avatar

Karfein Użytkownik gram.pl (Biały Drow) ja.gram.pl/Karfein

XV Przystanek Woodstock - relacja

        Piątek, 31 lipca
    Jevraik przyjechał po mnie przed 6, wpakowaliśmy różne dziwne rzeczy (namiot, ciuchy itp.) do auta i pojechaliśmy po Olę. Następnie po jej chłopaka Budzika. Potem jeszcze po koleżankę Oli, Angelę i całą ekipą ruszyliśmy w kierunku autostrady A4. W zasadzie w trakcie drogi niewiele się działo ciekawych rzeczy. Mijaliśmy innych ludzi jadących na Woodstock (dziękujemy motocykliście, który nam powiedział, że na skrzyżowaniu w lewo :)), a także drzewa, które udawały gigantyczne brokuły. Wyprzedziło nam się też bryczkę, która dojechała o wiele później. Fajnym motywem persewerującym było mówienie przez Jevraika "zlew" zamiast "zalew", co skwapliwie z Budzikiem wykorzystywaliśmy :)
    Jevraik, będąc tu w zeszłym roku, znał trochę Kostrzyn i ulokował auto na strzeżonym parkingu w polu całkiem niedaleko terenu samego Przystanku, a dość daleko od pyłu, który w szczytowych momentach w okolicach sceny potrafił przykryć niemal wszystkie gwiazdy i ograniczyć w sporym stopniu widoczność. Wtedy zrozumiałem, czemu niektórzy zaopatrzyli się w maski :) Mieliśmy okazję patrzeć jak krysznowcy ciągną wielki wózek, tańczą i śpiewają "Hare Rama Kryszna", i tak w kółko do każdej możliwej melodii, aż momentami wkurzałem się, że psują niektóre fajne utwory jednym i tym samym tekstem - do zesrania. Szczerze, nie chciałbym być krysznowym wokalistą xD Następnie trochę się poszwendaliśmy po samym Woodstocku, zakupiliśmy parę piw (jedna puszka Lecha Woodstockowego się kurzy na półce na pamiątkę) i odnaleźliśmy znajomych z Czerwionki (paru znałem raptem z widzenia). Następnie odnaleźliśmy Kwaziego (znajomego Oli i Budzika), który należał do Pokojowego Patrolu, z czego niejednokrotnie skorzystaliśmy.


Zabijcie, nie wiem, skąd te palce :)

    Jakiś czas później we trzech chłopa poszliśmy rozbijać namiot. Nadmienić należy, że nikt z nas się na tym nie znał, instrukcji obsługi też nie było :) Gdy byliśmy na etapie domyślania się, co z rusztowaniem, podbił do nas jakiś facet i stwierdził, że patrząc na nas przypomniały mu się czasy, kiedy sam nie potrafił rozkładać namiotu i nam pomógł. Rzeczywiście w parę minut było już po wszystkim i cieszyliśmy się jak głupki do sera. Co było ciekawe to fakt, że namiot miał być 8-osobowy, a generalnie obliczyliśmy, że luzem to prześpią się w nim góra trzy osoby. Cóż, spaliśmy tam w piątkę :) Najlepsze jest to, że nie było szans, żeby ten namiot był źle rozłożony.
    Następnie podczas koncertu Blenders łaziliśmy po Wiosce Wojskowej, gdzie robiliśmy fotki z atrapami oraz Budzik zadawał jedno pytanie żołnierzom przy każdej "zabawce", mianowicie: "co to może zepsuć?". Tylko jedna osoba udzieliła satysfakcjonującej go odpowiedzi: "Wszystko". Fajny był też motyw, gdy jeden żołnierz, coś mu wyjaśniając rzekł: "No nie wiem, jak ci to, kurwa, inaczej wytłumaczyć!". Blendersów tylko słyszeliśmy, oczywiście zagrali Ciągnik :) Po nich przyszedł czas na koncert Michała Jelonka i tutaj już poszliśmy w okolice sceny. W moim odczuciu występ był genialny. Przez cały czas koncertu miałem ciary, tak mi się podobało. Widać, że artysta po prostu czuł muzykę i się nią bawił. Coś pięknego, muszę sobie kupić jego płyty w przyszłości :)


Tak, na tym drążku jest serduszko... Wojsko Polskie :)

    Następnie poszliśmy coś przekąsić. Przy okazji przejrzeliśmy artystyczny program i nabrałem ochoty z Olą iść na pewną operetkę, ale jak sie miało okazać, nie dotrwaliśmy (start był o 2:30 w nocy). Podczas przekąsania słyszeliśmy Easy Stars All Stars, całkiem fajnie grali, ale jakoś mnie to nie porwało. Pod koniec dnia udaliśmy się na The Futureheads oraz Juliette Lewis. W obydwu przypadkach miło się słuchało, ale o wiele bardziej podobał mi się koncert Lewis. Zwłaszcza moment, kiedy jakiś but wylądował na scenie i Juliette stwierdziła: "generally when you pull off your shoes it means 'fuck dancing, let's fuck!'".
    Potem poszliśmy spać w tym 8-osobowym namiocie (jeśli liczyć ludzi w pozycji stojącej) w trzech chłopa, a dziewczyny położyły się w aucie. Trochę było zimno, nie powiem. Po jakimś czasie, gdy już mi się udawało zasypiać, przyszły dziewczyny, twierdząc, że w samochodzie jest za zimno i przyszły do nas. Jakoś daliśmy radę, było cieplej, to trzeba przyznać xD


Prawie jak Bungie :)

        Sobota, 1 sierpnia
    Wstaliśmy, ruchami przypominając niedorobionych nieumarłych. Wkrótce potem Jevraik wywiózł nas na stację benzynową, gdzie dokonaliśmy ablucji, gdyż przy prysznicach Woodstockowych był taki tłok (i tyle błota), że wiadomo. Po śniadaniu, jakże pożywnym (dwa pączki FTW!), udaliśmy się pod scenę (pomijam tu zanoszenie znajomym zakupów, bla bla bla...). Tłoku wielkiego nie było, zaś na scenie jakaś pani czytała różne wiadomości. Generalnie było o kradzieżach, ale były również pozdrowienia. Do ciekawszych zasłyszanych przeze mnie zdecydowanie należą te dwa: "Pozdro dla Piczuni od Łajzuli i Ciulka", "Śledziu, idź się umyć, bo śmierdzisz. Mama".
    Nie zabrakło ludzi, którzy chodzili z kartonikami, na których były napisy typu "poka cycki!" albo "szukam przygodnego seksu z hipiską/mroczną gotką", zbierających na piwo, udzielających darmowego badania mamografem (tak mieli napisane) itp. Z tym pokazywaniem cycków nie wiem, czemu po prostu nie poszli na kąpiele błotne - pół-nagich dziewczyn tam trochę się taplało... A propos kąpieli, poszliśmy tego dnia nad rzekę, do której Budzik i Jevraik wleźli. Popływali trochę, ale wrócić drogą wodną już nie zdołali z powodu silnego prądu. Wyszli gdzieś na główną ulicę i wracali objazdem do reszty ekipy nad brzegiem. Było zabawnie :)


Oprócz dużej sceny, sceny folkowej i krysznowców byli i tacy ziomkowie.

    Generalnie planowaliśmy przyjść na wiele koncertów tego dnia, ale słońce tak prażyło, że się strzymać nie dało w cieniu rzucanym przez samochód, a co dopiero pod sceną, gdzie słońce wali w pełni. Ominęło więc nas dość parę koncertów jak np. Carrantuohill. Tego dnia Jevraikowi brakowało bardzo kawy. Poratował na szczęście go Kwazi, bo się okazało, że Pokojowy Patrol ma dostęp do automatu. Poratował też w kwestii jedzenia. Były kolejki takie, że czekało się godzinę, a on, jako, że był z PP, wszedł bez kolejki. Udaliśmy się do namiotu Akademii Sztuk Przepięknych na warsztaty gitarowe Leszka Cichońskiego podczas gdy dziewczyny wbiły na sesję jogi. Jako, że nie było nas na finale w niedzielę, mogliśmy się przysłuchać wersji beta występu woodstockowiczów. Fajnie grali i śpiewali, ale jeśli o mnie chodzi, prawie wcale nie słyszałem akustycznych gitar. No nic.
    Tego dnia też udało nam się w supermarkecie dorwać przedostatni krem po opalaniu, którego nie szczędziliśmy na przypalone części ciała :) Generalnie tam, gdzie było czerwono, potem było biało od kremu. Wieczorem, kiedy już nic nie grzało, udaliśmy się na jubileuszowy koncert. Oczywiście grano klasyczne utwory w wykonaniu znanych gwiazd (np. Ewelina Flinta czy Kasia Kowalska) i brzmiało to bardzo dobrze. Podczas koncertu jednak ekipa zechciała udać się na spoczynek, no i dupa z operetki oraz z następnych występów. Przed pójściem spać chcieliśmy jeszcze dokupić trochę wody, żeby rano nie biadolić. Podchodzimy do jakiegoś stoiska i mówię "poproszę wodę mineralną". Odpowiedź "a nie chcecie piwa?". Rzekłem "nie, już wypiliśmy, chcemy wodę". Usłyszałem "jesteście nienormalni?". W końcu jednak sprzedał za jedyne 3zł... Tego dnia para poszła spać w namiocie, a pozostali poszli do auta. I jakoś zimno mi nie było :)


Aut godnych uwagi ze względu na wygląd było mnóstwo, oto przykład

        Niedziela, 2 sierpnia
    Wstaliśmy z zamiarem wzięcia porządnego prysznicu. Ale gdy zobaczyliśmy kolejkę do płatnego prysznicu na Woodstocku, odechciało nam się. Gdzieś tak z dwie godziny lekko by się czekało. Ostatecznie skorzystaliśmy (i to nieco taniej) z dobrodziejstw lokalnego MOSiR-u, gdzie by się umyć, należało się modlić przy ścianie płaczu xD Ciśnienie było tak słabe, że woda ściekała po ścianie i trzeba było sobie ją rękami nabierać :) W końcu za pomocą teamworku jakoś to wyszło i wszyscy się umyli. Byliśmy czyści przez jakąś godzinę czy dwie, póki nie wleźliśmy w strefę pyłu. Odwiedziliśmy namiot Allegro, patrzyliśmy, jak na trzech grają ludzie w Guitar Hero, Budzik skroił 3kg marchewek, a każdy se wziął po małej paczce, którą tam rozdawano. Jak się okazało, rozdano AlleKondomy :) Później Ola postanowiła dać sobie podmalować twarz kwiecistymi motywami. Jeden chłopiec oczekujący na malowanie tryskał energią i ciągle biegał od nogi ojca do nogi matki. Raz się pomylił i przytulił do nogi Budzika, a chwilę później wyskoczył z hasłem: "Tato, odgryź mamie nogę, hahaha!". Jak to usłyszałem, myślałem, że padnę. Jakimś cudem do tego nie doszło :)
    Jakiś czas później, gdy zbliżyła się pora koncertu Dżem, udaliśmy się w pobliże dużej sceny. Posłuchaliśmy jeszcze końcówki występu Tomka Budzyńskiego - Luny. Fajnie grali, z tego, co zdążyliśmy wysłuchać. A potem przyszedł czas na Dżem. Tekstów praktycznie nie znałem, przyznam otwarcie, ale koncert był wprost piękny. Atmosfera jaka panowała była w 100% odczuwalna. Pokazali klasę w każdym calu. Tego nie potrafię opisać, tam trzeba było być, żeby to poczuć. Po Dżemie grał Clawfinger i znowu opad szczeny, ale pod innym względem. Krótko mówiąc dali Czadu. Z ciekawych momentów na pewno należy wymienić prośbę wokalisty, by ludzie chodzili w kółko pod sceną, co sobie uwiecznił aparatem. A po drugie podczas koncertu na prawo od nas latały dziesiątki plastikowych butelek. Powoli się przesuwały do przodu, ale z tego, co widziałem, na scenę ich nie wrzucali, choć butelki tam dotarły. Pod koniec ich koncertu udaliśmy się do auta po cieplejsze rzeczy, zwłaszcza że miało iść załamanie pogody. Po drodze usłyszeliśmy ciekawe hasło: "Do you speak English? Bo ja za chuja..." xD


Ku przestrodze.

    Wracając pod scenę niebo zaczęły przecinać błyskawice i podobno raz Jevraik widział, jak z jego perspektywy akurat nade mną jeden taki piorun się rozszczepił na dwa i rozszedł na boki. Miło wiedzieć, że czasem jestem jak jakiś dark lord. Dotarliśmy na końcówkę koncertu Leszka Możdżera i kumpli. Grali bardzo dobrze, ale tego typu muzyki lubię słuchać raczej w dobrych kawiarniach. W międzyczasie się nieco rozpadało i parasol, który wziąłem ze sobą zaczął się wreszcie przydawać. Dziewczynom, bo my używaliśmy kapturów (jeśli w ogóle się zakrywaliśmy). Przed samym wyjściem na scenę Guano Apes rozbolał potężnie Jevraika ząb, a środki przeciwbólowe zostały w aucie. Postanowiłem mu towarzyszyć w drodze powrotnej, a że nagłośnienie było świetne, scena folkowa już nie była czynna, słyszeliśmy dobrze, jak grali. A grali wyśmienicie. Niestety im dalej, tym gorzej było słychać, ale nawet w samochodzie dało się rozpoznawać utwory, więc nie było aż tak źle. Niestety z zębem Jevraika było, i to na tyle, że pokusił się o drugą tabletkę, gdy po pierwszej odczuł tylko lekką ulgę. Zajęło to tyle czasu, że stwierdziliśmy, że nie opłaca się zdecydowanie wracać. Położyliśmy się więc w aucie i zasnęliśmy. Jak przez mgłę pamiętamy, że Budzik i Ola zaglądali przez drzwi lub bagażnik, a Andżela już była ulokowana na tylnym siedzeniu. Rano się dowiedzieliśmy, że generalnie rozlało się, i to porządnie, a mój parasol okazał się wtedy bardziej niż przydatny.
    Szaleństwa nie było, przez cały Przystanek Woodstock wypiłem tylko cztery piwa, jadłem niewiele, bo i głodny jakoś nie byłem, a cały czas toczyłem małą wojenkę ze swoim pedantyzmem. Nie wspomniałem o wielu rzeczach pewnie, niektóre mi się teraz przypominają (jak to, że ktoś na stacji benzynowej cenę LPG jakoś przestawił na napis "huj", albo że urozmaicano bannery mówiące, skąd ktoś pochodzi np. "Bieszczady i chuj"). Ogólny bilans określam na Zajebisty i jeśli tylko się dowiem, że na następnym Woodstocku zagra choćby jeden zespół, którego chętnie posłucham, jadę. Rano, choć lało, jak z cebra, poskładaliśmy namiot dzięki instrukcjom Oli i ruszyliśmy w drogę powrotną, której nie opisuję, bo w zasadzie nic ciekawego się nie stało. Jedyny ewentualnie warty wspomnienia motyw to podajnik pianki na stacji benzynowej w łazience, który wydawał dźwięki jak napalony osioł (znaczy, tak przypuszczam, żeby nie było pytań, skąd wiem, jak to brzmi :P). Jeśli chcecie jeszcze więcej fotek, szukajcie mojego profilu na NK.


Tylko dla gramowiczów: czyżby Kraju? (just kidding ;))

komentarzy: 2509 sierpnia 2009, 23:44

25 komentarzy do tego wpisu:

początek poprzednie 1 - 20 z 26 następne koniec

DonSzabla : 10 sierpnia 2009, 08:25

Widać że się podobało.
PS: Jo Kraju!
odpowiedz

LordTyrranoos : 10 sierpnia 2009, 08:32

Wesoło było ;)). Woodstock to nie moje klimaty, nie wybieram się tam...
PS Kraju Cię zaciuka za tą różową torbę xD
odpowiedz

Karfein : 10 sierpnia 2009, 09:53

Lord-T:
Wiesz, do niedawna to też nie były moje klimaty, ale po udaniu się tam mi się spodobało :) Co do Kraja, po prostu nie mogłem się powstrzymać :) Z początku znalazłem jego awatara na szarym zagłówku jakiegoś auta, ale ta torba, wiadomo, jest zabawniejsza pod tym względem. Najlepsze jest to, że jakieś parę godzin później tego samego dnia widzieliśmy dziewczynę z tą torbą xD
odpowiedz

Adshi : 10 sierpnia 2009, 11:18

Nigdy nie byłem. Ale na pewno było super ;D
PS wg. mnie Kraju będzie szczęśliwy ;)
odpowiedz

jevraik : 10 sierpnia 2009, 13:59

Ehhh piękna rzecz...450tys ludu w jednym miejsc :) co do faktów to pomyliłeś nieco kolejność osób jakie zbieraliśmy po drodze ale to szczegóły :) co do mojego zęba pewne jest to że więcej już mnie nie zaboli i obiecuje że pojedziemy czymś innym niż moim wysłużonym trapezikiem :D (niektórzy wiedzą o co chodzi) no nic 3 zabawy i rok czekania...:) pozdro dla woodstockowiczów
odpowiedz

Gato_Nephist : 10 sierpnia 2009, 15:22

"(...) a także drzewa, które udawały gigantyczne brokuły" - WTF :D
Był Jelonek? Yay. Słyszałam parę jego utworów, podobały mi się.
To fajnie, że było fajnie. Osobiście chyba bym się nie zdecydowała pojechać na Woodstock, nawet nie dlatego, że nie moje klimaty, ale dlatego, że trochę zbyt męcząca impreza jak dla mnie XD
odpowiedz

Karfein : 10 sierpnia 2009, 15:34

Jev:
No tak, przyznaję się, że skleroza mnie znowu dopada xD
Gato:
Co do tych drzew, po prostu w paru miejscach jakieś drzewa liściaste, które mijaliśmy, widziane z daleka, przypominały nieco brokuły :) Też się obawiałem, że padnę czy coś, ale w sumie nie trzeba chodzić na wszystkie koncerty, żadnych nakazów takich przecież nie ma, a jedyne, co mnie męczyło to te słońce :P No, chyba, że nie masz auta, a chcesz iść do Lidla, wtedy czeka Cię dłuuugi spacer.
odpowiedz

jevraik : 10 sierpnia 2009, 15:54

droga do lidla... w zeszłym roku dane było mi ją pokonywać dwoma szlakami(jeden koło 10 Km drugi koło 7Km)... więcej nie skorzystam :D
odpowiedz

Ariela : 10 sierpnia 2009, 17:17

Ja tam na takie imprezy chdzić nie lubię, lecz z twojej relacji wnioskuję, że tam jest naprawdę fajnie.
PS: Tabliczka wymiata xD
odpowiedz

fearlord : 10 sierpnia 2009, 20:36

ALe Ci zazdroszczę, miałem raz jechać na WS ale była rodzina, w tym roku byłem nad morzem. Może za rok się uda ;]
odpowiedz

kitek0101 : 10 sierpnia 2009, 21:56

No rzeczywiście było Zajebiście. I chuj. ;)
Chętnie bym się wybrał, chociaż Openerem też bym nie pogardził...
PS. Przyznaję, że udało Ci się w bardzo ciekawy sposób napisać tę ralację :). Gdy zobaczyłem jak długi jest ten tekst, postanowiłem, że przeczytam kawałek, a resztę zostawię na jutro, ale wciągnąłem od razu całość :D
odpowiedz

Bodziu95 : 11 sierpnia 2009, 08:43

A na GG mówiłeś że raczej nic Cię tam nie zaciekawi ;D Właśnie widzę ;)
Pozdrawiam ;)
odpowiedz

Karfein : 11 sierpnia 2009, 10:44

kitek:
Dzięki :)
Bodziu:
Wtedy miałem etap narzekania, że mi plany roztegowano. Ale już to, co miałem wtedy zrobić, dawno nadrobiłem, a na samym WS zapomniałem o tym kompletnie (niemal) :P
odpowiedz

Elminster : 11 sierpnia 2009, 20:17

Na festiwalu nigdy nie byłem ale nie wiem czy kiedyś będę tam czy nie xD
Dodatkowo w pełni zgadzam się z Arielą odnośnie tej tabliczki.
Ps: Kraju lubi różowy? ;}
odpowiedz

LordTyrranoos : 11 sierpnia 2009, 20:46

Ja tam akurat wolał jechać właśnie na Open'era albo na Coke Live ;))...
odpowiedz

jevraik : 11 sierpnia 2009, 21:08

Każdy jeździ na to co lubi z tego co wiem to Karfein też się wybierze w przyszłym roku (już ja mu to zagwarantuje :D) ale przynajmniej tu widzę jakieś pozytywne wypowiedzi:)
odpowiedz

Karfein : 11 sierpnia 2009, 21:14

No, nie to co wypowiedzi tych, co zjedli wszystkie rozumy i twierdzących, że Przystanek Woodstock to banda ćpunów i alkoholików xD
odpowiedz

mariowsad : 12 sierpnia 2009, 09:38

ha ha ha ale musiało być fajnie! Fantastyczne fotki! Jeszcze nigdy na takiej imprezie nie byłem ale po tym co tu widze to chyba będzie warto się tam wybrać następnym razem...
odpowiedz

Master_Morti : 12 sierpnia 2009, 19:45

Musiał być niezły dżez. Na takich imprezach masowych zawsze coś się dzieje.
Ja wiem co prawda co odchodzi na Łowickiej pielgrzymce, ale w brew pozorom to podobne klimaty :)
odpowiedz

Poland777 : 13 sierpnia 2009, 10:47

zabiste fotki ale ta tabliczka była najlepsza - co prawda nie byłem w Woodstocku ale pewnie fajnie tam xD
odpowiedz

początek poprzednie 1 - 20 z 26 następne koniec

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl