avatar

Karfein Użytkownik gram.pl (Biały Drow) ja.gram.pl/Karfein

Recenzja: Spartan - Total Warrior PL

ps2, recenzja, spartan, gry wideo, TPP

Każdy z Was chyba zna serię Total War, gdzie kierujemy poczynaniami naszej nacji na mapie strategicznej, a także prowadzimy bitwy w czasie rzeczywistym w terenie, kierując naszą armią. Niejeden zapewne się zastanawiał, jakby to było kierować pojedynczą jednostką wśród całego zgiełku, czego dowodem są stworzone, lecz niekoniecznie udane mody. Na szczęście twórcy wpadli na pomysł stworzenia gry spod znaku Total Warrior, gdzie możemy sprawdzić, jak to wygląda w wersji profesjonalnej.

Totalny Wojownik
Akcja gry zaczyna się obroną Sparty, ostatniego bastionu Grecji, opierającemu się Imperium Rzymskiemu pod rządami Tyberiusza. Tytułowy Spartanin jest bezimiennym żołnierzem, nad którym przejmujemy stery. Zaczynamy od obrony murów Sparty pod wodzą braci Kastora i Polluksa oraz oczywiście króla Leonidasa (fani filmu 300 nie będą mogli się zapewne przyzwyczaić do jego wizerunku). W pierwszej misji odpieramy ataki niezliczonych oddziałów rzymskich wojowników różnego rodzaju (o czym dokładniej w dalszej części recenzji) prowadzonych przez generała Krassusa. Żeby rozgrywkę urozmaicić, do bezimiennego Spartanina odzywa się bóg wojny, Ares, który obiecuje pomoc w walce z Rzymianami, a także poznanie własnej tożsamości. Niektórzy zapewne będą szukać analogii z grą God of War, ale w zasadzie tutaj relacja Spartanin-Ares wygląda nieco inaczej. Póki nie ma tu spoilerów, przechodzę do następnej części.


Pełno Dawidów i Goliat.

Z joypadem czy na joypadzie?
Na początek, skupmy się na możliwościach naszego bohatera. Jako że jest bohaterem, bije się lepiej chyba niż sam Leonidas. Możemy wykonywać różne ataki, zwykle skupiające się na pojedynczym przeciwniku lub na większej liczbie wrogów. Możemy także dobijać leżącego przeciwnika. Podobne kombinacje stosujemy, używając tarczy bądź łuku (chyba, że akurat używamy dwóch broni czy czegoś oburęcznego). Gdy zaś napakujemy sobie pasek furii (czy jak to tam nazwać), możemy wykonać atak specjalny skupiony znów na jednym lub wielu przeciwnikach, jaki w przypadku zwykłych żołnierzy kończy się ich natychmiastową śmiercią, a my owe fatality oglądamy w efektownym slow motion. Krwi przy tym leje się, ile wlezie (toć na pudełku stoi "18+" wg PEGI). Możemy także atakować z wyskoku, pociągnąć z kopa, a także przeturlać się na boki, co się bardzo przydaje, gdy nasz bohater płonie. Jako że Ares nam pomaga, możemy korzystać ze specjalnych mocy zmieniających się w zależności od broni, którą akurat walczymy. Owszem, nie myślcie, że tutaj jest wiele prawdy historycznej. My używamy magicznych mocy, Rzymianie to przebiegli czarnoksiężnicy, zaś w naszej przygodzie przyjdzie nam walczyć z nieumarłymi, bądź mitologicznymi stworami, tak więc nie zdziwcie się na widok kolosa, minotaura czy hydry. Wracając ostatni raz do bohatera, w trakcie gry z poziomu na poziom odpowiednio go rozwijamy, dopakowując siłę (oczywiście idzie w obrażenia), kondycję (punkty życia) oraz moc (magia). W miarę rozwoju protagonista będzie coraz bardziej napakowany i lepiej ubrany. Na początku więc świeci klatą, a później nagina w złotym rynsztunku. W trakcie kampanii znajdziemy różne typy broni, których możemy zamiennie na polu bitwy używać. Magia daje różne możliwości, od miotania błyskawic, przez bycie kulą ognia, po zamienianie w kamień. Do ukończenia mamy 14 rozbudowanych poziomów, do wykonania różnorodne misje (całkiem niewiele z nich opiera się na "bij zabij", co idzie na plus) takie jak eskortowanie, tropienie szpiegów, ochrona określonych punktów strategicznych, odszukanie przejścia czy obsmarowywanie plakatów imperatora.


Skamieniający promień - realizm jest przereklamowany.

Do ubicia jest ponad 60 typów przeciwników, choć na początku gry wystarczy tylko atakować. Dopiero w późniejszych etapach i przy bossach należy stosować odmienne taktyki. Osobiście bardzo podobały mi się starcia z łucznikami na murach (fajnie się ich spychało tarczą) i asasynami (zręczne skurczybyki). Z zabitych przeciwników uzyskujemy moc, a gdy jesteśmy na skraju śmierci, także energię życiową. Moc i życie możemy również odnawiać, modląc się przy kapliczkach. W trakcie gry znajdziemy skrzynie kryjące wiele dobrego. Od kołczanu strzał (mamy limit 30, a ten szybko się lubi wykańczać), przez czasowo ogniste strzały (często przydatne do wysadzania beczek), zwoje uczonych (odblokowują grafiki koncepcyjne w galerii) albo inne dodatki, przydające się w innym trybie gry, do opisywania którego zaraz przejdę. Gra zapisuje się automatycznie w punktach kontrolnych w zasadzie co wykonanie rozkazu, tak więc w razie nagłej potrzeby wyłączenia konsoli stracimy maksymalnie 5-10 minut gry. Fabuła zgrabnie zachęca nas do dalszego grania, oferując po drodze parę zwrotów akcji. Dodatkowym atutem jest humor w grze. Nieźle się uśmiałem, słuchając wypowiedzi towarzyszy broni, rozmawiając z mieszkańcami miast lub podsłuchując ich konwersacji. Bardzo mi się podobał moment, kiedy trzeba było biec przez miasto, po drodze mijając jakiegoś obywatela, który się zastanawiał na głos, co się stanie, jak podpali tę beczkę, a po chwili poczułem znamienne wibracje kontrolera. A propos kontrolera, sterowanie na początku może wydać się zagmatwane, gdyż udostępnia nam się już na samym początku wiele opcji ruchowych, ale po parunastu minutach powinniśmy już być całkiem zaznajomieni z całą przyciskologią. Interfejs za to jest przejrzysty niczym łza, we wszystkim idzie tu się połapać już w pierwszej minucie gry.


Kolejny dzień, kolejne oblężenie.

Czy więc są jakieś wady rozgrywki? Nieliczne, ale są. Dla przykładu nieustanna siekanina w paru momentach może miejscami znużyć i sprawi, że z chęcią w danym dniu zajmiemy się czymś innym, ale najpóźniej drugiego dnia zechcemy wrócić do gry. Lepiej to rozwiązano w przypadku God of War, gdzie dość często i gęsto napotykamy zagadki. Ponadto zepsuto jeden moment skradankowy. Zagapiłem się i minął mi czas działania mikstury niewidzialności, a należało się przekraść obok strażników, by nie wybito w więzieniu rodaków. Myśląc, że i tak czeka mnie załadowanie stanu gry wykonałem atak frontalny i... tym sposobem uratowałem wszystkich więźniów. Jeśli chodzi o to, czy warto przejść drugi raz Spartan: Total Warrior to mamy do wyboru także powtórzenie poszczególnych misji i skupienie się na zebraniu tych dodatków, które nam pomogą w trybie areny.

Tryb ten polega na tym, że stajemy przeciw kolejnym grupom oddziałów przeciwników. Na początku ukończenie chociażby pierwszej areny jest wprost niemożliwe (następne zresztą odblokujemy dopiero przechodząc kampanię), ale gdy odblokujemy sobie kapliczki, ogniste strzały, sojusznicze oddziały czy nawet bardzo pomocnych gigantów, zaczyna się prawdziwa zabawa na równych warunkach.


Nie mogło zabraknąć mroczniejszych lokacji.

Przebudowany Rzym
Produkcję oparto na zmodyfikowanym silniku gry Rome: Total War. Twarze poszczególnych typów przeciwników są więc takie same, ale generalnie nie przeszkadza to, bo i tak najczęściej na ich gęby nie zwracamy uwagi, a patrzymy, jak są uzbrojeni. Postaci ważniejsze dla fabuły oczywiście dysponują własnymi teksturami głowy. Co naprawdę potrafi zachwycić to skala i rozmach. Obok dopracowanych różnorodnych lokacji (od miast, przez podziemia, po pustkowia) z bardzo ładnymi teksturami mamy niemal dwie setki postaci na ekranie, z czego każda coś robi (przeważnie się piorą, ale nie zawsze). Wprawdzie nie będziemy tu brać udziału w tak regularnych bitwach, jak to ma miejsce w Total War, lecz gdy uwaga nasza skupia się na Spartaninie, te dwie setki sprawiają, że czujemy prawdziwy chaos bitwy. Gra oferuje to wszystko bez ani jednego potknięcia. Nie napotkałem żadnych bugów graficznych ani spadków płynności.

Bitwa na głośnikach
Tutaj ponownie są powody do radości. Polski wydawca oddał nam do dyspozycji kinową wersję (wykonaną bardzo solidnie), dzięki czemu możemy posłuchać oryginalnych głosów, nagranych jak należy. Drwiny, gniew, boska duma, egzotyczny akcent - wszystko jest zapięte na ostatni guzik. Bitewny zgiełk pod względem dźwięku jest oddany lepiej niż w serii Total War, a muzykę skomponował nie kto inny, tylko Jeff van Dyck, który ponownie wykonał swoją pracę doskonale. Przyznam się, że gdy odsłuchałem soundtrack nim zacząłem grać, miałem pewne obawy. Miejscami bowiem brzmi to jak takie lekkie techno z motywami greckimi i chórkami. Bez obaw jednak, w grze sprawdza się to doskonale. Są oczywiście spokojniejsze kawałki w zależności od sytuacji, w jakiej nasz bohater się aktualnie znajduje i co ma do zrobienia.


Podobnie jak bardziej znanych miejscówek.

Z joypadem, czyli dlaczego jeszcze w to nie grałaś/eś?
Każdy człowiek spragniony porządnego dynamicznego hack&slasha z interesującą fabułą i ciekawymi opcjami znajdzie w tym tytule coś dla siebie (a nawet dużo „cosiów”). Niestety w grze nie zaimplementowano trybu multiplayer nawet na podzielonym ekranie (choć na arenie by się sprawdził, jak sądzę, całkiem dobrze), a pojedyncze ukończenie kampanii nie zajmie raczej więcej czasu niż 10 godzin. Warto jednak zaopatrzyć się w ten tytuł, gdyż oferuje dość unikatową rozgrywkę, a na aukcjach internetowych jest wręcz tani jak barszcz. Polecam.

Zalety i wady
+ zróżnicowana rozgrywka
+ wiele rodzajów broni i wrogów
+ tryb areny i bonusy
+ oprawa audiowizualna
+ całkiem fajna fabuła
- może znużyć dłuższe siekanie
- brak multiplayera

Moja ocena: 8,5/10


komentarzy: 805 lipca 2009, 13:38

8 komentarzy do tego wpisu:


LordTyrranoos : 05 lipca 2009, 15:49

Gra na konsole - nie grałem, nie zagram.
Co do recki - ja proponowałbym zaczynanie każdej części składowej z wielkiej litery, np. "Bitwa na głośnikach - Tutaj...". Po prostu moim zdaniem wygląda to lepiej, a ten początek przed myślnikiem to swoista myśl przewodnia. Reszta - jak zawsze. Czyli bezbłędnie ;)).
odpowiedz

Elminster : 05 lipca 2009, 20:58

Ach.... Wspomnienie Drizzta wywołało nagłą chęć kopienia tej gry. Niestety, nie opłaca mi się kupować dla tej gry konsoli ^^
BTW: Ten spartan chociaż trochę jest podobny do Wulfgara? :)
odpowiedz

Karfein : 05 lipca 2009, 21:14

Może dla tej gry się nie opłaca, acz samemu też można pomachać dwoma ostrzami (Ostrza Ateny - w God of War mają baaardzo inny design xD), ale dla ICO już tak ;)
Gdy się weźmie wielki młot Beowulfowi (tak, w tej grze można mu skopać tyłek :)) to całkiem całkiem :)
odpowiedz

Elminster : 06 lipca 2009, 09:58

Tego też da się tam skopać? Już nawet nie wgłębiam komu jeszcze ^^
odpowiedz

gogiell : 06 lipca 2009, 13:05

Widzę, że fajna gierka, szkoda tylko, że na konsole. To ja podziękuje i idę pograć w Rome Total War :).
odpowiedz

Jaba : 06 lipca 2009, 23:50

Nie pociągają mnie takie gry, więc daje pałe.

odpowiedz

Adshi : 07 lipca 2009, 09:11

Sądząc po gameplayach wg. mnie gra jest nudna, ale grameplaye Prototypka bardziej mnie przyciągnęły :)
odpowiedz

Bodziu95 : 08 lipca 2009, 09:51

W gre nie grałem i nie zagram, powód to brak konsoli ;D Recka oczywiście świetna.. ;)
P.s Co mam zaspoilerować ??
Pozdrawiam ;)
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl