avatar

Karfein Użytkownik gram.pl (Biały Drow) ja.gram.pl/Karfein

Recenzja: Point Perfect

recenzja, gry wideo, Point Perfect, gry pc, recenzja gry

Zdaje się Wam, że dobrze operujecie wskaźnikiem myszy? Macie najlepszą myszkę dostępną na rynku, przygotowaną specjalnie z myślą o graczach? Uważacie, że gry zręcznościowe są dla Was tak łatwe, że nawet po kilkugodzinnej sesji ząb Wam się nie ukruszy? No to czas zweryfikować to wszystko, grając w Point Perfect.


Na początku ciężko dojść do pierwszego bossa.

Cel – pal!
Fabuły tutaj nie doświadczycie. Jedyne, co wymaga wyjaśnienia to fakt, że naszym „statkiem” zaznaczamy prostokątem cele, a statek-matka atakuje je laserem. Namierzanie rzecz jasna nie jest proste, bo musimy przy tym omijać przeciwników, ich pociski, jak również inne losowo występujące przeszkody jak np. spadające statki. Każda gra składa się z 3 podejść. Podczas tychże wybieramy stały bonus (większą ilość punktów na sekundę, jedno życie więcej, start z większym możliwym polem zaznaczania i jeszcze jedna ukryta umiejętność), otrzymujemy też wsparcie w postaci dodatku. Są to możliwość odbijania niektórych pocisków, więcej punktów za złapanie spadającej gwiazdy, więcej punktów za combosy czy zamiana drugiego poziomu na specjalny etap strzelankowy. Oczywiście to nie wszystko, ale zostawię Wam nieco frajdy z odkrywania tajemnic Point Perfect. Dodatek zmienia się z podejścia na podejście i zadawane nam jest pytanie, czy chcemy zamienić aktualnie posiadany na proponowany.


Pomysłów twórcom nie brakowało.

Genialne w swojej prostocie
W sumie już niejeden z Was zapewne grał we flashówki, gdzie trzeba było przejść wskaźnikiem myszy do celu, ale po drodze coś straszyło. Nieco dziwi fakt, że dopiero teraz powstał tak przemyślany i dopracowany tytuł, ciągnący ten motyw i jemu podobne. Choć PP jest grą dość małą, wykorzystuje swój potencjał bardzo dobrze. Mamy tutaj też wyraźne nawiązania do klasycznych tytułów. Podejście zaczyna się od etapu, gdzie wybijamy przeciwników zaznaczając ich polem – przekroczenie granicznej powierzchni (pole będzie czerwone zamiast zielonego) poskutkuje niezniszczeniem nieprzyjaciela. Limit możemy zwiększać przez łapanie literek P i nie ginąc, bo śmierć skutkuje zerowaniem do minimum w zależności od wybranego bonusu. Pomiędzy takimi etapami czeka nas minigra, a tych przygotowano dość sporo i każda dość mocno różni się od pozostałych, a niezmiennie testuje naszą zręczność w sterowaniu myszką. Mamy odbijanie piłek rzucanych przez miotacza, klikanie w węzły, by stestować silnik (po chwili potrafią nieźle przyspieszyć), chronienie się w specjalnych polach przed burzą, ratowanie statku przed kosmitami, unikanie czerwonych kresek w rozmaitych kombinacjach, albo przemykanie się po tunelu do celu – coś jak wspomniane flashówki, ale tutaj goni nas zamykanie się tunelu. Jest tego sporo, a wymienione tutaj to tylko część.


Pokochacie moment zmiany kierunku obrotu.

Przeciwnicy w pomniejszych etapach to niezbyt wielka różnorodność. Są małe statki, od czasu do czasu podlatujący inny strzelający dwukrotnie w nas pociskami. W innym etapie czeka nas modyfikacja Space Invaders, gdzie też czasem któryś w nas strzeli. Czasem te poziomy przetykane są jeszcze latającymi meteorami, które zaznaczone wybuchają pociskami. Czasem na widoku znajdzie się bomba, która niezniszczona wybucha kilkunastoma pociskami, innym razem będziemy omijać rakiety tworzące podobne niebezpieczeństwo, w jeszcze innym typie etapu będziemy zestrzeliwać sporych rozmiarów statki, których wieżyczki będą nam ustawicznie przeszkadzać. Jest tego dość trochę, a jeszcze całkiem inaczej gra się w specjalnym etapie, o ile weźmiemy pewien dodatek. Wtedy drugi etap zamienia się w klasycznego shmupa, lecimy w prawo i strzelamy do nadlatujących przeciwników. Moc P wtedy daje nam większą siłę rażenia. Zarzut mógłbym mieć do powtarzalności etapów zwykłych przez ograniczoną liczbę przeciwników – po n-tym przejściu będziemy mogli przechodzić niektóre poziomy wręcz z przyzwyczajenia.


Kiedy grze wydaje się, że jest za łatwa.

Na osobny akapit zasługują bossowie i końcowi bossowie. Projekty tychże są wprost genialne i wykorzystują nieraz rozmaite umiejętności w sterowaniu myszką. Poza oczywistym omijaniem miriady pocisków mamy tutaj szybkie zaznaczanie przeciwnika, gonienie Pac-Mana, rzucanie krzesłem w emotkę, niszczenie pada z Arkanoida czy martwy piksel... Dużo tego, a bywa naprawdę różnie – od zwykłego ciskania nożem w ninję po wyścig, sterując... rolką na trzech polach i omijając przeszkody. Jakby tego było mało, bossowie mają perfidną zdolność trollowania. Przygotowani na dany schemat zachowania bossa możemy łatwo stracić życie, gdy ten chwilowo rażąco zwiększa swój poziom trudności, ostrzegając nas przed tym na ułamek sekundy przed atakiem wredną mordą w prawym górnym rogu ekranu. Nie da się więc narzekać na nudę, bo musimy być w ciągłej gotowości. Końcowi bossowie to sporych rozmiarów bydlęta, którzy również mają rozmaite strategie działania. Oczywicie częściowo zwykle opiera się to na zaznaczaniu wszelakich pocisków, by potem unikać wrednego ataku. Jak na przykład przemykanie pomiędzy zębami pożeracza, kiedy ten czyści zęby szczoteczką... Jak widać, twórcom z Highcastle Studios nie brakuje humoru i zapewniam Was, że uśmiejecie się nawet, gdy gra będzie miała z Was polew – owszem, w przypadku przegranej otrzymamy wredny komunikat bądź animację.


Zalecamy grać rano i wieczorem.

Patrz wyżej
Oprawa audiowizualna również nie jest zaawansowana. Ot, pixel-art, i to grubymi liniami szyty. Zdaje się, że przy mniejszych elementach ciężko byłoby omijać pociski albo szukać wrogów do zaznaczenia – tak wszystko fajnie rzuca się w oczy. Takie podejście pozwoliło na większą ilość elementów zróżnicowanych pod względem rozgrywki, a to zawsze idzie na plus. Tym bardziej, że dostępną rozdzielczość wykorzystano naprawdę w świetnym guście. Podobnie jest w kwestii ścieżki dźwiękowej. Liczba efektów jest dość ograniczona, ale przez uwagę, jaką poświęca się grze, by przejść dalej, nie zwraca się na powtarzalność tak bardzo uwagi i nie przeszkadza to w większości wypadków. Tak samo soundtrack – mamy tu raptem kilka utworów, które o dziwo rzadko nudzą się i nie przeszkadzają tak, jak mogłoby się wydawać przy tak małej ilości kompozycji. Melodie są dość zabawne i wpasowują się doskonale w klimat Point Perfect. Chciałoby się więcej tych dobroci, ale nie ma większych powodów do narzekań.


Rzucanie stołami w kursor...

Perfekcyjny plan
Gra kosztuje zaledwie 18,99zł na cdp.pl, a więc nie ma potrzeby czekania na obecność w bundle’u. Genialny w swojej prostocie pomysł, porządne wykonanie, produkcji ogólnie nie tak daleko do ideału. Jeśli tylko korci Was przetestować umiejętności pecetowca, za którego się macie, polecam brać w ciemno. Spędzicie przy tej grze co najmniej kilkanaście godzin, by wymaksować wszystko. I choć niejednokrotnie Point Perfect skopie Wam tyłek, będziecie z uporem maniaka trenować, by po paru godzinach zemścić się na bossach. No chyba, że Was strollują... Na początku jeszcze były problemy techniczne, ale już je zażegnano, tak więc tym bardziej polecam, jako że twórcy dbają o swoje dzieło.

Zalety i wady
+ pomysł i wykonanie
+ wciągająca rozgrywka
+ projekty bossów i minigier
+ oprawa audiowizualna...
- ... choć nieco powtarzalna
- powtarzalność zwykłych etapów

Moja ocena: 8,5/10

komentarzy: 002 listopada 2014, 15:15

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl