avatar

Karfein Użytkownik gram.pl (Biały Drow) ja.gram.pl/Karfein

Recenzja: Total War: Shogun 2 - Fall of the Samurai

recenzja, Total War, Shogun 2: Total War, gry wideo, shogun

Total War: Shogun 2 wraz z dodatkami rozciągnął się na blisko tysiąclecie. Po Rise of the Samurai cofającym nas w czasie o kilkaset lat przed sengoku jidai znanym z podstawowej wersji gry, przyszedł czas na Fall of the Samurai (Zmierzch Samurajów) przenoszący nas do roku 1864. Dodatek ten jest wielki, pełnoprawny, nie jakieś tam DLC-iątko... Zapraszam do lektury recenzji.

Ostatni samuraj
Kraj Kwitnącej Wiśni po raz kolejny staje się krajem kwitnącej waśni. Tym razem powodem jest podział pomiędzy cesarzem a szogunem, co prowadzi do wojny Boshin. Japonia dzieli się na klany wspierające jedną bądź drugą stronę, co nieuchronnie prowadzi do kolejnych konfliktów. Zadaniem gracza jest opowiedzenie się po jednej z frakcji politycznych i poprowadzenie klanu do zwycięstwa w trzech trybach znanych z podstawki (krótki, długi i dominacja – różnią się czasem trwania kampanii i wymaganą liczbą zajętych prowincji). W sumie to w pewnym momencie kampanii możemy odciąć się od tego konfliktu i działać na własną rękę, tworząc silną republikę, o ile, rzecz jasna, starczy nam na to sił. Choć klany wspierają i cenią tradycję, także stosują nowoczesne techniki, by wyrównać szanse w walce, co jednak wpływa na niezadowolenie ludności. Postęp technologiczny jest też widoczny w tej części Total War w kwestii długości tury: jeden rok rozciąga się aż na 24 tury, po 6 na każdą z pór roku, co wymusza nowe strategie podboju (w zimie lepiej nie pałętać się po cudzych ziemiach).


Trafieni kulą armatnią lecimy do nieba!

Bronią palną i kataną
Japonia otwarła się na zamorskie państwa i przyjęła technologiczny rozwój. Dzięki temu zabiegowi Fall of the Samurai uzbrojony mógł zostać aż o niemal 50 nowych jednostek lądowych i morskich. Na porządku dziennym jest tu widok piechoty i kawalerii z bronią palną, statki parowe, kartaczownice Gatlinga, zaś huk armat nikogo już nie dziwi. Oczywiście wszędobylski proch sprawia, że bitwy są zdecydowanie bardziej skupione na walce na dystans. Naturalnie, nic nie stoi na przeszkodzie, by budować tradycyjne dojo, rekrutować samurajów z katanami i yari w celu prowadzenia zmasowanej walki w zwarciu. Na obrzeżach miast pojawiają się fabryki, tory kolejowe, linie telegraficzne i inne budowle świadczące o rozwiniętym przemyśle. Schemat gry jest niby podobny, ale te nowe struktury dają nowe możliwości. Co prawda, nie ma opcji budowania nowych dróg pod kolej, ale można korzystać z istniejących już na wyspach. Przyspiesza to kilkukrotnie transport wojsk. Podobnie statkami lepiej przebywa się ogromne odległości, gdyż silniki dają tu naprawdę kopa.


I totolotek, kto prędzej trafi w silnik...

Główne cele pozostają w gruncie rzeczy te same – walczyć z klanami wspierającymi przeciwną frakcję, dbać o stosunki z pobratymcami, umiejętnie prowadzić jednostki w boju i dbać o ekonomiczny rozwój naszego rodu. Możliwości jest od groma, usprawniono system rozwoju postaci i agentów, w tym nowych: ishin shishi, shinshengumi czy zagraniczny weteran. Pierwsi to odpowiedniki metsuke i mnicha, trzeci zmniejsza koszty rekrutacji nowych oddziałów i pozwala zdobywać doświadczenie istniejącym. Niestety jest jeden problem, sojusznicy wręcz lubią atakować naszych wasali. Dość mocno komplikuje to utrzymywanie wysokiego honoru naszego daimyo. Ponadto musimy poprzeć sojusznika bądź wasala, co tak czy owak wpłynie negatywne na naszą dyplomację ze względu na zerwanie paktu... Sytuacja prawdziwie się klaruje dopiero w momencie, kiedy cesarz lub szogun wybiorą nas na swoją awangardę i Japonia dzieli się ostatecznie na dwa (lub trzy w przypadku oderwania się od obu stron konfliktu) ugrupowania polityczne i raczej każdy skupi się na walce ze stroną przeciwną. Trochę przypomina to funkcjonowanie religii z podstawki, ale ma większe znaczenie i działa sprawniej.


Dobrze czasem posiedzieć i chłonąć widok natury.

Tryb gry wieloosobowej nie zmienił się zbytnio. Wciąż te same tryby, możliwość prowadzeniu wielu awatarów, pojedyncze bitwy z podbojem na mapie lub kampania rozgrywana przez dwie osoby przeciw sobie bądź w kooperacji. Graczy jest sporo, więc nie ma problemu ze znalezieniem partii do gry, czy to przy bitwach drop-in (ludzki przeciwnik przejmuje kontrolę nad wojskami SI przy w miarę wyrównanych szansach), czy typowych potyczkach na mapie podboju. I tylko wciąż brakuje kampanii we dwoje w trybie hot-seat... Poza tym multi daje sporo frajdy, syndrom "jeszcze jednej bitwy" jest tu jak najbardziej obecny.

Totalne zwycięstwo
Jak zawsze, oprawa audiowizualna stoi na najwyższym poziomie. Szczególnie widowiskowe są efekty destrukcyjne od armat, czy to w kwestii murów obronnych, czy przy trafieniu w silnik statku podczas bitwy morskiej. Z rzadka tylko zdarzało mi się zobaczyć przenikanie się postaci i obiektów na mapach albo inne pomniejsze bugi graficzne. Dźwiękowo i muzycznie jak zawsze celująco, głosów podczas walk udzielą zagraniczni partnerzy (Francuzi przy frakcjach szogunackich i Brytyjczycy przy cesarskich). Klimat zmieniającej się Japonii oddano wybornie, widać przemiany, walkę tradycji z nowoczesnością, niezadowolenie ludności. Jedynym mankamentem są dość długie czasy wczytywania bitew, co zniechęca do samodzielnych potyczek i kusi do coraz częstszego korzystania z automatycznych walk, nawet jeśli spodziewamy się gorszego wyniku.


Postęp technologiczny nie służy jedynie skuteczniejszej przemocy.

Moda na DLC w odwrocie?
Oby posunięcie Creative Assembly zainspirowało innych twórców gier do tworzenia solidnych dodatków. Małe DLC na godzinę czy dwie mi się już przejadły, a Fall of the Samurai dostarczył mi kilkunastu godzin gry, i to przy wyborze krótkiej kampanii. Dodajcie do tego chęć zagrania drugą stroną polityczną, może i przy dłuższym trybie, multiplayer z rozwojem postaci... Kilkadziesiąt godzin gry, jakie oferuje samodzielny dodatek za niecałe 80zł? Znajdźcie mi drugą taką opcję na rynku – oczywiście w edycji premierowej.

Zalety i wady
+ samodzielny dodatek
+ nowa epoka
+ wiele nowych budowli i jednostek
+ oprawa audiowizualna
+ długość rozgrywki
- długie wczytywania
- dziwne zachowania SI
- brak hot-seat
- pomniejsze bugi

Moja ocena: 9/10

komentarzy: 1008 kwietnia 2012, 00:43

5 komentarzy do tego wpisu:


Bodzio-gracz : 10 kwietnia 2012, 09:25

Bardzo przyjemnie się czyta tą recenzję, aż szkoda, że nie ma jej troszkę więcej.
W samą grę miałem okazję grać, lecz tylko jak narazie przez krótki czas.
I mogę powiedzieć narazie tyle, że Shogun 2: Total War jest świetną grą, która napewno kiedyś trafi do mnie na półkę.
Przed Shogunem wypadałoby kupić Empire: Total War :).
odpowiedz

Karfein : 10 kwietnia 2012, 10:39

*tę recenzję.
Razi mnie to wszędzie, więc i tu poprawię :P
odpowiedz

Gato_Nephist : 10 kwietnia 2012, 23:20

Z tego co wiem potocznie można mówić/pisać "tą". Swoją drogą dobrze, że ludzie jeszcze (chyba) nie mówią "nalej zupy TĘ chochlą", tak jak nieraz piszą np. "powiedz moim bracią"...
A recenzja fajna i bardzo zachęcająca. :) Tylko...
"Oczywiście wszędobylski proch sprawia, że bitwy są zdecydowanie bardziej skupione na walce na dystans. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by (...)" - ta oczywistość otwierająca dwa zdania pod rząd trochę kłuje w oczy.
odpowiedz

Karfein : 11 kwietnia 2012, 08:02

Tia, albo "gazety jest napisane, że"...
Błąd poprawiony, dzięki za wskazanie.
odpowiedz

Bodzio-gracz : 10 kwietnia 2012, 13:33

Ajć faktycznie, taki mały błąd się wkradł :).
odpowiedz

Muradin_07 : 11 kwietnia 2012, 19:15

Tak naprawdę Karfein'ie to innej oceny się nie spodziewałem, bo Shogun to naprawdę dobra gra i dodatek też taki jest. No i jak zwykle fajnie napisane :)
odpowiedz

Karfein : 11 kwietnia 2012, 19:30

Mogę? Mogę? A mogę, bo to mój blog xD
*Karfeinie. Te ostatnie "n" się czyta, apostrof zbędny ;)
odpowiedz

Muradin_07 : 12 kwietnia 2012, 15:59

Sorry... wiesz dlaczego? Bo po prostu już trochę wziąłem i przez te pisanie angielskie straciłem poczucie gdzie pisać, a gdzie nie. Idzie o dziwo mechanicznie XD
odpowiedz

Drazok : 23 kwietnia 2012, 20:17

Gra wygląda na ciekawą, niestety jeszcze nie grałem w dodatek ;/
odpowiedz

kasiabartek : 27 kwietnia 2012, 15:09

Szczerze mówiąc początkowo myślałam, że to gra w stylu Onimusha. Idąc za słowami Bodzio-Gracza, faktycznie przyjemnie się czyta, Polecam na swoim twiterze i facebooku.
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl