A Little Big Planet jest przecież grą w sporej mierze dla dzieci. Nie wiem, jakim cudem sześcio czy siedmiolatek miałby się uporać choćby z niechlubnym „Szatańskim Kołem” (nazwa mojej twórczości) z przedostatniego poziomu. Poza tym kampania mogłaby być trochę dłuższa, ale przecież kto by się tym przejmował skoro jest tyle fanowskich leżeli do ściągnięcia!?

Podsumowując dodam jeszcze, że z istnieją ambitne plany dotyczące wspierania projektu w przyszłości. Na razie jedyne DLC jakie jest dostępne to nowe stroje dla Sackboya do pobrania z PSN, ale jestem pewien, że możemy liczyć na coś więcej w przyszłości. Ponadto Sony podobno ma wyławiać twórców najciekawszych mapek i nawiązywać z nimi współpracę, więc może to dobra okazja do wybicia się? Jednak niezależnie od tego czy chcecie tylko pograć samemu, z przyjaciółmi w domu, z innymi graczami w coopie online, albo czy chcecie pobawić się w młodego wynalazcę z edytorem, nie będziecie żałować wydanych na Little Big Planet pieniędzy. Wspaniały design, bardzo dobra muzyka, ogromna grywalność, praktycznie nieskończone możliwości, oraz przede wszystkim czysta przyjemność płynąca z rozgrywki.

 

Grafika: 8

Dźwięk: 8

Grywalność: 9

Ogółem 8+


komentarzy: 6Sobota, 13 grudnia 2008, 23:35

« starsze wpisy

Więcej o mnie

Krótko o mnie:Urodzony 2 lutego 1991, lubi: muzykę, swojego kompa (RTSy!), PLAYSTATION3, dziewczyny, inteligentną rozmowę, procenty, w zasadzie szkołę. Nie lubi: Głupich ludzi, głupich nauczycieli, chamstwa, prostactwa, Telekomuny, kaczek.

Moje tagi:company of heroes, gry, manga, pc, playstation

Urodziny:za 153 dni (2 lutego 1991)

Moje motto:Motta są głupie. Ale jak już jakieś ma być to niech będzie taki tekst: "Run Forrest RUN!"

Obecny stan:Więcej, więcej!

Posiadany sprzęt:PC, DS, PlayStation 3

PSN ID


Ankieta

Konsole której marki lubisz najbardziej?

  • Nintendo (jakem matka czwórki dzieci)
    5%2 głosy
  • Sony (miej wzrok i patrzaj w przyszłosć!)
    58%21 głosów
  • Microsoft (get an analog! biatch!)
    13%5 głosów
  • Konsole? Loool... s000 l4me, 2 be 'on3st.
    22%8 głosów

Suma oddanych głosów: 36 

Moi znajomi

pokaż wszystkich znajomych: 31

Archiwum wpisów

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 1765 dni

Moich wejść na gram.pl: 5 564 (#619)

Napisanych postów i komentarzy: 990 (#876)

Napisanych recenzji: 6 (#36)

Wpisów na blogu: 62 (#154)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 995 (#946)

Namiary na mnie

GG: 4553435

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl