avatar

DawidciOverlord Użytkownik gram.pl (Przodownik) ja.gram.pl/DawidciOverlord

Poniekąd Recenzje - Saints Row IV


Pierwszą rzeczą jaką opiszemy jest fabuła.

Daria: Jej opis nawet w połowie nie zapowiadał się tak dobrze jak wypadło to w grze. Kosmici? Światy? Walki? Jasne, że ciekawe ale nie sądziłam, że aż tak. W rozgrywce wcielamy się w stworzoną niemal od podstaw przez nas postać – możemy wybrać płeć, seksapil, a nawet opaleniznę czy dodatkowe elementy. Nasz bohater jest prezydentem Stanów Zjednoczonych, a z racji najazdu obcych mamy całkiem sporo do roboty, co wykonujemy z ochotą i różnego rodzaju środkami, które są tak groteskowe, że czasami pojawiały się u mnie mieszane odczucia. Prawie cała fabuła przypomina film Matrix – wzorowanie się na nim potwierdza chociażby dodatek nazywany Enter to Dominatrix lub po prostu Dominatrix. Cała historia jest na tyle nieprawdopodobna i śmieszna, że warto zagrać w czwartą odsłonę serii chociażby po to, aby śmiać się do łez i doszukiwać się coraz to nowych absurdów w tym zakręconym scenariuszu.

Dawid: Saints Row 4 trzyma wysoki poziom absurdu, a wręcz prześciga pod tym względem swoje poprzedniczki, nonsens goni nonsens, co często wprowadza w zakłopotanie, gdyż nie wiadomo czy przed chwilą zderzyliśmy się z mało szkodliwym bugiem czy był to celowy zabieg twórców. Początek gry jest dość zaskakujący, a mianowicie po wykonaniu krótkiej tajnej misji, okazuje sięże nasza postać została w okresie między 3, a 4 częścią serii prezydentem Stanów Zjednoczonych. Oczywiście nie mogło zabraknąć tworzenia postaci, które nie uległo zmianom względem „trójki“, ale ten brak nowości tyczy się wielu fragmentów rozgrywki. Po wybraniu rasy, płci, poziomu seksapilu, który określa wielkość atrybutu płci, skóry i innych drobnostkach takich jak makijaż naszym zadaniem jest podjęcie ważnych dla świata wyborów. Po przechadzce przez hol pełen zaczepiających nas ludzi, dochodzi do zmasowanego ataku Kosmitów na Biały Dom, podczas którego nasi towarzysze zostają od nas odseparowani, a my trafiamy do wirtualnej wersji naszego pięknego miasta, Steelport. Początki nie są łatwe, ale gdy dostajemy możliwość korzystania z super-umiejętności, nic nie stoi nam na przeszkodzie, by skopać tyłki kilku Zinom. Pierwszymi mocami z jakimi przychodzi nam obcować jest Supersprint i Superskok, które jak można się domyślić, pozwalają na szybkie przemieszczanie się, nie zważając na nic. Ten element gry przypomniał mi godziny spędzone w Prototype i jej sequelu. Fabuła jest pełna humorystycznych scenek, sentymentalnych wspomnień dotyczących początków fioletowego gangu oraz nawiązań do innych tekstów kultury, głównie do tych mających ścisłąstyczność z science fiction np. Matrix. Najbardziej jednak zaciekawiła mnie linijka tekstu, która pojawiła się podczas kończenia jednej z misji: Dead Island x Saints Row Coming 2015. Ciekawe czy to zapowiedź jakiegoś crossovera czy jedynie napis nie mający głębszego sensu. Zakończenie Saints Row 4 nie chwyciło mnie za serce, już od samego początku można było mniej więcej określić co się stanie, ale mimo wszystko przyjemnie było skopać kilka tyłków.

 

 

fabułą bezpośrednio związane są misje i zadania...

Daria: … które powodują coś w rodzaju wielkiego WTF?! Pojawiającego się nad naszą głową ilekroć je przechodzimy. Sam opis nie mówi zbyt dużo – z pozoru wydaje się, iż są to w miarę logiczne czy chociażby ,,normalne” zadania. Dopiero wykonywanie któregoś z nich wyjaśnia dokładnie o co chodzi – może dotyczyć idealnego świata, do którego przenosimy się przymusowo, statku Zinów czy symulacji świata stworzonego przez Zinyaka, w której znajdują się najciekawsze okazy z całej galaktyki. Mamy tutaj dostęp do różnego rodzaju broni: od dubstepgunu, przez pingpongiwerę aż do miotacza czarnych dziur czy mackokija, którym wesoło możemy nawalać przeciwników po zakutych łbach. Fajnym unowocześnieniem są moce wykorzystywane przez nas do pokonywania obcych czy programów policyjnych rzucających się na nas hordami – możemy za nie dostać osiągnięcia sprzężone ze steamem (o ile oczywiście sama gra jest z nim połączona), które przyznawane są, np. za zabicie 100 kosmitów telekinezą czy tupnięciem. Jest z tym całkiem niezła zabawa. Dobre są misje lojalnościowe wykonywane dla naszych ziomeczków Świętych. W ich skład wchodzą takie elementy jak prywatne porachunki postaci czy widowiskowe romansowanie z nimi, przed którym ktoś okłada Cię po twarzy lub narzuca swoje racje. Przydatne jest wykonywanie zadań pobocznych, które rozwijają nasze umiejętności i pozwalają gładko przejść główny wątek gry. Jeśli jeszcze nam mało możemy zająć się wyzwaniami, które jednak się nieco ciężkie do zrobienia, bo wymagania są wysokie – tłuczenie moderbotów, czy CIDów jest jeszcze ok, ale już zdobywanie złotych medali, np. w Wyzwanie na śniadanie profesora Genkiego może być ciężkie, a czasami nawet i upierdliwe...

Dawid: Misje poboczne przeważnie są jedynie paczkami różnych aktywności takich jak np. Chaos, czyli totalna demolka miasta, Klub Walki albo wymuszanie pieniędzy przez celowe wpadanie pod pojazdy. Wyjątkami są misje lojalnościowe, które przypomniały mi Mass Effect, wprowadzające pewną świeżość do gry. Dzięki nim można bliżej poznać naszych towarzyszy broni, wspomnieć dawne stare czasy albo po prostu wspólnie powyklinaćteraźniejszość i odstrzelić kilka łbów. Każdy z naszych ziomków ma swoją całkiem wyraźną osobowość naznaczonąoryginalnym dziwactwem, najbardziej przypadła mi postać Kinzie, kobiety-informatyka, która skrywa w sobie liczne pokłady szaleństwa, ale stara dobra Shaudi i Pierce też są niczego sobie kompanami, tak samo jak i reszta ekipy. Długość Saints Row 4 jest całkiem porządna, wykonanie wszystkich misji jakie oferuje podstawka, głównych jak i pobocznych oraz zebranie wszelakich znajdziek zajęło razem około 35 godzin.

 

 

Od misji już tylko kroczek do postaci...

Daria: Są one na tyle wyraziste, że nie sposób pomylić ich z kimkolwiek innym. Brutalny mat – fiz Kinzi, sztywny John Gat, pseudo – bohater Matt Miler czy robotyczna kulka CID są teamem nie do zastąpienia, w dodatku tak skonstruowanym, że od razu widać więzi i zaufanie między nimi. Z jednej strony nie mają zbytniego wyboru w sytuacji anihilacji ludzkości, z drugiej jednak są to starzy kumplem, którzy skoczą za nami w ogień. Tworzy to fajną atmosferę swojskości i pokazuje jak ważni są przyjaciele. Symulacje ludzi w świecie Steelport również są dość ciekawe, bo albo usiłują Cię ukatrupić albo można ich zatruwać wirusem, co ma interesujące skutki. Policjanci i obcy usiłują utłuc nas wszelkimi możliwymi sposobami, ale przynosi to wymierne skutki, ponieważ nasze supermoce i bronie umożliwiają nam rozgromienie ich na wszelkie sposoby, jakie tylko wymyślimy w naszych chorych wyobraźniach. Sama kreacja naszego głównego przeciwnika, Zinyaka jest dość... Typowa. Wariat, który chce zawładnąć całą galaktyką, dość brutalny i bezczelny + garstka dziwnych typków, którzy się mu przeciwstawiają. Jakby znajome, nie?

Dawid: Przemierzając Steelport natrafiamy na masę przeciwników, większość to nic nieznaczący policjanci albo kosmici, którzy przy naszych nadludzkich siłach są niczym mucha w zderzeniu z samochodem, ale na szczęście nie występują tylko tacy wrogowie. Największym wyzwaniem są Naczelnicy, których nie zabijemy jednie przy pomocy jednego kliknięcie myszki, przy nich niekiedy trzeba się naprawdę namęczyć. Nie dośćże posiadają tarczę, którąmożna jedynie na kilka sekund wyłączyć, to do tego są dość żywotni i wyekwipowani w te same umiejętności co nasza postać.

 

 

Soundtrack?

Daria: Tak dobrze dopasowany, że aż chciało się go słuchać. W niektórych miejscach polewałam się ze śmiechu słysząc, np. Baby don't hurt me, don't hurt me no more... Ogółem wychodzi cały na plus. Oglądając napisy końcowe dość mocno zdziwiła mnie ilość utworów. Jednak kilka stacji radiowych i około 30 godzin gry robi swoje...

Dawid: Ścieżka dźwiękowa jest bardzo dobra, utworów zawartych w grze jest masa, od muzyki elektronicznej, przez pop po rap. Podczas wykonywania misji głównych można było również usłyszeć hity, może nie najnowsze, ale może to i lepiej.

 

 

grafika ma się tak...

Daria: Łatwa, prosta i przyjemna. Widać każdy szczegół, modele są bardzo dobrze i pomysłowo zaprojektowane, kolory nieco jaskrawe, ale to zdaje się jedynie dodawać grze uroku. Szacun za wygląd całego miasta i przedstawionych nam postaci. Uwagę zwraca ilość szczegółów, jak krzaczki, drzewka, posągi, lampy itp., więc nie sposób się nudzić nawet poprzez samo zwiedzanie planszy. Zaciekawiły mnie panie lekkich obyczajów chodzące sobie tu i ówdzie, ponieważ także były wykonane z niezwykłą precyzją i zwracały na siebie uwagę. Dobrze zaprojektowane pojazdy i układ mapy. Czasami jednak zdarzało się, że posypał się skrypt gry, co dawało nieco śmieszne rezultaty jak spływanie ścian, ale to da się przeżyć, bo nie utrudniało w jakiś znaczny sposób rozgrywki.

Dawid: Saints Row 4 wykorzystuje ten sam silnik graficzny co „trójka”, więc nie można zauważyć zbyt wielu zmian, szczególnie, że akcja rozrywa się w tym samym mieście, twórcy nie zaszaleli pod tym względem. Ogólnie wszystko wygląda bardzo dobrze, nie można się przyczepić, nie licząc tych momentów, w których tekstura w ogóle znikała, ale to rzadkość. Gra jest dobrze zoptymalizowana, więc liczba FPSy nie ma zbyt dużej amplitudy.

 

 

Dodatkowo...

Daria: Musze przyznać, że prowadzenie pojazdów w grze to istny koszmar dla mnie, ale całkiem ładnie się podszkoliłam, więc będzie już z górki – przy takiej ilości questów tego typu nie było możliwości nie nauczenia się. Przez ilość przeciwników poprawiłam również celność, bo ostatnio trafiały się niemal same heady, co niezmiernie mnie cieszy. Był jednak ból – z racji tego, iż hostował Dawid gra nie zaliczyła mi ostatnich 4 misji, więc musiałam powtarza je już na swoim hoście. Nie było to nic przyjemnego, bo kiedy kolega już skończył, ja nadal tkwiłam gdzieś przed finałem. Dodatkowo drugi etap ostatniej misji nie chciał nam się załadować, a następnie mój partner był niezdolny do poruszania się, ale większych problemów poza tym nie było, aczkolwiek zagotowałam komputer podczas rozgrywki, więc chyba muszę uważać jak gram... Niektóre zadania męczyły mnie i wydawały mi się bezsensowne, ale dało się je przejść nawet jeśli mnie męczyły. Poza tym będę miała dość ciekawe skojarzenie z Kinzie, ponieważ nie da się tej kobieciny nie lubić – jest bosko wykreowana. Na uwagę zasługuje cięty dowcip twórców – nie można się nie śmiać. Żarty i teksty są może lekko tępawe, ale dopasowane do sytuacji rozluźniają napięcie i powodują banana na twarzy. Dodane do romansu kojarzą się z wsiowym podrywem panienek, więc także i tutaj jest się z czego pośmiać. Doszukamy się tutaj masy swoistych easter egg'ów, więc radzę być czujnym! Własna kreacja postaci jest również jak najbardziej na plus, bo umożliwia nam dużą dowolność i zżycie się z nią. A wszystko w jednym...? Też ma swój urok!

Dawid: Za wszelakie czynności ukazujące naszą niszczycielską naturę oraz wykonywanie misji otrzymujemy doświadczenie, którego pozwala nam zdobywać coraz to wyższe poziomy. Mając odpowiedni level można zakupićprzeróżne dodatki np. umocnienie ziomali, zwiększenie many i zdrowia, odporność na obrażenia, odblokowanie pojazdów i broni itd. Podróżując po mapce można natrafić w wielu, mniej lub bardziej dostępnych miejscach, klastry danych. Można je przeznaczyć jedynie na rozbudowanie Supermocy, które się dzielą na pasywne (ułatwienieprzemieszczania się) i aktywne (odpowiedzialne za atak, można do nich wybierać żywioły, które odblokowują sięprzez wykonywanie zadań).

 

 

A teraz czas na podsumowanie:

Daria: Gra nie jest zbyt wymagająca, ale do gry z kumplem jak najbardziej ok. Na odmóżdżenie się też polecam. Poza tym ma niesamowity klimat i wiele do odkrycia, więc jak najbardziej warto się nią zainteresować. Czasami błędy wynikające ze skryptu gry czy hostu utrudniają jej przejście, ale przecież my Gracze sobie z tym poradzimy. Warto ją rozważyć podczas szukania czegoś do kooperacji.

Dawid: Ilość błędów na centymetr sześcienny gry jest porażający, jak już wcześniej wspomniałem większość jest nieszkodliwa, ale natrafiały się też trujące wyjątki. Niektórych misji nie mogliśmy w spokoju wykonać, gdyż postęp nie był możliwy przez syndrom wiecznego wczytywania się planszy, na szczęście z pomocą przyszedł internet i jakoś się udało dokończyć grę, ale nie było to przyjemne.


 

komentarzy: 030 stycznia 2015, 12:12

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl