avatar

Karfein Użytkownik gram.pl (Biały Drow) ja.gram.pl/Karfein

Recenzja: God of War: Wstąpienie

recenzja, god of war, gry wideo, PS3, Slasher

Seria God of War traktuje o twardzielu, jakim jest Kratos. Co prawda, przez moment słabości uwikłał się w przysięgę bogowi, który nie do końca jest uczciwy. Przez wszystkie części jednak nie dało się odczuć tego, jak wielkie piętno odcisnęły wydarzenia z przeszłości na Kratosie. Czy w God of War: Wstąpienie da się to zobaczyć? Odpowiedzi udzieli recenzja.


Bij mordę póki ładna.

Nigdy. Już nigdy więcej.
Zacznę może od tego, że faktycznie będziemy mogli poznać nieco wnętrza Kratosa i jego rozterki. Sęk w tym, że jest to słabo widoczne. Niby czasem się zawaha podczas iluzji i zwidów, ale... to praktycznie wszystko. Jeśli ktoś liczył na łzy, załamanie nerwowe, szał berserkerski, niech przestanie. Generalnie historia opiera się na pochwyceniu przyszłego Boga Wojny przez Furie i tortury, mające na celu zmusić go do ponownej lojalności wobec Aresa, by stać się częścią intryg olimpijskich postaci. Będziemy poznawać fabułę w teraźniejszości oraz przeszłości, co wiązać się będzie ze zdobywanymi artefaktami. Akurat tu pochwalić muszę, że zgrabnie połączono te części i stopniowo wyjaśniają przebieg wydarzeń. Zręcznie nawet wybrnięto z faktu, że cały czas rozwijamy umiejętności, a przenosimy się to do przeszłości, to do teraźniejszości. Na koniec dodam, iż w God of War: Wstąpienie dowiemy się, iż gniew Kratosa oraz pragnienie zemsty są całkiem dobrze uzasadnione. Resztę pozwolę odkryć Wam osobiście. Dodam tylko, że zapowiadana przez twórców nieliniowość tyczy się wyboru ścieżki przejścia danego poziomu, raczej nie uświadczycie różnych zakończeń. Ale zawsze ciut większy replay value (rzecz jasna, jest new game+ z możliwością używania zdobytych pomniejszych artefaktów i grania na poziomie Tytan).

Skromnie, acz z przytupem
Muszę przyznać, że twórcy mieli przed sobą niełatwe zadanie, ponieważ nie mogli zrobić z Kratosa megapakera, gdyż byłoby to niezgodne z historią przedstawioną w dalszych częściach. Po prawdzie ograniczyło to ilość broni do jednej głównej i zdobycznych. Mamy więc Ostrza Chaosu, jak również włócznie, miecze, młoty, cepy bojowe oraz tarcze. Te ostatnie posiadają zwykłe ataki, mocne ataki oraz atak specjalny, który „zużyje” broń, ale zada mocne obrażenia i wywoła dodatkowy efekt (deszcz włóczni, wybuch cepa itp.). Naszą broń łańcuchową można rozwijać na czysto, jak również w połączeniu z magią. Poza zwykłym pakowaniem czerwonych orbów w Ostrza Chaosu, możemy iść także w ogień Aresa, lód Posejdona, dusze Hadesa i błyskawice Zeusa. Każda z magii będzie dawać inne korzyści i zadawać mocniejsze obrażenia w stosunku do poszczególnych typów przeciwników. Rozwijanie tych gałęzi magii pozwoli korzystać z nowych ataków, przechodzić w tryb gniewu, a na końcu (z wyjątkiem ognia) przywoływać magię kosztem many. Tej będzie maksymalnie 4 kawałki, więc za bardzo szaleć się nie da. Zaklęcia są efektowne i pozwalają odetchnąć, kiedy jesteśmy otoczeni przez elitarnych wrogów.


Shadow of the Colossus?

Względem nowości w God of War: Wstąpienie, w oczy rzucają się głównie dwie. Wspominałem o zdobycznych broniach – na O możemy chwytać wrogów, kiedy nie stawiają gardy i wyrwać im broń lub tarczę niczym Ezio z Assassin's Creed II i użyć przeciwko nim. W tym celu można też skorzystać z młota i przyciągania łańcuchem (R1) jak Scorpion z Mortal Kombat (wymaga małego mocowania się z przeciwnikiem). Drugim, zdecydowanie ciekawszym nabytkiem jest dorzucenie bardziej swobodnych QTE. Po chwyceniu większego przeciwnika możemy ciachać go lekko lub mocno, jednak co jakiś czas wróg może nam się solidnie odwdzięczyć, nie tylko zadając obrażenia, ale nawet przerywając uchwyt. By temu zapobiec, musimy przed krótkim spowolnieniem czasu uchylić się, powstrzymując się od dalszych ciosów. O ile w God of War III mieliśmy okazję patrzeć oczami ofiary, tutaj zdarzy nam się patrzeć z pierwszej perspektywy, ale oczami protagonisty. Są też bardziej zręcznościowe nowinki, jak zjeżdżanie po powierzchni hamując nieco Ostrzami Chaosu, podskakując przed przepaściami i łapiąc się na łańcuchu, kiedy trzeba pokonać większą odległość.

Jeśli chodzi o resztę, jest to wszystko to, za co pokochaliśmy serię God of War. Brutalne zabójstwa, krew lejąca się hektolitrami, odrywane kończyny, wypruwane flaki, mózg na wierzchu... Jest intensywnie, nie brakuje łamigłówek logicznych, choć niektóre nie są zbyt jasne (jak interfejs głównego menu). Ponadto nie można zmienić poziomu trudności po kilku śmierciach, a tryb dla pojedynczego gracza jest nierówny (kto dotarł do Prób Archimedesa, ten wie, o czym mowa). Niektóre serie walk z mobkami są nawet trudniejsze od bossów... Nie wiem, co szkodziło twórcom zostawić opcję zmniejszenia trudności po kilku wpadkach, ale wolę Was ostrzec, gdybyście mieli mniej cierpliwości do cięższych potyczek. Niemniej jednak, walka jest satysfakcjonująca, chyba że Wam się powoli ta forma rozgrywki przejada.


Jakbym widział Księcia Persji.

Większe „ale” niż wyżej wspomniana nierówna kampania dla pojedynczego gracza to bugi. O ile ogar, któremu Kratos miał rozciągnąć zgryz do kąta 180 stopni, steleportował się parę metrów obok i przeżył cudownie ten chwyt, mnie nie ruszył, tak gra zwiesiła mi się dwukrotnie, jak również krytycznie sparaliżowała kamerę na jednym moście i nie pomogły restarty, z wyjątkiem rozpoczęcia od nowa danego rozdziału (akurat był to początek nowego aktu, więc nie było zanadto żal). Incydent jest dość powszechny z tego, co czytałem na forach, tym bardziej dziwię się, że Santa Monica pozwoliło przepuścić tak sporego babola. Zapewne jednak najbliższy patch naprawi ten problem.

Gdzie dwóch się bije...
God of War: Wstąpienie może nie wzbudziłby takiego zainteresowania, gdyby nie wprowadzenie sporej innowacji w postaci trybu wieloosobowego do serii. Gracze tworzą postać podległą jednemu z czterech bóstw i ruszają do walki, by zdobywać chwałę na cześć swego patrona, jaki użycza odpowiednich bonusów i umiejętności specyficznych dla jego domeny. Mamy więc lód i wspomaganie od Posejdona, kryte ataki i niewidzialność od Hadesa, ognistą magię i lepszą walkę fizyczną od Aresa oraz błyskawice i ulepszone zaklęcia od Zeusa. Oczywiście nie zabrakło tak popularnego w dzisiejszych czasach nabijania kolejnych poziomów, rozwijania naszego wojownika i odblokowywania nowego ekwipunku w postaci broni, zbroi i artefaktów. Każdy przedmiot levelujemy osobno, a między meczami możemy zmienić domenę na inne bóstwo i tam sobie nabijać umiejętności oraz sprzęt. Za zdobywane poziomy nabywamy punkty, jakie przeznaczymy na odblokowanie poszczególnych czarów bądź przedmiotów. Da się niektóre też odnaleźć w skrzyniach podczas rozgrywki.


Jak skakanie przez skakankę...

Lokacje zaprojektowano z głową, są dynamiczne, co rusz się coś zmienia i trzeba się zastanowić, czy lepiej bić przeciwników, czy też może uskoczyć w bok, by otworzyć skrzynię i wziąć włócznię w pobliżu. Nie brakuje przepaści, kolców, rozmaitych pułapek (także uruchamianych ręcznie), jak również urozmaiceń w postaci ataków wykonywanych przez neutralne postaci na mapce – np. Herkules miotający fale uderzeniowe z wysoka bądź cyklop Polifem sprzedający uderzenia za parę szlagów w ręce lub paskudny pysk. Labirynt Dedala to już taka jazda, że warto zapamiętać, co i jak, by nie ginąć co chwilę bez powodu. Można za to w odpowiedniej chwili wykorzystywać te zmiany, by wrzucać wrogów w przepaść i w ten sposób szybko zyskiwać przychylność bogów. Od czasu do czasu może na arenę wkroczyć większy potwór, którego można osłabić i dosiąść, by siać zamęt wśród nieprzyjaciół. Należy tylko uważać, by ktoś nie sprzątnął nam ogłuszonego stworzenia sprzed nosa.

Jakieś bolączki multiplayera? Owszem, mecze liczą się na fragi, a dość częstym zjawiskiem jest czekanie na boku, aż dwóch uszczupli paski życia, by wkroczyć bohatersko i nabić double killa. Oczywiście nie ma to znaczenia podczas walk drużynowych, ale tyle sprawiedliwości, że nawet bez drużyn otrzymamy punkty za asystę, czego tak brakuje innym grom. Wybrnięto z twarzą, zaś resztę zostawiam honorowi graczy. Zdarza się też, że na pełen komplet ludzi w walce o flagę (CTF) sobie poczekamy parę minut. Reszta to czysta radość. Mamy deathmatch dla 4 i 8, takie same opcje drużynowo, jest solowanie survivalu i kooperacja w tym trybie dla dwojga. Nie wydaje się, by było tego wiele, ale spełnia swoje zadanie wyśmienicie. Swoją postać możemy modyfikować względem barwy skóry (pochodzenie) oraz koloru pancerza – nie liczcie na różne rodzaje rysów twarzy.


Brutalne zabicie przez smród giry.

PS3 na siłowni
Choć gra posiada wady i może być nieco nużąca dla nasyconych serią, tak na jedno nie można narzekać. Gra lśni na kilometr. Wodotryski leją się z telewizora i końca nie ma. Lokacje zaprojektowano z głową, zmieniają się dynamicznie, jak zapowiadali twórcy. Tła dopracowane, postaci dopracowane, tekstury ostre, polygonów nie sposób policzyć. Co przy tym cieszy, na palcach jednej ręki mogę policzyć momenty, w których spadła płynność. Co by nie mówić, konsola spoci się nieźle przy God of War: Wstąpienie, zatem lepiej nie trzymać jej w zamknięciu podczas gry.

Udźwiękowienie zawsze stało na równie wysokim poziomie, nie mogło być inaczej przy Wstąpieniu. Tyler Bates dołożył wszelkich starań, by utrzymać klimat serii, a jednocześnie dorzucić coś od siebie. Wydaje mi się, że zapamiętywalnych nowych utworów jest mniej, ale wciąż jest to wysoki poziom. Nie inaczej jest z aktorami podkładającymi głosy pod postaci. Wszyscy wczuli się należycie, zaś dubbing polski daje radę, aczkolwiek lepiej brzmi po angielsku. Jakość, wydaje mi się, nieco spadła w porównaniu z polskimi głosami z God of War III. Niemniej jednak krzywić się nikt nie powinien, wręcz przeciwnie. Pamiętajcie tylko, że lepiej słychać załamanie w oryginale.


Gdzie dwóch Cię bije, tam przeje...

Wstąpcie do sklepu po GoW-a
Całkiem przyzwoita kampania na pewno nie znudzi Was, a pozwoli wyżyć się na przeciwnikach. Dalej zaś maksymalnie żywotność wydłuży świetny tryb wieloosobowy. Jest walka przeciw komputerowi, jest przeciw żywym graczom, jest kooperacja w survivalu. Nie radzę brać używek bez online passa, bowiem multiplayer jest naprawdę zacny w God of War: Wstąpienie. Problem tylko w tym, że potem ciężko wstać od kanapy sprzed telewizora. No ale grze można policzyć to jedynie na plus.

Zalety i wady
+ oprawa audiowizualna
+ soczysty multiplayer
+ nowości i siekanie ogólne
- bugi
- nierówny single
- niewykorzystany potencjał fabuły

Moja ocena: 9/10

komentarzy: 126 marca 2013, 05:02

1 komentarz do tego wpisu:


Bodzio-gracz : 30 marca 2013, 00:37

Nowy God of War wygląda cudownie, i z każdej strony jest powodem do tego, by móc nazwać go tytułem na wagę złota.
Ja osobiście nie kupię tej gry, dopóki nie zaopatrzę się w trzecią część i nie ukończę drugiej części, która aż się prosi, by ją dokończyć.
Recenzja ciekawa i dobra - pozdrawiam :-).
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl