avatar

Karfein Użytkownik gram.pl (Biały Drow) ja.gram.pl/Karfein

Recenzja: Rijn the Specpyre in... Manor of the Damned!

gry pc, gry wideo, indie, recenzja, zelda

Były już wampiry, dampiry, wampirołaki, "wampiry" świecące się w świetle dnia i cała masa innych. Oczywiście możliwości są nieskończone, więc wymyślono kolejną rasę. Tym razem specpyre. Cóż to takiego? Zapraszam do lektury recenzji.

Jeszcze bardziej cool

Można by rzec, że wampiry to coś, czego wielu pragnie. Obdarzeni są nieśmiertelnością. Oczywiście ma to swoją cenę w postaci łaknienia ludzkiej krwi będącej właśnie źródłem życia. Gratisowo dorzucane są jeszcze wrażliwość na światło słoneczne, czosnek, srebro, osinowe kołki i może jeszcze kilka innych, o jakich zdarzyło mi się teraz nie przypomnieć. Dlatego pewna grupa wampirów postanowiła stworzyć nową hybrydową rasę. Wielu przedstawicieli odmiennych gatunków zgłaszało się, ale wyniki eksperymentów były niezadowalające. Wreszcie przybyły niechętne duchy (spectres). Okazało się, że to one były tym, czego szukały wampiry. Nieśmiertelność w połączeniu z możliwością zwiedzania w eterycznym ciele. Słabość? Trzeba odszukać fizyczne ciało i spalić, ale sami przyznacie, że to lepsza opcja niż wcześniej wymienione wampirze pięty achillesowe.


Na starość faceci wciąż tylko o jednym...

Tajemnica mieszania tych ras zostaje na długo zapomniana, aż pewien badacz wraz z wampirami odkryje ponownie zapiski dotyczące połączenia. Jeden wampir stawi czoła tym, którzy pragną dla siebie zbyt wielkiej mocy. Może brzmi to jakoś banalnie, ale wierzcie mi, historia jest całkiem strawnie napisana, a odkrywanie przeszłości, szczegółów i kulisów tej odnowionej fuzji ras nawet wciąga. Jest też trochę miejsca na humor za sprawą naszego tajemniczego starego towarzysza, jaki zna te i owe tajemnice przeklętej posiadłości. Byłoby świetnie, gdyby nie fakt, że nie wszystko jest do końca wyjaśnione, a samą grę można przejść w 2-3 godziny.

Wampirza Zelda
Jeśli obejrzeć jakikolwiek film przedstawiający rozgrywkę w Rijn the Specpyre in... Manor of the Damned!, od razu nasuwają się skojarzenia z The Legend of Zelda. I słusznie, bowiem widać tutaj spore inspiracje tym sposobem gry. Poruszamy się w ośmiu kierunkach, atakujemy w czterech, dobieramy w ekwipunku przedmioty do lewej i prawej ręki, co może dawać ciekawe kombinacje. Dostępnych jest kilka przedmiotów: miecz, kusza, shuriken, pochodnia, pierścień umarłych oraz krew dziecka. Odpowiedni dobór daje nowe możliwości - paląca się pochodnia daje nam płonące bełty, krew dziecka pozwala ranić bronią duchy, shuriken na chwilę petryfikuje, zaś pierścień przemieszczać się po wodzie (przyciągając duchy) umożliwiając taktykę szybkich ataków i odwrotów.


Macki rzucające książkami najlepszymi nauczycielami literatury.

Rozgrywkę podzieliłbym na trzy etapy. Pierwszy to eksploracja i bicie pomniejszych stworzeń, drugi to walki z czterema bossami, a trzeci to eksploracja i rozwiązywanie zagadek logicznych polegających np. na odkryciu przejścia za potarganą zasłoną czy na zapaleniu zniczy, by pojawił się most itp. W sumie nic specjalnie odkrywczego. Ciekawsze jest natomiast to, że zabijanie przeciwników przywraca nam część życia. Im potężniejszy wróg, tym więcej zyskamy, ale i łatwo wiele stracić. Do ubicia są szczury, skaczące wodne węże (pijawki?), macki miotające książkami i wężami, duchy rozszczepiające się, rozszczepione duchy, wilkołaki, duchy, rycerze, rzezimieszki i różne rodzaje tych dwóch ostatnich. Całkiem tego sporo jak na 2-3 godziny gry, a do tego wielu z nich atakuje na różne sposoby. Mimo wszystko nie stanowią większego problemu po przyzwyczajeniu się do sterowania w tej grze. Szczury i macki zaczynają stanowić problem dopiero w New Game +, kiedy to macki się przemieszczają, a szczury przestają jedynie stanowić biegające wszędzie apteczki.

Generalnie poziom zagadek nie jest wysoki, lecz trzeba się trochę nachodzić, co nieco może zirytować przy braku mapy. Poziom trudności rośnie drastycznie dopiero przy walkach z bossami i tutaj warto zwykle zapisać stan gry przy kryształach, które przy okazji regenerują energię (co potrafi trwać trochę czasu, nie wiadomo, po co). O tyle denerwujące jest save'owanie przy punktach zapisu, że Rijn the Specpyre in... Manor of the Damned! lubi od czasu do czasu wywalić do pulpitu. Zdarzyło mi się też być zmuszonym do zamknięcia gry innym sposobem przy zawieszeniu się, bo w outrze stanąłem w miejscu, gdzie coś miało się stać... Nie ukrywam, że to ciut denerwujące musieć się uwijać znów z ostatnim bossem w grze.


Gotycki klimat tak ciężki, że można się przestraszyć.

Źródło klimatu
Można tej grze zarzucić to i owo, jak zauważyliście wyżej. Nie odmówię jednak niesamowitego klimatu, jaki tworzy oprawa audiowizualna. Mimo powszechnej retro pikselozy, wszystko widać jak na dłoni, a w paru miejscach wręcz ładnie wygląda (deszcz, efekt rozszczepiania ducha). Ogień rozświetla okolicę, zwłaszcza gdy się rozprzestrzeni na zasłony. Efekty dźwiękowe to typowe odgłosy dla nowych gier indie stylizowanych na lata dziewięćdziesiąte. Za to muzyka... Ścieżka dźwiękowa w Rijn the Specpyre in... Manor of the Damned! to coś, dla czego warto tę grę kupić. Utwory z miejsca wpadają w ucho, porywają nasz gust w swoje objęcia i zapadają na długo w pamięć. Jeśli nie macie zamiaru grać, zdobądźcie chociaż soundtrack. Aczkolwiek muzyka lepiej siada, gdy dopasowuje się do wydarzeń na monitorze.

Nie tylko dla fanów wampirów
Zdecydowanie jest to gra specyficzna. Ma mroczny klimat, świetną oprawę audiowizualną z naciskiem na genialne audio. Przy tej długości gry cena trochę może odstraszać, ale od czego są obniżki na platformie Desura bądź inicjatywa pakietu gier twórców niezależnych Indie Royale. Jeśli zobaczycie Rijn the Specpyre in... Manor of the Damned! w niskiej cenie, zwłaszcza w pakiecie gier indie, możecie brać w ciemno. Pogracie 2-3 godziny, a muzykę będziecie nucić jeszcze co najmniej kilka dni, jeśli nie tygodni. Gdyby tylko nie te wycieczki do pulpitu...

Zalety i wady

+ oprawa audiowizualna
+ ciekawa historia
+ klimat
- crashe i bugi
- krótka
- cena

Moja ocena: 7/10

komentarzy: 116 sierpnia 2012, 08:52

1 komentarz do tego wpisu:


Hareton : 26 września 2012, 15:21

Ładna i klimatyczna grafika, co jest wielką rzadkością w grach indie/retro.
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl