avatar

Karfein Użytkownik gram.pl (Biały Drow) ja.gram.pl/Karfein

Recenzja: Rise of the Triad

ROTT, Rise of the Triad, remake, recenzja, gry wideo

Moda na remaki trwa w najlepsze. Bywają gorsze przeróbki, bywają lepsze. Niektóre przypisują sobie znaczek HD i zwą się remake'ami, choć tak naprawdę stanowią remaster. Z czym do czynienia mamy w przypadku Rise of the Triad?


Pikselozą w Twoje ślepia!

Ślubuję ci wierność
O ile w przypadku Serious Sam HD nie było trudno o gruntowną przeróbkę graficzną na nowym silniku z zachowaniem wielu cech oryginału, tak chyba każdy się zgodzi, że z produkcji niewiele bardziej zaawansowanej technologicznie od Wolfenstein 3D stworzyć dobrze wyglądającą grę, jaka przypomina oryginał, jest naprawdę ciężko. Jednak ludziom od Interceptor Entertainment się to udało, a przy tym dorzucili wiele dobrego do poszczególnych poziomów. Fabularnie większość jest taka sama, oddział H.U.N.T. wyrusza na wyspę zbadać działalność kultu Triady. Jakie zmiany? Otóż jest teraz komiksowo, dorzucono nieco więcej szczegółów, no i zdubbingowano postaci. Przemodelowano walki z bossami, są teraz znacznie bardziej urozmaicone, aczkolwiek nie porzucono rdzenia rozgrywki w przypadku starć z szefuńciami.

Znalazło się też więcej sposobów na rozśmieszenie gracza – w Dark War było to bardziej subtelne, teraz mamy wiele żartów i nawiązań podanych wprost. Przed poszczególnymi misjami (20 i 4 sekretne) możemy wysłuchać odprawy – oczywiście pełnej jaj i odniesień do innych gier czy filmów. Podobnie i tym razem mamy dwa zakończenia – dobre i złe – choć tym razem ciężej wpaść na to negatywne outro. Ale niech Was to nie zwiedzie, gra wcale nie pobłaża graczom doraźnym. Jeśli macie zamiar grać na wyższym poziomie trudności i jeszcze stronić od wybuchowych oraz magicznych broni, nie będzie lekko. Elementy platformowe odpowiednio zmodyfikowano - niektóre są teraz łatwiejsze, inne zaś dają mocno w kość, ale na szczęście teraz quick-save i możliwość zapisu w dowolnym momencie ratują tyłek. Choć sama kampania jest dość krótka, bo można się uwinąć w ani 4 godziny, tak chcąc wybadać wszystkie sekretne miejsca, przyjdzie nam pobłądzić co najmniej 6, jeśli nie więcej. Oczywiście chcąc nabić wszystkie osiągnięcia należy przygotować się na minimum kilkanaście godzin strzelania do członków Triady.


Kreatywne wykorzystanie elementu klasyka.

Pędziwiatr
Rise of the Triad: Dark War to tytuł bardzo dynamiczny. Nie tam szukać zabawy w krycie się za przeszkodami, schylania w okopach i takich tam. Tutaj jest to pomnożone razy dwa! Śmiem twierdzić, że niektóre etapy – także w trybie gry wieloosobowej w momentach, gdy przybyło uczestników – były bardziej dynamiczne niż Unreal Tournament! Należy się ruszać, by nie dać się złapać w sieć, zajść od tyłu i odebrać rakietnicy, oberwać granatem, albo kulą ognia. Kiedy otwieramy przejście, warto mieć oczy dookoła głowy, inaczej szybko pasek życia zejdzie do czerwonego poziomu. Nieco inaczej funkcjonuje teraz pancerz. Wcześniej kamizelka kuloodporna oraz pancerz z azbestu (przeciw ogniowi) były ograniczone czasowo. Teraz są na stałe i mają własny pasek wytrzymałości. Powróciły też wszystkie znane dotąd power-upy, więc zakosztujecie trybu boskiego, trybu psa, trybu Merkurego, trybu sprężystego czy grzybków halucynogennych. I to się da łączyć. Zjarany pies z wielkimi skrzydłami, który gryzie w kark wrogów z powietrza? Tylko w Rise of the Triad!

Wspominałem o wierności, ale powiem to raz jeszcze. Jeśli ktoś doskonale zna pierwowzór, niejednokrotnie przewidzi pułapki zastawione przez twórców na graczy. Zasadzka Triady po dojściu do połowy korytarza? Wróg atakujący z tyłu z góry? Skocznie wybijające wprost pod karabiny nieprzyjaciół? Bywa i tak, a i bywało również w oryginale. Nie dodawano nowych broni, ale odświeżono stare dorzucając im niezbyt inwazyjne strzały alternatywne – celowanie dokładnie z pistoletu czy karabinu maszynowego, kamerka na rakietach naprowadzających. Excalibat z kolei jest bardziej intuicyjny w użyciu dzięki alternatywnemu strzałowi. Wrogowie ci sami, ale dzięki większej ilości detali znacznie bardziej rozpoznawalni. Wady? Owszem, niedoróbki techniczne i niekiedy bugi. Gra z rzadka może się wykrzaczyć do pulpitu, albo ukaże Wam kończyny wrogów przenikające przez ściany. Co więcej, jeśli postrzelać w wystającą rękę... zabijemy przeciwnika. Twórcy jednak nieustannie pracują nad poprawkami, a skromna ilość trybów i map winna być wynagrodzona w przyszłości darmowymi DLC oraz dziełami użytkowników za sprawą edytora – już teraz ktoś tworzy legendarny poziom, który specjalnie doprowadza do błędu gry wywalającej grającego do systemu...


Krwawa łaźnia z bonusem.

Multiplayer niestety nie jest jakoś zbyt oblegany, może po trochu ze względu na nierówną optymalizację (aczkolwiek stan się poprawia dzięki łatkom, jednak póki co 5 map działa wybornie, po czym szósta chrupie, gdy zechcemy dać wycisk podzespołom) oraz wciąż niezbyt liczne możliwości. Jak mówiłem, z tygodnia na tydzień liczba opcji rośnie, więc można śmiało kupować na zapas, jeśli już teraz kusi Was ten old-school. Jak pamiętamy, Rise of the Triad: Dark War posiadał aż 9 trybów rozgrywki i znacznie więcej map, więc podejrzewam, iż deweloper i wydawca będą dążyć przynajmniej do odrestaurowania stanu ilościowego sprzed lat. Tryb wieloosobowy lubi się napełnić popołudniu i wieczorem, ludzie są fajni, organizują eventy i gra się wybornie. Ostatni raz taki ubaw miałem, ogrywając multi w Duke Nukem Forever. Jakieś uwagi? Owszem, karabiny i pistolety nie mają w trybie wieloosobowym znaczenia, a nieraz respawn wrzuci nas tuż pod nos osoby uzbrojonej w karabin rakietowy… Mimo wszystko do gry wrócę nieraz, zwłaszcza jak usłyszę, iż wyszedł nowy patch.

Let’s rock!
Unreal Engine 3 już nie robi takiego wrażenia jak kiedyś, jednak gdy porównać oryginał z remakiem, nie da się ukryć, że twórcy wykonali tytaniczną pracę na rzecz przywrócenia gry do łask współczesnych wymogów. Za to wszystko, za wierność oryginałowi, za pomysły na projekty lokacji oraz efekty specjalne (ludicrous gibs!) daję wyższą ocenę, aczkolwiek mam świadomość, że gra nie należy do pięknych.


Są i ładniejsze miejscówki...

Co innego udźwiękowienie. Dubbing przedstawia się poprawnie, słucha się dobrze, nic tam nie przeszkadza w odbiorze. Odgłosy broni i wybuchów nie są jakieś wyborne, ale również oceniam na zdatne do słuchania. Za to ścieżka dźwiękowa... a w sumie to dwie, bo można wrzucić na głośniki klasyczny soundtrack z Dark War! Ale nie wiem, czy wszyscy się skuszą, bo remake starych utworów to arcydzieło sztuki muzycznej. Świetnie się słucha w grze, poza grą, a i zostaje w pamięci na bardzo długo. Notorycznie łapię się na tym, że nucę sobie kawałki zasłyszane podczas niczym nieskrępowanej rozwałki.

I to ja rozumiem
Dzika, nieokiełznana gra stanowiąca niezwykle udany remake z zachowaniem podstawowych zasad rozgrywki tytułu z 1994 roku, z dobrą grafiką i świetnym udźwiękowieniem. Do tego z edytorem, kolejnymi patchami i darmowymi DLC. Czegóż chcieć więcej? Może niskiej ceny? 13,99€ to chyba niezbyt wygórowana kwota za tyle radochy w jednej skromnej produkcji. Już teraz na zachętę małą wrzucę nieco lichą, ale jednak ósemkę. Bo frajda jest na tyle przednia, że póki co dość skutecznie zakrywa wypunktowane w tekście wady. Jak będą kolejne łatki, dam znać, co poprawiono i czy ósemka ta nieco się umocni.


... a nawet raj zbieracza punktów.

Zalety i wady
+ wierny remake
+ dynamiczny gameplay
+ old-school
+ humor
+ edytor
+ darmowe DLC
- niedoróbki techniczne
- niekiedy optymalizacja
- póki co mało trybów i map
- krótka

Moja ocena: 8/10

komentarzy: 220 grudnia 2013, 01:20

1 komentarz do tego wpisu:


Master_Morti : 21 grudnia 2013, 14:48

Tak zachwalałeś, że kupiłem. Ale na razie muszę skończyć Shadow Warriora - jeśli nie grałeś to polecam. Ban-f*cking-zai miażdży system :)
odpowiedz

Karfein : 21 grudnia 2013, 21:49

Mam zamiar sprawdzić, ale a) jak stanieje; b) chciałbym przejść wpierw oryginał, zwłaszcza że mam z bundle'a. Wszystko w swoim czasie :)
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl