Mój blog (ostatnie wpisy) 
Take me down to the Paradise City
Burnout Paradise
Od kiedy ściągnąłem demo i przejechałem pierwsze wirtualne mile w "rajskim" mieście, czułem że muszę czym prędzej zaopatrzyć się w niebieski krążek (choć gra w pełnej wersji jest też do ściągnięcia na amerykańskim PSN). Jakże byłem rad gdy w pewnym niebieskim sklepie zobaczyłem ów tytuł za całe siedemdziesiąt dziewięć zeta. A, że akurat mikołajki były, khe he he. ;]
No i odpaliłem. Za pierwszym razem bez dostępu do PSNu dlatego nieźle się zdziwiłem kiedy, już mając dostęp, pozwoliłem czarnuli ściągnąć patche i odpaliłem grę po raz drugi. Nowe menusy, „powitalnik” na czas loadingu z newsami itd., motocykle i, rzecz chyba najfajniejsza - zmienne pory dnia, które pozwalają nam ustawić godzinę taką jak za oknem! No może nie do końca bo u nas jest zima a w Paradise City raczej lato, ale i tak dla mnie bomba. Fajnie się człowiek czuje jak o 4 nad ranem zaczyna mu się w grze robić różowo co dobitnie przypomina o potrzebie snu i zaległej magisterce. :D
Gra jest po prostu świetna! Idea jeżdżenia sobie po mieście i zahaczania takich eventów na jakie właśnie mamy ochotę może nie jest niczym nowym ale chyba w żadnej grze nie była tak świetnie wykorzystana. Wszędzie są jakieś rampy, sekrety, billboardy do rozwalenia itd. Itp. A do tego w każdej chwili można wcisnąć triggery i odpalić Showtime, czyli stary Crash Mode. Choć ta opcja akurat jest ciut bez sensu jak dla mnie to od czasu do czasu można się pobawić. Tym bardziej, że gra pokazuje wyniki twoich znajomych, którzy grali w grę (u mnie Sobieś często się przewija).
W ogóle dużo jest takich smaczków jak chociażby możliwość użycia własnej fotki do wirtualnego prawka. Wystarczy mieć podpiętą kamerę do pleja (nawet nie Eye Toy) i już, raz dwa, możemy podziwiać własną mordę na plastiku. Wypas! Tym bardziej, że po każdym zaliczonym eventcie można zrobić nową i w ten sposób pokazać jak bardzo jesteśmy zadowoleni/źli. Jeszcze lepiej jest ponoć w online (nie sprawdziłem) bo gra pokazuje nam zdjęcie z kamery właśnie rozwalonego przeciwnika a co za tym idzie jego reakcję! Super pomysł!
Jak już pisałem w mieście są rozmieszczone eventy. Dzielą się w zasadzie na 4: Race, Stunt Run, Marked Man i Road Rage. Niby mało ale spokojnie starcza tym bardziej, że po upgradzie licencji wszystko się kasuje. Osobiście najbardziej pasują mi Race i Marked Man. Road Rage wydaje się za prosty a Stunt znów zbyt ciężki, o ile nie znajduje się w jakimś, mocno rampowym miejscu.
Jednak najbardziej podoba mi się Bourning Route czyli specjalny test dla każdej fury z osobna. Sprowadza się do przejechania z punktu A do B w określonym czasie i pozwala na odblokowanie customowej wersji naszego auta. Tu trzeba się naprawdę wykazać skillem bo często trasy są tak skonstruowane by wymagały od nas użycia skrótów. Pęd na złamanie karku przez miasto i satysfakcja z dotarcia do mety jest niesamowita!
Jeżeli już jesteśmy przy autach to mamy ich w sumie 75 (plus dwa motocykle) ale należy to podzielić na pół bo liczone są też wersje customowe. Klasy są trzy – wyścigówki, agresory i kaskaderskie. Każda z tych wersji ma też różny napęd i, co najważniejsze, odpowiedni dopalacz, który ładuje się inaczej, zależnie od klasy. Osobiście najbardziej lubię stunty bo najłatwiej je naładować.
Choć to rasowa arkadówka z fantastycznym feelingiem to są dość wyraźne różnice w autach. Choćby inaczej prowadzi się lekką wyścigówkę z przednim napędem a inaczej z tylnim. Pozwala to na wykorzystanie różnych fur w różnych eventach co jest bardzo fajne.
Sam design aut jest fantastyczny choć bazujący na prawdziwych markach. Każdy kto choć trochę zna się na motoryzacji pozna w Kriegerze BMW a w Montgomerym Jaguara. Czyli podobnie jak w GTA choć tutaj auta wyglądają tysiąc razy lepiej. Świecą się, odbijają w real time’ie miasto, mają kupę chromu i, co najważniejsze, uroczo się rozwalają.
Czy są jakieś wady? Oczywiście, że coś się znajdzie, choćby konieczność powrotu do początku eventu jeśli chce się zacząć od nowa. Trochę to wkurza, szczególnie przy Bourning Route gdzie trzeba dość często ponawiać próby a dystanse potrafią być spore. No ale nie jest to jakaś straszna ujma dla ogólnego wrażenia.
Reasumując, Burnout Paradise to najlepsza wyścigówka w jaką grałem od czasu Need 4 Speed: Underground. Polecam ją każdemu z czystym sumieniem choć lojalnie ostrzegam, że ta gra to obrzydliwy złodziej czasu. ;)
9/10
komentarzy: 1
Wtorek, 09 grudnia 2008, 13:32
Hipertrofia
Na początek może powiem, że jest coraz lepiej z każdym przesłuchaniem. Podobnie miałem z "Zaprzepaszczonymi", najpierw zaskoczenie i pewne niezadowolenie a z każdym dniem coraz większa satysfakcja.
Płyta bardzo dobrze brzmi, szczególnie bas wpada w ucho uroczym brzęczeniem. Słychać też, że panowie poszli do przodu, łącznie z Roguckim, który coraz ciekawiej potrafi operować głosem. Mniej tutaj teatralności więcej śpiewu. Melodie też jak najbardziej pozytywne i potrafią się niesamowicie rozkręcić zachwycając rozbudowaniem i wielowymiarowością bez smętnych popisówek i dennych klawiszy jak to często bywa w polskiej, rockowej muzie.
Z początku też drażniła mnie długość ale teraz widzę, że nie jest to takie męczące. Spokojnie można sobie wrzucić osobno każdą płytę bo niejako stanowią dwie opowieści. Fajnie. Tylko te przerywniki, choć ciekawe, teraz są trochę wkurwiające, szczególnie na ajpodzie i w aucie.
Słychać też tradycyjnie inspiracje Toolem. Partie basu, chociażby, przypominają te z Undertow (brzmienie zresztą też). Tak samo bębny czy gitary choć zdecydowanie więcej na drugiej, żółtej płycie.
Przyczepić mogę się jeszcze ew. do opakowania płyt. Fajnie, że są dwie książeczki ale już mniej fajne jest to, że za każdym razem jedna wypada bo nie ma jej do czego przymocować. Ciężko też z tego powodu zamknąć pudełko. Można było o tym pomyśleć ale to w sumie szczegół i pewnie normalnego odbiorcy nie dotknie.
Poza tym to kolejna, świetna płyta na jakże jałowej glebie polskiej rock metalowej sceny zdominowanej przez solówkowych masturbatorów, facetów w obcisłych gaciach i wiecznie złych szatamatanistów.
komentarzy: 0
Wtorek, 09 grudnia 2008, 11:08
Dziewięć pięć rok!
W co się wtedy grało? Przede wszystkim Worms, Mortal Kombat II, Colonization i Cytadela. Do tego śliczne ATR, X-Com i jakieś dziwolągi jak Za Żelazną Bramą czy Pole Walki z kumplami po lekcjach.
Pamiętam też jak pewnego dnia poszedłem do mojego zamożnego kumpla. Miał PSXa i pokazał mi Wipeout. Wow. WOW. To był po prostu kosmos! Naprawdę. Tak się zastanawiałem dziś czy będzie jeszcze kiedyś tak wielki skok jakościowy jak PSX. Wtedy nie miał sobie równych, nie to co teraz gdy PC było mocniejsze niż PS3 w dniu premiery.
Tak czy siak wtedy zabijał.
No i ściągnąłem tego Wipeouta na PSNie i cóż.. rozczarowanym. Znaczy nie grą bo ta dalej jest ok. Szczególnie muza. Ale już emu jest nie fajne. Upscaling polega na rozciągnięciu obrazu do (niepełnego) 16:9. Nawet nie ma podwyższonej podziałki, lipa. Smooth zaś robi taki myk, że gra traci na płynności (sic!).
Więcej już raczej peesiksowych tytułów nie kupię. :/
komentarzy: 0
Sobota, 29 listopada 2008, 00:17
Więcej o mnie
Moje tagi:gamelog.pl, muzyka, nintendo, perkusja, playstation
Urodziny:za 32 dni (4 października 1983)
Posiadany sprzęt:PlayStation 2, PlayStation 3, PSP, Wii, PC
Namiary na mnie
e-mail: boncek(at)gazeta.pl, GG: 990600
Ostatnio gram w
Tytuł gryPo sieci?Ukończona?
- PS3 Burnout Paradise

- PS3 Call of Duty 4: Modern Warfare


- PS3 GTA IV

- PS3 Mortal Kombat II


- WII Okami
- PS3 Prince of Persia Classic
- GC The Legend Of Zelda: Wind Waker
- PS3 The Orange Box

- PS3 Wipeout HD

Ulubione...
Seriale/programy TV: Californiaction, Dexter, Dirty Sexy Money, Entourage, House M.D. - Doktor House, Life on Mars US, Lost
Moje statystyki
Na gram.pl jestem już: 1792 dni
Moich wejść na gram.pl: 31 (#3376)
Napisanych postów i komentarzy: 0 (#1716)
Napisanych recenzji: 0
Wpisów na blogu: 5 (#211)
Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 292 (#1483)
![gram.pl gram.pl[link]](/www/01/img/menu_grampl.gif?h=1)
