Mój blog (ostatnie wpisy) 
http://glizda101.wordpress.com/
Właśnie tak. :)
Pod namowami RTN'a zakładam blog na wordpressie, rezygnując z gramsajta jako z platformy do wywnętrzniania się. Teraz będę to robił pod powyższym adresem. :P Może ta zmiana na mnie podziała i częstotliwość wpisów się zwiększy. Hope so. ^^
Wszystkich, którzy regularnie odwiedzali tę stronę, zapraszam do nie mniej regularnego zerkania na nową. :)
Miłego wieczora i dobrej nocy.
Ahoj.
:D
komentarzy: 3
Poniedziałek, 07 stycznia 2008, 22:45
FPS^3
Dema nigdy nie były rzeczą, na podstawie której oceniałem grę i podejmowałem decyzję o jej zakupie (bądź braku takowego). Jakoś nie lubiłem dem - gdy miałem jeszcze starego PeCeta instalacja dema jakiegoś nowego super hitu z płytki CDA kończyła się najczęściej oglądaniem żabkującego menu, bądź - w najlepszym wypadku - śmigającej z oszałamiającą prędkością paru FPSów gry, a następnie szybkim uninstallem. Wolałem tanie serie, pełniaki z CDA i powroty do leżących na półce i czekających na lepsze czasy (czyt. dużą ilość wolnego + grową posuchę) moich ulubieńców.
Ale, pomyślałem niedawno, w CDA trzy soczyste dema - czemu by nie spróbować? W dodatku wszystkie trzy to gry z gatunku FPS/akcja, czyli to, co - jeśli jest nieźle zrobione - Glizdy lubią najbardziej.
Nie będę Was dłużej zanudzał wstępem, przejdźmy do meritum. Chodzi o CoD4, UTIII oraz Crysisa. Poniżej znajdziecie krótki opis wrażeń i przeżyć z demek każdej z nich.
Call of Duty 4 Modern Warfare
Jedziemy chronologicznie, zaczniemy więc od czwartej części bez wątpienia najintensywniejszej i moim zdaniem najlepszej serii strzelanek na PieCa. Sam już nie pamiętam, ile razy przechodziłem CoDa, CoDa:UO i CoDa2. Pamiętam za to, jaki ładunek buzującej adrenaliną akcji niósł każdy z tych tytułów. Szybkie wydanie rozkazów, flankowanie, seria z MG42, pad na ziemię, Springfield, przymierzenie, headshot. Wjeżdżający przez mur Tygrys, rzucająca na glebę eksplozja, rozmazany obraz, wizg w uszach. Szybki rajd po Panzerfausta pod zmasowanym ostrzałem, wykrzykiwane rozkazy, jęki rannych, krótkie celowanie, booooom! I to wszystko w ciągu niecałej pół minuty. Intensywności działań CoDa nie da się porównać z żadnym innym FPSem. Modern Warfare nie zawodzi oczekiwań. Co prawda, jak wszyscy fani, obawiałem się trochę przeniesienia serii w czasy aktualne, ale okazało się, że nie było powodów do strachu. Mimo, ze brak Tygrysów, Springfieldów i innych Maschinengewehrów42, CoD4 nie stracił nic z szybkości, obfitości i soczystości akcji, jaka nieustannie atakuje nas z monitora i głośników. Mogę powiedzieć, że nawet zyskał, bo zarówno poziom oprawy dźwiękowej (też myślałem, że to już nie możliwe), jak i graficznej wzrósł. Modele broni, wybuchy, prześwitujące przez podziurawioną kulami tekturową ściankę światło, ruchy postaci, kulejący, padający i wykonujący inne realistyczne przedśmiertne czynności przeciwnicy - wszystko to prezentuje się jeszcze bardziej fantastycznie niż w częściach poprzednich. Jeśli chodzi o drugą tworzącą ten niesamowity klimat rzecz - oprawę audio - to zasługuje ona na osobny obszerny artykuł, pełen peanów na jej cześć. Nic więcej na jej temat nie napiszę. Tego trzeba posłuchać. Na porządnych słuchawkach, lub głośnikach przynajmniej 5.1. Na koniec rzecz o sprawie, która wiele osób w CoDzie wkurza - liniowości i wszędobylskich skryptach. Nie będą ukrywał - są. Są i jest ich naprawdę cholernie dużo. Grałem tylko w demo, ale domyślam się, że cały singiel CoD4 to jeden wielki skrypt. I tutaj powstaje pytanie, co kto lubi. Czy woli pełną swobodę, możliwość określania sposobów wykonania celów osobiście, a przez to bycie narażonym na niską intensywność rozgrywki i okresy nudy? Czy też pełną adrenaliny akcję i uczestniczenie - spójrzmy prawdzie w oczy - w interaktywnym filmie, czego negatywnym aspektem może być prowadzenie za rączkę? Obie te grupy mają zarówno plusy dodatnie, jak i ujemne, ale gdy już zanurzymy się po uszy w tym oceanie miodności, jaką oferuje nam CoD, momentalnie zapominamy o otaczających nas skryptach. Ja tak przynajmniej mam. :) Chyba się trochę za bardzo rozpisałem, bo w końcu grałem tylko w demo (4 razy...), a wygląda to tak, jakbym przeszedł cały tytuł po wielokroć, kończę więc. Dodam jeszcze tylko, że mimo - jak podają recenzje - bardzo krótkiej kampanii singleplayer (5-6 godzin), Call of Duty 4 Modern Warfare trafia na moją listę najbliższych must have. Must. Poza tym - zawsze jest jeszcze nie mniej odjechane multi. ^_^
Unreal Tournament III
Tym razem demko, z którym nie wiązałem zbyt dużych nadziei, a które pozytywnie mnie zaskoczyło. Przypomniały mi się stare dobre czasy (tak, wiem - słaby, przejedzony już żart ze strony 17-latka ;P), gdy z kumplami szerzyliśmy anihilację i zniszczenie w QIIIA. Mogę z całą pewnością powiedzieć, że UTIII zadowoli każdego fana oldschool'owych intensywnych sieciowych FPSów, podczas których mięcho z ust sypie się obficie, a czas na podrapanie się po nosie występuje w krótkich chwilach pomiędzy śmiercią a respawnem. UTIII ma wszystkie te rzeczy, które w efekcie składają się na kwintesencję gatunku, którego krótką definicję przedstawiłem w poprzednim zdaniu. Szeroki arsenał, nieźle skonstruowane mapy, niesamowita szybkość, bardzo dobra grafika, fajne efekty specjalne, pojazdy (!!!o, yeah!!!) i nieustanne męczenie lewej części klawiatury oraz myszki. Dodajcie to wszystko, przemnóżcie razy dwa, potem w nawias, do kwadratu i macie Unreala III. ;D Cóż więcej mogę dodać? Jedyny powód, dla którego nie zamierzam się w UTIII zaopatrzyć jest paradoksalnie tym samym powodem, przez który tytuł ten jest tak miodny. Mianowicie sieciowość. Nie ukrywajmy, granie w singla w Unreala na dłużą metę mija się z celem, staje się bowiem po prostu nudne i nużące. Jakkolwiek boty inteligentne by nie były. Grać więc należy w multi. Aby czerpać przyjemność z gry w multi należy grać w miarę nieźle. Aby grać w miarę nieźle,należy sporo ćwiczyć. Aby sporo ćwiczyć należy mieć sporo czasu. Ja sporo czasu nie mam. :) Polecam tę grę jednak wszystkim, którzy czas mają/w sieciowe shootery są już uberprowymiataczami i dodatkowo lubią intensywne FPSy.
Crysis
Po dużych oczekiwaniach i jeszcze lepszym wyniku (CoD4), małych oczekiwaniach, a wyniku wysokim (UTIII), mamy nie wiadomo, jakie oczekiwania i nie wiadomo, jaki wynik. ;] Czyli Crysis. Sam nie wiem, czego po demie Kryzysu oczekiwałem. Na pewno niszczącej grafiki. Ale chyba tak naprawdę chciałem sprawdzić, jak wyszedł tytuł, który miał stać się rewolucją, odrodzeniem i mesjaszem gier na PeCeta. Zaczniemy może od tej przesławnej Crysisowej grafiki, na widok zapowiedzi której już ciekła ślinka. Cóż, zapowiedzi się sprawdziły. Grafika, na poziomie Medium (Medium!! Powyżej są jeszcze High i - "niedostępne" dla DX9 - Very High.) pokruszyła mnie i rozsmarowała kawałki po dywanie. A raczej nie sama grafika. Grafika z fizyką. Nie wiem, co programiści wsadzili w ten silnik, jakie cyrografy, na co i z kim podpisali, ale tak cudnej, prawie-fotorealistycznej grafiki i tak życioworealistycznej fizyki jeszcze w grach komputerowych nie było kropka. Przez jakieś dwadzieścia minut bawiłem się w rzucanie różnymi przedmiotami w inne przedmioty, karczowaniem lasu za pomocą ostrej amunicji przeróżnego kalibru oraz podziwianie efektów powyższych czynności. I jedynym błędem, jaki zauważyłem była zbytnia "gumowość" plastikowej butelki. Dwie sytuacje prosto z gry wzięte (przechodziłem demo dwa razy). 1. Rozpędzam się Hummerem, przede mną dwoje Koreańczyków + drugi ostrzeliwujący się z CKMu Hummer. Gdy dojeżdżam do pary piechocińców, jeden w ostatniej chwili uskakuje sprzed kół, rzucając się w bok, na piach. Drugi nie zdąża. Odbija się od zderzaka, następnie od pobliskiego drzewa, po czym upada na twarz w wysoką trawę, bardzo ładnie ją wgniatając. Z pełną prędkością uderzam moim wozem w bok wrogiego pojazdu. Ten przewraca się, a ja wjeżdżam przednimi kołami na jego podwozie. Nagle skądś pojawia się jeszcze jeden żółtek i rzuca granat w środek tej jakże skomplikowanej pozycji. Wyskakuje z autka, przełączam się na Maximum Speed i w ostatniej chwili wskakuję za płotek z blachy falistej, który ułamek sekundy później przewraca się na mnie pod wpływem fali uderzeniowej. Yeah. 2. Ostrzeliwuję się z domku zbudowanego głównie z dykty i blachy. Kilka strzałów z shotguna utworzyło gustowne dziury w jednej ze ścian, mam więc ładne okienka strzelnicze. Po chwili widzę, jak rzucony przez wroga granat ląduje na dachu mojego bastionu. Nie zdążam nic zrobić, granat wybucha, domek się rozkracza, ściany się przewracają, a blaszany dach spada na moją głowę powalając mnie na ziemię. I to wszystko bez ani jednego zacięcia, ani jednego skoku, ani chwili żabkowania. Na kompie takim, jak opisany po prawej stronie mojego GSa, w 'Więcej o mnie'. Optymalizacja silnika jest, moim zdaniem, znakomita. Słówko o dźwięku - wybuchający granat, choćbym dokładnie wiedział, że jest obok mnie, zawsze powoduje odruchowe przymknięcie oczu i skulenie ramion, tak jest sugestywny. Słówko o AI - przeciwnicy działają naprawdę nieźle. Współpracują, osłaniają się, jeśli widzą, że stracili kompanów, wycofują się tworząc zaporę ogniową i biegną po posiłki. I na tym kończą się pochwały dotyczące Crisisa. Zastanówcie się teraz, czego w tych pozytywach brakowało. Nie wiecie? Ano - co wynika z moich odczuć po demie - grywalności. Według mnie, Kryzys jest, tak, jak się wiele osób spodziewało i obawiało, prezentacją odjechanego silnika i jego cudownych możliwości. Może do dema została wybrana nienajlepsza misja (jest to sam początek rozgrywki), ale wyglądała mniej więcej tak; idź to punktu zbiórki [trochę czasu bez przeciwników, widać domki], a nie, musisz jeszcze skoczyć rozwalić tę bazę [szybka, intensywna, ale krótka walka], idź do punktu zbiórki [samotny spacerek], a nie, wyłącz jeszcze to urządzenie [walka], idź do punktu zbiórki [nuuuda], albo wiesz, co? skocz jeszcze zabrać te dane [walka], idź do punktu zbiórki [spacerek, przebijanie się przez mocny oddział, punkt zbiórki, koniec]. 'Spacerek' co prawda można najczęściej zastąpić 'jazdą', bo wozów jest dostatek - czy to cywilnych, czy Hummerów - ale jeśli cała gra ma wyglądać tak samo, jak ta cała misja, to wybaczcie, ale ja dziękuję. Smutna to rzecz, ale prawdziwa. Powtórzę się - z dema wynika, że Crysis jest niczym innym, jak prezentacją silnika. Silnika najlepszego, jaki widziałem, ale tylko silnika. Mamy co prawda fabułę, wygląda na to, że porządną i zagmatwaną, ale te dwie składowe nie tworzą dobrej gry. Brak grywalności. Crysis nie okazał się więc, ani rewolucją, ani zbawieniem dla gier PieCowych. Okazał się nienajgorszym FPSem z obłędną grafiką. Trafia na moją listę jak cena spadnie do 50 złotych, a akurat nie będzie w co grać, to czemu nie. ;) Ach, napomknę jeszcze coś o multi. Co prawda demo takowego trybu nie oferuje, ale udało mi się pograć w niego na PGA. Multi jest naprawdę porządne. Może to zasługa niezłych graczy, którzy nie kampili po kątach, może dobrego doboru mapy, a może tego, ze byłem drugi na dziesięciu (co nie zdarza się często) - ale moje wrażenia z gry sieciowej są jak najbardziej pozytywne. W miarę szybko, intensywnie, z niezłą grafiką i sporą ilością broni. Przyjemna sprawa. :)
Na tym kończymy mały Przegląd Dem Bardzo Oczekiwanych FPSów. Liczę jeszcze na jakieś demo Gears of War, bo recenzja w CDA narobiła mi smaczku na prz(y/e)pakowanych żołnierzy i potężne guny w połączeniu z taktyką. :) No i niedługo zapewne dokonam zakupu CoD4:MW i może pojawią się tu jakieś wrażenia z wersji pełnej...
Pozdrawiam jak najserdeczniej i - w końcu! - śnieżnie.
Ahoj! :D
komentarzy: 4
Sobota, 15 grudnia 2007, 20:56
Święta + brak czegoś dającego do myślenia i jak to nie umiem wymyślać tytułów...
Witajcie grudniowo! :D
Jak zapewne większość osób o jakimkolwiek poczuciu aktualnej i tej konkretnej rzeczywistości zdążyła zaobserwować - idą Święta. Ale niestety nie, jak to zwykle bywa, dużymi krokami, skrzypiąc śniegiem pod masywnymi buciorami i z temu podobnymi atrakcjami. Jak tak dalej pójdzie to Szanowny Biskup Mikołaj będzie musiał zainwestować w coś na kółkach, bo płozy się na kamieniach rysują. Krótko mówiąc, jesteśmy na siebie ze śniegiem poważnie obrażeni. Ja się wkurzyłem, że nie obgadał całej akcji spadania z mrozem, a on się chyba zirytował, że mam do niego nieuzasadnione pretensje i nie wraca, drań. Lepiej, żeby się jednak pospieszył, bo tylko w ten sposób może złagodzić moją złość. Więc niech przestanie się zachowywać jak jakiś bałwan i spada. Dla jego własnego dobra. ;P
Cóż więcej o Świętach? Staram się poczuć ich Magię, ale jak na razie odnoszę porażki, w czym duży swój udział ma właśnie brak śniegu, a także - nie mniejszy - nacisk ze strony różnych głupich nauczycieli od różnych głupich przedmiotów, których nigdy w życiu nie będę potrzebował na takim poziomie (teoretycznie wysokim). Generalnie - Magii chwilowo nie czuję, lecz mam nadzieję, że się to zmieni. Może jak w końcu będzie biało. :]
Na pocieszenie coś bardzo przyjemnie wesołego w Świąt temacie. :D
Chciałem umieścić tu jeszcze jakiś mały tekst, będący wynikiem moich przemyśleń na pewien temat oraz skłaniający do przemyśleń (na temat losowy), ale jakoś nie mam weny. To znaczy, istnieją pewne rzeczy w mej głowie, ale one są jeszcze w jednej z faz (bliższej lub dalszej końcowi) układania sobie, o co tak naprawdę z nimi chodzi, pozostawię Was więc niestety z pustymi... eee... mózgami? :P
A w kwestii pewnych zawsze napotykanych przeze mnie trudności z wymyśleniem krótkiego, ale zarazem treściwego tytułu, to właśnie w tym zdaniu zawiera się wszystko na ten temat. :D A może po prostu nie chce mi się wysilić szarych komórek. [Szare komórki... Ale głupie i "przejedzone" już określenie. ;) Nie wiem, czemu, ale nieodparcie kojarzy mi się ze szkołą. ^^]
To tyle dziś. Postaram się w niedługim czasie zamienić mój awatar na bardziej świąteczny, ale szczerze mówiąc, nie wydaje mi się, że czapeczka na główce tej glizdy będzie szczególnie widoczna. :] Cóż, zobaczy się.
Pozdrawiam świątecznie.
PS Odniosłem wrażenie, że poprzedni wpis, pierwszy z serii Glizda's Favourites nie odniósł wielkiego spodziewanego sukcesu najprawdopodobniej z jednego, głównego powodu - był za długi. ^^ W przyszłości postaram się o tym pamiętać. :)
komentarzy: 7
Wtorek, 04 grudnia 2007, 19:23
Glizda's Favourites #1 - Ray Charles
Niniejszym, realizując moje postanowienie o aktywności i korzystając z faktu, że nie jestem w szkole, otwieram nową serię... hmm... artykułów na moim gramsajcie - Glizda's Favourites! Brawa.
"Kategorie" będą różne - muzyka (zarówno wykonawcy, jak i konkretne piosenki), literatura (jak wyżej; autorzy i pozycje), film, gry... Ale nie zdziwcie się, jak pojawi się coś bardziej egzotycznego. ^_^ [<- BTW, ostatnio polubiłem tę emotkę :P]

Zacznijmy od Ray'a Charles'a - jak można się po tytule wpisu domyślić, jednego z moich ulubionych wykonawców. Swoją drogą nie zdziwicie się, jak po kilkunastu Glizda's Favourites okaże się, że mam kilkunastu ulubionych pisarzy/piosenkarzy/co tam jeszcze. Nie tworzę tutaj osobistego rankingu, więc nie zamierzam stawiać jednych ponad drugimi. Uważam po prostu, że istnieją osoby, które w swoim 'fachu' osiągnęły, moim zdaniem, taki poziom, że są po prostu na pierwszym miejscu, na piedestale, na najwyższym stopniu podium. Razem. I jedną z takich osób jest właśnie Ray Charles.

Urodził się 23 września 1930 roku, Albany, Georgia. Nie miał wesołego dzieciństwa. Nie będę tu przybliżał całej jego biografii, z którą (oraz z innymi ciekawymi materiałami na temat Ray'a) można zapoznać się na tej stronie, dość powiedzieć, że w wieku pięciu lat stracił brata, w wieku siedmiu - wzrok, a kilka lat później - rodziców. Uczęszczał do szkoły dla niesłyszących i niewidomych w St. Augustine na Florydzie, gdzie nauczył się komponować muzykę, grać na instrumentach - głównie na pianinie i saksofonie - oraz dokształcał swój śpiew.

Po ukończeniu szkoły grał w kilku jazzbandach. Mając 17 lat, przeniósł się do Seattle i zaczął nagrywać dla Swingtime Records. Pierwszą piosenką, która przyniosła mu szerszy rozgłos była przesławna (damnit, która z jego piosenek nie jest przesławna?) I Got A Woman.
Klasyka. Klasyka muzyki. Klasyka bluesa. Klasyka klasyki. Nie będę strzępił klawiatury, bo co tu jest do opisywania? Tego trzeba posłuchać i pokochać lub nie. Wielki Talent.
W 1959 wypuszczony został album, który na pewno znalazłby się gdzieś na szczycie mojego prywatnego rankingu The Best Ever. AlbumThe Genius of Ray Charles. Dobre określenie. Między innymi pod takim właśnie pseudonimem znany był Raymond Carl Charles. The Genius. Geniusz.
W tym okresie nagrał też kilka innych przecudownych piosenek.
Jak chociażby What'd I Say, uhonorowane 10. miejscem na liście 500 Greatest Songs of All Time magazynu Rolling Stone.
Uwielbiam i podziwiam. :)
Można na tym filmiku zaobserwować jego ekspresywność, to, jak bardzo lubił występować. Pozbawiony zmysłu wzroku chłonął muzykę i otoczenie wszystkimi innymi. A ten jego uśmiech. :]
Kolejny klasyk - Hit the Road Jack. Zaczyna mi brakować synonimów do 'podziwiać' i 'talent'. ^_^
Georgia On My Mind, wykonanie której przez Ray'a stało się oficjalnym hymnem stanu Georgia. Zamknijcie oczy, zanurzcie się w jakimś miękkim fotelu - dla tej piosenki warto przytargać go przed kompa :) - włączcie play i odpłyńcie. Damnit, słuchając tej piosenki znikam i przenoszę się gdzie indziej, do jakiegoś alternatywnego świata. :D Powiedzcie, że też tak macie. :)
I jeszcze kilka jego utworów, mniej popularnych, ale także zasługujących na pamięć i podziw. :)
Hallelujah I Love Her So. Posłuchajcie, jak zgrabnie łączy R&B z bluesem, jazzem, soulem i nawet elementami gospelu. Yea'! :D
Mess Around.
Drown in My Own Tears. Czujecie ten potężny ładunek emocjonalny zgromadzony w tej jednej piosence? Ładunek, którym można by obdarzyć całe kariery kilku współczesnych "artystów". The Master. :D
Jeśli jest jakieś określenie opisujące "relaxing extasy" to brzmi ono In The Evening (When The Sun Goes Down). :)
Lub też, opcjonalnie, Somewhere Over The Rainbow. :]
The Genius występował nie tylko sam. W późniejszych latach swojej kariery śpiewał z wieloma innymi muzykami. Przykładem jest chociażby płyta Genius Loves Company, wydana 2 miesiące po jego śmierci, gdzie wykonuje bluesowe i jazzowe utwory z takimi gwiazdami, jak B.B. King, Elton John, Norah Jones, James Taylor, Diana Krall, Natalie Cole, Van Morrison, Bonie Raitt, Willie Nelson, Michael McDonald, Gladys Knight, czy Johnny Mathis. Album ten otrzymał osiem statuetek Grammy Awards 2005, między innymi za Album of the Year i Record of the Year.
Record of the Year, którym zostało piękne Here We Go Again w duecie z Norą Jones. Pię-kne! Uwielbiam Norę Jones, uwielbiam Ray'a Charles'a, ale razem są po prostu tak genialni, że brakuje mi słów. Czuć duszę i serce obojga włożone w tę jedną piosenkę. Love it.
To jednak nie jedyny duet, w jakim Ray występował. Macie tutaj dwóch niewidomych mistrzów muzyki soul razem. Ray Charles i Stevie Wonder w Living For The City. Czapki z głów.
Baby Grand w wykonaniu Raya Charles'a & Billy'ego Joela. :) Awesome.
Ray występował w naprawdę wielu duetach i jakbym chciał umieścić tu wszystkie wykonania, nie starczyłoby mi miejsca, a Wam czasu na oglądnięcie ich wszystkich (mam świadomość, że bez tego wpis jest już kosmicznie długi :)). Dlatego jeszcze tylko dwa. :]
Z Ellą Fitzgerlad w Route 66.
I coś genialnie, cudownie, idealnie niszczącego. CUUUUUUUUUUUUDO. Amazing, fabulous, magnifical, marvellous. Ray Charles & Jerry Lee Lewis & Fats Domino. Brak słów. :] Ale tym razem tak na poważnie. Nie wiem po prostu, co można by na ten temat napisać. Gdy ich słucham i oglądam żałuję, że nie urodziłem się w latach '50 lub '60. Oglądnięcie ich wszystkich naraz może zasiać w głowie naprawdę niewesołe i czarne myśli na temat kondycji współczesnej muzyki. Damnit, dlaczego nie mamy już takich wykonawców? To smutne, że musiałbym naprawdę długo szukać, żeby odnaleźć cokolwiek z aktualnie puszczanej w radiu muzyki, co chociaż troszczeczkę, ociupinkę zbliżyłoby się do tego cuda. Dobra, koniec gadania, oglądajcie:
---
Ray Charles zmarł, otoczony rodziną i przyjaciółmi, 10 lipca 2004 roku. Powodem śmierci był rak wątroby. Pamiętam, że wtedy jeszcze nie fascynowałem się taką muzyką i informacja o tym, że odszedł, w ogóle mnie nie poruszyła. Ciekawe, jaka byłaby moja reakcja teraz...
Na cześć 'Geniusza' powstał pomnik w Greenville na Florydzie. :)
Ray Charles znalazł się także na dziesiątym miejscu w rankingu The Immortals: 100 Greatest Artists of All Time magazynu Rolling Stone. :)
Na koniec jeszcze występ Raya w naprawdę niezłym filmie Blues Brothers, w roli sprzedawcy ze sklepu muzycznego. :)
Huh, dużo tego wyszło, a to i tak tylko część tego, co chciałbym Wam pokazać, gdybym mógł. Mam szczerą nadzieję, że Was nie zanudziłem. :] Opinie - na temat idei Glizda's Favourites oraz, przede wszystkim, na temat Mistrza - mile widziane. :D
komentarzy: 4
Środa, 21 listopada 2007, 11:21
Dlaczego Polska wygrała...?
Bo Glizda z rodziną cudownie kibicował. ^_^
Poniżej macie dowód. Flagi made by moja 10-letnia siostra, jej proszę składać gratulacje dotyczące pomysłu i wykonania. :) To jedna z chwil, kiedy jestem z niej dumny. :D
Moja siostra opowie o pomyśle koleżankom z klasy, ogłosi konkurs na najładniej wykonaną flagę i na największą ilość flag zrobionych przez jedną osobę, i złoty medal na Euro mamy w kieszeni. ;]
Pozdrawiam gorąco z zacisza mojego granatowego szlafroka, bom chory jest.
:)
komentarzy: 3
Wtorek, 20 listopada 2007, 18:42
Archiwum wpisów
- Styczeń 2007 (9)
- Luty 2007 (3)
- Marzec 2007 (1)
- Kwiecień 2007 (1)
- Maj 2007 (2)
- Czerwiec 2007 (1)
- Lipiec 2007 (2)
- Sierpień 2007
- Wrzesień 2007 (1)
- Październik 2007 (1)
- Listopad 2007 (4)
- Grudzień 2007 (2)
- Styczeń 2008 (1)
- Luty 2008
- Marzec 2008
- Kwiecień 2008
- Maj 2008
- Czerwiec 2008
- Lipiec 2008
- Sierpień 2008
- Wrzesień 2008
- Październik 2008
- Listopad 2008
- Grudzień 2008
- Styczeń 2009
- Luty 2009
- Marzec 2009
- Kwiecień 2009
- Maj 2009
- Czerwiec 2009
- Lipiec 2009
- Sierpień 2009
- Wrzesień 2009
- Październik 2009
- Listopad 2009
- Grudzień 2009
- Styczeń 2010
- Luty 2010
- Marzec 2010
- Kwiecień 2010
- Maj 2010
- Czerwiec 2010
- Lipiec 2010
- Sierpień 2010
- Wrzesień 2010
Więcej o mnie
Krótko o mnie:Poszukuję... No i staram się cieszyć życiem. ^^ Aktualnie częściej tam: http://glizda101.wordpress.com/ , niż tu. :P
Moje tagi:battlestar galactica, fantasy, książki, muzyka, wszystko
Urodziny:za 81 dni (22 listopada 1990)
Moje motto:Don't worry, be happy AKA Hakuna matata
Obecny stan:
Take what you can, give nothing back! ^_^
Posiadany sprzęt:PC
Muzyka Glizdy :)
Namiary na mnie
GG: 3819319, Skype: glizda101, e-mail: glizda101(at)gmail.com, www: http://glizda101.wordpress.com/, www: http://zerujemyrazem.pl/
Ulubione...
Gry: Call of Duty, Call of Duty 2, Call of Duty: United Offensive, Company of Heroes: Kompania Braci, Forumowa Mafia, Mafia: The City of Lost Heaven, Reksio i ... - cały cykl, Star Wars Knights of the Old Republic, Total Overdose, Wiedźmin
Muzyka: Aretha Franklin, Barry White, Bill Haley, Blues Brothers, BSG soundtrack, Chuck Berry, ella fitzgerald, Elvis Presley, Eric Clapton, James Brown, Jerry Lee Lewis, Katie Melua, Louis Armstrong, Nat King Cole, Norah Jones, Ray Charles, Requiem for a Tower, Sam Cooke, Tenacious D
Filmy: "Władca Pierścieni", Gwiezdne Wojny, Matrix, Piraci z Karaibów, Shrek, Shrek 2, Szeregowiec Ryan
Książki: Alfred Szklarski - seria o Tomku, Andrzej Pilipiuk - saga o Jakubie Wędrowyczu, Andrzej Sapkowski - Wiedźmin, C. S. Lewis - Opowieści z Narnii, Christopher Moore - "Baranek", Christopher Moore - "Najgłupszy Anioł", H. Sienkiewicz - "Krzyżacy", J. R. R. Tolkien - Władca Pierścieni, Jasper Fforde - wszystkie dwie :), Marek Krajewski - seria kryminałów, Przygody Tomka Sawyera, Sue Towsned - Adrian Mole, Świat Zofii - Josteina Gaardera, Terry Pratchett - "Świat Dysku" (cykl)
Seriale/programy TV: Battlestar Galactica
Ostatnio gram w
Moi znajomi

Ksar666Przewodniczący
PsyhoSpiderACME
KafarSekretarz
matix00Brygadzista
pirzSekretarz
![gram.pl gram.pl[link]](/www/01/img/menu_grampl.gif?h=1)