avatar

Karfein Użytkownik gram.pl (Biały Drow) ja.gram.pl/Karfein

Recenzja: Worms: Revolution Extreme

Worms, Worms: Revolution Extreme, PS Vita, psvita, gry wideo

Worms Reloaded po kilku grach osadzonych w 3D stanowiło powrót do upragnionego przez graczy dwuwymiaru. Worms: Revolution pozostaje w tym nurcie 2D, aczkolwiek wprowadza wiele istotnych zmian dających ciekawe możliwości. Teraz szturmuje również konsolę PS Vita uzbrojony w 3 pakiety DLC pod banderą Extreme.

Z kamerą wśród robali
Wierzcie lub nie, ale w kampanii mamy do czynienia z jakąś tam fabułą. Generalnie przyrodnik natrafił na gatunek rozwiniętych dżdżownic, gąsienic, glizd... zwał jak zwał, wormsy te naparzają się z broni palnej, miotanej, zwierzęcej i duchowej – to wystarczy, by biolog się zainteresował tym gatunkiem. O ile tutaj wszystko zaczyna rodzić pewien potencjał, tak dalej jest on zaprzepaszczony. Totalnie. Przyrodnik bowiem przeciągle opowiada o misjach, rzuca takimi sucharami, że oceany zmieniają się w pustynie, jego głos po paru zdaniach zaczyna irytować i generalnie jedyne, co mamy ochotę zrobić, to przeklikać jego durną i nieśmieszną gadkę, by przejść szybciej do misji. Te już zaprojektowane są całkiem ciekawie – od etapu dla niedorozwojów umysłowych w celach tutorialowych po hardcore od trzeciego świata, gdzie naprawdę trzeba kombinować, by coś zdziałać i dożyć piątej tury. Chyba że dwukrotna przewaga wroga + wieżyczki i takie tam Wam niestraszne.


Mała broń, a taki kaliber wody.

Szkoda że nie popracowano nad fabułą, bo szło zrobić coś ciekawego, a tak wyszła taka kicha, że już lepiej by było, gdyby historii w grze żadnej nie dorzucono... Co zresztą czasem ma miejsce w nowych misjach. DLC generalnie dodają nowe plenery, ich elementy, opcje modyfikacji, głosy, no i przede wszystkim misje. Kilkanaście nowych i trudnych wyzwań to w sam raz dodatek dla żądnych czegoś więcej niż oryginalna kampania. Łącznie wychodzi aż 47 misji i 25 zagadek.

Nowe wrogiem dobrego?
Od świetnego Worms World Party na Worms Reloaded przyszło czekać długo. Szczęściem Team17 nie popełnił drugi raz tego samego błędu i nową część płaskich glizd z bazookami zaserwował o wiele szybciej. By jednak nie powtarzać się zanadto postanowiono dorzucić coś nowego do rozgrywki. Niektórzy mogą stwierdzić, że to rodzi zbędny chaos, że gameplay już był dobry, ale nic tutaj te nowinki nie szkodzą - wybredni mogą sobie zagrać w trybie classic bez wody i klas. Forty mi się mniej podobają niż te rysowane, ale tutaj nie będę się rzucać, bo to zahacza zbyt mocno o kwestię gustu. Na pewno są lepiej dopasowane pod klasy (np. ciasne przejścia dla zwiadowcy), więc mamy też poza gustami argument rozgrywkowy.


Podziemne wojny na Marsie.

Skoro już wspomniałem o jednej z klas, warto rozwinąć nieco temat. Podział mamy tutaj na 4 profesje robali. Pierwszy to żołnierz – klasa neutralna, rzec można, kopia starych klasycznych wormsów, we wszystkim przeciętna. Dalej jest heavy – wielki i ciężki robak, który rusza się jakby chciał a nie mógł, jednak nadrabia większymi obrażeniami i zasięgiem eksplozji. Ma też spory odrzut po przywaleniu kijem bejsbolowym i ognistą piąchą. Zwiadowca to taki mały ciupek, który zapiernicza jak biedronka na sterydach, wciska się w ciasne przesmyki, skacze zwinnie saltami w przód i w tył, a także znosi bez utraty tury i zdrowia upadki z większych wysokości. Potrafi też na początku tury podejrzeć zawartość skrzynek oraz użyć palnika tak, że tylko inni zwiadowcy tam wejdą. Na koniec został mózgowiec, ten na początku swojej tury leczy 5 punktów życia członkom drużyny, a i jego wieżyczki i magnesy na ten przykład są potężniejsze. Obrywa jednak bardziej niż inne glizdy, przez co szybciej można go wykończyć bez topienia i takich tam.

Skoro już i o to zahaczyliśmy. Wspomnijmy o nowych elementach uzbrojenia robali. Mamy tutaj klasyczny arsenał, ale ze względu na nowinki w rozgrywce pokroju wody pojawiło się kilka rzeczy z tym związanych jak pistolet na wodę, wodny nalot czy spływ usuwający wodę z otoczenia. Są to kluczowe elementy uzbrojenia zwłaszcza, jeśli lekka modyfikacja terenu za pomocą granatu zrobi nam z terenu wodną zjeżdżalnię do kwasu. Więcej jest narzędzi jak np. UFO, które przenosi różne przeszkody jak butelkę wody, którą potem można rozwalić i zmieść wrogi oddział. Mamy też błyskawicę z niebios, rękawicę bokserską powodującą knockout (dezaktywuje przeciwnika na jedną turę), a nawet wsparcie Boggy B – maskotki Team17, poza tym broń na truciznę, skunks, armageddon... no dobra, część nie jest nowa, ale nie mamy do nich dostępu bez DLC, które zawarto w edycji Extreme. Część broni i opcji modyfikacji wyglądu należy odblokować poprzez wykup glizd specjalistycznych oraz ukończenie poziomów fabularnych. Są też nowe skrzynki zawierające monety – można je dopaść także w dowolnej rozgrywce.


Nieśmiertelny betonowy osioł w akcji.

Co mnie najbardziej ruszyło podczas gry na PS Vita to fakt, że gra strasznie wolno działała. Wszelkie wystrzały, oddalenia i zbliżenia kamery, wybuchy, tury przeciwnika sterowanego przez AI... muliło niemiłosiernie, jakby wręcz puszczono grę na PSP, a nie na PSV... Optymalizacja leży i kwiczy, a przy większej ilości komputerowych graczy można było spokojnie parę stron książki przeczytać, aż mi się Total War: Rome II przypomniał ze swoją oprawą techniczną. Liczę, że Team17 coś z tym zrobi, bo na chwilę obecną jest to jak dla mnie największa bolączka portu na konsolę PS Vita. I nie naprawia tego fakt, że można tylnym panelem dotykowym ustawiać celownik albo operować kamerą i zoomem za pomocą panelu przedniego. Nie wspomnę o tym, że nie udało mi się jak dotąd znaleźć nikogo do gry po necie. Może nie ta pora, może potrzeba patcha, może obniżki cen, może obecności w PS Plus. Dowiemy się wkrótce.

Wali po oczach i uszach
Choć rozgrywka toczy się w dwóch wymiarach, gra prezentuje się w trzech. Niestety choć samo założenie jest fajne i np. zniszczalne tło to miły dodatek do grafiki, tak przeważnie więcej rzeczy mi tu przeszkadza. Jeśli się przyjrzeć dokładnie, widać wyraźnie, że woda wyświetla się tylko w 2D, a nie wypełnia planu pierwszego i drugiego zarazem. Oddalenie kamery z kolei powoduje zniekształcenie wyświetlania – ciężko dojrzeć, czy dane obszary są już zalane czy jeszcze nie. Oprawa dźwiękowa jest przeciętna, muzyka nie zapada w pamięć, wręcz potrafi nieco ululać do snu. Głosów do wyboru jest mniej, ale to pewnie dlatego, by więcej można było odblokować i wykupić za monety zdobyte podczas gry. Ogólnie jednak... człowiek tęskni za starymi dobrymi wormsami – albo dopracowanymi nowymi.


Taki wybuch, to pewnie heavy.

Lekki zawód
Nie oczekiwałem tytułowej skrajnej rewolucji po Worms: Revolution Extreme. Oczekiwałem jednak frajdy płynącej z nieskrępowanej rozpierduchy i nowych elementów rozgrywki. Choć założenia są dobre, tak realizacja techniczna i audiowizualna wyszły dość blado. O ile czasem nie przeszkadza to w czerpaniu radości z gry, tak w porcie na PS Vita jest to uporczywe. Na miejscu zainteresowanych poczekałbym z zakupem do czasu załatania przynajmniej tej optymalizacji. Do reszty da się przyzwyczaić prędzej czy później. Zresztą gameplay tutaj jest przyzwoity jak przystało na Worms. Szkoda, że recenzja ta skutkuje dość niską jak na serię oceną, ale na chwilę obecną wyższej z czystym sumieniem nie mogę.

Zalety i wady
+ Worms w 2,5D
+ nowości: woda i klasy
+ 3 DLC w pakiecie
- tragiczna optymalizacja
- infantylna fabuła i nieśmieszny przyrodnik
- oprawa audiowizualna

Moja ocena: 7/10

komentarzy: 002 listopada 2013, 01:56

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl