avatar

meryphillia Użytkownik gram.pl (Sekretarz) ja.gram.pl/meryphillia

Mój blog (ostatnie wpisy) rss

Mrok, Sodoma i Gomora oraz Piękno

 

[PHATT037] Kintar - Lebanon EP

http://www.phatt.pl/wydawnictwa/31-40/phatt037/

Opisywany już wcześniej netlabel Gudowskiego Phatt Sounds przygotował niesamowitego rilejsa, który jak dla mnie jest najlepszym dotychczasowym wydawnictwem, i to za sprawa tylko jednego utworu.

Pochodzący z Argentyny znakomity kontynuator rasowego brzmienia na scenie Progressive po jej upadku w stronę NuMinimal/Electro House, nie na darmo stawiany jest zaraz obok Moshic'a, jako jeden z nielicznych producentów podążających jedynie słuszną :D drogą, jaką powinien nadal podążać gatunek Progressive.

Mroczne, przepełnione magią utwory, są jak gdyby wizytówką Kintara zarówno jako producenta własnych utworów, ale także jako remiksera, który z oryginału potrafi zrobić prawdziwą petardę dźwiękową.

 

Wydawnictwo "Lebanon EP", na który składają się dwa utwory, czyli tytułowy "Welcome Lebanon" oraz "Beirut", to kolejny przykład tego, jak nadal Progressive potrafi brzmieć potężnie i przepięknie. Choć utwór "Beirut" jest znakomity, to jednak przyćmiewa go ten drugi utwór, który śmiem nazwać jednym z najgenialniejszych utworów w dziejach całego gatunku Progressive.

Niesamowity sampel z przemową Laurence Fishburne'a (znany z "Matrixa" Morfeusz ;]) pierwotnie stanowiący część wspaniałej prezentacji/wystawy "Ashes And Snow" autorstwa Gregory Colbert'a po prostu wyrywa z kapci swoim klimatem. Zaraz po nim następuje nirwana za sprawą niesamowicie genialnie skomponowanych dźwięków, które każdego fana dobrego progressu przyprawią o szybsze bicie serca z pewnością.

Utwór jest po prostu niesamowity i mam nadzieję, że Kintar będzie wypuszczał coraz więcej podobnych perełek, szczególnie w momencie, gdy Lord Moshic zaczyna już powoli przynudzać podobnymi do siebie aranżacjami.

 

Dzięki serwisowi Youtube, nie musicie ściągać nawet EP'ki, jeśli chcecie tylko zobaczyć czym to ja tak się zachwycam. ;]

     

 

Dzięki wielkie Gudowskiemu za pozyskanie tego wałka i należy tylko życzyć, by co jakiś czas (a najlepiej cały czas :D) prezentował nam za sprawą Phatt Sounds, więcej takich znakomitości. ;]

komentarzy: 0Poniedziałek, 15 marca 2010, 21:20

Archipel

 

         

http://contemplation.archipel.cc/

 

Archipel to Kanadyjski netlabel wydający muzykę nieprzerwanie od 2005 roku ( aby być dokładniejszym, to konkretnie od połowy grudnia 2004, gdy pojawiło się pierwsze wydawnictwo).

Od tamtego czasu netlabel stał się zasłużonym propagatorem doskonałych brzmień minimal, dubtechno, techhouse oraz ambient, ale także i ogólnie pojętego IDM. Większość wydawnictw była na tyle dobra, że szybko znalazła uznanie u DJ'ów, w tym też i tych bardziej znanych, a sam netlabel zdobył zasłużoną renomę.

Netlabel działa w specyficzny sposób, bowiem wszystkie obecnie wydawane releasy w formie mp.3 najpierw trafiają odpłatnie na beatport i podobne systemy dystrybucji, a po paru miesiącach od wydania (zazwyczaj 2-3 miesiące) trafiają w darmowej formie na stronę netlabelu. Jest to bardzo dobry pomysł promocji, bowiem i artysta jest syty, a i miłośnicy darmowej muzyki nie muszą narzekać. :)

Oprócz wydawnictw czysto cyfrowych, Archipel od lat promuje swoich artystów wydając ich materiał na płytach CD oraz winylach.

Dodatkowo od 2007 roku otworzono sublabel Kalimari Musique z tylko komercyjnymi wydawnictwami cyfrowymi, które pozyskać można z serwisu beatport.

 

Dla miłośników technicznych dźwięków w elektronice Archipel jest przysłowiowym "must have" i to w odniesieniu do wszystkich dostępnych obecnie 57 darmowych pozycji.Łącznie jest ich już 69 plus 6 wydanych jako CD oraz 19 na winylach.

 

komentarzy: 0Niedziela, 28 lutego 2010, 23:05

Milion płyt wszechczasów... Akt XI

                         Minimalistic Sweden - Standard Klickmusik

                

Genialna płyta. Po prostu. :)

Clics 'n Cuts, który wywodzi się z Minimalu nie jest łatwą muzyką w odbiorze nawet dla miłośników samego, dawnego Minimalu.

Przestrzenne brzmienie podkreślane ambientowymi padami oraz dziwnymi trzaskami i zgrzytami często pozbawione określonej linii rytmicznej faktycznie może zainteresować tylko tych, którym eksperymentalizm w muzyce nie jest nie tylko obcy, ale i słuchany jest ze szczerą przyjemnością.

 

Opisywana pozycja, wydana w 2003 roku przez uznany lecz niestety już nie istniejący Szwedzki label Mitek, to jak dla mnie kwintesencja Clicks 'n Cuts.

Album składa się z dziesięciu niezatytułowanych kompozycji, które płynnie nakładają się na siebie i słuchanie owego albumu fragmentami jest pozbawione całkowitego sensu. Trzeba zacząć odsłuch na pierwszym utworze i zakończyć go po 56 minutach trwania albumu. Przez ten czas odbędziemy wspaniałą podróż poprzez głębokie odmęty minimalistycznego oceanu. Materiał jest idealnie dopasowany do siebie, a pozornie minimalistyczna muzyka składa się tak na prawdę z całej gamy dźwięków i brzmień i nie można zarzucić, że jest monotonna, tak jak w przypadku sporej ilości minimalistycznego materiału, które dane mi było poznać.

Warto także zaznaczyć, że do odsłuchu tegoż materiału najbardziej przydałby się porządny sprzęt, który będzie potrafił w pełni oddać brzmienie.

 

Jedynym problemem może być niestety zdobycie owej pozycji, gdyż Mitek miał bardzo małe nakłady swoich pozycji, i choć większość materiału jest do zdobycia chociażby za sprawą serwisu Discogs, tak opisywany krążek gości tam dosyć rzadko.

komentarzy: 7Sobota, 20 lutego 2010, 18:42

Milion płyt wszechczasów... Akt X

                                          Clubroot - Clubroot

        


Przy okazji pisania peanów pochwalnych na cześć albumu "Untrue" Buriala, napomknąłem, że pomimo całej genialności owego krążka jest jednak coś znacznie genialniejszego jeśli chodzi o gatunek zwany Dubstepem.

Pisząc tamte słowa miałem właśnie na myśli album, który właśnie teraz Wam polecam.

 

Clubroot wyskoczył całkowicie znienacka na rynek muzyczny i na dodatek dość nieśmiało to zrobił, bowiem niewielu po premierze wiedziało o istnieniu czegoś tak genialnego tuż po nosem. Zresztą i nie wszyscy o tym wiedzą i do dzisiaj, rok po premierze...

 

Czemu natomiast album ten jest jeszcze lepszy, niż dokonania Buriala?

Przede wszystkim  pozycja ta przebija według mnie wszystko co dotychczas słyszałem w Dubstepie kunsztem produkcji, gdzie nie ma nachalnego epatowania wymyślnymi sztuczkami, by było jeszcze "lepiej". "Clubroot", to wyważona produkcja przy czym użyte w niej środki są dość skromne, by nie powiedzieć "proste", a jednak tworząc spójną całość, składają się na coś nad wyraz genialnego.

Artysta przyjął podobną stylistykę do produkcji Buriala, więc mamy tutaj do czynienia z mocno instrumentalnym, na wpół ambientowym Dubstepem, gdzie tylko nieliczne  utwory wpisują się bezpośrednio w stylistykę atmosferycznego Dubstepu, a reszta jest zawieszona gdzieś pomiędzy Ambientem, IDM, a Dubstepem właśnie.

Już w kilku recenzjach zauważyłem iż recenzenci mimowolnie odnoszą się  w porównywaniu tegoż materiału do wczesnej twórczości LTJ Bukem'a, który nadał melancholię dla czysto imprezowego wtedy Jungle. Tutaj podobnie Clubroot idzie jeszcze dalej niż Burial w nadawaniu atmosfery dla Dubstepu, odchodząc od czysto imprezowego wymiaru i idąc w stronę muzyki refleksyjnej i atmosferycznej, do słuchania której nie potrzeba uwielbienia dla świdrującego bassu, tak jak ma to miejsce w klasycznym Dubstepie. 

Zwyczajnie album ten jest przyjazny dla każdego, kto tylko lubi piękną muzykę. ;)

 

Polecam ten album jeszcze bardziej niż "Untrue", a najlepiej oczywiście zaopatrzyć się w obydwa krążki. Płyty te, to kolejny argument, że jednak artystom trzeba czasami płacić za muzykę, skoro oferują coś tak genialnego. Jednocześnie jest to też kolejny sygnał, że muzyki najczęściej musimy szukać wszędzie tam, gdzie nie spodziewalibyśmy się znaleźć coś dobrego, bowiem widać doskonale, że nawet mało znane gatunki oferują coś znacznie przyjemniejszego w odsłuchu, niż kolejna seryjna pulpa oferowana na najbardziej widocznych półkach w supermarketach...

komentarzy: 4Środa, 03 lutego 2010, 17:30

Smell The Stench

 

        

http://www.smellthestench.net/net.htm

W 2001 roku pewien Australijczyk postanowił wydawać ściśle podziemną muzykę, jaką były wszelakie odmiany Noise i innego podobnego dźwiękowego chaosu. Przez wiele lat udawało mu się to z powodzeniem i z garażowego przedsięwzięcia, label rozwinął się w uznanego promotora mało znanej muzyki i jednocześnie mało znanych artystów.

W 2006 roku oprócz niskonakładowej działalności wydawniczej, postanowiono (z racji ogromu materiału który docierał od artystów) znaczną część produkcji udostępnić za darmo dla wszystkich w ramach licencji creative commons.

Takim sposobem narodził się netlabel.

 

W ogromnym katalogu Smell The Stench znaleźć możemy najróżniejsze dźwięki. W obecnym katalogu,  liczącym sobie 482(!) pozycje, znajdziemy głównie wszelakie odmiany muzyki Noise, ale także jest i miejsce dla Ambientu, IDM czy Black Metalu. Obok materiału, który będą w stanie przyswoić sobie tylko nieliczni \m/, znajdzie się też i trochę wydawnictw mniej ortodoksyjnych, ale bynajmniej nie ma tu miejsca dla wyżelowanych miłośników Cascady, czy też przekonanych o swej wyższości śierściuchów, którzy od wieków nie puszczali innej muzyki niż przynudzającą już Metallicę. ]:>

 

Polecam uwadze choćby pojedyncze, wybierane na ślepo pozycje dla tych, którym nie obcy jest dźwiękowy chaos Noise, bowiem sporo całkiem przyjemnych dla ucha produkcji kryje się w tym zacnym netlabelu.

komentarzy: 7Niedziela, 31 stycznia 2010, 15:38

« starsze wpisy

Moi znajomi

pokaż wszystkich znajomych: 33

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 1134 dni

Moich wejść na gram.pl: 10 263 (#108)

Napisanych postów i komentarzy: 3 128 (#254)

Napisanych recenzji: 0

Wpisów na blogu: 64 (#149)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 3 788 (#266)

Ostatnie odwiedziny

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl