avatar

Karfein Użytkownik gram.pl (Biały Drow) ja.gram.pl/Karfein

Recenzja: Baldur's Gate: Enhanced Edition

recenzja, gry wideo, cRPG, Baldur's Gate, Enhanced Edition

Po kilkunastu latach od premiery Baldur’s Gate wciąż jest jednym z najlepszych cRPG-ów na rynku. Nie dziwi więc, że powstała wersja ulepszona, dostosowana do dzisiejszych sprzętów i kompatybilna z nowymi standardami. Czy Baldur's Gate: Enhanced Edition jest warte zachodu? Odpowiedzi udzieli obszerna recenzja.

Przede wszystkim zacznę od tego, co poza usprawnieniami graficznymi znajdziemy w odświeżonej wersji Baldur’s Gate. Otóż naprawiono 400 bugów z wersji podstawowej, a kolejne patche naprawiają sukcesywnie następne, a także nowe, jakich nie było w oryginale. W przyszłości także tryb multiplayer ma się doczekać normalnej kolejki i wyszukiwarki gier, a nie tylko łączenia przez IP. Enhanced Edition to również dobrze zaprojektowany tutorial, który pomoże nawet nieobeznanym z systemem D&D wejść skutecznie w rozgrywkę bez szwanku. To także nowa przygoda, The Black Pits, jaką opiszę dokładnie dalej. A także 3 nowe postaci, zestaw portretów oraz głosów dla głównego protagonisty. Od jakiegoś czasu Baldur’s Gate: Enhanced Edition dostępne jest nie tylko w sklepie BeamDog, ale też na Steamie czy GamersGate. Warto jednak wydawać 20 euro, kiedy na rynku dostępne są darmowe mody? Cóż, odpowiedzieć nie będzie łatwo, ale spróbuję.


Dzika magia i spadająca z nieba krowa - warto zobaczyć.

Historia się powtarza
I to niemal w zupełności. Przypomnijmy dla młodszej braci, jak również dla tych, którzy po prostu nie mieli okazji zagrać. Wychowujesz się w obrębie murów twierdzy Candlekeep, posiadającej bogaty zasób rzadkich ksiąg, dlatego będącej oczkiem w głowie wielu mędrców. Nie znasz swych rodziców, a jedyną rodziną jest dla Ciebie przybrany ojciec Gorion. Pewnego dnia jednak stwierdza, że nadchodzą mroczne czasy, mury warowni nie są już dla Ciebie bezpieczne i trzeba ruszyć w drogę. Nie wyjaśniając wiele, ruszacie, jednak w nocy wpadacie w zasadzkę, a Ty patrzysz, jak Twój przybrany ojciec jest mordowany przez tajemniczą opancerzoną postać. Uciekasz z tylko jedną wskazówką, by dotrzeć do Gospody pod Pomocną Dłonią i tam spotkać się z przyjaciółmi Goriona. Dalej akcja toczy się dość wartko. Postaci, które przyłączają się do drużyny, mają własne sprawy do załatwienia, jakie pokrywają się częściowo z główną fabułą, więc będziemy mieć motywację do parcia naprzód.

W miarę rozwoju historii przybędzie wiele pytań, będzie brakować odpowiedzi. Fabuła jest wciągająca i trzyma w napięciu, nie podaje wszystkiego na tacy. Nawet przechodząc drugi raz da się odkryć nowe wskazówki prowadzące do odkrycia sekretu. Poza główną linią jest, rzecz jasna, nieliniowo. Możemy na wzór sandboksa udać się do wielu pobocznych lokacji, spotkać dziesiątki nieznajomych osób, wykonać tyle samo questów. Oczywiście wzorem staroszkolnych cRPG nie wszędzie będzie bezpiecznie. Niektóre lokacje, choć umiejscowione niedaleko głównego traktu, są przyjaźniejsze dopiero dla wysokopoziomowych postaci. Nie zabraknie humoru, zapadających w pamięć cytatów i postaci, epickich walk na śmierć i życie tak z potworami, jak i z ludźmi. Co się zaś tyczy nowych elementów Baldur’s Gate: Enhanced Edition...


PEGI 18+!!!11jedenjeden

Zacznijmy od dodatków do podstawowej gry. Oczywiście gra zawiera rozszerzenie Opowieści z Wybrzeża Mieczy. Ponadto na naszej drodze spotkamy 3 nowe postaci. Dobrego mnicha, neutralną dziką maginię oraz złego pół-orczego czarnego strażnika (przeciwieństwo paladyna). Pochwalić muszę wybór profesji tych postaci, gdyż stanowią ciekawy nabytek dla drużyny. Co więcej, ich historie są wiarygodne, a ze wszystkimi nowymi bohaterami można romansować. Mnich Rasaad oraz dzika maginia Neera mają także swoje misje lojalnościowe, dzięki którym zyskamy do 6 godzin rozgrywki oraz odwiedzimy nowe interesujące lokacje wcześniej niedostępne w grze. Pół-ork Dorn też ma swego questa, ale już nie oferuje nowych miejscówek. Wzorem Baldur’s Gate II będziemy z nimi wdawać się w długie dialogi odnośnie ich pochodzenia i miejsca w drużynie.

The Black Pits to, jak się można domyślić po tytule, arena. Ściślej, seria walk na arenie w liczbie 15 plus walka finałowa z oprawcą. Drow Baeloth pochwycił Twą drużynę, by ta dostarczyła rozrywki podczas krwawych walk. I tyle. Nowinki? Nie ma ograniczenia poziomów, można stworzyć samemu całą grupę jak w Icewind Dale, po każdej walce dostajemy nieproporcjonalnie dużą ilość doświadczenia, by szybko poziomować. Między bitwami możemy zakupić sprzęt, zwoje i mikstury u handlarzy – również uwięzionych przez Baelotha. Fabularnie niestety The Black Pits leży z paroma fajnymi momentami w kwestii dialogów. Generalnie jednak nowa przygoda nawet pięt nie liże zadaniom lojalnościowym przypisanym nowym postaciom w głównej kampanii. Pierwszy lepszy mod oferuje znacznie więcej. No ale lepszy rydz niż nic.


Jedna z najtrudniejszych walk w grze.

Przed wyruszeniem w drogę...
Baldur’s Gate: Enhanced Edition hula na silniku Infinity w wersji z Baldur’s Gate II: Tron Bhaala. Oczywiście to nie wszystko, gdyż gra jest lepiej zoptymalizowana, a nadto da się bez problemu odpalić ją w rozdzielczościach formatu 16:9. Co prawda, takie rzeczy można osiągnąć dzięki modom pokroju Baldur’s Gate Trilogy, ale nie da się ukryć, że trochę zachodu z tym jest (sam wiem, ile kosztowało mnie odpalenie Tormenta niedawno na panoramicznym laptopie). W samej grze nie grzebano ani trochę, więc mamy tu klasykę w pełnej krasie. Nowinki? Można rolką myszki przybliżyć widok aż do pikselozy oraz oddalić dla ostrzejszych detali i lepszego ogarniania okolicy wzrokiem. Usprawniono nieco interfejs, przez co nie trzeba na blachę znać skrótów klawiszowych. Dużą zaletą jest bardzo przejrzysty dziennik, gdzie możemy wpisywać swoje własne notatki, przeglądać automatyczne zapiski, jak również sprawdzać questy wykonane i te w trakcie, jakie podzielono na rozdziały, w których zostały rozpoczęte.

Kolejne łatki sukcesywnie dodają nowe funkcjonalności, jak nawet przewijanie rolką obu stron podczas zakupów u handlarza bądź w świątyni. Baldur’s Gate: Enhanced Edition jest cały czas wspierany i jeśli słyszeliście głosy na temat jakichkolwiek błędów, dziś, albo na dniach możecie włożyć je między annały historii. Każdy patch widocznie usprawniał rozgrywkę i usuwał błędy, których osobiście doświadczyłem (blokowanie się postaci, crashe, niezaktualizowany dziennik). Niektóre zadania dostosowano, by miały większy sens ich wykonywania. Dostarczenie księgi dla Firebeada Elvenhaira w Beregoście nie tylko zaowocuje doświadczeniem i kolejną księgą, ale także bardzo cenną tubą na zwoje. Podczas przygody w nasze ręce wpadnie też sakiewka na klejnoty, niewyczerpalny kołczan strzał +1 oraz wszelkie egzotyczne bronie, jakie wcześniej mieliśmy okazję oglądać dopiero od Baldur’s Gate II.


Niektóre lokacje bywają efektowne. Bitwy też.

Trzon rozgrywki pozostał niezmieniony. Walki w czasie rzeczywistym obliczane turowo wypełniane atakami kosmetycznymi, aktywna pauza, podczas której możemy na spokojnie wydawać rozkazy, chyba że ustawimy pasujące nam skrypty SI i wolimy śmigać bez przerwy. Naturalnie, nie można zapisać gry w czasie walki, aczkolwiek uciekając do innego obszaru auto-save się wykona. Jest również pełno dialogów, aczkolwiek bez opisów, jakie znamy z Planescape: Torment. Zdarzają się jeszcze niekonsekwentne questy, pseudootwarte drzwi, ale to małe babole. Te cięższe zostały już wyeliminowane. Zaś za parę miesięcy, zwłaszcza w promocji, będzie można grę kupić w ciemno i to nawet jeśli już kiedyś Baldur’s Gate ukończyliście.

Stara szkoła piękna ze zgrzytem
Baldur’s Gate zestarzał się z godnością. Nie wiem, jak Wam, ale mnie wciąż podobają się te płaskie drzewa. I to bardziej niż w sequelu. Na temat istniejących lokacji nie ma się, co rozpisywać – wszystko to samo, tylko podane w wyższej rozdzielczości. Wspomnieć warto jednak o nowych miejscach. W The Black Pits przyłożono się do szczegółów, wszystko wygląda ładnie, nawet na zbliżeniu, ale nie dziwota, ponieważ lokacje są bardzo małe. Co się tyczy regionów stworzonych na potrzeby misji Rasaada i Neery, są one ciekawe, ale gdzieniegdzie zieją pustką i teksturami w niskiej rozdzielczości. Mimo to powiew świeżości w postaci śniegu cieszy oko. Portrety są różnej jakości, jedne się przydają, inne wątpię, by się komukolwiek spodobały. Jakkolwiek doceniam wkład artystyczny i ręcznie malowane obrazy wstawione w miejsce filmików, tak muszę stwierdzić, że są one w zdecydowanej większości przypadków o wiele słabsze od pikselowatego i kanciastego oryginału. Liczyłem raczej na jakieś płynne HD z prawdziwego zdarzenia. No ale wygodniej i szybciej jest namalować obrazek.


W The Black Pits wiele innego nie zobaczymy.

Udźwiękowienie wciąż pozostaje na bardzo wysokim poziomie, tutaj jest bez zmian. Także w kwestii dodatkowej zawartości z Baldur’s Gate: Enhanced Edition, Overhaul Games stanął na wysokości zadania. Dubbing nowych postaci jest bardzo dobry, czuć akcent i emocje, także w The Black Pits. Niemal wszystkie dodane dialogi są ugłosowione. Znalazło się też miejsce dla paru nowych utworów związanych z nowymi lokacjami. Zarówno te słyszane podczas eksploracji, jak i bitewne rytmy brzmią klimatycznie, od razu da się słyszeć nutkę Wrót Baldura, a jednak jest to coś nowego. Dobra robota, tutaj uwag właściwie nie mam. Jako że było to moje drugie podejście do BG, pozwoliłem sobie zostawić angielskie głosy. Muszę oznajmić szczerze, iż w zdecydowanej większości przypadków polskie głosy są bardziej zróżnicowane, zagrane ciekawiej, ogólnie z większą inwencją aktorów. Na przykład, narastająca kwestia typu „Witajcie w moim sklepiku!” po angielsku jest zwykłym odbębnieniem zdania „Welcome to my humble establishment”. Z drugiej strony „You must gather your party before venturing forth” brzmi niemal identycznie jak słynne “Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę” Piotra Fronczewskiego. W ostatecznym rozrachunku zalecam przy pierwszym podejściu grać w pełnej polskiej wersji językowej (w Internecie są instrukcje, jak wymusić to na grze – normalnie jest tylko kinowa polska wersja językowa).

Przeżyj to sam(a)
Baldur’s Gate: Enhanced Edition to świetna okazja tak dla niezaznajomionych z tą grą, jak i weteranów serii. Niestety, patrząc przez pryzmat dodanej zawartości i jakości The Black Pits, cena jest nieco przesadzona, zwłaszcza w obliczu konkurencji ze strony darmowych modów. I wciąż obecnych tu i ówdzie rys w postaci bugów, jakie pojawiły się dopiero w nowej wersji. Niemniej jednak, wiedzcie, że gra wciąż jest rozwijana, błędy eliminowane, niebawem zostanie rozwinięty tryb wieloosobowy, a frajda z gry jest nieśmiertelna. Jak tylko gdzieś zobaczycie w promocji – bierzcie w ciemno. Zwłaszcza za parę tygodni, kiedy produkcja zostanie jeszcze bardziej ulepszona. W przypadku chęci wykonania wszystkich questów, czeka Was od 100 do nawet 150 godzin rzetelnego cRPG-a. I żaden Dragon Age: Początek nie powinien wspominać o byciu duchowym następcą BG, bo po prostu nie zasługuje na ten tytuł.

Zalety i wady
+ świetna fabuła i nowe postaci
+ oprawa audiowizualna i nowości
+ usprawniona rozgrywka
+ stałe wsparcie twórców
- cena
- wciąż jeszcze są bugi
- nieambitne The Black Pits
- obrazy ładne, ale i tak gorsze od filmików

Moja ocena: 8,5/10

komentarzy: 220 marca 2013, 17:29

2 komentarze do tego wpisu:


Maka1992 : 23 marca 2013, 15:36

Ciekawa recenzja, na wiele pytań mi odpowiedziała. Mimo wszystko jednak poczekam, aż solidnie stanieje, a póki co zadowolę się wersją starą, tradycyjną, która mimo, iż stara, wciąż jara :P
odpowiedz

Bodzio-gracz : 30 marca 2013, 22:12

Świetna recenzja, bardzo rozbudowana i ciekawa.
Ja w tym przypadku jak narazie wstrzymam się z kupnem tejże gry, bo muszę niestety ograć kilkadziesiąt tytułów, wtedy mogę pomyśleć o tym tytule, który jak widać jest świetny.
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl