avatar

ret-szus Użytkownik gram.pl (Obywatel) ja.gram.pl/ret-szus

Mój blog (ostatnie wpisy) rss

plecionka

18l, Rychu Peja, Słoń, Krzysztof Bosak, husaria

To miał być wpis o rapach. To jest wpis o rapach. To nie jest wpis o rapach.

Skoro to mamy już za sobą: to jest wpis o hasztagu.

Historyczne ujęcie hasztagu można prześledzić na Wikipedii, nie mam zamiaru pisać o nim, ponieważ a) nie chce mi się tego czytać; b) każdy zainteresowany może zrobić to na własną rękę; c) nie jest o szczególnie istotne dla tego testu.

Inaczej, zaczniemy inaczej.

Jechałem tramwajem, słuchałem nowowydanej płyty Death Grips Niggas on the Moon i myślałem sobie o komentarzach subskrybentów Pitchforka (konkretnie o jednym), którzy pisali, że w tym kierunku MUSI iść rap, nie ma żadnej innej możliwości. Tak, to prawda. Nie nazywałbym tego transgresją gatunku, to ewolucja, która musi się wydarzyć.

Sub Pop przy okazji premiery debiutanckiego CLPPNG. – clipping. cytował recenzję bodajże „Drowned in Sound” (a nie, bo "impose magazine"), gdzie pięknie pisano jeśli Death Grips są Bogiem Ojcem, Yeezus Synem, to na pewno nad wszystkim unosi się Duch Święty w postaci clipping. Malownicza metafora wspaniale oddaje to kto liczy się w rapgrze. Nie ma nikogo innego. Rozpychanie granic, poszerzanie pola może odbywać się jedynie przez wyżej wymienioną Trójcę, ewentualnie przez jej apostołów.

Kiedy chciałem opowiedzieć swojej dziewczynie jak brzmi Niggas on the Moon, udało mi się powiedzieć tylko coś w stylu: no wiesz… jak Death Grips… Niemożność wysłowienia się nie jest jednak spowodowana oniemieniem, w końcu znam tę estetykę, rozumiem ją i czuję (uwaga, ckliwość) duchową koneksję z tymi muzykami. Spowodowana była raczej tym, że ich twórczość jest tak idiomatyczna, że szybciej wychodzi powiedzieć: no wiesz… jak Death Grips… (co więcej płyta jest zaskakująca przystępna, w stosunku do takich np. Government Plates, choć opis płyty budzi pewne obawy), spauzujmy tu.

Kolejny przeskok.

Nudne są polskie rapy, nic się tu nie dzieje. TDF pcha to do przodu, robi to przy tym pełen świadomości ironicznej <- już z tego powodu można go nazwać królem polskiego rapu. Nie ma jednak w naszym kraju zadumy nad metodą. Jest plucie się o drewniany floł, o semantyczną nędzę i… no właśnie i o co jeszcze? Nie potrafię wymyślić nic więcej. Rap nie jest sproblematyzowany, a co więcej nie będzie odpowiedzi na prośbę Kidda

Przydałby się sztab uczonych wyczulonych na zwrotki

Ruch krytyczny, co przyćmi stereotyp MC

I zastąpi elo-kwęki popisem elokwencji

Wracając do zadumy nad metodą – źle się wyraziłem, chodzi o zadumę nad tłem dla środków. Owszem, Tedunio pcha grę do przodu klejąc rymy na trapach, na acid-trapach, na niuskulowych bitach, ba! robi nawet metarap (ale kto go ostatecznie nie robi?), ale to nie jest to o co chodzi ostatecznie. Ostatnio, jakiś  mój fejsbukowy znajomy wrzucił kawałek sklejony przez księdza, nawróconego Medium/Tau i jeszcze kogoś-tam, w komentarzach ludzie klękali przed hasztagiem #bieżnia, z tego co zrozumiałem oznaczał on bezcelowy bieg w miejscu, niemożliwy do zakończenia, bieg dla biegu. To jest właśnie sytuacja polskiej rapgry #bieżnia. Tede rozumie hasztagi, rozumie ironię, ale inni też rozumieją hasztagi (z podwórka Tedego – w ostatnim kawałku na Eliminati VNM kończy swoją zwrotkę bardzo celnym „chuj #emeryci”) i też tego używają (łaaaał). Cię

No dobra, ale co to wszystko ma wspólnego z tym od czego zaczynałem?

No właśnie, jadąc tym tramwajem, myśląc o tych Death Grips, Kanyem, clipping., doszedłem do wniosku, że żaden z nich nie rymuje z hasztagami. Gdzie ten progres? Gdzie nowatorskość? Gdzie coś-tam? Oczywiście w warstwie muzycznej o tym już pisałem wyżej. Uwagę jednak przykuł ten nieszczęsny hasztag. Co to jest? Jak to ugryźć? Do czego to sprowadzić, żeby to zrozumieć? Czy jest co rozumieć? Czy jest powód?

Tak, hasztag jest najdoskonalszym (póki co) wytworem sztuki cyfrowej, znakiem czasu postmoderny. Hasztag jest podniecający.

W 2012 roku bodajże, Korporacja Ha!art udostępniła - prawdopodobnie - najgenialniejszą polską powieść, czyli Pamiętnik znaleziony w Saragossie Jana Potockiego, w formie hipertekstowej. Hiperłącza łączące ze sobą powiązane tematycznie, figuralnie, postaciowo, chronologicznie i jakkolwiek inaczej całostki tekstowe, sprawiały, że tekst uzyskiwał nowe funkcje i profile; stawał się czarną skrzynią, do której można było włożyć rękę i próbować rozpoznać kształty i funkcje, wyciągnąć coś z niej i przebierać w niej; hipertekst rozrywał, już i tak naruszoną, strukturę i wprowadzał ją na nowy, wyższy poziom. Co najwspanialsze, kiedy przeniesiemy ją z wersji hipertekstowej na papier, zabijemy te możliwości, Internet (środowisko cyfrowe) zawłaszczył sobie tę możliwość.

Hasztag jest hiepertekstem doskonałym. Hasztag jest czymś innym niż hipertekst.

Hipertekst jest alegorią. Hasztag jest symbolem. Hasztag jest dwuzgłoskowym odbiciem całej rzeczywistości. Hasztag to rhizome. Wszystko jest w nim, każde drzwi świata, które prowadzą do każdych drzwi świata.

Źle wykonane hiperłącze prowadzi donikąd, z kolei nie ma źle wykonanych hasztagów. Hasztag zawsze dokądś odsyła, coś znaczy, wskazuję grupę znaczeń, które wybierzesz zależy tylko od Ciebie, bo każde jest dobre. Hasztag nie zabija, on potrafi tylko tworzyć, produkować w nieskończoność, łączyć, powielać, kontaminować przeżycia, myśli, doświadczenia, wiedzę.

To chyba tyle. Jestem zaskoczony, miałem o nim więcej do powiedzenia, w głowie – gdzieś-tam pewnie to siedzi, ale już nic nie wyciągnę.

Hasztag jest zbiorowością, archetypem, nawet # jest jak kłącze, coś pięknego. Dlatego prościej powiedzieć mi było: no wiesz… jak Death Grips… bo chodziło przecież o #death_grips, chodziło o doznanie, które zakorzenione jest w przedświadomości, uczucia, przeczucia wydobywane zwykłym #.

Kończąc ten nieskładny test, bez konkluzji, dopiszę w ramach autopoprawki: oczywiście mamy w rapgrze wartościowych raperów, którzy ratują tę nędzę, jest ich całych dwóch, dwa składy, śp. Ludwik Zamenhoff i NP (+ Syny i Piernikowski solo).

E do L do O

komentarzy: 0Wtorek, 10 czerwca 2014, 23:02

to pierwiastek jak kobalt/ te sny o atomach

Przemysław Wipler, Niewidzialna Ręka Rynku, Donald Trump, Ruch Narodowy, Wielka Polska

KURWA. To jedyne słowo, którym mogę rozpocząć ten wpis. Muszę go napisać, bo mnie rozerwie, przyznaję się bez bicia – opowiadam wszystkim o tym przez cały dzień, ale nie czuję, by coś ze mnie uchodziło. Wierzę, że dzięki spisaniu jakichś myśli, ich strzępków, uda mi się ostudzić emocje, ale czy na pewno właśnie tego chcę? Nic nie jest pewne, kontury są strasznie rozmyte.

Przez rok siedziałem pod kamieniem, dziś spod niego wypełzłem. To jak wyjście z platońskiej jaskini, blask rozrywa oczy, rozum nie potrafi objąć tego co widzi. Oprócz przeżywania szoku, jestem też zaszokowany samym szokiem.

Po kolei.

Pierwszym utworem Kanyego Westa, który usłyszałem było Diamonds from Sierra Leone. Zsamplowana Shirley Bassey i histeryczne, nachalne, ale jak bardzo niepewne „For ever? For ever-ever?”, to było dla mnie punctum tego utworu kiedyś i jest w dalszym ciągu. To były czasy kiedy nie byłem podłączony do globalnej sieci Internet, muzyka płynęła z radia, mogłem ją sobie odtwarzać ile razy chciałem, wtedy kiedy nagrałem ją na kasetę. Nie słuchałem żadnej płyty Kanyego od tamtego czasu, pamiętam, że mój przyjaciel puścił mi kiedyś Stronger, nie byłem zachwycony, zapamiętałem jedynie vocoder.

W 2010 roku pitchfork ocipiał, dzień w dzień news o Kanyem albo My beautiful twisted dark fantasy, notoryczność i motoryczność zamieszczanych informacji (procesu zamieszczania informacji?) doprowadzona była do tego stopnia, że dehumanizowała zupełnie przedmiot, jak i podmiot. Nie słuchałem tej płyty, ani wtedy, ani teraz, za to wiedziałem jaka ona jest – monumentalna. 40 minutowy teledysk. Balet, orkiestra, rap („zajawa gęsta kipi”), wszystko inne stawało się kpiną, śmieszne zespoły rockowe – godne pożałowania, był tylko Kanye. Nie wiem od kiedy mówiło się o jego przerośniętym ego (i tak mniejszym niż Bono), o douchebagowatości, strzelam, że wtedy osiągnęły te głosy zenit. Strzelam, ponieważ nawet nie mam zamiaru sięgać do poprzednich płyt. Istnieją w mojej głowie jako projekt i to dość wyraźny, do tego stopnia, żeby wiedzieć, że Yeezus jest „filozofowaniem z młotem”.

W 2013 roku pitchfork znowu ocipiał, powtórka z rozrywki (a teraz „sad Morissey”), a ja znowu nie posłuchałem. Tym razem przekora zawiodła. Byłem przekonany, że 2013 w rapie zjadł Run the Jewels, Action Bronson, Milo, Earl Sweatshirt, Death Grips, Zebra Katz, Kool A.D. albo Yung Lean (przyznaję się – nie zmęczyłem Kendricka K, z kolei Bada$$ zmęczył mnie) matko, jak ja się bardzo myliłem. Yeezus pozamiatał cały 2013, wszystkie te piękne płyty, które były w mojej czołówce muszą ustąpić miejsca temu albumowi, omójborze.

Jest jedna zasada rządząca światem, której jestem pewien: każdy idiom musi w końcu stać się instytucją.

Kanye West jest instytucją solidną tak bardzo, że nie potrafię znaleźć porównania. Jest mainstreamem w czystej postaci, uosobieniem tegoż.

I nagle dzieje się 2013, wydaje Yeezusa, podważa nim cokół, na którym osadzona była jego instytucjonalność, ale nie zwala go, dokonuje tego co najważniejsze, wprowadza napięcie między kanyewestowością a Kanye Westem.

Rick Rubin, który pracował przy tej płycie chyba pierwszy raz od dwudziestu lat wyciągnął sobie chuje z uszów. Wszystko brzmi jak… wszystko co nie jest wyobrażeniem o Kanyem Weście. Taką płytę mogłoby nagrać Death Grips, Dalek, M.I.A., borze! obskurwiałe Crystal Castles. A nagrał ją facet, który jest uznawany za człowieka pozbawionego poczucia humoru i ironii. Nie chcę brzmieć jakbym uważał tę płytę za manifest, za zwrot w muzyce (właśnie dlatego jestem zaszokowany tym, że jestem zaszokowany, znam przecież wszystkie te wariactwa produkcyjne, ale dopiero zrekontekstualizowane stają się prawdziwie transgresyjne), ale jest z pewnością wybuchem geniuszu. Bound 2 jest prawie vapor wave’owy, trzysta tysięcy kciuków w dół musi być czymś, co Kanyego napawa dumą. Kanye jest chyba jedyną osobą w mainstreamie, która „wie o co chodzi” i płytę nagrał dla ludzi, którzy „wiedzą o co chodzi”, a takich wśród piszczących fanów na pewno nie ma.

Nie jest Jezusem, nie jest Mesjaszem, ale na pewno jest Yeezusem, cierpi i umiera wśród złota dolarów i objęć Kim Kardashian, bo akurat tak mu się chce i robi to z powodów, których Smith czy Black raczej nie rozumie.

Kiedy go słucham, ba! kiedy myślę o tej płycie – nachodzi mnie ochota, by wyrzucić wszystkie swoje książki przez okno, przewracać meble i głośno krzyczeć, żeby przerwać swoją żałosną egzystencję (metodę), wyciągnąć syntezator, gitary, efekty, gmerać za samplami, loopami, glitchami, patternami i robić coś, co ma jakiś sens. Yeezus jest dla mnie doświadczeniem katartycznym. Nie wstydzę się Yeezusa.

komentarzy: 0Piątek, 23 maja 2014, 00:27

O związkach czegoś-tam z czymś-tam

metallica, juwenalia, Janusz Korwin-Mikke, husaria, Andrzej Pilipiuk

Larkson w swoim entuzjastycznie przyjętym wpisie utrzymywał, że, przynajmniej w jego wypadku, alkohol polepsza zdolności pisarskie. Dalej, że jako używka napoje wyskokowe powiązane są z procesem twórczym bardzo ściśle, co uwydatnił przykładem Bukowskiego i Hemingwaya (Mickiewicz… przydałoby się dla pewności sprawdzić w Brązownikach, u Sipowicza i… nie pamiętam jeszcze gdzie).

Nigdy nie czytałem Bukowskiego i przyznaję się do tego otwarcie, jednak jego zamiłowanie do spożywania alkoholu jest faktem spopularyzowanym do tego stopnia, że uzyskało autonomię i jako takie wpisało się w pejzaż kultury popularnej in genere. Jak tu dalej pchnąć ten akapit? pytam sam siebie, bo nie wiem, myśl mi się skończyła, urwała. Chciałem napisać replikę na w/w wpis, która mogłaby się tytułować: po czym nie pisać, a jeśli już koniecznie musisz, no to dobra, powiem Ci po czym.

Punktem wyjścia miałoby być stwierdzenie, że ciekawszymi postaciami od notorycznych pijaków wśród literatów są niereformowalne ćpuny. Zaczynałby się historią o Pamiętniku opiumisty, później jakiś (żadnych fin de siècle’istów i młodopolan! Obrzydzenie mnie bierze na samą myśl o nich) Huxley, klasycznie Burroughs, może Bataille, może Palahniuk, polskie podwórko jakoś nie przychodzi mi do głowy (byliśmy jako formacja kulturowa tacy czyści…?). No i co dalej z tym? Już sam nie wiem, no ale później lecimy z fundamentalnymi pytaniami, odpowiadamy na nie, potem lista substancji, które sprawią, że napiszesz coś bardzo żenującego i nie ma sensu się kłopocić, dalej jakieś zakończenie i chuj. Właśnie tak.

…kto by się jednak przejmował przeszłością? Partykularne przykłady utonęły w odmętach reprodukcji, re-produkcji, remixu, przetworzeń, neosemantyzacyj, trzeba spojrzeć nie w tył, nie wprzód, ale do wnętrza, tam gdzie czeka tylko pozornie znane.

Zatem:

 

1.     Czy pisać?

Oczywiście, że nie. Pod żadnym względem nie pisać, nie produkować, broń borze nie tworzyć! Złamać pióro, wyrwać klawiaturze kabel/wydłubać przyciski, odgryźć sobie palce, wszystko byle nie tworzyć tekstu. Kultura jest nienasycona, przyjmie wszystko i jeszcze więcej. Chodzi o to, że jest to do niczego niepotrzebne, nikomu się nie przyda, nikt tego nie chce (wielkie kwantyfikatory zawsze wyglądają tak jak się nazywają – monumentalnie). Przetwarzać, nie tworzyć. Wszystko już gdzieś jest (Borges, Eco), zrób coś z tym.

 

2.      Czy pisać?

Naturalnie, co to za pytanie. Pisać siebie, o sobie, sobą. I tak nie ma nic poza tym.


3.      Po czym nie pisać?

 

A jak…

            Alkohol – zależy jak leży. Jeśli jesteś głupim kiepem jak ja i zapominasz, że nie masz już 16 lat, to i tak nic Ci nie grozi, bo wypijesz litr wódki i urwie Ci się film, obudzisz się obrzygany i choć nie będziesz czuł się dobrze akurat z tym, to nie będziesz czuł wstydu, bo coś napisałeś. Jeśli lubisz piwka, piweczka, bronxy, browary, no to niestety musisz zainwestować w silną wolę, jeśli się powstrzymasz, będzie okej. Alkohol – piłeś, nie pisz.

            Amfetamina – będziesz się czuł naprawdę głupio, zresztą, i tak nie usiedzisz przed kartką;

B jak…

            Barbiturany – nie… uda… Ci… się… nic… na… pi… sać…;

            Borygo – jeśli pijesz borygo to na pewno nie jesteś w sytuacji, w której można coś napisać;

C jak…

            Cipacz – będzie ciężko, po co, powiedz mi, po co?;

D jak…

            Denaturat – jak z borygo, ty wariacie;

Dextro, DXM – hmm… na pewno będzie swędziało, zrób coś z tym, jak weźmiesz za dużo, to pisanie będzie problematyczne, bo będziesz tracił świadomość i ją odzyskiwał, nie bierz przy rodzicach (been there, done that), hmmm… w zasadzie da się po tym pisać, ale… no jak zwykle rano będziesz zażenowany, poza tym dex działa fatalnie na mózg, głupieje się, nie rb tego, bo nie warto;

E jak…

            Ekstazy – ekstaza czy exstasy? O pierwszej będzie później. Co do drugiej… samemu? W domu? Bez sensu;

F jak…

G jak…

            Gałka – nie, po prostu nie;

H jak…

            Sam wiesz co, tak jak z punktem wyżej, nie zbliżaj się;

I jak…

J jak…

K jak…

            Kwas – owszem jest super, jest nawet świetnie, jest bardzo ekstra fajnie mega super łał sprawdź to! Nic nie napiszesz, bełkotliwe gówno niebezpiecznie bliskie metafizyce, neverever;

            Koks – heh, dobre;

L jak…

M jak…

            Meta – wiadomo: not even once;

        Maryhuanina – poopowiadaj sobie lepiej wtedy kawały, zjedz coś, obejrzyj serial, nie wiem no, ale nie pisz;

N jak…

O jak…

            Opiaty – meh;

P jak…

            Psylocyby – jak z kwasem, ale bardziej;

R jak…

S jak…

            Szmata – ale po co to komu? Na co to?;

T jak…

            Thiocodin – będziesz tym swoim thiocodinowym utworem rzygał jak mlekiem, w którym rozpuściłeś to lekarstwo;

U jak…

W jak…

X jak…

Y jak…

Z jak…

            Zrób to dla siebie i nie pisz – naprawdę będziesz się dzięki temu czuł bardzo dobrze.

 

Czemu nie pisać po używkach? Używki nie poszerzają percepcji, one ją zaburzają. Nie znasz siebie, ale wszystko co napiszesz jest o Tobie. Słowa, którymi piszesz jednocześnie zakrywają całą prawdę i odkrywają całą prawdę o Tobie. Nie możesz napisać nic o sobie, ale cały czas o sobie piszesz. Jesteś bohaterem tragicznym, którego każde działanie jest a) niepotrzebne; b) wymuszone. Dlaczego, więc chcesz jeszcze pisać pod wpływem, tracić dostęp do tekstu o sobie, przykrywając go warstwą patyny wytworzonej przez używki? Owszem każde działanie jest w ogólnym zarysie (gdy zdekontekstualizowane) bez sensu, ale to jest szczególnie kretyńskie.

 

4.      Po czym pisać kiedy już musisz

Pisałem, tam wyżej, o ekstazie, wiąże się ona z jeszcze jedną używką. Powinienem wspomnieć o niej, ale tego nie zrobiłem. Nie pisz po seksie (obojętnie czy jest to stosunek z Twoim partnerem czy może masturbacja). Jesteś mechanizmem biologicznym zależnym od potrzeb. Napięcie seksualne (Freud) kieruje Twoimi poczynaniami. To jest broń artysty: pisz kiedy jesteś niewyżyty, kiedy jesteś wyposzczony, kiedy seksualna frustracja sięga zenitu. To jest moment, w którym można coś stworzyć: gniew, ból, palące pragnienie, maszyna biologiczna – Ty – zwierzę. Pisz w trakcie stosunku, jedną ręką, ale wystrzegaj się la petite mort, bo wtedy wszystko do piachu; umierasz, więc rodzisz się na nowo – pusty, bez przeszłości, bez myśli, które chciałeś wypowiedzieć. Pielęgnuj niezadowolenie.

Co z tą ekstazą? No właśnie ona byłaby momentem idealnym – na przełamaniu dwu stanów, wtedy spisać wszystko – marzenie ściętej głowy.

Skoro zatem nie można tego zrobić, to rozwiązanie jest jedno – nie pisz. Nie pisz.

komentarzy: 2Środa, 14 maja 2014, 21:57

Niby komedia w 1 akcie, ale jednak tragedia.

Dorota Wellman, Jelonek, Przystanek Woodstock, Happysad, Browar

,,W kamiennym kręgu, czyli o czym może rapować 9-latek''

 

Dramatis personae:

Green Grenade (GG) – Xavier Witkowski, rapujący 9-latek

Jolanta Pieńkowska (JP) – powalona dziennikarka

Robert Kanterajt (RK) – zszokowany dziennikarz

Tomasz Kleyff (CNE) – omnibus, niezależny ekspert, wyrocznia boską ręką tknięta

Anita Witkowska (M) – matka rapującego 9-latka

Robert Witkowski (O) – ojciec rapującego 9-latka

Damian Kłuciński (D) – okazuje się, że spiritus movens

Poza sceną, jednak obecna i nieredukowalna, płyta Purple tape - jako punkt Archimedesa

-------------------------------------------------------------

Miejsce akcji: studio Dzień dobry TVN, Złote Tarasy, Warszawa, wszystko złote: złote stoły, złote jabłka, złote zasłony, złote kanapy, złote myśli, a nad wszystkim unosi się duch mieszczańskiej moralności.

 

JP i RK na przemian

Skandal, szok, niedowierzanie.

 

JP

Jestem powalona…

 

RK

Ciężko mi zrozumieć to wszystko.

 

JP

…w sensie negatywnym.

 

RK

Dziwki, hajs, kodeina, swag. Skąd w głowie 9-latka te słowa, ja nie wiem. Pan mi to powie (w stronę O)? Pani mi to wyjaśni (w stronę M)? O co w tym wszystkim chodzi?

 

JP

Ja w ogóle rozumiem niewiele (chwyta się za głowę), Tomku ratuj.

 

CNE

No tak, to się wszystko nazywa TRAP…

 

JP

DRAP, tak, ja słyszałam, DJ Screw to wymyślił.

 

CNE

No, a później się przekręcił od tego, od syropu ze Spritem, PURPLE HAZE go zabiło, trap go zabił, że tak powiem to jest pułapka droga pani, hehe.

 

(Nikt nie rozumie żartu, więc robi się trochę drętwo)

 

CNE

No, tak, że wiesz młody człowieku…

 

O

Bo to nie jest tak, jak w tym materiale.

 

M

No nie jest, ale swoją drogą materiał na koszulkę świetny, ja dziękuję bardzo i mąż dziękuje bardzo i Xavier dziękuje bardzo.

 

O

W każdym razie inaczej to jest, ten kuzyn, to on z nim, kawałek jeden najpierw zrobili razem-

 

JP

Czy ty sam piszesz te teksty?

 

GG

(problemy ze złożeniem zdania, problemy ze złożeniem równoważnika, stres wynikły z opresyjności JP) Tak.

 

CNE

…powinieneś się przebiegunować, ty hajsu nie masz, ty swagu nie masz, gdzie jest twoje lambo? Gdzie jest twój gryllz, tego tu nie ma, to wszystko jest puste, jak prosiak, z którym rymowałem o podpiwku. Musisz zdywersyfikować swoją strategię twórczą, śpiewasz o dostatku, a przecież widzę, że tego tu nie ma. Spójrz na moje słuchawki, spójrz na moją koszulkę, spójrz na mojego fullcapa, mógłbym swagować? Mógłbym, ale patrz jaki skromny i rozumny jestem-

 

GG

Ale teraz śpiewanie o ulicy to jest…

 

CNE

Przekaz, musi być przekaz.

 

JP (Nieco zamyślona)

„Przekaz w chuuuj”.

 

RK

„Źle się dzieje w państwie duńskim”.

 

O

„Kaskady przekazu”.

 

M

„Przekaz o tym, że jest przekaz”.

 

GG (Oświetlenie tylko na niego, skąpany w słupie światła)

„Przekaz”, przekaz. W cudzysłowie i bez brzmi tak samo. Przekaz, przekazu, przekazowi, przekaz, przekazie, przekazem, przekazie. Prze-kaz. Rozmywa się charakterystyka, znaczenie gdzieś umyka, fonetyczna wydmuszka, pozostaje tylko skorupa, stwrdniała na kamień, bo uderzana po tysiąckroć. Kiedy skupić się na nim… język kołowacieje, nie chce już się układać, zmuszam go by pomagał mi artykułować te zgłoski. Dziwne, oślepiony światłem, co ja tu robię?

-----

-----

(Powrót do innych, snop światła się rozprasza)

Czy państwa też to nie dziwi, że rozmawiamy o moralności, etyce, o zagadnieniach pedagogicznych kiedy nie ma tu ekspertów? Czemu jest tu ten człowiek, który nie rozumie o czym jest rap? Czemu nie ma tu żadnego filozofa, żadnego pedagoga, żadnego etyka? O czym jest ta rozmowa, w ogóle? Jak ona może w ogóle istnieć, widzę tylko słowa, znaki, czemu jestem tylko znakami? (Opiera głowę na oparciu kanapy, spogląda w górę)

 

CNE

To od trapu, od kodeiny, Lil Wayne też tak miał, ja ostrzegałem, no.

 

RK

Skąd te słowa w twojej głowie, skąd ty je znasz?

 

O

To nie tak jak w tym materiale, oni z kuzynem-

 

M

Może w telewizji gdzieś usłyszał, ja nie wiem, w Internecie?

 

JP

Gdzie byli rodzice?

 

O

Ale co to za ofensywna postawa szanowna pani? (Z wyrzutem) Ja się pytam, bo nie rozumiem.

 

M

No przecież mówił mąż, że oni z kuzynem, że na święta…

 

(Nerwowo, wszyscy się wiercą, tylko GG wciąż spogląda w górę)

(Wnet! całą salę zalewa światło, poświata się rozprasza, za GG stoi jego kuzyn idealnie dobrany garnitur, granatowa koszula, zamiast krawata gruby, złoty łańcuch, guziki przy kołnierzyku zapięte.)

 

D

D, jestem D, jak Deus i jak on wychodzę z maszyny (wskazuje laptopa, który leży pośrodku stolika, na ekranie widać otwartą stronę http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/9-letni-raper-rymuje-kodeina-dziwki-hajs,115846.html). Wszystko teraz powiem, tylko proszę przestać się wiercić (przestają). Wszystko co można zrobić, jedyne co można zrobić – przekraczać granice. Swoje, gatunkowe, moralne, artystyczne. Taki jest nasz obowiązek, przekroczyć granicę, stanąć poza nią i spojrzeć w stronę, z której się przyszło. Xavier to mój awatar, jestem jego ghostwriterem, on jest moim porte-parole. Mówię przez niego, bo tak tylko mogę mówić wyraźnie, bo tak tylko wszyscy słuchają. Niczego nie propaguję, niczego nie obwieszczam, do niczego nie namawiam. Śpiewam z młotem w ręku, piszę z młotem w ręku, wydaję z młotem w ręku. Nic nie można było zrobić z trapem w Polsce-

 

O

Bo w tym kraju, w ogóle nic nie moż…

 

D

Nie teraz, wujku.

Dlatego jedyne co można było zrobić to go zdekonstruować. Zrobiliśmy to, bo eksperyment jest naszym świętym prawem. W duchu tradycji (próba powtórzenia) wytworzyliśmy tekst, który jest apologią trapu (afirmacja), który jest tak afirmatywny, że wyczerpuje do cna wszystkie pomysły, idee, założenia, który ironicznością uniemożliwia produkcję tekstów choćby do siebie nawiązujących, a mimo to wymaga tworzenia takich tekstów, wpisaliśmy go w szerokie pole rapgry i scaliliśmy go z nią, by pozostał tam jako piętno, blizna, która przypomina o sobie, przypomina o błędach młodości, z której płyną nauki na przyszłość.

(Mówi z coraz większą trudnością)

Zrobiliśmy to, ponieważ mogliśmy, ponieważ taka była potrzeba chwili.

Wy jak zwykle  sprowadzacie wszystko do miałkiej i płytkiej moralności, stawiacie pytania, ale nie te, które należy postawić, zabijacie wszystkich dookoła, bo nie pasują do łoża, na którym ich sadzacie.

(Chwyta się za serce)

Eh!

(Znowu wszędzie światło, miejsce, na którym siedział GG jest puste, interlokutorzy doznali oświecenia, przebili się przez zasłonę Mai, dotknęli absolutu, w katartycznym transie siedzą na złotych kanapach patrząc w… o, w tę kamerę)

(Światło gaśnie, trzask zamykanego laptopa)

 

Kobieta z opieki społecznej ubiera Xavierowi kurtkę, O zdenerwowany pali papierosa, odpala jednego od drugiego, zapłakana M podaje synowi koszulkę IlluminatiWear, słychać walenie w drzwi, D woła )

 

D

Zrobiliśmy to… (szloch) ponieważ mogliśmy. (Kaszel białaczkowca, szloch)

 

Kobieta z opieki społecznej (do Mężczyzny z opieki społecznej)

Zabierz tego małego wykolejeńca od tych degeneratów, sprawdź czy w kieszeniach nie ma syropu.

Żegnam państwa.

 

(Wyciemnienie)

 

komentarzy: 0Czwartek, 08 maja 2014, 16:29

Proszę podać tytuł wpisu!

andrzej_sapkowski, Ryszard Riedel, muniek staszczyk, Dream Theater, TSA

2

Ostatnie dwadzieścia minut Twojego świata jest sumą Twoich wyborów. Nic nieznaczących. Jaka to różnica czy to zaledwie dwadzieścia minut czy całe życie? Twój świat kończy się w sposób niezrozumiały, bezsensowny, nieuchronny i bezbolesny. Jesteś sam pośród wysokich traw, gdzieś w oddali majaczą słupy podtrzymujące sieć elektryczną. Spoglądają w Twoją – czy aby na pewno? – stronę, pochylają się nad Tobą, bezrefleksyjnie. Jedyny dom na wzgórzu – może Twój, może czyjś?

2

Jakie ma to znaczenie w momencie końca świata? Bez względu na to kto jest jego właścicielem, jest on tak samo niedostępny. Ostatnie dwadzieścia minut swojego świata spędzasz na bieganiu. Spędzasz na siedzeniu w lesie. Spędzasz na patrzeniu na łany zboża. Spędzasz na wpadanie w rozedrgane słupy świadomości jakichś ludzi, którzy kiedyś, gdzieś, czegoś doświadczali. Pozyskujesz informacje o ich życiu, którego oni też nie rozumieli. I po co Ci to? Za kilka minut i tak o tym zapomnisz, jak o wszystkim.

2

Unicestwienie to jedyny stały punkt, jedyny pewnik. Nawet muzyka z czasem cichnie.  Pozostaje tylko szare coś pożerające niebo, wydające z siebie ponury dron. Widzi Cię, właśnie dlatego się do Ciebie zwraca, niezrozumiale. Wszystko jest takie niezrozumiałe, puste. Giniesz, bezsensownie łączysz się z resztkami innych ludzi sprowadzonych do postaci niemych błysków. I nic więcej.

2

 

No, tak mniej więcej wygląda The Rapture Is Here And You Will Be Forcibly Removed From Your Home.

Oparta na środowisku Unity, została napisana przez Connora Sherlocka, udźwiękowiona przez Connora Sherlocka, zrealizowana przez Connora Sherlocka. Pomogła mu czwórka osób, które są kimś-tam. Czytają jakieś-tam fragmenty jakichś-tam opowiadań H. P. Lovecrafta. Świat przedstawiony kończy się za 20 minut. Zrób co chcesz.

Biegasz (by zdążyć) po łąkach, by spróbować zrozumieć: o co chodzi? Skąd ten wielki szary kształt na niebie, dlaczego wydaje ten dron tylko wtedy kiedy na niego spojrzysz?

2

Strzępy opowieści ułożą się w całość, o ile zdążysz ich wysłuchać. Ostatecznie nie wyjaśnia się nic. Można oszaleć z tej niewiedzy.

Lovecraft nie jest literaturą wysokich lotów, ani nawet średnich. Równie dobrze cytaty mogłyby być z… czegoś-tam. Jednak twórczość Lovecrafta podbudowana i nadbudowana całą tą swoją mitologią konotuje strach, przerażenie, lęk, bezradność. Żaden inny koniec świata nie jest tak beznadziejny jak u Lovecrafta. Żaden nie powoduje tak paraliżującego strachu, nie otępia tak jak ten. Od lovecraftiańskiego końca świata nie ma odwrotu, nie można mu zapobiec. Istoty, które dokonują zniszczenia z jednej strony są poza granicami pojmowania, z drugiej są mocno zakorzenione w sferze materialnej. To wszystko poddaje w wątpliwość jakikolwiek sens egzystencji. Dwudziestominutowe bieganie po łąkach (wyobraź sobie Z zimną krwią, takie to są łąki) zadaje pytanie: po co to wszystko, jakie to ma znaczenie? Nie udziela żadnej odpowiedzi.

2

Douglas P. pyta: but what ends when the symbols shatter and who knows what happens to heart? Nie udziela żadnej odpowiedzi. Koło hermeneutyczne pęka, zapada się pod samym sobą. Tytuł tej gry zapada się pod samym sobą, znaczenie i sens przestaje mieć nawet koniec świata.

komentarzy: 2Niedziela, 27 kwietnia 2014, 14:53

Krótka piłka:

Robert Rozmus, One direction, Ich troje, Katarzyna Grochola, pidżama porno

co mają ze sobą wspólnego symulator gwałciciela "gwałty" na sesjach RPG człowiek-telefon 12 misji z serii GTA season pass na DLC do Mario Golf: World Tour?
Nową bijatykę od PS Vita z krwi i kości - spodziewajcie się 44 (czterdzieści i cztery - kom. autora) wojowników. Nie można było tak od razu?
Remake 6-letniego Tales of hearts R dostarcza dokładnie tego, co chcecie zobaczyć dłużej, niż w przypadku poprzedniej części serii. Zarezerwujcie sobie pół godziny - tyle pozycji liczy zwiastun trybu kooperacji GRID: Autosport. Nie można było tak od razu?

Tylko w ten piątek zmrożone DLC do Call of Duty od Sledghammer w sklepie gram.pl! Bylibyśmy głupcami ignorując czerwoną inwazję każdego roku. Asystent/ka ds. marketingu i reklamy kończy ze wsparciem dla Windowsa XP Oculus nie spodziewał się tak negatywnej reakcji. Udziałowcy Facebooka mówią jak Ichibanboshi stał się drugą wiodącą platformą nowej generacji. Dyrektor artystyczny Facebooka tłumaczy jak zatrzymasz czerwoną inwazję z Gamespy. Nie można było tak od razu?

komentarzy: 3Środa, 23 kwietnia 2014, 10:24

/\/\4$-/_Y/\/a SŁOWNAnANA

Justin Bieber, Selena Gomez, Miley Cyrus, COMA, Dżem

ŻEBYŚMY SIĘ ZROZUMIELI <-> ŻEBY SIĘ WIDZIEĆ

 

OGLĘDNIE GLĘDZIŁBY O CZRWNCH BTCH ([...]ret szus, mit mi at de dragstor, tunajt) przez 9000 (90x100, dziewięć tysięcy razy jeden) słów, czyli stron około 10. Sprawdzałby rzetelnie czy nie ma błędów orgtograficznych, stylistycznych, interpunkcyjnych, składniowych, logicznych, merytorycznych. Czy wywód spójny, czy metoda nie anachroniczna, czy treść ciekawa, czy rejestr nie za niski, czy czy czy czy czy czy czy Czycz. Wracałby, czytałby, wracałby i poprawiał  i wracał. Zapisałby i zapomniałby, na obiad z rodziną i już bez ględzenia. Wracałby, ale mu się nie chce, więc nie ma - pieniędzy, szczęścia, dobrobytu, spokoju ducha, czystego sumienia, wolnej woli. Już? Już, wpis i po wpisie, wcale nie bolało. Tylko trochę wstyd, taki stary chłop, a takie bzdury wypisuje.

komentarzy: 0Środa, 23 kwietnia 2014, 09:55

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl