avatar

Karfein Użytkownik gram.pl (Biały Drow) ja.gram.pl/Karfein

Recenzja: BioShock

Czasami trzymanie się kurczowo jednego gatunku się nie sprawdza. Czy to w przypadku książek, filmów czy gier. BioShock jest doskonałym przykładem tego, że tworzenie przemyślanych hybryd wychodzi, w tym przypadku graczom, na dobre. Nawet bardzo dobre. Jeśli nie bliskie ideału. FPP, cRPG i survival horror w jednym - sprawdźmy.

"Będziesz w szoku - Nie spodziewałaś/eś się tego nawet po samochodzie roku", że pojadę cytując Fokusa :) Oryginalności brakuje dziś wielu grom. Są nie raz do bólu wtórne, gramy w nie do końca, ale częstokroć tylko dlatego, że żal nam już tych godzin, które poświęciliśmy, żeby dotrzeć do połowy rozgrywki. Tutaj jest inaczej. Gra jest naszpikowana doskonałymi pomysłami na urozmaicenie gatunku pierwszoosobowych strzelanek. Elementy cRPG sprawdziły się już w niejednej grze, ale tutaj ten element dopieszczono. Sugerując się opisem samej gry dodałem, że gra ma w sobie coś z survival horroru, ale ja tego nie poczułem, pewnie dlatego, że grałem już w pierwszego Silent Hilla i w BioShocku nie miało mnie, co straszyć. Akcja gry rozpoczyna się, gdy nasz protagonista Jack, przeżywa katastrofę lotniczą na środku oceanu. Przejmujemy stery w chwili, gdy wypływa na powierzchnię i płyniemy w kierunku latarni, która okazuje się być drzwiami wejściowymi do Rapture - podwodnego miasta, które zostało wybudowane przez amerykańskiego (bo jakżeby inaczej :P) biznesmena dla wybitnych naukowców i artystów, gdzie nie będzie trzeba się martwić o moralność, gdy przyjdzie potrzeba eksperymentowania z człowiekiem. Pewni naukowcy odkryli ślimaki, które stały się źródłem substancji zwanej ADAM, która to odpowiednio wykorzystywana zwiększała możliwości organizmu. Jak nietrudno się domyślić, powstały spory o to cudo, wybuchnęła wojna, Rapture upadło, zaś sama substancja okazała się być źródłem uzależnień i mutacji. Miasto, jakże antyutopijne, w takim właśnie stanie powita naszego rozbitka, i to tu spędzimy całą przygodę z grą BioShock.


Plazmid Ci w oko - Gra oparta jest na silniku Unreal 2.5 z elementami "trójki". I muszę przyznać, że świetnie wykorzystano możliwości, które ten podrasowany silnik oferował. Spełniając minimalne wymagania możemy (całkiem) płynnie pograć na średnich lub nawet wysokich detalach. Modele postaci (dość zróżnicowane) zostały dopracowane, broni jest całkiem sporo i one też wyglądają świetnie, efekty plazmidów prezentują się nader efektownie. Co jednak wprawiło mnie w prawdziwy zachwyt to projekt lokacji. Czegoś takiego po prostu jeszcze nigdzie nie widziałem. Klimat, jaki buduje projekt architektoniczny poszczególnych części podwodnego miasta, jest niepowtarzalny. Nie raz łapałem się na tym, że wchodząc do następnych lokacji miałem otwarte usta. Mapperzy naprawdę się postarali i odwalili kawał doskonałej roboty. Nie wspomnę tu również o projektach modelów Big Daddych. Napis na pudełku gry (od Gry-OnLine) nie kłamie: "Gra jest doznaniem estetycznym, jakiego nie było w historii gier wideo". I to jest święta racja, panie i panowie. Ponadto postarano się, by woda była tutaj wodą, jak na podwodne miasto przystało, widać, że jej poświęcono dość trochę czasu.


Dźwiękowy powrót do alternatywnej przeszłości - Udźwiękowienie w tej grze jest miodem dla naszych uszu. Jeśli ktokolwiek tu może narzekać to ludzie, którzy nie trawią niczego innego poza swoim ulubionym nurtem muzycznym. Muzyka stworzona przez Garry'ego Schymana świetnie podtrzymuje klimat, jaki odbierze nasz zmysł wzroku, zaś w trakcie gry usłyszymy wielokrotnie kawałki grane w latach 30., 40. i 50. XX wieku. Ludzie podający głosy postaciom w grze nie szczędzili swych umiejętności. Wprost nie ma się do czego przyczepić pod tym względem. Odgłosy broni, efekty dźwiękowe plazmidów, okrzyki Little Sisters czy złowrogie buczenie Big Daddych. Jedynym mankamentem jest to, że napisy często się rozmijały ze słyszanym tekstem. Ale nic poza tym, jeśli chodzi o błędy.


Zatopiona antyutopia - Mamy tutaj trzy segmenty do rozpatrzenia. Kolejno będą to FPP, cRPG oraz survival horror.
Jako strzelanka gra dostarcza samych najlepszych wrażeń. Walki z poziomu na poziom są zarazem coraz trudniejsze i coraz łatwiejsze. Balans rozgrywki jest stale podtrzymywany. Na początku oczywiście dysponujemy tylko kluczem francuskim i rewolwerem, ale już niedługo później dziurawimy przeciwników z karabinu maszynowego lub shotguna. W późniejszych etapach dostaniemy także granatnik, kuszę czy miotacz (nie tylko ognia). Nie zabrakło innowacji. Po pierwsze jedną z broni jest aparat fotograficzny, do którego amunicją są zbierane rolki filmu. Dzięki niemu w zależności od ujęcia (czy postać jest wycentrowana, w akcji, ujęta po raz pierwszy, więcej postaci na zdjęciu) dostajemy bonus odkrywczy. Z czasem poznajemy słabe strony przeciwników. Aparat pomoże też nam osiągnąć postęp fabularny w jednym z questów. Po drugie, niemal każda broń posiada kilka typów amunicji - najczęściej zwykłą, na ludzi i przeciwpancerną. W przypadku miotacza są to napalm i ciekły azot. Do wyboru, do koloru. Ale na tym nie koniec. W trakcie gry zbieramy pieniądze zebrane z kas, z ciał poległych przeciwników czy ukrytych w różnych pojemnikach. Walutę można wymienić na różnorodne przedmioty, które można nabyć w odpowiednich automatach, których też jest dość trochę rodzajów. Najczęściej są to ogólne sklepiki, tylko-amunicje, albo automaty z apteczką. Ponadto są też automaty do aplikacji substancji ADAM (zakup plazmidów i ulepszeń organizmu - np. większy pasek zdrowia czy EVE, energii pozwalającej używać plazmidów), wynajdywania przedmiotów czy do ulepszania broni. Tych ostatnich jest ograniczona ilość, a każdą broń można ulepszyć więcej niż raz, więc należy wybierać z rozwagą. Tyle już razy padło słowo "plazmid", że należy się trochę wyjaśnień. Są to genetyczne modyfikatory, obok pasywnych toników, które pomogą nam przetrwać w nieprzyjaznym środowisku miasta Rapture. Dzięki temu możemy miotać błyskawice (co pozwoli nie tylko porazić przeciwników, zwłaszcza w wodzie, unieruchomić Big Daddych, ale również otworzyć uszkodzone drzwi), kule ognia (przydatne także do roztapiania lodu), zamrażać, wypuszczać roje insektów, przejmować kontrolę nad robotami czy Big Daddymi, bawić się telekinezą... i wiele innych. Co do pasywnych toników to są ich trzy rodzaje - fizyczne, bojowe oraz inżynieryjne, dzięki którym możemy mieć twardszą skórę, szybciej i mocniej machamy kluczem, jesteśmy niewidzialni stojąc w miejscu, poruszamy się ze zwiększoną prędkością, roboty potrzebują więcej czasu, by nas dostrzec, pomoc przy hakowaniu urządzeń przez spowolnienie przepływu wody, redukcję liczby przeszkadzajek w mini-gierce. Na niej bowiem polega hakowanie. Musimy tak układać rurki, by woda przepłynęła od punktu początkowego do końcowego. Dzięki temu roboty będą walczyć dla nas, automaty obniżą ceny i umożliwią nam zakup większej ilości przedmiotów. W przypadku niepowodzenia następuje zwarcie i ubywa nam trochę punktów życia. W grze możemy na raz nieść 9 apteczek, 9 strzykawek EVE, pewną ograniczoną ilość amunicji oraz dużą ilość innych pomniejszych przedmiotów takich, jak baterie, śrubki itp. potrzebne przy wynajdywaniu przedmiotów w stacjach U-Invent. Przeciwnicy dzielą się głównie na zmutowanych ludzi, opętanych żądzą substancji ADAM oraz Big Daddych. Jednak tych wszystkich jest dość spora ilość podtypów. Są powiem mutanty, które lecą nas bić w zwarciu, są takie, które do nas prują z broni palnej, są takie, które biegają po sufitach i ścianach oraz takie, które znikają. Jeśli nie będziemy hakować często (czasem się nie chce, a auto-hacków nie ma za wiele w grze), przyjdzie nam też użerać się z robotami - latającymi lub stacjonarnymi karabinkami, uciekać przed promieniem kamer itd. Big Daddy to twarde skurczybyki, na których przyjdzie nam nie raz wywalić sporo amunicji przeciwpancernej, ale za to potem możemy dobrać się do Little Sisters, ale tu już przechodzimy do segmentu cRPG.
Zaczynając więc od bezbronnych Little Sisters. Tutaj zaczynają się wybory moralne. Możemy bowiem małe dziewczynki zbierające ADAM unicestwiać dla tej właśnie cennej substancji, bądź je ratować. Oczywiście ratując nie uzyskujemy takiej ilości ADAMu, ale jesteśmy dobrzy. Na szczęście bycie paladynem w podwodnym mieście spłaca się co jakiś czas prezentami podsyłanymi przez uleczone dziewczynki. Zależnie od tego, czy unicestwiamy, ratujemy czy czasem unicestwiamy a czasem ratujemy Little Sisters, dane nam będzie zobaczyć jedno z trzech zakończeń w grze. W trakcie gry znajdziemy mnóstwo dzienników, które możemy odsłuchać, a dzięki którym poznamy głębię fabuły gry i zrozumiemy, o co tak naprawdę w grze się rozchodzi. Kto nie skorzysta z tych dzienników, straci 80% uroku gry. Jeśli chodzi o fabułę, z czasem stajemy się częścią wielkich wydarzeń związanych z miastem Rapture i odkrywamy własną tożsamość. Co do typowych elementów cRPG to tutaj pomaga substancja ADAM. Oczywiście na początku nie możemy korzystać z dużej ilości plazmidów czy poszczególnych rodzajów toników. Ponadto dane plazmidy i toniki mają kilka poziomów mocy i na początku dysponujemy tylko ich podstawowymi wersjami. W stacjach ADAM możemy sobie powiększyć pasek zdrowia, EVE, otworzyć dodatkowe sloty na plazmidy i toniki. Niektóre plazmidy lub toniki możemy uzyskać albo tylko w automatach ADAM, albo tylko pokonując przeciwników, albo tylko prowadząc dokładne badania aparatem fotograficznym. W grze czeka nas parę niezłych zwrotów akcji, więc ani chwilę nie przyjdzie nam się nudzić, zwłaszcza jeśli zgłębiamy treści zawarte w dziennikach. Ponadto możemy wracać do już odwiedzonych lokacji korzystając z batysfery i dopaść Little Sisters, które ominęliśmy, bądź przeszukać pomieszczenia, których wcześniej nie zauważyliśmy, a w tym zaś pomaga skutecznie bardzo dobrze zaprojektowana mapa.
Przechodząc do sekcji survival horror, wiele tutaj nie mam do powiedzenia. Klimat jest doskonały, ale nie odczułem tutaj jakiegoś elementu horroru. Ewentualnie pierwsze bitwy z Big Daddymi mogą być emocjonujące, ale po kilku poległych obrońcach Little Sisters zaczyna być to dla nas sportem, choć potem przychodzi nam się mierzyć z ich większymi i ulepszonymi wersjami. Czasem jest ciemno i ponuro, ale nijak ma się to do F.E.A.R., a co dopiero Silent Hill czy Resident Evil. Tym bardziej, że w tej grze nie możemy zginąć, gdyż odradzamy się w miniętym Vita-Chamber bez żadnych strat. Nie przeszkadza to, tak jak nie przeszkadza w Planescape: Torment czy w Prey, ale skoro mamy tu praktycznie nieśmiertelność to gdzie tu survival (pff) horror (pff)?


"Będziesz w BioShocku" - A tym razem cytując deusERa4 :) Muszę przyznać, że gra mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła. Wiedziałem, że dostała wysokie noty w różnych serwisach, ale mimo wszystko podszedłem do gry z dystansem, co tylko spotęgowało moje pozytywne wrażenia. Świetne rozwiązania, bardzo dobra, nie małostkowa fabuła, trochę nieliniowości, plazmidy, rozgrywka, klimat, architektura, muzyka... Niemal wszystko w tej grze potrafi zachwycić (po prawdzie potem się przyzwyczaimy, ale jednak), a niekiedy wręcz poruszyć do głębi. Elementów nudy w grze praktycznie brak, a jedyne mankamenty to te niedopasowane napisy i niepotrzebne mówienie o grze jako o survival horrorze. Ponadto, jeśli czyta się wszystkie dzienniki, jednorazowe przejście gry zajmie nam nawet 20-30 godzin. Zdecydowanie polecam każdemu, a tym bardziej miłośnikom gatunku FPS.

Moja ocena: 9,5/10

komentarzy: 1525 lipca 2009, 12:41

15 komentarzy do tego wpisu:


LordTyrranoos : 25 lipca 2009, 14:55

Recka OK. Merytorycznie dobrze, mam kilka zastrzezen co do stylistyki i jezyka. Opisze to jak wroce, bo jednak pisze teraz z telefonu...
odpowiedz

grytek1 : 25 lipca 2009, 15:06

BioShock to nie moja branża ale mimo to recenzja jest przyjemna i czytelna
odpowiedz

Madt : 25 lipca 2009, 16:19

Dobry teksy, jednak BioShock w moim odczuciu to gra na 8,5/10, góra 9... :)
odpowiedz

deusER4 : 26 lipca 2009, 15:17

duma mnie rozpiera żem namawiając Cie do kupna gry nie popełnił gafy i trafiłem w gusta jak langusta :]
..poznałem oba zakończenia mimo to wezmę się za BioShocka jeszcze raz ;>
odpowiedz

Adshi : 26 lipca 2009, 16:07

Na screenach gry jest dużo lalek. Lalek nie lubię bo mam uraz z dzieciństwa... Bo oglądałem lalkę Czaki (a wtedy bardzo się jej bałem)
odpowiedz

Karfein : 26 lipca 2009, 17:15

deusER4:
Ano, Dzięki :) Masz jeszcze jakieś w zanadrzu? :>
W zasadzie dwa zakończenia z trzech są do siebie bardzo podobne, więc po przerwie od grania możesz nawet różnicy nie spostrzec, jeśli widziałeś już tamte dwa różne.
Adshi:
Lalek? Ja tam żadnych lalek nie widzę...
odpowiedz

Xzarn500 : 27 lipca 2009, 12:55

Gra bardzo wciąga. Mam nią już od dosyc dawna
odpowiedz

Bodziu95 : 27 lipca 2009, 16:35

Co do recki, krytykować jej nie będe bo jest dużo lepsza od moich ;P
Co do gry, nie grałem ale po ocenach i opisach, mam na nią sporą ochote
pozdrawiam !; )

odpowiedz

Maciek_89 : 27 lipca 2009, 20:58

O Bioshocku słyszę w samych superlatywach, a mnie jakoś nie przyciąga. Nie wiem czym to jest spowodowane :P.
odpowiedz

Maciek_89 : 27 lipca 2009, 20:59

O Bioshocku słyszę w samych superlatywach, a mnie jakoś nie przyciąga. Nie wiem czym to jest spowodowane :P.
odpowiedz

Kendziezawy : 30 lipca 2009, 10:11

Co prawda grałem tylko w demo, ale Bioshock bardzo mi się spodobał. Jednak gdy poznałem System Shocka 2 to blask Bioshocka lekko zgasł. Te gry są bardzo podobne. Jednak System Shock 2 jest bardziej skomplikowany, co jest ogromnym plusem. Jeśli nie grałeś to polecam ;)
odpowiedz

Karfein : 30 lipca 2009, 10:18

Kedziorus:
Swego czasu brat się napalał na SS2, więc tytuł nie jest mi obcy. Jednak weń jeszcze nie grałem, ale pewno to kiedyś nadrobię.
odpowiedz

LordTyrranoos : 30 lipca 2009, 11:20

Tak, System Shock 2 to gra iście wspaniała. IMHO wolałbym System Shocka 3, niż Bioshocka 2...
Więc tak: kilka powtórzeń, bodajże 2-3x słowo "jest" w sąsiednich zdaniach. Poza tym, za dużo przecinków. Najlepiej przeczytaj reckę raz jeszcze i pousuwaj te zbędne. Jeszcze co do stylistyki - moim zdaniem śródtytuły (to, co podkreślasz) powinny być oddzielone od akapitu. W ten sposób, śródtytuły tracą na "mocy". Czyli IMHO powinno być:
śródtytuł
akapit.
odpowiedz

Karfein : 30 lipca 2009, 16:43

Lord-Tyrranoos:
Dzięki za poprawki, w wolnej chwili (czyt. po Woodstocku) zerknę na tę reckę. A przyznam się szczerze, że nie chciało mi się jej trochę pisać i choć przeczytałem raz jeszcze po ukończeniu i po dokonaniu korekty nie dziwi mnie, że wyłapałeś wpadki :)
odpowiedz

Phobeus : 11 sierpnia 2009, 19:04

UE3 <3 BioShock jest jedną z niewielu gier, które mam w planie zakupić i przejść. A dzięki Twojej recenzji mój apetyt na nią wzrósł znacząco ;]
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl