Grand Theft Auto: San Andreas - wrażenia z gry
Sporo czasu musiało upłynąć, zanim ostatecznie przysiadłem i ukończyłem GTA: San Andreas. Inaczej niż w przypadku GTAIII i GTA: Vice City, w które zagrywałem się równo od momentu ich premier, SA nie za bardzo mnie do siebie pociągało. I sam - teraz już z perspektywy czasu - nie wiem, co też było tego powodem - czarnoskóry bohater i zmiana klimatu na gangsta-nigga? Raczej nie, gdyż choć nie jestem wielkim zwolennikiem czarnego rapu i innych rzeczy z tym kojarzonych, nie jestem też rasistą i nie mam żadnych uprzedzeń w tym temacie. Coś jednak sprawiło, że - choć parę razy styknąłem się z SA u innych - na moim nigdy nie zawitało. Aż do czasu, a dokładniej końcówki sierpnia 2007 ponad półtora roku temu. Wtedy jednak też nie wsiąkłem dostatecznie w "te klimaty" i gra po paru dniach trafiła na półkę. Nawet (o zgrozo!) myślałem o jej sprzedaży. Czasy się jednak zmieniły. Ja przez ten czas od nowa ukończyłem "III-kę" i VC, rok temu zaś na PSP na nowo odkryłem serię GTA poprzez wymasterowanie LCS VCS 100%. I wiedziałem, że wkrótce będę musiał dać SA jeszcze jedną szansę. 3 stycznia br. gra powtórnie trafiła na mój HDD i chociaż trochę to trwało, gdyż w międzyczasie zajmowałem się również i innymi tytułami, czasem mi się nie chciało albo po prostu się gdzieś blokowałem, wczoraj po południu zaliczyłem ostatnią misję i dziś, po zabawie z pominiętym w Las Venturas wątkiem z napadem na kasyno Caligula, usiadłem i zacząłem pisać ten tekst...

Tak więc teraz GTA: San Andreas w moich oczach stało się zupełnie inną grą. Ogromną, z masą możliwości i miejsc do zwiedzenia, bogatym arsenałem broni, wahlarzem pojazdów, customizacją postaci oraz całym morzem innych, podnoszących jej wartość walorów. Za co niewątpliwie najlepiej będę wspominał SA, to chociażby jak zawsze doskonały soundtrack, w którym odnalazłem paru swoich faworytów, a i dokonałem paru muzycznych odkryć., które odtąd już zawsze będę kojarzył właśnie z tą odsłoną serii. Wspomniana przed chwilą customizacja pozwoliła mi na stworzenie Carla Johnsona (głównego bahatera gry) moich marzeń. Trzy wielkie miasta urzekają swym zróżnicowaniem, a mnie do gustu przypadło w sposób szczególny San Fierro, które od momentu mojego przybycia nieodparcie kojarzyło mi się nie z San Francisco, jak powinno, tylko z... czeską Pragą (?!). Nie można też zapomnieć o wsiach, małych miasteczkach i malowniczych obszarach pustynnych pomiędzy głównymi metropoliami. Misji do wykonania w grze jest zatrzęsienie, a moje ulubione to te wykonywane dla Wooziego - niedowidzącego przedstawiciela Yakuzy w SA. On sam zresztą już znalazł swoje miejsce wśród moich ulubionych postaci serii GTA i mam nadzieję, że jeszcze go zobaczę, chociażby epizodycznie, w ponoć powstającym na PSP San Andreas Stories, jak to głosi na razie tylko internetowa plotka. Jego i ulubione San Fierro. ;)

GTA:SA to kawał najlepszego na rynku i niedoścignionego przez innych klimatu gangsterki, tym razem w typowo czarnych klimatach, ale nie tracący przez to ewoluującego przez lata ducha serii. Patrząc teraz przez pryzmat tej części na Liberty i Vice City widzę, że miałem do czynienia z tym najdoskonalszym kawałkiem kodu, do którego mam nadzieję, że kiedyś jeszcze wrócę. Tymczasem z czystym sumieniem (i niemałym spóźnieniem) mogę porzucić stary sprzęt i szykować się do jak najszybszej przesiadki na gry i konsole nowej generacji - w tym także na GTAIV, dodatek Lost and Damned i Chinatown Wars na NDS. Ale o tym dopiero za czas jakiś...
komentarzy: 2
08 kwietnia 2009, 13:24
2 komentarze do tego wpisu: 
Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować
![gram.pl gram.pl[link]](/www/01/img/menu_grampl.gif?h=1)
zobacz kanał RSS tego wpisu
wróć na stronę główną
LittleBigLegend : 10 kwietnia 2009, 07:12
GTA SA jest niedoścignione w ogóle mi sie łażenie po mieście nie znudziło moze dlatego że tuning, bary, bilard, wieś ogromne tereny to wszystko miało SA ale teraz nawet boje się włączyć je po GTA4 :{
odpowiedz
Divii : 10 kwietnia 2009, 09:41
Ja też miałem kilka podejść do San Andreas, ale już jakiś czas (rok?) temu ukończyłem wątek główny i może wezmę się za dobicie do 100 % gry. Klimat w tej grze przypadł mi do gustu (rap, gangsta, homies itp.).
Trzeba też wspomnieć, że gra wciąż żyje. Dla jednych żyje, bo tuningują samochody, dla innych żyje w multi, a jeszcze inni tworzą i zagrywają się w przeróżnych modach.
odpowiedz