avatar

Karfein Użytkownik gram.pl (Biały Drow) ja.gram.pl/Karfein

Recenzja: Planescape: Torment PL

recenzja, cRPG, Planescape: Torment

Przychodzi czas, że gracz ma dość już ratowania świata i ludzi przed ich osobistą zagładą, ma dość gromadzenia złota tylko po to, by je mieć. Ma dość wszystkiego i chciałby mieć już wreszcie święty spokój. W tej grze właśnie o to chodzi - celem jest śmierć. Bezpowrotna.

Kilka słów o męskości.

Kostnica Twym domem
Na pewno znana jest wielu osobom postać Bezimiennego z sagi Gothic. W wielu zresztą grach taki schemat bohatera jest ukazany (chociażby w Fable). Mamy żółtodzioba, któremu przyjdzie dokonać wielkich rzeczy. W przypadku tego Bezimiennego należy o tym schemacie zapomnieć. Gry cRPG cechuje  dziś często niezmienna powtarzalność, a już w roku 1999 powstało dzieło autorstwa BlackIsle, którego do dzisiejszego dnia chyba żadna gra nie pokonała pod względem fabularnym. Nasz protagonista budzi się w lokalnej kostnicy, niczego nie pamięta, nie wie kim jest, dlaczego "umarł", a jego ciało pokrywają niezliczone blizny. Na plecach zaś ma wytatuowany dziennik, który odczyta mu... lewitująca czaszka, pierwsza napotkana w grze postać imieniem Morte. Bezimienny może go przyłączyć do drużyny, co wg mnie jest warto zrobić, gdyż czaszka ta jest wyszczekana i dzięki niej możemy przeczytać niejeden śmieszny dialog. Ważnym elementem gry jest tytułowa udręka protagonisty, która przyciąga inne umęczone postaci, z którymi możemy się związać w podróży. Postaci do przyłączenia są zaś niebywale oryginalne, mamy bowiem githzerai, który zwątpił, sukkuba, który porzucił swe dziedzictwo, wiecznie gorejącego piromana, sierotę złodziejkę dotkniętą przez diabelstwo, ożywioną zbroję, bądź zbuntowanego modrona (żyjące stworzenie przypominające geometryczną bryłę z humanoidalnymi kończynami). Jednak udręczone postaci to nie tylko te, które możemy przyłączyć do drużyny. To także te, z którymi po prostu porozmawiamy, albo o których dane nam będzie posłuchać w grze. Z tymi zaś, z którymi przyjdzie nam podróżować, możemy konwersować na różne tematy, odnośnie samego siebie, ich, aktualnego położenia drużyny czy otoczenia. Członkowie grupy często mają swoje zdanie, mogą nie popierać naszych poglądów, a i nie raz następuje żywa wymiana zdań między nimi samymi, bo i oni mogą się w czymś nie zgadzać. Oczywiście jak na porządnego drużynowego cRPG przystało, jest też możliwość wdania się w romans. Świat cechuje się swoimi specyficznymi prawami, gdzie kolektywna myśl może przenosić całe miasta do innych sfer planarnych, a także posiada zakorzenioną swoistą filozofię, z którą będziemy mieć niemal stałą styczność. Miasto, w którym spędzimy niemałą część gry to Sigil, Miasto Drzwi, pełne ukrytych portali, które może aktywować dosłownie wszystko - jakiś przedmiot, gest, słowo, uczucie albo myśl. Nad wszystkim zaś czuwa przerażająca Pani Bólu, która odpowiednio sprowokowana naszym zachowaniem w grze może nas wysłać do labiryntu, do którego swoją drogą warto trafić, by odkryć, co się działo z poprzednimi wcieleniami bohatera. Istotna dla tego świata i gry jest też odwieczna Wojna Krwi między demonami i diabłami, o której niejednokrotnie w Tormencie usłyszymy.


Jedna z walk w Tormencie.

Nieskończoność
Planescape: Torment działa na silniku Infinity autorstwa BioWare, przez co zauważyć można w działaniu gry wiele podobieństw do Baldur's Gate czy Icewind Dale. Sam Interfejs przypomina raczej Icewind Dale II, gdyż jest nim poziome menu na dole ekranu gry. Same lokacje i animacje są wykonane starannie i są wręcz niepowtarzalne. Dzięki rzutowi izometrycznemu widoku gra może się podobać nawet młodszym pokoleniom, choć problem może stanowić niska rozdzielczość. Dla mnie nie stanowiło to przeszkody, tym bardziej, że lubię czuć klasykę bijącą z monitora bez usprawnień w postaci nieoficjalnych upiększających patchy, które jednak mogą się przydać osobom operującym na rozdzielczości widescreen. Co idzie na plus, a różni Udrękę od pozostałych gier opartych na silniku Infinity to specjalne animacje unikatowych umiejętności oraz trafień krytycznych odrębne dla każdej postaci, co dodaje uroku grze. Znacznie większe wrażenie jednak czyni rzucanie wysokopoziomowych zaklęć. O ile w pozostałych tytułach rodem z Infinity to nic wielkiego, tak tutaj po zakończeniu inkantacji włącza się nawet filmik! Do efektów pozostałych zaklęć nie sposób się przyczepić. Wszystko wygląda bardzo dobrze, a czasem nawet lepiej niż w Icewind Dale II, który przecież był ostatnią i najbardziej wymagającą sprzętowo grą zbudowaną na silniku Infinity. Jedynym mankamentem jest według mnie mało pomagające podręczne menu postaci wywoływane prawym przyciskiem myszy. O ile takie kołowe menu świetnie się spisywało w Świątyni Pierwotnego Zła, tak w Tormencie wolałbym już ustawianie członków drużyny w odpowiedniej pozycji jak w Baldur's Gate.


Tak wygląda rzucanie "deszczu meteorów".

Miód dla uszu
Ścieżka dźwiękowa w tej grze jest jedną z najbardziej klimatycznych, jakie kiedykolwiek słyszałem. Mark Morgan (większa część soundtracku) i Richard Band (mniejsza część) pokazali prawdziwą klasę. Tym bardziej zasługują na owacje na stojąco, iż dokonali tego w tydzień! Co się tyczy efektów dźwiękowych, nie mam żadnych zastrzeżeń - odgłosy tła, gwaru miasta, ponurych podmuchów innych planów egzystencji; wszystko to dobrze się komponuje z muzyką i nie przeszkadza w grze. Jeśli chodzi o dubbing, aktorzy dobrze podłożyli głosy, choć arcydziełem tego nie nazwę, tym bardziej, że nieczęsto będzie dane nam ich posłuchać. W grze należy się raczej nastawić na czytanie niż słuchanie dialogów.


Nie wymaga komentarza :)

Udręka czy przyjemność?
To zależy od tego, czy ktoś lubi czytać czy nie. Osoby zakochane w książkach znajdą tu coś dla siebie, ludzie szukający rozgrywki w stylu Icewind Dale i stroniący od dialogów i opisów już niekoniecznie. W grze można włączyć wyższy poziom trudności, jednak i tak się tu nie umiera. Właściwie to prawdziwe przedwczesne zakończenie gry można osiągnąć raczej przez nieodpowiednie pokierowanie rozmową niż bitwę. To sprawia, że gracz nie musi znać się bardzo dobrze na zasadach dobrego rozwoju postaci w systemie AD&D 2. edycji, a i tak może wchłonąć esencję Planescape: Torment, czyli genialnie skonstruowany świat, dialogi i fabułę. Nie ma co owijać w bawełnę, ta gra to istna interaktywna książka, która w dialogach uderza tym, że nim przejdziemy do słów, dane nam będzie przeczytać barwny, nigdy nudny, opis wyglądu i zachowania rozmówcy. W nowszych grach tego już nie uświadczymy, jako że naszą wyobraźnię wyręcza grafika trójwymiarowa. W pozostałych zaś tytułach opartych na silniku Infinity praktycznie zawsze przechodzono od razu do wypowiadanych kwestii. W zasadzie zaledwie kilka bitew jest naprawdę koniecznych, odpowiednio prowadząc dialog możemy ominąć nawet bitwę finałową! Niestety esencja Tormenta, czyli prowadzenie dialogów, sprawia, że jedynie granie magiem naprawdę się opłaca (inteligencja ma wpływ na ilość dostępnych odpowiedzi w rozmowach). Poza tym mamy do wyboru tylko jeszcze wojownika i łotrzyka, ale te klasy są mało opłacalne.
Rozwój postaci jest nieco zmodyfikowany w stosunku do innych gier na zasadach (A)D&D. Mamy tu poziomy nabywane przez zdobyte doświadczenie, jednak biegłości w broni uczymy się od pewnych postaci, co poziom podnosimy swoje cechy (tradycyjnie jest ich 6: siła, zręczność, kondycja, mądrość, inteligencja i charyzma), a klasę postaci możemy zmienić rozmawiając z pewnymi postaciami w grze (zaczynamy jako wojownik). Charakter na początku mamy neutralny, a będzie się on zmieniać w zależności od naszych wyborów i poczynań. Dziennik funkcjonuje bardzo dobrze, pokazując nam zapiski Bezimiennego (jednak nie archiwizowane do samego początku) i wypisując zadania ukończone oraz nieukończone. Mamy też spis napotkanych postaci wraz z obrazami. Na mapie poza miejscami domyślnie zaznaczonymi możemy dopinać własne uwagi. Ekwipunek jest nieco odmienny od innych gier na silniku Infinity. Niektóre postaci mogą używać tatuaży, które modyfikują umiejętności i cechy, mogą założyć bransolety czy kolczyk. Główny bohater ma wprawdzie slot na zbroję, jednak w grze żadnej dlań nie ma. Może sobie w zamian za to... wymienić oko. W grze tylko zbuntowany modron używa broni dystansowej, ale wierzcie mi - niespecjalnie jej tu brakuje. Co do istniejących przedmiotów w Planescape: Torment, mało tu jest mieczy, za to wiele sztyletów, młotów, toporów, kastetów, broni specjalnych, których mogą używać członkowie drużyny, a także nietypowych amuletów, które często pełnią funkcję mikstur lub magicznych przedmiotów w innych grach. Przedmioty są tu dość niepospolite. Jest więc Karach, czyli ostrze formowane za pomocą myśli i skupienia, będące przedłużeniem woli posiadacza, jest "Głupcobij", młot zadający dodatkowe obrażenia wrogowi lub posiadaczowi jeśli ów ma niższy współczynnik inteligencji, są różne zestawy zębów dla Mortego, można nawet używać swojej ręki czy też innej kończyny marwiaka jako maczugi!
Bitwy toczą się w czasie rzeczywistym z ukrytą turowością w mechanice AD&D, w każdej chwili możemy wcisnąć spację, by uaktywnić pauzę i wydać na spokojnie polecenia. Ponadto w grze udostępniono bieganie, co się bardzo przydaje przy przemieszczaniu, gdyż questy, jakie przyjdzie nam wykonywać, są bardzo zróżnicowane, a łażenia bywa czasem dużo. Nie ma tu typowej bolączki gier cRPG, czyli "zabij, przynieś, pozamiataj". Oczywiście nie raz dostaniemy możliwość ubicia kogoś za kasę, jednak zazwyczaj się okazuje, że dane zadanie można wykonać na kilka sposobów, a często cele są bardzo odmienne, jak np. anulowanie kontraktu na wzięcie ciała przez grabarzy, odnalezienie dziesiątej kurtyzany w budynku z dziewięcioma pracownicami, rozwiązanie zagadki psotnego nieumarłego, uwolnienie z klątwy klątwiarza przez wykorzystanie klątwy innego klątwiarza na pierwszym z nich czy też pozwolenie na zabicie siebie, by ktoś doświadczył, jak to jest kogoś zamordować... Główne zadanie polega właściwie na odkrywaniu swojej przeszłości i dotarcie do rozwiązania zagadki, skąd się wzięła udręka nieśmiertelności oraz jak się jej pozbyć. Oczywiście nie jest to łatwe, gdyż napotkane osoby, o ile coś o nas wiedzą, nie są chętne dzielić się tymi informacjami. A propos napotkanych osób - w grze warto porozmawiać dosłownie ze wszystkimi. Nawet zombie bez imienia czy wydawałoby się "losowi" mieszkańcy dzielnic Sigil mają często swoją unikatową historię i mogą nas uraczyć bardzo ciekawą wymianą zdań, a nawet pomóc w naszej podróży. W grze przyjdzie nam napotkać ciekawe postaci, brak tu typowych ras takich, jak krasnoludy czy elfy, mamy za to więcej githów, abishai, diabelstwa, specyficznych dabusów itp., choć w świecie Planescape te rasy istnieją. Frakcji jest całe multum, choć nie do każdej możemy się przyłączyć. Warto jednak o nich posłuchać, bo pogłębi to wiedzę o świecie gry i pozwoli lepiej się wczuć w klimat. Ogólnie łatwo dać się pochłonąć Wieloświatowi, gdyż używa się tu charakterystycznego słownictwa, a i zwyczaje są dość oryginalne. Przyjdzie nam często słuchać o "brzdęku", "krwawnikach", "skurlach" czy też "szpicowaniu się". Lokacji nie jest zbyt wiele, jednak okazuje się, że w każdej spędzimy sporo czasu, o ile zechcemy ze wszystkimi porozmawiać i wykonać większość questów pobocznych (nie da się wszystkich wykonać za jednym przejściem gry). Tłumaczenie ogólnie stoi na wysokim poziomie, jednak niejednokrotnie napatoczyłem się na literówkę z konsekwencjami. Czasami sklep funkcjonuje w formie dialogu i chcąc kupić coś za 102 miedziaki, zapłaciłem 1020.


Jeden z ciekawszych przedmiotów - Głupcobij.

Cóż może zmienić naturę człowieka?
To pytanie jest bardzo istotne dla fabuły gry i przyjdzie nam na nie w końcu odpowiedzieć, a później historia zawarta w grze ewentualnie skoryguje naszą odpowiedź. Z racji tego, że zadania można ukończyć na kilka sposobów, można się przyłączyć do rozmaitych frakcji, można dokonywać zgodnych z prawem lub niemoralnych wyborów, można poprowadzić dialogi w różnych kierunkach, warto tę grę ukończyć co najmniej dwukrotnie, jeśli nie więcej razy. Wady, które przytoczyłem w recenzji, toną w morzu zalet i są niemal niezauważalne. Przypominam jednak, że jest to naprawdę genialna gra cRPG, która jednak nie trafi do miłośników akcji i tych, którzy lubią w rozmowach się uwijać raz-dwa. Jest to jednak świetna produkcja, która sprawia, że gdy ją ukończyłem po ponad 70h grania, rzekłem "to już koniec?". Po 10 latach od wydania nadal kopie tyłek niejednej grze cRPG aktualnie wydanej, a ja wiem, że za 2-3 lata wrócę do niej, by przeżyć to wszystko jeszcze raz... lecz tym razem inaczej.



Ciekawszy opis przed rozmową.

Zalety i wady
+ genialna fabuła
+ oryginalne postaci
+ świetnie skonstruowany świat
+ rozbudowane i barwne opisy oraz dialogi
+ udźwiękowienie i klimatyczna muzyka
+ mnogość pobocznych questów
+ odmienność od innych cRPG-ów
+ dobra grafika...

- ... ale niska rozdzielczość
- tylko dla lubiących dużo czytać
- mało klas postaci, a i to nierównych
- mało funkcjonalne podręczne menu postaci
- literówki z konsekwencjami

Moja ocena: 9,75/10

komentarzy: 2406 grudnia 2009, 09:55

14 komentarzy do tego wpisu:


Czaroxxx : 06 grudnia 2009, 12:13

Słyszałem, że to najlepsze RPG wszech czasów jeśli chodzi o bioware czy black isle? Kiedyś odpalałem ale jakoś nie byłem w stanie wczuć się w ten klimat...
odpowiedz

LordTyrranoos : 06 grudnia 2009, 12:39

Ojj. Miałem kupować już x-lat temu, ciągle to się przeciąga i znając życie już w Tormenta nie zagram (szykuje się nowy komputer w tym miesiącu, więc nie bd miał czasu na starsze tytuły). Bardzo dobra recenzja - czym prędzej wrzucaj ją do działu RETRO na SwiatGry ;)).
odpowiedz

Karfein : 06 grudnia 2009, 14:48

Się wie, tylko Siwy od wczoraj skriny mi obrabia, ale przez 2-lecie SwiatGry i konkursy czasu nie miał, czemu się nie dziwię ;) A Tormenta polecam Ci przejść mimo nowego kompa - naprawdę nie pożałujesz. Tak samo jak warto zakupić starą konsolę PS2 dla paru dobrych tytułów, o ile nie zrobiono reedycji na PS3, jak w przypadku God of War.
odpowiedz

Karfein : 06 grudnia 2009, 14:49

Uch, właśnie zauważyłem błąd stylistyczny, crap :)
odpowiedz

LordTyrranoos : 06 grudnia 2009, 14:55

Ewentualnie pisz do niXona - on też obrabia screeny ;)). A PS2 kupię sobie raczej po urodzinach ^^.
odpowiedz

Master_Morti : 06 grudnia 2009, 15:44

Widzę, że wszystkich niesie na ŚwiatGry :) Dobra recenzja. W grę nie grałem, ale słyszałem, że absolutne RPG-owe cudeńko. Ten ogrom, odmienność i zróżnicowanie świata Planescape może chyba przytłaczać :)Kupiłem niedawno Świątynię bo przecież nie ma to jak stary, dobry, drużynowy role-play. Zapraszam do siebie.
odpowiedz

Madt : 06 grudnia 2009, 22:14

Podobnie jak Lord Tyrranoos - od dawna chcę w to pograć, ale zawsze pod rękę wpada coś innego... ale czas to zmienić. :)
odpowiedz

Suomalainenka : 09 grudnia 2009, 17:54

No, wreszcie przeczytałam. Osobiście Tormenta zaczęłam... i tyle, bo zostawiłam u taty. Jednak gra wciągneła mnie nieludzko i chętnie ją odzyskam, by w końcu ukończyć :). Recenzja jak zwykle bardzo przejrzysta i jak zawsze niezwykle zachęca do zagrania.
odpowiedz

Karfein : 09 grudnia 2009, 18:20

"Jak zawsze niezwykle zachęca do zagrania"... poczekaj na recenzję Space Siege, wtedy już tego zdania nie użyjesz ;)
odpowiedz

Ezio : 12 grudnia 2009, 19:40

To ta recka, o której mówiłeś na GG?...Grę posiadam - ale się jej boję. 80 godzin grania z przenośną książką?....
odpowiedz

Karfein : 12 grudnia 2009, 21:39

Tak, to ta :) Nie bój się gry, chyba, że masz teraz dużo nauki to może lepiej przełóż start ;)
odpowiedz

dulak : 12 grudnia 2009, 23:03

to gra - legenda, w którą nie można nie zagrać
odpowiedz

cedricek : 13 grudnia 2009, 17:05

A ja dalej nie mogę się przemóc do zagrania w tą grę...
odpowiedz

jendrek1988 : 13 grudnia 2009, 21:31

Recenzja duper. Dlatego też Ty napisz o Fahrenthait. Nie chce zepsuć ludziom TAKIEJ gry, przez beznadziejny opis. Ty zaś zrobisz to, by nie skłamać, profesjonalnie.
odpowiedz

Ezio : 14 grudnia 2009, 21:06

Recenzja co?!? Nie obrażaj Karfeina:)
odpowiedz

Karfein : 14 grudnia 2009, 23:13

No co? Napisał "super", jeno mu się palec omsknął :) Zresztą na Amidze, pamiętam, był taki program do kopiowania dyskietek: Super Duper :)
odpowiedz

Master_Morti : 18 grudnia 2009, 18:20

Bodajże dupe - ang. "na lewo" :)
odpowiedz

jendrek1988 : 18 grudnia 2009, 19:53

sorry :P nie zauważyłem:) "super" ;)
odpowiedz

xmarqinaxnellx : 19 grudnia 2009, 17:16

Świetna recenzja;) Jeszcze nie grałam, może się skuszę?;]
odpowiedz

Karfein : 19 grudnia 2009, 18:07

Naprawdę warto. Jeśli tylko choć trochę lubisz gatunek cRPG to jest to gra, którą trzeba przejść, nim się zejdzie z tego świata :)
odpowiedz

Revanchist : 20 grudnia 2009, 18:24

A ja wystawię ocenę 9,83/10 :P. Gra jest naprawdę dobra, tuż po KotOR-ach to mój ulubiony cRPG - świetny klimat i postacie, wciągająca fabuła i wiele innych elementów sprawiają, że to jeden z największych klasyków rozgrywki komputerowej.
odpowiedz

grytek1 : 22 grudnia 2009, 00:12

Torment tormentem a ja i tak wole Baldursy ;p
odpowiedz

Karfein : 22 grudnia 2009, 09:05

Może by tak jakieś uzasadnienie? :P
odpowiedz

Thompson : 03 stycznia 2010, 11:05

Prawdopodobnie już niedługo, po raz pierwszy w swojej historii, zasiądę właśnie do P:T i mam nadzieję się nie zawieść. ;)
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl