avatar

Karfein Użytkownik gram.pl (Biały Drow) ja.gram.pl/Karfein

Recenzja: Deus Ex: Human Revolution - Augmented Edition

recenzja, Deus Ex, Human Revolution, Deus Ex: Human Revolution, gry wideo

Powroty do legendarnych serii wydają się stawać coraz bardziej popularne. Niestety nie zawsze wychodzi to tak, jakby tego wszyscy chcieli. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że nowy Deus Ex: Human Revolution (aka Bunt ludzkości) budził wiele obaw. Nie trzeba zaś długo grać, by ten wszelkie rozwiał. Na ile? Zapraszam do recenzji.

Przede wszystkim chciałbym przeprosić za taki rychły zapłon z recenzją, ale Deus Ex to seria, którą kocham i po prostu nie mógłbym już przy pierwszym podejściu nie spróbować zajrzeć w każdy możliwy kąt (a i tak parę rzeczy przeoczyłem). Dzięki temu mogę przekazać, ile naprawdę może trwać pierwsza przeprawa przez Human Revolution, gdy chce się pozwiedzać okolicę, wykonać zadania poboczne, a i przeczytać e-maile z komputerów. A wierzcie mi, jest co zwiedzać, co robić i co czytać. Aby nie bać się o popsucie sobie gry, nie korzystałem z polonizacji. Choć ciekawi mnie trochę, co zrobiono z mailami pisanymi po francusku (nareszcie studia się do czegoś przydały). Do rzeczy...


Kto pamięta? :)

Nigdy o to nie prosiłem
W nowym Deus Eksie wcielamy się w Adama Jensena, szefa ochrony Sarif Industries, firmy zajmującej się produkcją bioulepszeń. Sęk w tym, że nie wszyscy są za, a niektórzy uważają, że jest to droga prosto do zatracenia swego człowieczeństwa i najlepiej zawrócić z tej ścieżki, zaś kalekom wręcz odebrać sztuczne kończyny. Pewnego typowego dnia na firmę napada grupa zmodyfikowanych ludzi, którzy uprowadzają najważniejszych naukowców, będących blisko przełomowego odkrycia. Ich nadajniki życiowe jednak przestają wysyłać sygnał, a głównemu bohaterowi, który w dodatku był w związku z najlepszą badaczką, pozostaje odkryć, kto stoi za zamachem oraz jakie są motywy ataku. Pomogą mu w tym wszczepy, jakie zostały zainstalowane w jego ciele, a były potrzebne do tego, by przywrócić jego sprawność po napadzie, z jakiego ledwo uszedł z życiem. Protagonista o ulepszenia nigdy nie prosił, jednak wyboru raczej mu nie pozostawiono. Jak można oczekiwać, sprawa ataku jest o wiele głębsza, niż się to wydaje z początku, a zwrotów akcji i zaskakujących faktów nie zabraknie. Tylko w jednym miejscu uznałem, że nieco naciągnięto struny prawdopodobieństwa, ale to kwestia interpretacji. Generalnie gra przedstawia prawdopodobny scenariusz wydarzeń z roku 2027.

Fabuła trzyma wysoki poziom, a w tym samym szeregu jakości stoją zadania poboczne. Niemal wszystkie można wykonać na różne sposoby, co przełoży się potem na zakończenie gry. Nie ma tutaj prościzny w postaci "przynieś, zabij, pozamiataj". Co prawda, kosztuje to trochę biegania, ale od czego są odpowiednie ulepszenia, o jakich opowiem później. Widać również wyraźnie, że scenarzyści posiedzieli nad dialogami, co zaowocowało solidną dawką świetnych konwersacji. Postaci są barwne i niejednowymiarowe, a bywa, że wybory przed nami postawione nie są łatwe. Wydaje mi się, że sposób wyboru zakończenia jest co najmniej z tyłka, ale same zakończenia już są satysfakcjonujące. A i radzę Wam jedno: oglądajcie creditsy do samiuśkiego końca.


Nowa powieść science-fiction: "Jan Paweł CCII"

Powrót do korzeni
Fanów części pierwszej zdecydowanie ucieszy fakt, że Deus Ex: Human Revolution to w dużej mierze inspiracja "jedynką". Nie tylko znów mamy mrowie możliwości w kwestii odnajdywania dróg i wybierania ulepszeń, ale także w grze jest cała masa nawiązań do oryginalnego Deus Eksa. Mamy tu więc solidny postęp w stosunku do Invisible War. Ludzi nie lubiących kartek i długopisów pocieszy fakt, że teraz hasła i kody są zapisywane i podawane w rogu ekranu przy obsłudze odpowiedniego urządzenia. Mała rzecz, a cieszy. W grze wyhodowano rozmaite kwiatki, jak chociażby piłka do kosza i pole do gry (jest za dobry wrzut osiągnięcie), a na tym humor się nie kończy - do gry zawitał internetowy mem Forever Alone, kółko krzyżyk, stereotypy o Kanadyjczykach (mam nadzieję, że oddano jakoś podział na anglofonów i frankofonów w polonizacji - w przeciwnym wypadku, współczuję) i inne ogólne żarty sytuacyjne.

Wracając do odnajdowania dróg, część z nich jest dostępna jedynie w przypadku, gdy rozwinęliśmy odpowiednie ulepszenie, a tych jest zatrzęsienie. Większy ekwipunek, przebijanie ścian, przenoszenie ciężkich obiektów, system Icarus działający jak spadochron, widzenie przez ściany, niewidzialność, odporność na szkodliwe gazy, wysokie skoki, ciche poruszanie się, system tajfun atakujący wszystkich dookoła, wszelakie usprawnienia hakerskie, większa ilość energii, lepszy radar, zbroja pod skórą, śledzenie celów… a jeszcze nie wyliczyłem wszystkich. Część przydaje się przy skradankowym stylu gry, część przy zabawie w rambo. Ten pierwszy o wiele bardziej się opłaca, gdyż za przejście misji bez uruchomienia alarmu i bycia zauważonym przez kogokolwiek jest premiowane sporą ilością punktów doświadczenia. Także hakowanie się opłaca, nawet gdy posiadamy odpowiednie hasło - zwłaszcza że ta minigierka jest naprawdę wciągająca. Tych, w przeciwieństwie do oryginalnego Deus Eksa, nie wydajemy na rozwój umiejętności, lecz na ulepszenia. Po kilku tysiącach XP, zmieniają się one w Praxis Kit, który pozwala wykupić nowe lub zmodyfikować istniejące ulepszenie. Praxisy można zdobyć również dzięki skrupulatnemu przeczesywaniu lokacji oraz w klinikach LIMB.


Lepiej niż Jax z Mortal Kombat

Interakcja z otoczeniem jest zadowalająca, ale nie zrówna się tutaj budynków z ziemią – zresztą to zabiłoby klimat. Co się da przenieść, da się też generalnie zniszczyć, albo za pomocą celnego rzutu pozbawić kogoś życia. Interakcje z postaciami niezależnymi są na przyzwoitym poziomie, zwykle mamy minimum 2 opcje dialogowe (czasem nawet 6), co pozwala na sporą dowolność i różny rozwój rozmowy. Ciekawym smaczkiem jest fakt, że gdy długo się zastanawiamy nad wyborem, rozmówca nas dopyta, czy nie mamy nic więcej do powiedzenia bądź coś w tym stylu. Jeśli w grze doświadczymy back-trackingu, lokacja będzie zwykle trochę zmieniona w stosunku do poprzednich odwiedzin, więc i tutaj nie ma zgrzytów.

Człowiek-czołg vs. armie NPC-ów
Broni jest sporo, od pistoletów i rewolwerów, przez karabiny maszynowe i snajperskie, granatniki i wyrzutnie rakiet, po miotacze lasera i plazmy. Po drodze warto wspomnieć o broniach nie mających na celu uśmiercenia delikwenta – w tej kwestii mamy do czynienia z paralizatorem, karabinkiem unieszkodliwiającym, albo miotaczem energii. Wyżej wymienione narzędzia zagłady i unieszkodliwiania można usprawnić rozmaitymi dodatkami znajdowanymi po drodze lub kupowanymi u handlarzy bronią. Ponownie mamy szereg możliwości, a są to szybsze przeładowywanie, większa pojemność magazynka, tłumik, system namierzania, chłodzenia, amunicje przeciwpancerne albo rozpryskowe. A to wciąż nie wszystko, bowiem są jeszcze zdalnie detonowane ładunki wybuchowe, matryce min i granaty. Te ostatnie dzielimy na ogłuszające, odłamkowe, elektromagnetyczne oraz gazowe, a i możemy je połączyć z matrycami min i ustawić w miejscach, gdzie spodziewamy się nierozważnych przeciwników. Świetnie spisuje się dynamiczne przechodzenie w tryb TPP podczas przekradania się – daje to fajne możliwości ostrzału zza osłon i obserwacji otoczenia.


I przyszła chwila, kiedy polubiłem BSoD-a...

W kwestii zróżnicowania wrogów mam troszkę dwojakie odczucia. Z jednej strony jest całkiem realistycznie, bo nie wciskano niczego na siłę, aczkolwiek z drugiej niejeden może odczuć niedosyt. Przyjdzie nam się użerać z rozmaitymi piechurami – od zwykłych bandziorów, przez wyszkolonych żołnierzy lekko i ciężko opancerzonych, po cybernetycznie ulepszonych elitarnych agentów – ci zwykle posługują się cichym chodzeniem i niewidzialnością. Są jeszcze jednostki walczące w zwarciu, ale z tymi raczej będziemy mieć krótki kontakt. Tyle fajnie, że w grupie widać dobrą współpracę sztucznej inteligencji – jedni będą próbowali nas okrążyć, podczas gdy inni nas ostrzeliwują; kiedy jest ich mniej, zwykle próbują wywabić nas granatem. Oczywiście nie muszę chyba wspominać, że tylko sekundy dzielą nas od alarmu, gdy zostawimy jakieś ciało na widoku. Poza tym męczyć się będziemy z unikaniem kamer, wieżyczkami i różnymi rodzajami robotów. Jak widać, nie ma tego zbyt wiele, ale dziwnym trafem w zupełności wystarczało mi przez całą grę. Piechotę można jeszcze wykańczać w zwarciu – do wyboru jest kliknięcie i unieszkodliwienie, bądź przytrzymanie przycisku i zabójstwo. Po wykupieniu ulepszenia refleksu będzie można załatwiać dwóch wrogów za jednym zamachem. Bossów policzyć można na palcach jednej ręki, ale ponownie nie wyciągnięto ich z tyłka, a różnice podczas walki są. Najczęściej jednak wtedy ucierpią fani skradankowego stylu gry, gdyż ci potrafią napsuć paska życia. Ten na szczęście można podkręcić poprzez jedzenie specyfików lub picie alkoholu (skutki upojenia są do podpatrzenia na screenshocie).

Grafika vs. Muzyka: 0:1
Grafika nie grzeszy jakością, ale mimo wszystko cieszy oko. Choć grałem na całkiem niskich ustawieniach (stara nieco już karta graficzna wysypywała artefakty), podobało mi się wszystko, co twórcy mi pod względem wizualnym zaprezentowali. Dobrym pomysłem był według mnie podział na barwę czarną i złotą - odzwierciedlenie dualizmu upadku ludzkości oraz nadziei na lepszą przyszłość. Z drugiej strony, inni mogą dostrzec w tym monotonię palety przez większość gry. Jednak mimo wszystko jest postęp od czasów "jedynki" - tam lokacje bywały nieco puste, tutaj przestrzenie są dobrze wypełnione. Kwestie skopane opisałem w następnym akapicie. Udźwiękowienie już jakością grzeszy, a zwłaszcza muzyka. Kompozytor Michael McCann miał świetną koncepcję na soundtrack i to się spłaciło. Jest jednak cicha i trzeba pokopać w ustawieniach, by móc się cieszyć ścieżką dźwiękową. Dubbing jest bez zarzutu, choć „go yankees!” chyba każdego wprawi w zdziwienie. Bez zastrzeżeń jest oprawa techniczna - gra jest niebywale stabilna, nawet przy alt-tabowaniu, a lokacje wczytywały się całkiem szybko. Tutaj programistom należą się brawa, ponieważ absolutnie nie czuć, że pecetowa edycja jest portem z konsol.


Aśenaebaem...

Dlaczego nie 10/10?
A tutaj trochę nawrzucam. Przede wszystkim na grafikę, bo cała reszta działa praktycznie bez zarzutu. Na początek, brak nóg w trybie FPP - trochę to odrzuca w dzisiejszych czasach. Poza tym są bugi, jak zerowy wzrost niektórych postaci (co na szczęście się naprawia po przejściu do innej lokacji), ciało zacinające się w podłodze albo nieodtwarzane rozmowy przy pojedynczej wypowiedzi (dziękujemy za napisy). Rozmaite wykończenia przeciwników w ciasnych przestrzeniach kończyły się animacjami w ścianach bądź powietrzu. Raz zdarzyło się, że strażnik poszedł w stronę wrzuconej do pomieszczenia beczki zamiast tam, skąd przyleciała. Ale największe "ale" mam do beznadziejnej mimiki twarzy w przypadku postaci, na które nie będziemy wywierać wpływu przez rozmowę czy feromony. W takich momentach jedynie dzięki dubbingowi można poznać stosunek emocjonalny interlokutora. Można rzec, że Oblivion czy Mass Effect mnie rozwydrzyły, ale naprawdę karykaturalnie wygląda delikatny uśmieszek w kącikach ust matki, która prosi o zbadanie sprawy śmierci swojej córki.

Augmented Edition
Na koniec zostawiłem opis wersji specjalnej (nie dam niemal stówy za figurkę), bo taką udało mi się nabyć. Nie będę wnikać w prezenty w postaci większej ilości kredytek i niektórych itemów na początek gry, bo to wszystko idzie po prawdzie potem zdobyć w ten czy inny sposób. Ale automatyczne urządzenie dekodujące czy zdalnie detonowany ładunek to podstawa, której nie ma w "podstawce" - trochę fail, że wycięto to z gry, a trzyma klimat pierwszego Deus Eksa. Soundtrack jest jedynie w formacie MP3, ale i tak miło się go słucha poza grą. Animowany komiks genialną kreską nie jest rysowany, ale ujawnia nieco tła fabularnego zanim przejmujemy kontrolę nad już ulepszonym Adamem - jest dostępny tylko po angielsku, co może niektórym przeszkadzać. Trailery i animowany storyboard szału nie robią, ale miło, że są. Making of ma 44 minuty i zaiste jest, co oglądać - komentarzy autorów nie zabraknie, to mogę obiecać. Artbook ma jedynie 40 stron i po tym z kolekcjonerki BioShock 2 muszę stwierdzić, że się zawiodłem - owszem, obrazki ładne, ale opisów żadnych. Misja "Uratuj Tonga" wydłuża grę do godziny i ujawnia trochę tła odnośnie syna Tonga i również trzyma ogólny poziom gry, ale by nie przesłodzić, naskarżę, iż wysypała mi do pulpitu, gdy chciałem zbadać nieznane urządzenie przenośne - widocznie miało pozostać nieznane ;).


Stary, w lufie czeka strzała Amora, wszystko będzie dobrze!

Od trailera, aż po rozgrywkę
Generalnie zadowolony byłem, że wszystko to, co zobaczyłem na trailerach (również tych podrasowanych graficznie), było do zrealizowania w grze (choć z nie taką efektowną pompą). Muszę przyznać, że gra mnie nie zawiodła pod żadnym względem z wyjątkiem animacji twarzy. Jest to solidny prequel do solidnej serii i wystarcza nawet do 50 godzin, jeśli ktoś chce zbadać każdą ścieżkę i przeczytać większość maili oraz e-booków. A nadchodzące DLC zapowiada się na dłuższe od Call of Duty – i to ja rozumiem! Kawał dobrej gry, dobrego kodu i dobrego powrotu do świetnej serii. Jak dla mnie, aktualny faworyt w wyścigu po tytuł gry roku.

Zalety i wady
+ fabuła i questy poboczne
+ oprawa techniczna i dźwiękowa
+ zawsze wiele dróg do celu
+ mnóstwo ulepszeń do wyboru
+ humor i nawiązania do oryginału
+ SI oraz współpraca
- beznadziejna mimika twarzy
- sporadyczne wpadki SI
- wykończenia w zwarciu w ścianach i w powietrzu
- kilka bugów niezbyt wpływających na przyjemność z gry

Moja ocena: 9,5/10

komentarzy: 520 września 2011, 22:35

5 komentarzy do tego wpisu:


Thompson : 21 września 2011, 12:21

Pierwsze co zrobiłem, po znalezieniu boiska do koszykówki z pierwszego obrazka, to wrzuciłem piłkę do kosza, bo wiedziałem, że dostanę za to trofeum, no iest to miły ukłon nie tylko w stronę Deus Exów, ale i całej twórczości twórcy serii, Warrena Spectora. :D
odpowiedz

Master_Morti : 21 września 2011, 20:09

Dobra, długa recka. Muszę się zainteresować tą grą, gdy stanieje. Zanim przewinąłem stronę, to myślałem, że po alkoholu jest ten bluescreen...
odpowiedz

Bodzio-gracz : 24 września 2011, 21:13

Recenzja bardzo ciekawa, gra także świetna - zresztą tak jak cała seria Deus Ex.
W mojej kolekcji nie zabraknie tego tytułu, planuję zakupic w tej samej edycji jeszcze w tym roku. We wszystkie poprzednie części grałem oraz wszystkie posiadam w kolekcji za wyjątkiem tej ostatniej , no ale cóż za niedługo i do mnie zagości ... W końcu grzechem byłoby nie zagrac w kolejnego Deusa :) .
odpowiedz

Madt : 27 września 2011, 13:06

Kolejna pozytywna recenzja. :) Jak nie zagram przed końcem roku to chyba zgrzeszę... Szkoda tylko, że zbliża się październik. ;) Świetny tekst.
odpowiedz

Mr_Spike : 20 października 2011, 13:31

Bardzo dobra i długa recenzja. Gra jest naprawdę wciągająca. Do małych minusów dodałbym trochę za słabo rozbudowanie i ograniczone miasta. Nie ma w nich tak solidnej iluzji świata jak np w gta. Ale cóż zawsze do czegoś się można przyczepić...
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl