avatar

Karfein Użytkownik gram.pl (Biały Drow) ja.gram.pl/Karfein

Milczące wzgórze

Jestem przerażony. To, co się dzieje przerasta mnie na wszystkie możliwe sposoby. Mimo pomocy przyjaciół, nie jestem w stanie sobie z niczym poradzić. Nachodzi mnie czasem wrażenie, że powinno mnie tu nie być. Na tym świecie.

Ale to nie jest rozwiązanie. Przyniesie przecież ból innym, a tego nie chcę. Z drugiej jednak strony mam nieodparte wrażenie, że prędzej ukończyłbym Unreala na poziomie unreal jedną ręką, aniżeli był w stanie dojść do siebie bez pomocy Piękna. Do tego właśnie będąc na tym świecie mam świadomość, że mimo najszczerszych najlepszych intencji przynoszę ból. Dlatego pytam...

Czemu ten świat jest tak poukładany? Czemu mimo chrześcijańskiej wiary prawie nikt nie jest w stanie tak prawdziwie wybaczyć drugiej osobie czasem nawet drobnych błędów, które ponadto były popełnione niechcący, a które druga osoba chce naprawić. Dlaczego co rusz widzę, jak nienawiść, nieszczerość, nielojalność pokonuje miłość, otwartość i wierność?

Zawsze wierzyłem, że po śmierci nie ma piekła, a jest tylko niebo. Piekło zaś przeżywamy tu. Lecz, zabijcie, czuję, że gdyby mnie umieszczono w Silent Hill, byłbym mniej przerażony niż jak jestem teraz. Niby nie wiem, co przyniesie przyszłość, ale ciągle mam 99,9% pewności, że za minutę znowu poczuję ból. Niewyobrażalny ból, którego nie umiem porównać z żadnym bólem fizycznym, jaki odczułem w swym życiu. Nawet pisząc tę notkę ciągle nie umiem opanować tików, których nabawiłem się przez ostatni miesiąc, łez, które codziennie spływają po twarzy, zwątpienia w szczęście, choć czasem pojawi się przebłysk.

"Paskudny otacza nas świat, lecz to nie powód, byśmy wszyscy paskudnieli", przeczytałem kiedyś w którymś tomie o wiedźminie. Ale straszliwie dotyka to, że nawet od osób najbliższych, nawet ze strony rodziny otrzymuję takie ciosy, że nie umiem się po nich pozbierać. Tak więc chcę być dobry dla innych, nie tylko dla najbliższych, ale to jakby się nie opłaca. Bo paskudztwa, jakich doświadczamy, nie doświadczamy tylko ze strony paskudnej części świata, lecz również tej, za którą głowę byśmy dali, że jest dobra, że nigdy nikogo celowo nie skrzywdzi, a tym bardziej bliskich.

Mam dość bujną wyobraźnię, dlatego zawsze mówiłem o sobie, jako o paladynie. Zawsze chętny nieść dobro tam, gdzie go potrzeba, tam gdzie, go za mało, tam, gdzie go nie ma, czy tam gdzie jest go pod dostatkiem, ale nie zaszkodzi, by było więcej. Wyciągnąłem te nauki rodzicieli, które uważam za najmądrzejsze, dołożyłem do tego swój światopogląd ukształtowany może nazbyt idealistycznie. Ale potrzeba takich ludzi. Kto słyszał "Imagine" Johna Lennona, ten wie, co mam na myśli. Pierwsi ludzie, którzy uważali, że nasza planeta jest okrągła, też dostali etykietkę "wariat" czy "heretyk".

Tak więc pytam raz jeszcze, czy jest, po co być dobrym, skoro to nic nie daje? Może powinienem się cofnąć w rozwoju do etapu prymitywa i po prostu zagarniać siłą to, co mi się spodoba. Może powinienem po prostu egoistycznie zdobywać cele? Olać całe to superego, dać wolną rękę id i iść w ten sposób przez życie? Z drugiej strony wiem, że czułbym się z tym okropnie. Ale czyż przypadkiem teraz nie mówię, że chcąc czynić dobro, czuję się gorzej niż kiedykolwiek wcześniej w swym życiu? Modlę się do Boga już nawet nie tylko o to, żeby się ułożyło po mojej myśli, bo ludzie mają przecież wolną wolę. Ale proszę go od tygodni, żeby pomógł zwalczyć nienawiść, żeby pomógł przebaczyć. No i co? No i mam coraz więcej powodów do tego, by cofnąć swą wiarę do deizmu lub ateizmu.

Jestem przerażony, załamany, powątpiewający. Ale mimo wszystko błagam Cię, Boże, spraw, żeby nienawiść odeszła i zapanowała zgoda.

komentarzy: 431 grudnia 2008, 12:57

4 komentarze do tego wpisu:


cedricek : 02 stycznia 2009, 19:28

Świat taki jest- zły, mroczny i okropny.
Myślę, że w tej chwili najlepszym, co możesz zrobić jest nie walczyć z bólem i złem, tylko wchłonąć to w siebie i pomyśleć sobie: ,,Tak to właśnie wygląda. Niech i tak, Ku*** będzie. " i zaakceptować to. Zaakceptować i niech każdy cios Cie umacnia.
Im mocniej biją, tym szybciej się podnoś, az w końcu nie będziesz w ogóle musiał się podnieść i polecisz. Bądź jak trzcina na wietrze. Bo jestes silny. Bo reszta to tylko robaki.
Bo dasz radę. I tak masz myśleć.
I wiem o czym mówię. Też przez coś takiego przechodziłem. Kiedyś. Bolało jak cholera, ale, kurde dasz radę, bo jesteś silny.
NO.
odpowiedz

antihero : 05 stycznia 2009, 00:15

nie prawda! świat może jest zły, ale to nie znaczy, że należy go takim akceptować! jak dostajesz od kogoś baty to wedle takiego rozumowania znaczy, że się na nie godzisz i utwierdzasz się w przekonaniu, że jesteś bezsilny! a możesz przecież przynajmniej tych ciosów unikać, wybrać drogę, która nie jest tak usiana minami.
ja bym sie tak nie dawał ;P trzeba walczyć, albo ćwiczyć uniki, a dopiero jak się oberwie pomimo prób - wzmacniać się szlagami.
odpowiedz

cedricek : 05 stycznia 2009, 15:54

antihero:
Alez źle mnie zrozumiałeś. Akceptacja i poddanie się to dwie różne rzeczy...To, że zaakceptujesz świat nie oznacza, że musisz mu ulec, tak samo, jak możesz zaakceptować swoje wasy, ale dalej z nimi walczyć.

odpowiedz

antihero : 05 stycznia 2009, 20:28

zgadzam się, ale akceptacja musi wypływać z serca i umysłu, bez jednego z nich nie ma mowy o akceptacji, do tego nie można się zmusić za bardzo. lepiej coś zrobić wg mnie;)
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl