avatar

Karfein Użytkownik gram.pl (Biały Drow) ja.gram.pl/Karfein

Recenzja: Painkiller: Hell & Damnation

recenzja, gry wideo, gry pc, FPP, Painkiller

Można by rzec, że seria Painkiller już odwiedziła w recenzjach wszystkie skale ocen. Był genialny początek, zapowiedź spadku, jeb w dół i zamieszkanie w nim na jakiś czas. Czy nowy silnik zwiastuje powrót serii do walki o portfele i oddanie graczy? Po odpowiedź zapraszam do recenzji.

Mroczne interesy
Jeśli kiedyś zdarzy Wam się umrzeć razem z kimś bliskim, nie zgadujcie się z demonami ani śmiercią. Niczego dobrego to nie wróży, a właściwie i tak pewno zrobią po swojemu. Historia w Painkiller: Hell & Damnation przedstawia perypetie Daniela Garnera, który ginie wraz z żoną w wypadku samochodowym. Sęk w tym, że o ile jego ukochana była za życia dobra, tak on niekoniecznie, przez co po śmierci trafia do czyśćca. Błąkając się po nim czas dłuższy, napotyka samego Ponurego Żniwiarza i otrzymuje propozycję nie do odrzucenia. Ma złapać dla Śmierci 7000 dusz, a wejdzie do raju i dołączy do ukochanej. Jak można się spodziewać, niekoniecznie wszystko pójdzie po myśli protagonisty i jego towarzyszki niedoli, Ewy. Tak tak, tej Ewy od Adama. Kto zna jej historię z jabłkiem, ten wie, że sobie zasłużyła na wygnanie z raju.


Kij ci w ryj!

Odkurzamy
Parę chwil na porównania. Dziś za 20zł można nabyć Painkiller w czarnej edycji lub za 16zł Hell & Damnation. Biorąc pod uwagę, że Black Edition jest dwukrotnie większe, a kosztuje raptem 4zł więcej, już teraz mogę rzec – bierze starą edycję. Nowa co prawda ma nowy silnik, ale liczba poziomów spadła z około 30 do 12 z 2 dodatkami (cmentarz w wersji Halloween i fabryka). Tyle dobrze jednak, że to, za co się wzięto, zrobiono jak należy. Tak więc większych bolączek nie ma, a frajda wreszcie wróciła do Painkillera. Ostatni raz tak dobrze bawiłem się przy Painkiller: Overdose, potem to już tylko obowiązek beznadziejnego fana. Tutaj wreszcie jest inaczej!

Choć gra jest krótka ze względu na redukcję liczby map, pochwalić należy ich dobór, gdyż zdecydowano się na ciekawe i różnorodne zarazem lokacje (cmentarz, sierociniec, lunapark, bagna, koloseum, odlewnia, świątynia itp.). Odrestaurowano je wiernie i nie popsuto przy tym niczego. Nowy silnik sprawdza się bardzo dobrze, aczkolwiek paczki z amunicją wisiały sobie wesoło w powietrzu, kiedy najpierw zebrało się te stojące pod nimi. Parę razy na głowę weszły sobie potwory, co udało się uwiecznić na poniższym screenshocie. Za bardzo to jednak w grze nie przeszkadza, a graficznie i tak jest nieźle, a zarazem zachowano ten specyficzny klimat Painkillera. Potwory spawnują się inteligentniej niż w Resurrection i pozostałych częściach na R, chociaż np. na mapce z dworcem kolejowym zdarzyło mi się stać w miejscu i tylko puszczać pociski w jeden punkt. Szkoda, że tego nie poprawiono, ale też należy pamiętać, że takie akcje nie są już częste, czy wręcz notoryczne. Bugów parę jednak jest, jak wycieczka do pulpitu z rzadka, pociski blokujące się na końcówkach liści palmowych albo niezbierające się dusze przy karcie tarota – świecenie przez pół planszy na zielono z duszami przyklejonymi do ciała potrafi ranić oczy. A propos kart tarota – wreszcie wyznaczono dla nich wykonalne cele (po 3xR), a kasa dłużej czeka na zebranie, więc nikogo nie powinna ominąć przyjemność nadania sobie dodatkowej przewagi na polu bitwy poza przemianą w demona po zebraniu 66 dusz.


On jest ponad to.

Arsenał wzięty jest głównie z pierwszej części z dodatkiem z jednym tylko novum. Chodzi o Soul Catchera. Jest to broń miotająca wirującymi dyskami skutecznie odcinającymi członki od reszty ciała. W trybie alternatywnego strzału zaś możemy wysysać dusze z przeciwników, jak również ściągać do siebie te już dryfujące w powietrzu. Strzał combo aktywuje się po wessaniu odpowiedniej liczby dusz prosto z wrogów. Następnie pluje się czymś zielonym w stronę potworów i te zaczynają walczyć po naszej stronie. Reszta to klasyka – painkiller, shotgun z zamrażarką, rakietnica z minigunem, kołkownica z granatnikiem, prądownica z shurikenami, karabin maszynowy z miotaczem ognia, czy broń na bolce z odłamkami wybuchowymi. Jest czym miotać jak szatan i jest też w co miotać, aczkolwiek mięso armatnie już takie fajne nie jest. Główny zarzut kieruję w stronę sztucznej inteligencji przeciwników walczących w zwarciu. Ich modele się może i różnią, ale wszyscy działają tak samo – na pałę lecą w stronę gracza, przez co można po chwili ich zebrać w pokaźną kupę i wybić dwiema rakietami. Reszta też potrafi się wystawić zamiast trochę zasłonić, nawet mając tarczę.

Walki z bossami już wypadają lepiej, aczkolwiek i tutaj niedopracowana sztuczna inteligencja lubi się zemścić, gdy szef wpadnie między jakieś kolumny i nadstawia tyłka na nasze kołki. Jakkolwiek to brzmi, ale też wtedy satysfakcja leci na łeb na szyję. Na szczęście nie ma się co martwić, że bossowie będą powiększonymi wersjami zwykłych mobków – przyłożono się tutaj i nie ma większych powodów do narzekania, jeśli szefuncio się nie zblokuje w kąciku. W paru momentach także przyjdzie nam pomyśleć, jak ubić przerośniętego demona, gdyż zwykłe strzelanie na kapę nie będzie się sprawdzać.


Tańcz jak ci zassam!

Tryb multiplayer przeszedł spory lifting. Przede wszystkim całą kampanię da się teraz przejść w kooperacji – druga osoba gra wtedy Ewą. W przypadku śmierci trzeba odczekać jakiś czas, po czym można wrócić do gry – o ile druga osoba wtedy nie polegnie. Dusze są dzielone, więc razem wchodzi się w tryb demona, zaś amunicja znika tylko w oczach zbierającego. Dalej mamy klasyczne już tryby, zatem deathmatch, drużynowy deathmatch, capture the flag oraz survival. Ten ostatni rozgrywany jest do 8 graczy i wygrywa ten, kto usiecze podczas rozgrywki najwięcej wrogów. Tryb gry wieloosobowej sprawdza się bardzo dobrze i tylko pozostaje sobie życzyć, by znalazło się na serwerach więcej osób. Również kilka lokacji, jakich nie znajdziemy w kampanii, ujrzymy właśnie w multiplayerze (np. wodne miasto).

Przeprowadzka na nowe śmieci
Krok ten był potrzebny serii już od dawna, nie da się ukryć. Unreal Engine 3 to dobry wybór, aczkolwiek boli niewykorzystanie pełniejsze fizyki obiektów w grze. Na szczęście przybijanie do ścian i miotanie painkillerem zwłokami piekielnych kreatur działa bez zarzutu i sprawia niebywałą frajdę. Nie trzeba się już obawiać, że kołkownica będzie dezintegrować miast krzyżować. Muzycznie jest jak zwykle dobrze, rockowe melodyjne utwory będą nas motywować do odważniejszej walki, gdzie nie ma nudnego czajenia się za zasłonami. To klasyczna strzelanka z krwi i kości. Pod względem oprawy dźwiękowej mam tylko ochotę zabić albo wyssać dusze aktorów dubbingujących postaci. Mam wrażenie, że lepiej by głosy podłożyły niemowy językiem migowym. Nic, tylko spatchować albo poczekać na moda, który to naprawi. Jeszcze jak widzę w creditsach „voice talents” to mnie ściska podwójnie…


Burzy nie ma, więc pod drzewem bezpiecznie...

Brać albo nie brać, oto jest pytanie
W ogólnym rozrachunku Painkiller: Hell & Damnation wypada nieźle, ale jak na część mającą przywrócić blask serii, to za mało. Samo kopiowanie z nielicznymi dodatkami to kropla w morzu potrzeb. Na szczęście tryb multiplayer robi swoje, zaś dzięki CD-Action można tę część nabyć w rozsądnej cenie – na Steamie taka impreza kosztuje domyślnie aż 20€… Jeśli jednak nie mieliście jeszcze styczności z serią Painkiller, a do wyboru w podobnych cenach będziecie mieć Black Edition oraz Hell & Damnation – radzę wziąć to pierwsze. Fanom zaś radzę przeprosić się z serią, bo jest nowa nadzieja po 3 sromotnych porażkach. Aż z niecierpliwością czekam, co będzie dalej. Ocena 6,5 dotyczy weteranów serii, nowicjusze podczas gry zapewne odczują coś na miarę 7,5. O ile będzie im pasować tłuczenie potworów przez 4h cięgiem.

Zalety i wady

+ frajda
+ kooperacja
+ multiplayer
+ muzyka
+ cena (CD-Action)
- AI
- bugi
- krótka
- dubbing
- cena (Steam)

Moja ocena: 6,5/10

komentarzy: 322 grudnia 2012, 21:42

2 komentarze do tego wpisu:


Rzygthul : 23 grudnia 2012, 10:07

skąd ty czas na te gry bierzesz... dobiero x-coma zrecenzowałeś :O
odpowiedz

Karfein : 24 grudnia 2012, 16:15

Prawda jest taka, że większość Painkillera ograłem zanim jeszcze XCOM-a skończyłem, więc dokończenie ogrywania i napisanie tekstu zajęło niewiele czasu. Tym bardziej, że jak luźniej w robocie, to tam coś popisuję.
odpowiedz

Bodzio-gracz : 23 grudnia 2012, 23:33

Tytuł z pewnością jak dla mnie obowiązkowy - zresztą jak cała seria Painkiller.
Recenzja ciekawa - bez zastrzeżeń :).
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl