avatar

Karfein Użytkownik gram.pl (Biały Drow) ja.gram.pl/Karfein

Recenzja: 99 Spirits

recenzja, gry wideo, gry pc, 99 Spirits, indie

Czasem nie mogę się nadziwić inwencji twórców indie. I nie mogę się nacieszyć tym, że znam angielski. Do tej całej zadumy i radości dodać tylko należy, że nie rozumiem, dlaczego tak mało japońskich gier jest u nas wydanych, a ja nie znam jeszcze japońskiego, by korzystać z życia, kiedy wydawcy dają ciała. Na szczęście przy 99 Spirits wystarczy mieć parę euro pod ręką i podstawową znajomość języka angielskiego (plus ewentualnie słownik). Recenzja gry powie Wam, czy warto poświęcić na nią czas i pieniądze.

Boska komedio-tragedia
Japończycy są w stanie bardzo dobrze łączyć smutne i zabawne elementy fabularne w bardzo zręczną całość. Kto zaczytany w mangach i oblatany w anime, ten wie. Nie inaczej sprawa ma się w 99 Spirits. Zaczyna się poważnie. Za młodu Hanabusa jest świadkiem tajemniczego morderstwa służki w kaplicy oraz zdrady niezidentyfikowanej osoby, która wciąga męża zabitej kobiety w sieć intryg i zdrad. Córka pechowej pary dzięki białemu lisowi zostaje uratowana z chaosu, jaki wywiązał się w walce o stolicę. Warto dodać, że wśród całego tego zgiełku pierwsze skrzypce grały tsukumogami, obiekty codziennego użytku, które stały się samoświadome (element folkloru japońskiego – rzeczy takie miałyby rzekomo się dziać przy setnych urodzinach danego przedmiotu).


Niektóre słówka nie są łatwe do odgadnięcia.

Po 10 latach Hanabusa wyrasta na zdolną wojowniczkę, dobrze władającą mieczem. I pałającą nienawiścią do tsukumogami. Otaczają ją przyjaciele, każdy z nich dość charakterystyczny, dzięki czemu zapadają w pamięć na dłużej (tancerka cierpiąca na chroniczne potykanie się o własne nogi, kapłan szerzący dobre słowo mający tylko kobiety za słuchaczki, córka boga uważająca, że zasługuje na własnych wyznawców, bo umie to i owo, a także wiele innych ciekawych person). Naszym głównym towarzyszem podróży i podręcznym tutorialem zarazem będzie Komiya. Jest to nie kto inny, a właśnie biały lis, z tym że tym razem powraca z boskim mieczem Gokon, który jest w stanie nie tylko odpędzić tsukumogami, ale także je zniszczyć. Sprawa komplikuje się, gdy jeden z demonów uszkadza broń przez nieuwagę Hanabusy i zarazem podaje się za… jej ojca. Córka wyrusza w podróż, by naprawić oręż i stawić czoła wyzwaniom, jak również postarać się odkryć, jaki los spotkał ojca i uratować go. Nie będzie to łatwe, zwłaszcza że przewodnik ma swoje wady… lata za kieckami i sake. I ma wilczy apetyt na pomocnicę sklepu.

Fabuła szybko porwie nas w wir wydarzeń, które z początku mogą wydawać się niezbyt ze sobą powiązane, jednak z czasem ułożą się w spójną całość. Oczywiście liczba warstw intryg może nieco przytłoczyć, jeśli dodać do tego pewne zdarzenia i reakcje ludzi charakterystyczne dla okresu feudalnej Japonii. Warto więc choćby kojarzyć kulturę, by lepiej rozeznać się w sytuacjach przedstawionych w grze i nie dać się zaskakiwać na każdym kroku. Zwrotów akcji jest nawet kilka, a niejednokrotnie staniemy przed trudnym wyborem moralnym, co będzie miało konsekwencje dla fabuły i wpłynie na zakończenie. Ponadto jest jeszcze New Game +, choć ten ostatni już nie wprowadza tyle nowości, co sam gameplay 99 Spirits.


Ojoj, grze grozi PEGI 18+.

Gimnastyka języka
Grę można podzielić na dwa segmenty. Pierwszy to eksploracja terenu, kiedy to możemy polować na tsukumogami (atakujące również nas), znajdować rozmaite przedmioty, napotykać kapliczki bądź podróżnych kupców oferujących wybrane towary na wymianę. Podczas podróży musimy dbać o zaspokajanie głodu (na głodzie postać porusza się wolniej) oraz o ostrość naszego ostrza – czy to naprawiając je u kowala, bądź używając kamieni szlifierskich. Będąc w mieście możemy uzupełnić zapasy, sprzedać klejnoty i zbędny ekwipunek. Można tam też się najeść, odpocząć regenerując punkty życia, zbić fortunę w kościach, a także porozmawiać z mieszkańcami i towarzyszami. Co ciekawe, w dalszych etapach przyjdzie nam się przekradać między strażnikami, bądź próbować odzyskać artefakt w taki sposób, by goniące nas tsukumogami nie natrafiły na cenne przedmioty. Choć plansza eksploracji wygląda dość prosto, wykorzystano jej możliwości w stu procentach.

Największą nowością ziejącą oryginalnością na lata świetlne jest jednak sam system walki. Polega on na tym, iż tsukumogami pierwotnie widziane są jako obłoki. By pozbyć się ochronnej mgiełki, należy zidentyfikować przedmiot, który ożył. Do tego używamy dwóch klejnotów miecza Gokon. Pierwszy służy do wyciągania informacji z przeciwnika, drugi zaś do udzielania odpowiedzi, czym on jest. Wskazówki dostajemy na dwa sposoby: litery bądź całe sylaby lub funkcje przedmiotu, materiał, z jakiego jest stworzony albo rozmaite skojarzenia. Gdy już jesteśmy przekonani, iż wiemy, z czym mamy do czynienia, wykorzystujemy drugą moc miecza i wpisujemy odpowiedź, bądź wybieramy spośród kart katalogu kupowanych w sklepie czy znajdowanych podczas eksploracji. O ile na początku Komiya będzie podrzucał propozycje odpowiedzi, później będziemy musieli radzić sobie sami, a czasem łatwo nie będzie, więc niektórym słownik może się przydać. Pojawią się też obiekty ściśle związane z Japonią, więc ponownie znajomość kultury wschodniej da graczowi przewagę.


Na odważnych czekają bossowie.

Ponadto miecz Gokon posiada jeszcze 3 klejnoty obdarzone mocą. Chodzi o przechwytywanie tsukumogami oraz wykorzystywanie ich mocy yin i yang. Zanim jednak z tego wszystkiego skorzystamy, dany obiekt należy złapać niczym Pokemona. Następnie z biegiem pokonywania demonów będziemy mogli przyswoić daną umiejętność. Później wystarczy w bitwie odpowiednio atakować lub bronić się, by móc skorzystać z dodatkowych opcji walki, co może naprawdę wpłynąć na wynik, bo nie tylko chodzi o zadawanie obrażeń czy zwiększoną obronę, ale również odporność na zmiany statusu, zadawanie paraliżu czy snu, blokowanie leczenia wroga, zapewnianie trafnych uderzeń bądź unikanie ataków przeciwnika. Nie samymi umiejętnościami człowiek żyje. Jeśli wróg jest łatwy do pokonania, wystarczy go zidentyfikować i tłuc mieczem do skutku, blokując natarcia demona i kontratakując. Za szybkie odgadnięcie, brak pomyłek, wykorzystanie wszystkich szans na kontratak otrzymamy dodatkowe bonusy na doświadczenie. Wyższy poziom daje więcej punktów życia i większą siłę, choć szkoda, iż nie ma dostępu do dokładnych statystyk postaci.

Nie można też rzec, że wszystko idzie jak po maśle. Gra zdołała dwukrotnie się krytycznie zablokować, przez co pomógł jedynie restart aplikacji. Jeśli też chcemy wszystkie potwory złapać i wykorzystać ich umiejętności, należy przygotować się na nieco grindu. Za tym idzie nieustanne słuchanie jednego motywu muzycznego dla zwykłych starć. Mniej cierpliwych ostrzegam przed lekką monotonią, więc 99 Spirits warto nabyć i odpowiednio dawkować, by czerpać z gry jak najwięcej przyjemności.


Uwielbiam wąsate postaci!

Oczy na wierzchu i soundtrack w sercu
99 Spirits bije po oczach dopieszczoną grafiką, niemal w całości ręcznie malowaną. Wszystkie postaci i lokacje (z animowanym tłem) zostały stworzone w stylizacji mangowej. Kreska jest dość charakterystyczna i wybija się tym, iż prawie zawsze oczy są widoczne nawet jeśli zakrywają je włosy. Może się to nie spodobać, ale ma swój urok, no i zawsze można rozeznać nastrój rozmówcy. Animacje walki wykonano wyraziście i wiadomo, co się kiedy dzieje. Nie ma tutaj mowy o jakichś efektach 3D, ale z kilometra widać, że nie o to tutaj chodzi. Tak czy owak, o ból oczu martwić się nie trzeba, wszystko jest śliczne. No, poza tym, że plansza zasłania ładne tło podczas dialogów – jest wtedy całkowicie zbędna, więc nie rozumiem jej ciągłej widoczności.

Dźwiękowo jest świetnie z jednym małym „ale” wspomnianym już wcześniej. Przede wszystkim jeśli średnio znosicie japońską mowę, możecie wybrać w opcjach dubbing angielski, by korzystać z pełnej lokalizacji. W przypadku wersji deluxe, można nawet porwać się na oryginalną wersję językową z hiraganą i kanji, o ile jesteście pewni swej znajomości japońskiego. Dla mnie bardziej szczere były mówione kwestie po japońsku, dlatego do końca pozostałem przy tym dubbingu. Muzyka doskonale oddaje klimat gry i sytuacji, w której aktualnie znajduje się nasza protagonistka. Jedyny mankament to brak alternatywnego utworu dla podstawowych bitew, jakich przyjdzie nam stoczyć kilkadziesiąt jeśli nie kilkaset w grze, przez co kawałek ten będziemy w stanie zapamiętać niemal w całości nuta po nucie. Wersja deluxe ponownie oferuje coś dla fanów, bowiem nie tylko dostaniemy podkręcony soundtrack, ale także dodatkowe utwory niewykorzystane w wersji finalnej gry.


Bo jedna tajemnica to za mało.

Tłusty indyk w ryżowej panierce
99 Spirits to jedna z tych gier, jakich brakuje tej branży rozrywki. Jest oryginalnie, z dopieszczoną oprawą, przemyślaną fabułą i przede wszystkim wykorzystanym potencjałem. Nie dość, że gra ma tyle zalet, to jeszcze chcąc osiągnąć większość rzeczy w grze spędzimy przy niej nawet około 15 godzin. Chcąc szybko się uwinąć ze wszystkim też dość sporo tego będzie. Zdecydowanie zasłużone zwycięstwo Indie Dev Grant.

Zalety i wady
+ pomysł i realizacja
+ wciągająca rozgrywka
+ oprawa audiowizualna
+ nieliniowa
- nieco monotonna czasem
- zbyt wiele razy ten sam utwór
- sporadyczne bugi
- brak dokładnych statystyk

Moja ocena: 8,5/10

komentarzy: 022 sierpnia 2013, 05:14

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl