avatar

Karfein Użytkownik gram.pl (Biały Drow) ja.gram.pl/Karfein

Recenzja: Medal of Honor PL

recenzja, gra, FPP, Medal of Honor, Medal of Honor 2010

Chyba każdy kojarzy Allied Assault i co najmniej kilka innych tytułów sygnowanych marką Medal of Honor, stanowiących o wydarzeniach II wojny światowej. Nowy MoH, niczym Call of Duty 4, zrywa z tą tradycją, przenosząc nas we współczesne realia wojenne. Czy ten postęp chronologiczny wypadł dobrze dla serii oraz czy ta gra zasługuje na medal? Po te odpowiedzi zapraszam do lektury recenzji.

     Opowieść o braterstwie, odwadze, poświęceniu...
Nie da się nie zauważyć pewnych podobieństw do Modern Warfare, ale ci, co grali w MW, nie powinni przejść obojętnie obok Medal of Honor, sądząc, że to i owo już widzieli gdzie indziej. W kampanii dla pojedynczego gracza przyjdzie nam się wcielić w czterech żołnierzy. Pierwszy należy do elitarnej jednostki Tier 1, nazywany jest Królikiem i podczas tych misji przyjdzie nam likwidować po cichu wrogów, sabotować plany Talibów, albo infiltrować ich bazy. Drugi to tak zwany Diabeł, który za pomocą karabinu snajperskiego oczyści wzgórza. Trzeci to kapitan Hawkins, który obsługuje uzbrojenie śmigłowca AH-64 Apache Ostatni to Dante Adams należący do oddziałów Marines, przy czym te misje będą opiewać w dość regularną wymianę ognia, choć niekiedy rozkazy będą się nieco różnić, jak np. ostrzeliwanie ogniem zaporowym działa, by członkowie drużyny mogli oznaczyć miejsce do bombardowania. Niestety nie możemy najpierw pozbyć się przeszkadzających Talibów, gdyż skrypty i tak będą ich generować w taki sposób, że odpowiednio ustawiony karabin mógłby w odpowiednich chwilach strzelać tylko nowo przybyłym w głowy. Może to i minus, ale z drugiej strony który żołnierz bawiłby się w strzelanie do mniej ważnych przeciwników, kiedy otrzymał wyraźny rozkaz odwalania innej roboty? Zdecydowanym minusem jest fakt, że kampania dla pojedynczego gracza zabierze nam co najwyżej 7 godzin, a co szybsi uwiną się na dzień dobry nawet w niecałe 5. Minusem jest to dlatego, że kampania jest naprawdę dobra, opiewa w dramatyczne zwroty akcji, filmowe sceny i, co tu dużo mówić, chciałoby się tego więcej. I znowuż, wolę jednak krótko, a porządnie, niż długo, a rozwlekle, więc niech każdy oceni sam. Później można jeszcze ukończyć te same etapy w trybie 1. klasy, czyli z ograniczeniem czasowym (którego przekroczenie równa się niewykonanej misji), przy czym można zatrzymać licznik przez strzały w głowę, ataki w zwarciu, bądź zabijanie granatami. Ale, jak to mówią, single to tylko wstęp do trybu wieloosobowego.
 
Pobudka! Elektrownia atomowa, liczniki sprawdzamy!

     Co dwa silniki, to nie jeden
Danger Close stworzyło tryb single player na podrasowanym silniku Unreal Engine 3, zaś DICE zajęło się trybem multiplayer na swoim dziecku, czyli Frostbite. W sumie dobrze, że to drugie studio nie próbowało kombinować nad opanowywaniem innego kodu, skoro zna się dobrze na swoim enginie. Grafika może nie jest fenomenalna, ale zdecydowanie zadowala oko, a gdzieniegdzie może nawet zachwycić. Animacje wykonane za pomocą techniki motion capture sprawują się doskonale, nie ma w nich żadnej sztywności. Tekstury wykonano z odpowiednią dokładnością, a tylko gdzieniegdzie widać lekką kanciastość terenu. Na szczególną uwagę zasługują wybuchy, które powodują istny deszcz odłamków i pyłu, który przesłania słońce, przy czym słychać kasłanie towarzyszy broni. Jedyne zastrzeżenia to przewidziane przeze mnie chodzenie na głowie innej postaci (obecne jeszcze w pierwszych grach na silniku Unreala) w singlu oraz dość słabo wykorzystane możliwości destrukcji Frostbite’a. Na pochwałę jednak zasługuje ogólna oprawa techniczna. Nawet na komputerze zaledwie nieco lepszym od podanych wymagań minimalnych pogramy już na wysokich detalach przy pełnej płynności w obu trybach. Co więcej, jeśli już zaczniemy grę, to nie uświadczymy żadnych ekranów ładowania – wszystko wchodzi do pamięci w tle, przez co gdy tylko osiągniemy cel, albo skończymy oglądać filmik, gra płynnie przechodzi do następnej sekwencji. Nie dostałem też ani razu biletu na przymusową wycieczkę do pulpitu, ani talonów na problemy w działaniu, chociaż próbowałem kilka razy alt-tabować i włączać w systemie różne programy.
 
Konkurencja dla Pure i nail'd?

     Epicko
Ostatnio to słowo określa coraz większą ilość gier i nie inaczej jest w przypadku nowego Medal of Honor. Kampania dla pojedynczego gracza zawiera kilka epickich momentów, jednocześnie nie pompując zbędnego patosu w opowiadaną historię. Osiągnięto ten stan między innymi dzięki świetnej ścieżce dźwiękowej, której autorem jest Ramin Djawadi. Medal of Honor jest jego debiutem, jeśli chodzi o soundtracki gier wideo, aczkolwiek wywiązał się z zadania wspaniale. Już od głównego menu nastrojowa muzyka pieści nasze uszy, a podczas walk czy skradania się doskonale podkreśla klimat rozgrywki. Wypadło to szczególnie dobrze podczas misji, w której żołnierze bronili się w ruinach, na które nacierały dziesiątki Talibów, a kończyła się im amunicja i nieuchronnie zbliżał się smutny i zarazem bohaterski koniec bitwy. Nie można też nie wspomnieć o wybornym dubbingu. W grze usłyszymy poza angielskim także czeczeński czy pasztuński i nie słychać w tym żadnej sztuczności. Aktorom należą się też małe owacje za odegranie ról, dzięki czemu, kiedy żołnierze klną jak szewcy bez butów, to bardzo dobrze oddaje to atmosferę. Podobnie sytuacja ma się z efektami dźwiękowymi, gdyż żadnych pejoratywnych epitetów nie mogę przypisać odgłosom wystrzałów broni, wybuchów, świstów i rykoszetów kul, jadących pojazdów czy kroków. Wszystko brzmi naturalnie i realistycznie.
 
Gdyby nie te wabiki i flary...

     Co nam kuchnia EA dziś serwuje?
Na początek pozwolę sobie podziękować wydawcy za kinowe spolszczenie (w końcu kierujemy anglofonami w grze, dubbing byłby nietrafiony) oraz za możliwość wybrania autoryzacji internetowej bądź płytowej – po niemiłych przejściach z Assassin’s Creed II wybrałem oczywiście tę drugą. Samo tłumaczenie wypadło bezbłędnie i bez zbędnego cenzurowania – w końcu gra jest dla pełnoletnich. Pochwalić też można, że przy pierwszym spotkaniu obok przetłumaczonych pseudonimów w nawiasie podano również oryginalne wersje, dzięki czemu nieobyci z językiem lepiej będą mogli kojarzyć, o kim mowa w danej chwili, bo nie zawsze jest czas zerknąć na napisy przy latających parę cm nad głową kulach (a jeśli usłyszy się ksywkę czy imię protagonisty, na pewno zwróci to uwagę gracza). W Medal of Honor weźmiemy udział w misjach luźno opartych na faktycznych bitwach. Osobiście będziemy oznaczać miejsca nalotów, kierować bombami czy wyważać drzwi z buta. Niekiedy można stracić orientację odnośnie tego, gdzie są chwilowo nasi towarzysze, albo gdzie konkretnie mamy stanąć, aby móc wezwać nalot. Poza tym interfejs jest czytelny i prosty do ogarnięcia, a kiedy nie strzelamy i nie musimy wiedzieć, ile mamy amunicji, ten chowa się, by nie zasłaniać widoku. Dane nam będzie także pojeździć quadami, przy których dobrze czuć prędkość i upadki z wielkich wysokości. Ogólnie nie można narzekać na monotonię, aczkolwiek w momentach, kiedy mamy wystrzelać po prostu wszystkich wrogów, można się ciutkę znudzić, gdyż Sztuczna Inteligencja po prostu powiela te same schematy. Trzeba specjalnie przestać strzelać do określonych przeciwników, by ci po jakimś czasie zaczęli nas zachodzić z flanki. Dobrze jednak, że kiedy siedzimy w jednym miejscu dłużej, wróg będzie próbował podarować nam granat bez zawleczki, a gdy nie znajdziemy osłony choćby przez 3 sekundy, czeka nas pewny poczęstunek z kiści ołowiu. Przy singlu twórcom pomagali ludzie związani z tym sposobem zarabiania na życie, co miało wpłynąć na realizm, ale niestety nie czuć tego tak bardzo, jak przypuszczałem. W zamian za to jest bardzo efektownie, co na swój sposób tuszuje ten ubytek końcowego produktu w porównaniu z hucznymi zapowiedziami.
 
Pył przesłonił słońce? Zatem walczmy w cieniu!

Wspominałem, że single to swoista wprawka do trybu multi. Niekoniecznie jest tak w tym przypadku za sprawą różnych silników. Przede wszystkim w grze wieloosobowej poruszanie się wygląda troszkę inaczej i brak jest możliwości wychylania się na boki obecnej w kampanii czy rzucania się w kierunku osłony. Do tego można dorzucić osobne konfiguracje dla obu trybów, więc jak ktoś ma własny układ klawiszy, będzie musiał wykonać czynność daną dwukrotnie, ale to raczej kwestia sekund. W zasadzie po kilkunastu minutach gry zdążyłem zapomnieć, że multi działa inaczej, niż single. Dla odmiany, aby uniknąć niepotrzebnych nikomu sporów, zamieniono Talibów na siły OPFOR-u (kiedy ludzie przestaną traktować gry jak zabawki, nie wiem...), co nie ma wręcz żadnego wpływu na radość płynącą z zabawy. Dostępne są 4 tryby gry i 2 do pobrania jako DLC (z czego jedno darmowe, drugie płatne), a zatem czym się je je? Pierwszym jest szturm drużynowy, albo, jak kto woli, drużynowy deathmatch. Drużyna, która pierwsza osiągnie tysiąc punktów, wygrywa. Dalej mamy kontrolę sektora. Tutaj punkty zdobywa się za utrzymywanie dominacji w określonych miejscach poprzez zawieszenie na maszcie flagi swojej drużyny. Następna w kolejce do opisu jest misja bojowa, w której jedna drużyna ma wykonać określone cele (podłożyć bombę, zniszczyć drzwi hangaru etc.), a druga jej w tym przeszkadza. Po wykonaniu określonego celu, odblokowuje się dalszy obszar mapy i gra posuwa się dalej, zaś obrońcy wycofują się do kolejnego punktu. Podobnie przedstawia się atak na cel, czwarty tryb, w którym jedna drużyna broni dwóch celów, jakie druga ma za zadanie zniszczyć. Z darmowego DLC otrzymujemy tryb eliminacji, znajomy co niektórym jako last man standing: określona ilość żołnierzy po obu stronach, żadnego respawnu, 3 rundy – żadnych remisów. Muszę przyznać, że kiedy zostaje się samemu na polu bitwy przeciwko 3 wrogom, napięcie nieźle rośnie, zwłaszcza, że pozostali członkowie drużyny w tym czasie oglądają nasze poczynania. Ostatnim trybem jest gorąca strefa pochodząca z DLC kosztującego 36zł (sic! w tej cenie można nabyć dwie gry z tanich serii!), która polega po prostu na kontrolowaniu danego obszaru (czyli to samo, co kontrola sektora bez flag). Ogólnie rzecz biorąc serwery są bardzo liczne i bynajmniej nie puste. Jedynie tryb gorącej strefy liczy sobie mniejszą ilość serwerów, do których i tak wstępu nie miałem, bo na DLC za tę cenę szkoda mi pieniędzy.


Mój ulubiony napis podczas gry w multi

W grze wieloosobowej mamy do wyboru trzy klasy postaci: szturmowca (dobry na średnie i dalekie odległości), komandosa (dobry na małe odległości i na pojazdy opancerzone) oraz snajpera (dobry na dalekie i bardzo dalekie odległości). Każdą klasę rozwijamy osobno za punkty umiejętności zdobywane na wrogach za zabicia (więcej punktów za strzał w głowę, uratowanie towarzysza, zemstę, zabicie gracza 1. klasy), co daje dostęp do nowych broni, modyfikacji lufy oraz magazynka. W arsenale Medal of Honor znajdziemy m.in. AK-47, M16A4, M249 SAW, Barrett M82, Dragunova, shotguny i wyrzutnie rakiet. Za określone osiągnięcia w grze dostajemy odznaczenia w postaci medali oraz baretek, co w połączeniu z systemem poziomowania może wessać na naprawdę długi czas. Sam złapałem się na tym, iż od stwierdzenia, że czas wyłączyć grę, do momentu jej wyłączenia minęło półtorej godziny. Multi miało nie być powieleniem Battlefielda i w istocie nie jest. Mapki są tu mniejsze, maksymalna ilość graczy mniejsza, a rozgrywka jest mimo to dynamiczniejsza. Można by określić multi w Medal of Honor jako trafione połączenie gry wieloosobowej z Battlefielda i Call of Duty.

     Czysty medal czy ze skazą?

Nowy MoH to zdecydowany powiew świeżości dla marki, ale już nie dla gatunku wojennych shooterów. Bardzo dobra kampania dla pojedynczego gracza aż prosi się o wydłużenie choćby o dwie godziny nawet za cenę dwumiesięcznego opóźnienia premiery. Widać, że współpraca ze specjalistami od pól bitewnych przyniosła smaczne owoce, ale na tacy podarowano nam ich trochę za mało. Multi wciąga niebywale, graczy jest pełno o każdej godzinie dnia i nocy, a mniemam, że będzie tak jeszcze długo. Gdyby tylko doszlifować kilka elementów, wydłużyć kampanię i obniżyć cenę DLC, byłoby idealnie. Sądzę jednak, że na medal honoru gra i tak zasługuje, gdyż zdecydowanie trzyma poziom. Jeśli jednak ograło Ci się wszystkie CoD-y, Battlefieldy, Frontlines, Operation Flashpoint i inne - odejmij od mojej oceny 1 oczko, gdyż MoH zaserwuje Ci sporo dobrego, ale już trochę odgrzanego.

Statystyki i odznaki - +10 do uzależnienia gracza typu level-o-matic

     Zalety i wady

+ fabuła
+ grafika
+ oprawa techniczna
+ udźwiękowienie
+ ssie (zwłaszcza multi)
- krótki single
- skrypty
- nieliczne bugi
- niewykorzystany potencjał Frostbite’a

     Moja ocena: 8,5/10

komentarzy: 1403 stycznia 2011, 22:46

10 komentarzy do tego wpisu:


Thompson : 04 stycznia 2011, 16:05

Wydłużenie kampanii o dwie godziny = dwumiesięczne opóźnienie premiery gry? Tylko w twoich snach. ;) Skoro grę tworzyli co najmniej rok, a kampania nie jest wcale za długa, stworzenie tak sporego kawałka kodu nie dość, że pochłonęłaby z pół roku, to i znacznie wpłynęłaby na jakość końcową gry, tj. więcej do zrobienia = więcej wydatków = mniej kasy na dopieszczenie reszty.
A wracając do tematu w tego MoH-a mam dopiero zamiar zagrać, bo choć jestem fanem serii, jestem też fanem Call of Duty i w teraz już zeszłym roku wolałem sięgnąć po Black Ops.
odpowiedz

Ezio : 05 stycznia 2011, 12:49

Nuuuda. Mam dość żołnierskich FPSów. Czekam na BulletStorma (I ty pewnie też - w końcu Epic pomaga PCF:P).
odpowiedz

Paratus : 05 stycznia 2011, 17:00

Generalnie gdybym miał kupić nowego MoHa to tylko dla singla, bo multi jakoś mało mnie interesuje, a już na pewno wolę te z Bad Company 2 (a są do siebie podobne). A, że do MoHa aż tak mi się nie spieszy, to lepiej poczekać aż stanieje :>
odpowiedz

Thompson : 05 stycznia 2011, 19:15

A wiecie, że Brothers in Arms też ma zostać uwspółcześnione?
odpowiedz

Karfein : 05 stycznia 2011, 19:47

Też? Kurde... kiedy ktoś wpadnie na pomysł FPS-a w realiach I wojny światowej (ale nie tak, jak Iron Storm, bo to jakieś sf). Wiem, bronie się zacinały, ale mogliby dać możliwość w opcjach odrealnienia, żeby frustracji nie było :)
odpowiedz

Master_Morti : 15 stycznia 2011, 18:48

Nikt tego oficjalnie nie potwierdził i nie chciałbym tego. Ja chcę Ardeny ;)
odpowiedz

jendrek1988 : 06 stycznia 2011, 14:40

To grałeś już w nowego Medala? Heh. Toś mnie wyprzedził :P Pozazdrościć :)
odpowiedz

Master_Morti : 15 stycznia 2011, 18:49

Zdaniem większości ludzi ten tytuł to średnia kalka CoDów. Nie grałem i nie zamierzam, zraziłem się na becie MP z zerowym recoilem...
odpowiedz

AssaxoN : 20 stycznia 2011, 20:44

Grałem i gra przypadła mi do gustu. Tylko jest jeden mały minus tej gry a mianowicie to, że jest krótka!
odpowiedz

JackReno : 21 stycznia 2011, 17:20

Nie przepadam z FPS-ami, ale tekst musiałem przeczytać dla czystego sumienia. Świetna recenzja.
odpowiedz

Snafu : 21 stycznia 2011, 17:23

Jej zaletą jest to, że ssie? :P
odpowiedz

Karfein : 22 stycznia 2011, 12:29

No tak, kochana dwuznaczność. Chodzi mi o to, że ssie do kompa i nie pozwala się odessać. Ostatnio coraz więcej gier w multi ma tryb rozwoju bohatera, co wydaje mi się sprawdzać całkiem nieźle i to nawet w przypadku 1-poziomowców. Motywuje to bowiem do walki o lepszy sprzęt i umiejętności, dzięki czemu potem się zemścimy za wszystkie śmierci ;)
odpowiedz

Bodzio-gracz : 22 stycznia 2011, 09:39

Medal of Honor jest średnią produkcją, czekałem na nią powiem z niecierpliwością , aby zobaczyc jak wyszła i powiem , że nie na to czekałem .
Fakt, że graficznie i dzwiękowo gra stoi bardzo dobrze, fabularnie dobrze, ale długośc gry , to naprawdę koszmar . Gra w trybie Single jest na 4 -5 godzin .
Zgodzę się z tobą Karfein, że gra ma bugi . Ma i to dużo . Recenzja świetna , moja ocena gry Medal of Honor , to 7 / 10 , gdyż znalazłoby się więcej wad :) .
odpowiedz

Karfein : 22 stycznia 2011, 12:30

Koszmar, co prawda, ale za to fajny, dlatego mimo wszystko nieco wybaczam tę krótkość. Lepsze to niż 8h, z czego 3h to nuda i flaki z olejem.
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl