Najlepszy wpis avatar

Kraju Użytkownik gram.pl (Pro bono) ja.gram.pl/Kraju

Mój blog (ostatnie wpisy) rss

Niemoc twórcza

Niemoc twórcza. Wielokrotnie przez te wszystkie lata dotykała mnie osobiście. Czasami było to z lenistwa, innym razem wynikało ze złego samopoczucia, często szło w parze z bardziej interesującymi czynnościami, które w minimalnym stopniu wymagały ode mnie jakiejkolwiek ingerencji. Teraz jednak po czterech miesiącach po raz pierwszy odpaliłem Worda. Przysiadłem do niego o 12:00 z obowiązkowym kubkiem kawy. Po kilkudziesięciu minutach po kawie ostał się jedynie niewielki osad na krawędziach dna kubka, a biały, wirtualny papier zaczął mienić się czarnymi jak węgiel słowami. I co z tego, skoro tekst nie był ani skończony, ani ciekawy, ani żaden. Najgorsze dla artysty (w szerokim rozumieniu, bo co za artysta z takiego pismaka jak ja?) jest nijakość, ale to co udało mi się sklecić na szybko nie było nawet nijakie, było żadne.

Nijakość mimo wszystko pozwala odbiorcy na jakieś reakcje, gdy wzrusza ramiona i idzie dalej po sekundzie nie pamiętając nawet przy czym zatrzymał na chwilę swoją uwagę w świecie pełnym pośpiechu, nierównych szans i wszędobylskiemu dynamizmowi, to jednak jakaś reakcja się pojawiła. Nie było to obojętność, choć na pozór tak może się wydawać. Żadność jest o tyle gorsza, że nie wywołuje absolutnie żadnych emocji. Czy w takim razie warto nadal się starać?

Jak się później okazało nie. Przejrzałem internet, co chwila otwierając Twitter i Facebooka, bo przecież może pojawiło się coś ciekawego. Tym razem jednak gdzieś miałem przemyślenia znajomych i wrzucane zdjęcia na fan page’ach, a w ogromnym pośpiechu poszukiwałem weny, punktu zaczepienia, tematu na który mógłbym cokolwiek napisać. Pojawił się jednak problem, bo po nowym roku świat zwalnia, ładując akumulatory na kolejne 51 tygodni. Tylko co ja, biedny człowiek ma z tym począć? Mam pilną potrzebę wyrażenia się artystycznie, twórczo i emocjonalnie poprzez napisanie czegokolwiek na jeden z zajmujących może życie tematów. Ale guzik, bo jedyne o czym można pisać, to jakieś marne podsumowania roku, które na ogół nikogo nie interesują, bo każdy w miarę obyty konsument kultury sam mógłby je stworzyć. To może wyciągnąć jakiś temat sprzed lat – szybko pomyślałem i w tym samym momencie nieskazitelnie czysty arkusz czekał cierpliwie, aż przeleje swoje słowa.

Potrwało to kolejne kilkadziesiąt minut, kolejne słowa spływały, ale to nadal nie było to. Szybko zrezygnowałem, bo nie było najmniejszego sensu dalej się katować. Mijały kolejne bezowocne godziny spędzone najpierw w The Division, a później w Mafii III, a chęć napisania jakiegokolwiek tekstu zaczęła rosnąć niczym bańka. Warto dodać, że była to bańka spekulacyjna, która musiała wreszcie pęknąć, bo pragnienie porównać można było do napięcia seksualnego.

Więc pod wieczór spróbowałem raz jeszcze. W mojej głowie kłębiły się dwa tematy, kolejny wpadł zaraz po wybraniu jednego z nich – kolejne minuty bezpowrotnie stracone, które mógłbym przeznaczyć na pisanie. Temat wreszcie wybrany, zrobić szybki research i można wziąć się za pisanie. Pierwszy temat odpada, bo pomysł na tekst kończy się zaraz po jego rozpoczęciu. Zabieram się za drugi temat (w kolejności kiełkowania w mojej głowie byłby to temat z numerem trzecim), ale tego też z szybko rezygnuje. Nagle zaczynam odczuwać deja vu, bo przecież taka sama sytuacja miała miejsce kilka godzin wcześniej.

Zacząłem się bać, bo pisanie było jedną z czynności, w której czułem się całkiem pewnie. Nigdy nie udało mi się zostać wielkim panem redaktorem, ale niejednokrotnie ze swojej amatorskiej i chałupniczej pracy byłem zadowolony, lecz najczęściej zawsze chciałem czegoś więcej. Może przez mój poziom niezadowolenia, przez zbyt wielkie ambicje ostatecznie porzuciłem pisanie. Byłem tym zmęczony, jedyne co chciałem, to żeby przyniosło mi to jakieś zyski. Bez żadnych profitów twoja praca nie ma sensu. To co robisz zawsze musi przynieść jakieś owoce. Często wraz z pracą idą pieniądze, ale gdy mówimy o tym poziomie, to wystarczyłoby zadowolenie czytelników, najbliższego otoczenia, czy nawet własne szczęście, że udało mi się popełnić coś wartościowego.
Nie zmieni to świata, ale mogę na to popatrzeć bez krzty skrzywienia, że coś w tym tekście nie gra. Jako absolwent dziennikarstwa porzuciłem tę ścieżkę kariery jeszcze zanim mogłem pochwalić się takim wykształceniem, ale z pisaniem związany jestem od wielu, wielu lat. I jedyne towarzystwo jakie miałem, to dłuższe lub krótsze przerwy, czasem trwające nawet kilka lat.

Zawsze jednak potrafiłem odnaleźć się w dziennikarskiej przestrzeni, aż nagle po zaledwie czterech miesiącach nie ma już dla mnie miejsca. Wypadłem z obiegu, brak mi słów, konkretnych wyrażeń, a w głowie zabrakło poetyckich sformułowań, którymi mógłbym ubarwić swój tekst. Może i skończyłoby się na jednej, wielkiej grafomanii, która byłaby tak pretensjonalna, że nikt nie dotrwałby do końca tekstu, ale dla mnie to istne katharsis, że pod koniec dnia, wreszcie udało mi się coś zacząć, skończyć, a przy tym jeszcze opublikować.

Czy dopadła mnie twórcza depresja? Już dawno temu i nie tylko ta twórcza, ale żeby po tak krótkim czasie napotkać na mur nie do sforsowania nazwany niemocą, tego w życiu bym się nie spodziewał. Może wynika to z tego, że przez ostatni rok jedyne co pisałem, to oprócz 140 znakowych przemyśleń na Twitterze, wyłącznie recenzje filmów. Może i zapomniałem już jak to jest napisać cokolwiek innego. W krew weszło mi pisanie jednego gatunku dziennikarskiego, że reszta stała mi się obca. Tak samo obca jak fizyka kwantowa czy twierdzenie Bezouta, o których nigdy nie miałem bladego pojęcia.

Jeszcze dwa lata temu mogłem pochwalić się pisaniem o grach, filmach i sporcie. Zdarzały się także teksty o książkach czy muzyce. Z tego wszystkiego nie pozostało już nic, a wszystkiemu winne moje zaniedbanie. Gdy nie widziałem w czymś przyszłości, bez sentymentu to porzucałem, bo brakowało mi motywacji aby kontynuować coś, co nie przynosi żadnych rezultatów, nawet tej wspomnianej wcześniej głupiej satysfakcji. Wreszcie zacząłem zagłębiać się coraz mocniej w odmętach własnej świadomości aby odkryć, że z dziennikarskiej kariery nici. Tylko czemu wraz z tym porzuciłem pisanie? Gdybym to kontynuował, gdybym chciał się w tym rozwijać, dzisiaj mógłbym odnosić już pierwsze sukcesy. Może nie byłyby one spektakularne, ale na pewno coś by ze sobą niosły.

Dzisiaj muszę zaczynać od nowa. Niewielu mnie pamięta, sporo osób w ogóle nie zna, a rzesze wrogów czekają już na pierwsze porażki, aby wbić swoje szpile. Tylko czy naprawdę chcę zaczynać od nowa? Wkrótce i tak czeka mnie nowa ścieżka kariery, choć to górnolotnie napisane, bo żadna to będzie ścieżka, a tym bardziej kariera, ale zarabiać trzeba, a przy ogromne oglądanych przeze mnie filmów i seriali, a także ogrywanych tytułów, o pochłanianiu książek już nawet nie wspominając, to czy starczy mi czasu i energii, aby pisać jakieś pierdoły średniej jakości, których i tak nikt nie przeczyta? Bo czemu macie czytać cokolwiek mojego autorstwa, skoro w internecie jest o wiele więcej ciekawszych tekstów, od dużo lepiej przygotowanych warsztatowo twórców?

Czy to ma zatem jakiś sens, czy istnieje nowy początek, czy już na zawsze będzie ciągnąć się za mną piętno poprzednich lat i niewykorzystanych szans. Nie było ich wiele, ale przy odrobinie pracy mógłbym być teraz w innym miejscu. W obecnym świecie, gdzie byle drobnostka może zrobić międzynarodową karierę, gdzie „każdy” prowadzi jakiś fan page, gdzie ludziom chce się udowadniać na Facebooku, Instagramie czy Snapchacie, że ich życie jest lepsze od innych, ja po prostu jestem tu gdzie jestem, niezwiązany z niczym i nikim. Wolny duch, który wszystko może, nic nie musi, który kalkuluje czy to się na dłuższą metę opłaca. Pragmatyzm w czystej postaci, który zgubił mnie już nie raz i jeszcze niejednokrotnie mu zaufam, choć już dawno nauczyłem się, że nie powinienem. I co mi z tego wszystkiego przyszło? Po co się starać, skoro niewiele rzeczy potrafię doprowadzić do końca? Najlepszym przykładem jest ten tekst, który nigdy nie powinien powstać, a teraz siedzę od godziny i nie wiem kiedy go skończyć, bo czy zakończenie jest w ogóle tu potrzebne?

Może to wszystko zakończyło się już dawno, ale ja tego nie dostrzegam, bo ciągle wracam do tej samej rzeki. Rzeki, do której wchodziłem już nie tylko w największą burzę, ale także w suszę czy powódź. Nie trafiłem nigdy na spokojne wody, ale jako kapitan, sam jestem za wszystko odpowiedzialny. Był okres gdy wszystko szło po mojej myśli, ale wkrótce przyszedł okres zwątpienia, rozliczenia się z przeszłością, wyciągania wniosków i już nigdy nie było jak dawniej. Nie mogłem kontynuować swojej pracy, bo nie czerpałem z niej żadnej radości. Pisanie stało się moją udręką, gdzie zamiast wyrażać coś swoimi słowami, szukałem coraz to bardziej wymyślnych substytutów od innych. Czy to był plagiat? Nigdy, ale inspiracje potrafiły być wyraźne.

Tylko gdzie w tym wszystkim byłem ja? W którym momencie utraciłem swoją tożsamość, tylko po to, aby podtrzymać moje niezdrowe relacje z pisaniem? Tylko, że pisanie jest jak seksowna kochanka, do której wraca się nawet, gdy chwilę wcześniej zapewniało się dzieci i żonę, że je się bardzo kocha. Prawdziwa zdzira, która wysysa z ciebie resztę życia, przeżuwa i wypluwa, gdy już jej się znudzić. Ale tak można napisać o każdej artystycznej ekspresji, bo każda kreatywna osoba zmaga się z artystyczna niemocą. Dziennikarstwo przeżywa obecnie swój najgorszy okres, dlatego nachalne pchanie się w te sfery jest zwyczajnie głupie. Inne rejony sztuki pisarskiej nie przynoszą odpowiednich zysków. Książkę może napisać teraz byle jutuber (lub jakiś zlecony przez niego ghostwriter), a na scenarzystów zawsze najwięcej się oszczędza. To nie jest kraj wielu możliwości.

komentarzy: 1Poniedziałek, 02 stycznia 2017, 20:02

« starsze wpisy

head
forum
gsy
film
steam
mail2
blog
ramka1
ramka2
ramka3
ramka4

Twitter

twitter

Ostatnie odwiedziny

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 4916 dni

Moich wejść na gram.pl: 38 706 (#35)

Napisanych postów i komentarzy: 14 386 (#16)

Napisanych recenzji: 13 (#34)

Wpisów na blogu: 573 (#8)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 32 559 (#13)

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl