avatar

Karfein Użytkownik gram.pl (Biały Drow) ja.gram.pl/Karfein

Recenzja: Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm Revolution

naruto, recenzja, gry wideo, naruto shippuuden, gry pc

Czasem nie rozumiem doboru tytułów do gier. To dobra produkcja, ale z ostatniego słowa wyrzuciłbym literę R. Wtedy wszystko byłoby w sam raz. Co miało stanowić rewolucję, a do jakiego stopnia wyszła z tego ewolucja?


Idealny materiał na tapetę.

Przedsmak czwartej części
Jeśli ktoś jeszcze nie jest na bieżąco z anime, niech rozważy ominięcie akapitu, bo może wpaść jakiś pomniejszy spoiler. Wpierw powiem o nowych postaciach, jakie wprowadzono do tej części. Na wstępie tylko zaznaczę, że wciąż nie doczekaliśmy się w pełni grywalnej czwórki dźwięku lub Kurenai – służą jedynie jako wsparcie. Wśród nowej załogi są martwi kage dostępni jedynie jako przeciwnicy w Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm 3, nowe wersje Madary, Obito, Hashiramy czy Minato. Ponadto niektóre łączone ultimate jutsu w pełni dogoniły niedawno wyświetlone odcinki anime. W pełni grywalni również są: Konohamaru, Iruka, Shisui, a nawet matka Naruto – Kushina. Co tym bardziej dziwi, dlaczego twórcy ustawicznie omijają wcześniej wspomniane postaci, ponieważ w grach na PS2 nie było z tym najmniejszego problemu.

Studio Pierrot odpowiedzialne za produkcję anime stworzyło też 3 historie na potrzeby gry pełniące niejako funkcję fillera dla głównej linii fabularnej. O ile przy Generations jeszcze było tam co nieco nowości, tak tutaj niestety jest tego jak na lekarstwo. Nie dość, że walk tutaj niewiele – co akurat problemem nie jest, bo gdzie indziej jest ich wystarczająco dużo – to jeszcze nie można do nich dowolnie wracać. Jeśli chcecie raz jeszcze przez to przejść, musicie wziąć udział we wszystkich po kolei. Co do samych historii, jeśli nie ominęliście żadnego odcinka, to można niemal rzec, że nihil novi. Szkoda, bo po fajnych scenach z Generations miałem nadzieję na coś więcej.


No ja nie wiem po tym poprzednim screenshocie...

Nie zapominajmy o postaci zaprojektowanej przez Masashiego Kimimoto, czyli Mecha-Naruto. Kto oglądał 2-odcinkowy filler anime, niech się nie boi. Historia przedstawiona w grze znacznie różni się od swojego serialowego odpowiednika. Owszem, część ruchów czy ultimate jutsu będzie już nam znajoma, ale fabuła powinna nas zadowolić, o ile nie będziemy mieć zbyt wysoko postawionej poprzeczki. Wszystko to wpleciono w otoczkę turnieju ninja, o którym w następnej części recenzji.

Rewolucyjna ewolucja
Trochę namieszano w systemie walki i teraz bardziej przypomina typowe opcje, jakie znamy z bijatyk. Spokojnie, dalej można mashować przyciski jak w poprzednich Stormach, ale dorzucono parę akcji. Przede wszystkim zamiast jednego z miejsc w ekwipunku mamy przełamanie gardy przeciwnika. Jak się domyślacie, odpowiednio wykorzystany może naprawdę napsuć krwi oponentowi. Żeby ten nie był tak bardzo bezbronny, kiedy otrzymuje tęgie lanie, może skorzystać z kontry. Ucina to tymczasowo ćwierć paska many włącznie z jego maksymalnym limitem, ale pozwala w razie potrzeby odciąć się i spuścić lanie oprawcy. Oczywiście jeśli ktoś dysponuje aktywnym wsparciem, należy się z tym nadal liczyć. Zauważyłem również, że podwójny skok nie pozwala rzucić większą ilością shurikenów.


Ale pairingowi NaruHina będę kibicować zawsze.

Jest jednak coś, co wprowadza o wiele większą zmianę do serii. Mianowicie teraz nasza postać nie może jednocześnie nabić wzmożonego wsparcia, przebudzenia i jeszcze wykonać ultimate jutsu. Teraz musimy się zdecydować jedynie na jedno z tych i jest ono stopniowane. W przypadku wsparcia po wypełnieniu paska Storm możemy wykonać pieczęć, przez co wróg nie może ładować chakry. W przypadku przebudzenia jest to prawdziwe przebudzenie, gdzie postać zmienia formę, albo wręcz robi się z tego prawie walka z bossem. W przypadku ultimate jutsu nie ma większych zmian poza tym, że kosztuje mniej chakry niż w poprzednich częściach, przy naładowaniu można anulować kombo i wpleść w to ultimate jutsu, a kiedy wybierzemy powiązane ze sobą postaci, zamiast typowego ultimate jutsu, ujrzymy łączone ultimate jutsu. Nie zadaje ono większych obrażeń, ale jest na co popatrzeć – przygotowano aż 21 takich scen! Pomysł nie jest wcale nowy, bo mieliśmy już takie rozwiązanie w Naruto Shippuden: Ultimate Ninja 5 na PS2, ale wtedy było tego raptem 5. Tym razem więc wielki plus za tak spory repertuar. Można się kłócić, czy takie skupianie się na jednej taktyce to dobre wyjście, ale jeśli komuś nie pasuje, zawsze może odpalić poprzednią grę z serii.

Wielką nowością w serii wydaje się być turniej ninja. Kto grał na PSP w Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Heroes 3, ten wie, że już tam można było korzystać z czterech w pełni grywalnych shinobi w jednej walce (i nie chodzi tu o wsparcie). Ale tam było to w 2D, bez wszelakich urozmaiceń, no i bez orbów, które się zbiera, by wygrać daną potyczkę. Tutaj mamy z poziomu na poziom (od rangi D po S+) coraz więcej rzeczy do ogarnięcia. Na początku to tylko wojownicy i ich umiejętności. Potem dochodzą pułapki oraz nosiciele orbów przebudzenia i ultimate jutsu. Jakby mało było wypatrywania przeciwników i tych dodatków, dochodzą rampy poziome i pionowe pozwalające uzyskać przewagę nad rywalem. Dużo? Dorzućmy na wyższych poziomach neutralnych wrogów, którzy jeszcze bardziej uprzykrzą życie. I nie zapominajmy o tym, że np. ściany będą eksplodować przy dotknięciu. Jak wygląda sterowanie w takim przypadku? Dość sprawnie - przycisk R3 (granie na klawiaturze jest od biedy możliwe, ale zalecam pada) powoduje skupienie się na oponencie, zaś machanie gałką przełącza cel. Jeśli chcemy latać po orby, albo udać się w kierunku rampy, wyłączamy stałe celowanie i walimy przed siebie. Każdy dostaje na wstępie 1000 orbów i jak ta liczba zejdzie do zera, po kolejnym szlagu schodzi z areny. Zdobyte punkty przechodzą na konto następnej potyczki, w której weźmie udział inny shinobi z naszej drużyny.


Gdyby tylko jeszcze nie był takim idiotą...

Oczywiście cały turniej odbywa się w trybie fabularnym, więc można liczyć na zadania poboczne, zjednywanie, dodatkowe walki, szukanie składników, robienie za kuriera i tym podobne. Szybkość postaci pozostawia wiele do życzenia, ale przynajmniej teleportujący ninja ułatwiają podróż. Żmudne zadania wynagradzane są zdarzeniami związanymi ze zjednanymi shinobi. Są to dość zabawne scenki, które potrafią przywołać uśmiech na twarzy fana serii. Nadto mamy do odblokowania tysiące tytułów, grafik oraz obiektów, jakie możemy przyczepić do postaci. W trakcie turnieju między bitwami możemy także stawić czoła sieciowym klonom. Są to wysłane na trening postacie innych graczy wyposażone w odpowiednie umiejętności, jakie odblokowujemy poprzez nasze dokonania w bitwach. Spamowanie shurikenami pozwoli nam narzucić postaci nawet 20% częstsze miotanie obiektami na odległość. Spora ilość wygranych walk sprawi, że będziemy mogli dać naszemu klonowi nawet 50% boostu do ataku.

Generalnie opcji rozgrywki jest multum. Można organizować normalne turnieje bądź ligi, wziąć udział w survivalu, jak również skorzystać z ich zmiennych ekwiwalentów. Chodzi tutaj o to, że co walkę będą obowiązywać inne warunki – na przykład chwyty albo ninjutsu zadaje spore obrażenia. Chakra regeneruje się bardzo wolno, ale za to pasek wsparcia rośnie tak, że nasz backup walczy niemal tyle co my. Muszę przyznać, iż bardzo udanie urozmaica to grę i pragnie się przeć do przodu. Szkoda tylko, że podobnie jak przy pecetowym porcie Storm 3 - Full Burst, tak i w Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm Revolution mamy spore problemy z grą przez Internet. Ani razu jak dotąd nie udało mi się nawiązać gry, gdzie nie byłoby lagów, nawet jeśli druga osoba miała pełen pasek połączenia... Na konsolach takiego problemu nigdy nie miałem, chyba że ktoś jechał na pojedynczej kresce na czerwono. Na plus za to policzę fakt, iż do czasu ekranu wczytywania nie widzimy, jakie postaci wybiera przeciwnik, więc nie da się na bieżąco dostosować do tego, co jest wybierane.


Chaos bitewny podczas turnieju czasem ciężko ogarnąć.

Dlaczego w obliczu tylu zmian nie mogę się zgodzić na tytuł Revolution? Otóż wciąż brakuje kilku rzeczy, które, co ciekawe, pojawiły się już dawno temu i były przyjęte z entuzjazmem przez graczy. Chodzi tu o zderzenia jutsu, kiedy to na przykład rasengan i chidori wywoływały minigrę z wciskaniem klawiszy. Teraz shinobi się po prostu od siebie nieefektownie odbijają. Słabo. Podobnie z walką na pionowych powierzchniach – to wszystko było już pierwszym Stormie, a od „dwójki” jest wycięte i ludzie próbują się twórców o to doprosić. Bez efektu. To nie wszystko. Wciąż jesteśmy zmuszeni wybierać pomiędzy pojedynczymi jutsu i pojedynczymi ultimate jutsu. Ja wiem, robienie dobrze casualom, ale zapamiętanie 2 prostych kombinacji (z gier na PS2 dół+dół+kółko oraz góra+góra+kółko) nie sprawiało żadnych trudności, a dodawało głębi potyczkom, gdyż każdy ninja dysponował dwukrotnie większym wachlarzem jutsu niż teraz. Dorzućmy do tego fakt, że już wtedy przebudzenia były stopniowane, a postaci posiadały w jednej walce 3 odmienne ultimate jutsu. Że teraz postaci więcej? Może i tak, ale wtedy dało się to osiągnąć przy ponad 60 wojownikach – w tym z pełni grywalnymi Kurenai, czwórką dźwięku czy Shizune.

Anime live
To już stała dobra cecha Naruto od czasów pierwszego Storma. Wszystkie postaci wyglądają cudnie, lokacje są pełne szczegółów, efekty specjalne oszałamiają, a reżyseria ultimate jutsu, zwłaszcza łączonych, powala i jak dla mnie z łatwością przebija wiele scen przedstawionych w serialu. Tak patrząc po tych ostatnich to mogę od razu rzec, że zapowiadają się przepiękne walki z bossami w Storm 4 i już teraz nie mogę się ich doczekać. W rozdzielczości HD z lekkim wygładzaniem gra prezentuje się wręcz doskonale i rzadko kiedy można mieć uwagi. Da się przyczepić jedynie do tego, że czasem przypinane akcesoria przechodzą niefajnie przez bujną czuprynę shinobi czy jakiś jego element ubrania, ale to malutkie drobiazgi.


Harry Potter! Znalazłem znicza!

Oprawa dźwiękowa wydaje się być w większości skopiowana z Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm 3. Oczywiście są nowe głosy dla dodanych postaci, ale soundtrack niemal w całości przerzucono z "trójki". Nie jest to złą rzeczą, bo ścieżka dźwiękowa pasuje jak ulał do gry, ale nowe kompozycje da się usłyszeć jedynie podczas turnieju i na nowej arenie. Mało tego, ale jeśli ktoś niezbyt zwrócił uwagę na muzykę w poprzedniej grze, prawdopodobnie nie zauważy tego tutaj. Mnie się podobało – lepiej tak niż na siłę dawać coś nowego i to zepsuć.

Nietrafiony tytuł, trafiona gra
Tytuł minął się z powołaniem, bo rewolucji większych brak, ale gra i tak warta Waszej uwagi. Cena może zdawać się wysoka w przypadku wersji PC, ale pamiętajmy, że to nie jest opóźniony port, lecz równoczesna premiera z edycją konsolową. Kto chętny posmakować nowych opcji i systemu walki już teraz, raczej nie będzie zawiedziony. Maksowanie wszystkiego zajmie minimum 30 godzin, a to powinna być spora zachęta dla tych, co lubią iść w 100% osiągnięć. Pozostałym radzę czekać do jakiejś promocji, ale wystarczy pierwsza lepsza obniżka, by zakup był w pełni zadowalający. O ile posiadacie joypad, bowiem na klawiaturze przy dodatkowych opcjach walki, zwłaszcza podczas turnieju, jest jeszcze trudniej niż w Storm 3.


Orochimaru, to nie jest znicz!

Zalety i wady
+ nowe postaci - łącznie ponad 100
+ powrót łączonych ultimate jutsu
+ oprawa audiowizualna
+ ponownie udany port...
- ... i zlagowane multi
- bez kontrolera nie ma lekko
- wciąż brakuje paru rzeczy

Moja ocena: 8/10

komentarzy: 027 listopada 2014, 04:17

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl