avatar

Karfein Użytkownik gram.pl (Biały Drow) ja.gram.pl/Karfein

Recenzja: BlazBlue: Continuum Shift (PS3)

BlazBlue: Continuum Shift, PS3, recenzja, bijatyka, PlayStation 3

W swoim życiu ograłem już trochę mordoklepek, tych bardziej realistycznych i tych mniej. Zwykle łatwo było je poznać, ale już nie tak łatwo doskonale opanować. Gdy włączałem BlazBlue: Continuum Shift, nie sądziłem, że pierwsze problemy napotkam w 1/5 tutorialu...


Do wyboru, do koloru

Siódme poty za płoty
Nie ukrywam, że gry takie lubię, bo oferują wiele postaci z różnymi umiejętnościami, przy których sprawdzają się różne strategie. Świetnie nadają się też do zabawy w grupie, w tym na imprezach. Nie należę jednak do gatunku hardcore jeśli chodzi o ten typ gier, a BlazBlue to tytuł zdecydowanie pod tych, którzy lubią dochodzić do perfekcji w opanowaniu postaci całymi godzinami. Każdy bohater inaczej się porusza, każdy ma inne umiejętności specjalne, uniki, bloki, kasacje, chwyty... Każdym inaczej się gra przeciw każdej innej postaci. Możliwości jest istne zatrzęsienie.

Z tego względu pierwsza część (Calamity Trigger) była wycelowana głównie w koneserów gatunku i stroniła dość szerokim łukiem od początkujących. W Continuum Shift rozwiązano ten problem w pewien sposób. Przy wyborze postaci w trybie dla jednego gracza i czasem też w multi (o czym dokładniej potem) możemy zdecydować się na grę w trybie dla początkujących. Dzięki temu nie musimy już znać na pamięć dokładnych kolejności przycisków oraz mieć idealnego wyczucia czasu, a wystarczy (acz nie do końca) nawalanie w przyciski. Choć nawet wtedy należy się zapoznać ze słabymi i mocnymi stronami postaci, którą wybierzemy do rozgrywki.


Rachel (po prawej) wciąż ma szanse

O co Be(Be)?
Pewnie zaznajomieni z poprzednią instancjami BlazBlue nie napotkają większych problemów ze zrozumieniem fabuły. Dla dopiero poznających te uniwersum będzie może nieco ciężko ogarnąć wszystko na raz, kiedy klikniemy w „story”, czyli tryb opowieści. Fabuła gry przedstawia wydarzenia kontynuujące historię od punktu, w którym zakończyło się Calamity Trigger. Ragna jest na ustach wielu, gdyż spowodował niemałe zamieszanie. Jako że Novus Orbis Librarium nie daje wyjaśnień, plotki szerzą się jak szalone. Ragna jest obojętny na zniszczenia w mieście Kagutsuchi i skupia się na swoim celu – ale wtedy uaktywnia się moc, która go usidla... O ile w trybie arcade nie ma zbyt długich nawijek, tak w trybie story zaczyna się nuda. Owszem, jest to ciekawe, ale niektóre sytuacje są tak przeciągane, że aż boli. Do tego wszystko ogranicza się do tła, stojących naprzeciw siebie postaci i ciągnących niemiłosiernie rozmowę. Z rzadka będziemy mogli nawet trochę powalczyć, ale wynik walki i tak nie wpływa na tok opowieści.

Dla spragnionych wrażeń z Dalekiego Wschodu
Oprawa graficzna jest kawaii – przede wszystkim mamy tu do czynienia z trójwymiarowymi arenami (których jest 29), na których walczymy w jednej linii (jak w starym dobrym Mortal Kombat). Za to cała reszta jest wykonana w konwencji anime i w tym względzie jest wybornie. Efekty specjalne są dopracowane i wybuchają feeriami barw, a oko nie zdąży się napatrzeć, nim postać skończy swoje zabójcze kombo. Na plus należy zaliczyć fakt, że w kwestii dubbingu możemy wybrać wersję japońską lub angielską. Co prawda, angielska zła nie jest, ale więcej emocji i wczucia się w postać słychać w nihongo. Soundtrack jest dobrze dopasowany do gry i wpada w ucho, a utworów jest kilkadziesiąt. Generalnie w tej kwestii nie ma się, na co obrazić.


Jak tu ominąć lalkę i bić posiadacza?

Mnożymy
Oczywiście można by rzec, że 14 postaci (i kilka z DLC) to bardzo mało w porównaniu np. z takim Naruto Ultimate Ninja 5, gdzie ich jest ponad 60. Sęk w tym, że jednak tutaj każda postać jest tak odmienna od wszystkich pozostałych i walczy w tak inny sposób, że gdybym miał dokładnie to opisać, czytalibyście tę recenzję cały dzień. Wystarczy rzec, że jedna postać nie może biegać, ale na bliską odległość miażdży. Inna zaś skacze trzykrotnie wyżej od innych i powoli opada, jej ataki są dystansowe. Jeszcze kolejna posługuje się lalką, za którą się chowa, następna korzysta z różnych różdżek, które potem rażą prądem... ogólnie zapewne zdążyłem zbadać zaledwie kilka procent wszystkiego, bowiem była tego cała masa, a zaprawdę brak czasu na poznanie i, co ważniejsze, opanowanie wszystkiego. Przeciw każdemu bohaterowi trzeba dobrać inną strategię, która z kolei w innej bitwie nic by nie dała. Do tego dochodzi jeszcze tryb nieskończoności postaci, co sprawia, że są wytrzymalsze, mocniejsze i mogą wykonywać dodatkowe ataki.


Bywało, że nie wiedziałem, kto kogo bije

Trybów jest niemało. Począwszy od niezwykle złożonego tutoriala, dzięki któremu poznamy tajniki gry i strategie dla wszystkich postaci, przez niezliczoną ilość wyzwań dla wszystkich postaci (np. wykonanie złożonego kombosa z różnych ataków), po walki. I tu też jest tego dość trochę. Wspomniałem o trybie opowieści i arcade – to tryby dla pojedynczego gracza, gdzie w tym pierwszym jest 99% czytania i słuchania, a w tym drugim 95% walki. Historia w trybie opowieści jest o nieco inna i zgłębia tajniki uniwersum BlazBlue, ale zmarnowano potencjał anime – oczekiwałem raczej efektownych filmików, ale skończyło się na tym, że po 5 minutach chciałem to wyłączyć. Po prostu mnie nie wciągnęła ta forma. W arcade z rzadka pojawią się jakieś dialogi i pewne zwroty akcji. Po drodze warto wspomnieć o trybie legionu (ten wzięty z Calamity Trigger na PSP) – tutaj musimy myśleć nieco strategicznie: pola zajmowane przez przeciwników można zaatakować tyloma wojownikami, iloma innymi polami otoczy się to atakowane. Oczywiście jeśli ktoś jest wybitny, może jedną postacią osiągnąć cel, ale łatwe to nie będzie, bowiem punkty życia się nie regenerują, chyba, że akurat przyjdzie bonus za zdobycie trudniejszego pola. Na koniec zostawiłem oczywiste oczywistości, zatem pojedynczą bitwę z komputerowym (konsolowym?) przeciwnikiem lub z drugą osobą. Chyba nie ma się, co rozpisywać – dostajemy do wyboru wszystkie postaci, możliwość włączenia trybu dla początkujących (może w ten sposób grać tylko jedna z osób walczących), wszystkie areny, a nawet utwory.


W takich sytuacjach nie lubiłem być obrywającym

Chyba ciekawszą rzeczą jest rozwiązanie trybu gry wieloosobowej. Ten rozwiązano bardzo dobrze. Możemy albo dołączyć do istniejącego pokoju, albo utworzyć własny – a po co taki podział? Otóż można ustalić poziom umiejętności, szybkość neta, ilość graczy (od 2 do 6), ilość widzów preferencję komunikacji głosowej oraz czy grać tylko ze znajomymi na zaproszenie. Także w grze po necie możemy zdecydować się na tryb początkującego, ale należy pamiętać, że blokuje on bardziej zaawansowane ruchy, więc i tak możemy być na straconej pozycji. Za nasze osiągnięcia zdobywamy punkty i nabijamy levele – w zasadzie tylko po to, by lepiej dopasowywać się do walk w pokojach. Możemy grać normalnie lub w meczach rankingowych i tam bez opanowania gry raczej nie warto się zapuszczać. Graczy jest dość sporo i przynajmniej jeszcze przez jakiś czas tak winno pozostać.

Wynik
Równanie jest iście zadowalające, bowiem elementów, które dodajemy jest wiele, a mnożąc to przez ilość możliwości, wychodzi iście wysoki wynik. Na łowców trofeów czeka niezła wyżerka za sprawą armii pucharków. Zanim skończy się przygodę w singlu na 100%, minie bardzo wiele czasu, a wciąż pozostanie jeszcze tryb wieloosobowy, zarówno na jednej konsoli, jak i poprzez Internet. Jeśli tzw. mordobicia nie są Ci obce, a też uważasz, że masz w tym niemałe umiejętności – bierz w ciemno. Jeśli średnie umiejętności rekompensuje miłość do anime – też można wziąć dzięki trybowi dla początkujących. Jednym słowem: polecam.


Takie efektowne ataki to normalka w BlazBlue

Zalety i wady
+ niezwykle złożona bijatyka
+ oprawa audiowizualna
+ obszerny tutorial i wiele wyzwań
+ wiele trybów gry
- zmarnowany potencjał filmików
- nie dla nowicjuszy gatunku

Moja ocena: 8,5/10

komentarzy: 527 lutego 2011, 22:20

3 komentarze do tego wpisu:


Thompson : 28 lutego 2011, 12:12

Dla mnie rewelacja, ale z tą grą jak i z innymi bijatykami jest u mnie pewien problem: z czasem jednak się nudzą, no ich specyfika sprawiają, że nie jestem skłonny wydania na nie jakichkolwiek pieniędzy. Ale u kogoś zawsze można pograć...
odpowiedz

jendrek1988 : 02 marca 2011, 18:18

Japońskie i do tego bijatyka... Ble :P Ty, Kolego, lepiej szykuj się na recenzję Wiedźmina 2 :P I oby była długa :P
odpowiedz

Karfein : 02 marca 2011, 18:20

Wiesz, ja jeszcze pierwszego nie ruszyłem poza demkiem... Ale czeka na półce - z rok już... Nie wiem, czemu :P Zawsze tak jakoś umyka mi czas na Wiedźmaka xD
odpowiedz

Validus : 03 marca 2011, 18:15

Heh, właśnie niedawno skończyłem czytać recenzję w PSX Extreme. Chyba te same screeny nawet tam były :D
odpowiedz

Karfein : 03 marca 2011, 20:23

Nawet nie wiesz, jak mnie wkurza brak jakiejś kombinacji przycisków na robienie skrinów (wszak jest HD, więc w czym problem? :/). Męczy mnie dodawanie skrinów oficjalnych.
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl