avatar

PabloZ_94 Użytkownik gram.pl (Brygadzista) ja.gram.pl/PabloZ_94

Literatura dla opornych

książki, lektury, Poezja, rozrywka, Przemyślenia

Uwielbiam czytać. Kocham, kiedy ludzie czytają. Naprawdę, lubię rozmawiać z drugim człowiekiem o tym, co kto przeczytał, a jeśli okazuje się, że czytaliśmy to samo – raj. Dyskusjom i wymianom opinii nie ma końca. Niestety, w dobie, kiedy media typu telewizja promują (i co najgorsze skutecznie) programy typu „Trudne Sprawy”, a fejsy i instagramy zapełniają się tzw. samojebkami z klubu i szczytem marzeń jest wypić na melanżu więcej wódki niż przyjaciel, coraz ciężej trafić na takie jednostki...

 


      0

 

Jako ex-student polonistyki być może jestem na to zbyt wyczulony. Oczywiście, żyjemy w wolnym kraju i niech każdy spędza czas, jak mu się żywnie podoba. Wiadomo, rozrywki są przeróżne i nie wolno szufladkować kogoś dlatego, że bawi się tak, a nie inaczej. Tylko dlaczego mimo to mam wrażenie, że ludzkość głupieje? Dlaczego większość osobników wokół stara się mi wmówić, że czytanie jest mi do życia niepotrzebne, a teatr to nudne badziewie? Dlaczego kiedy rzucam termin „poezja” słyszę lamenty na „Treny” Kochanowskiego? Społeczeństwo jest nieświadome. To aż boli, jak mass media potrafią nami sterować. Choć nie powiem – dużo winy można również zwalić na polski system edukacji, który, delikatnie mówiąc, nie pomaga młodzieży poszerzać horyzontów.

 

Prawda jest taka, że nienawidzimy większości lektur właśnie za to, że są lekturami. Maj to miesiąc matur, zatem podam przykład na czasie. „Przedwiośnie” - moim zdaniem jedna z najprzyjemniejszych lektur. Rok temu był z nią związany jeden temat na podstawowym polskim (nie pisałem go, wybrałem drugi, ale równie dobrze mogłem pisać ten, gdyż też mi odpowiadał ;). I co? I maturzyści jadą po tematach. Że beznadziejne, że nie czytali, że w ogóle mieli pecha, że uciekają do Anglii na zmywak. Przypuszczam, że takie teksty pojawiałyby się niezależnie od tego, jaka powieść ukazałaby się w arkuszu. Kilka dni temu szeroko trąbiono o „Potopie” i „Weselu”. Ja rozumiem – jedno i drugie nie jest zbyt przyjemne, ale doprawdy, wystarczy elementarna wiedza z historii naszego pięknego kraju i matura zaliczona. Ale to nieistotne, trochę zbaczam z tematu.

 

W każdym razie wybór wielu książek nie był do końca przemyślany – taka „Dżuma”, „Jądro ciemności” czy gombrowiczowskie „Ferdydurke” to jednak zbyt wiele dla przeciętnego licealisty. I nie ma w tym żadnej obrazy czy ironii. Naprawdę człowiek o wiele więcej zrozumie i wyniesie z tych książek, ale kilka lat później. I nie powtarzam tutaj słów żadnego z moich niedawnych profesorów – to po prostu moje autorskie stwierdzenie. Wszelkie prawa zastrzeżone. ;)

 

Poezja to już kompletnie inny temat. Jakiś, za przeproszeniem, idiota dowalił do kanonu mnóstwo wierszy, które może i są ważne z punktu widzenia historii i pisane przez wielkich i znanych, ale nie pokazują pełni potencjału, jaki niesie ze sobą liryka. Dlaczego do....cholery, tak się ciśnie te treny, podczas gdy dokładnie ten sam autor napisał kilka przezabawnych fraszek, typu „Na matematyka”, „Do dziewki” i wiele, wiele innych? To samo Mikołaj Rej. Znamy go z, pięknego zresztą i używanego dziś często frazesu: „Polacy nie gęsi i swój język mają”. Tymczasem w swoich „Figlikach” i „Zwierzyńcu” polski poeta pisał na przykład: „Pleban powszednią spowiedź gdy chłopom rozdawał,/Wtenczas go wróbl latając na łysinę osrał” albo „Plunął na dłoń, a babie kazał prochu podać./A baba się schylając okrutnie pierdziała” i tak dalej. Wiem, może nie jest to zbyt wyrafinowane, ale myślę, że właśnie takie teksty mają szanse sforsować zaporę młodzieżową do wierszy. A czy zwiążą się z poezją na dłużej? To już ich sprawa, w każdym razie zostaliby jakoś zachęceni.

 

       0

 

To wszystko jednak staropolskie klasyki, co też może odpychać. W takim razie warto przyjrzeć się autorom współczesnym, najnowszym. Troszkę zejdę z tematu i napiszę, że modne ostatnio jest wyrażanie siebie. To zrozumiałe. Wyrażamy osobowość, emocje i uczucia poprzez muzykę, taniec, ubiór, czasami opowiadamy o naszych ulubionych filmach i to też dużo mówi o człowieku. Dlaczego by zatem nie móc się wyrazić przez poezję? Dla przykładu Rafał Wojaczek czy Marcin Świetlicki to bardzo egzystencjalne, czasem filozoficzne wiersze. Ten pierwszy był dekadentem, moim zdaniem wybitnym i aż dziwię się, że to Kazimierz Przerwa-Tetmajer jest ogólnie znanym przedstawicielem tego nurtu, a nie on. Do tego mamy takich poetów jak Halina Poświatowska lub Maria Pawlikowska-Jasnorzewska (okej, to może nie jest aż tak współczesne). Piękne wiersze, piękne słowa. Tematyka u pierwszej pani to przemijalność, u drugiej głównie miłość. Da się? Da się. Do tego nasi nobliści: Czesław Miłosz, Wisława Szymborska. Temat wyczerpany? Niekoniecznie. Dobrych poetów XX wieku jest istne zatrzęsienie – Jacek Podsiadło, Tadeusz Różewicz, Zbigniew Herbert, Anna Świrszczyńska (spodoba się kobietom) et cetera, et cetera. Wymieniać można bez końca. Poświęcając każdemu po wpisie dziennie na gramsajcie miałbym chyba prawie rok pisania. A i tak wspominam tylko o polskich, bo przyznaję się szczerze, jeszcze nie orientuję się mocno w poezji zagranicznej. Jednak wszystko przede mną, młody jestem. ;)

 

W gatunku epickim zresztą również jest się czym pochwalić. Mimo to sprzedaż książek w Polsce jest mierna. Dlaczego? Bo papier, nawet elektroniczny, nie ma już siły przebicia. Trafia do nas coś zupełnie innego. Biblioteki podobnie. Chodzę do największej pod względem zbiorów w Gdańsku, regularnie. Nie widziałem jeszcze nigdy więcej, niż 5-6 osób poza mną. Trochę lepiej jest w niedużej, ale bardzo bogato wyposażonej filii z kącikiem dla dzieci, salą komputerową i czytelnią ze strefą ciszy. Ponadto, czyniąc obserwacje, mogę powiedzieć śmiało, że jakieś 80% odwiedzających to dzieciaki wypożyczające lekturę lub przedstawiciele dużo starszych pokoleń.

 

0

 

Wielokrotnie pojawiają się sondy, czy to w internecie, telewizji czy gazetach. „Czy czytaliśmy”, „Ile czytaliśmy”. „Dlaczego nie czytamy”. Ostatnie hasło i najczęstsza odpowiedź: „bo książki są za drogie”. No po prostu koronny argument, gratuluję. 40 złotych to faktycznie majątek. Lepiej wydać równowartość w kinie na zestaw popcorn + cola dla dwojga albo kilka „szotów” w klubie. To już nie jest drogie. Wiadomo, podatek nałożony jakieś 2 lata temu uderzył w książki, czyniąc je o kilka złotych droższymi. Nie mniej jednak nawet jako przedstawiciel studentów oszczędzających każdy grosz nie wahałem się, jeśli coś mnie zainteresowało w księgarni.

 

Czasem, kiedy już spotkam kogoś, kto czyta, pytam go, co konkretnie. Słyszę, że „perły literatury”. Myślę sobie „o, fajnie, oto stoi przede mną arcyciekawy rozmówca. Ktoś, kto zapewne niejedno dzieło pokonał, być może przedstawi mi je i ja również je przeczytam, dzięki czemu wzbogacę swoją mentalną biblioteczkę o kolejny tytuł”. Zatem oczekuję literackich perełek i oczekuję, aż wreszcie słyszę: Sapkowski, Pilipiuk, Pratchett, Tolkien, Martin, King. Cała ekscytacja i ciekawość, jaka gdzieś się tam w czeluściach podświadomości urodziła, szybko umarła. Jak słyszę jeszcze (zazwyczaj od kobiet) nazwiska Coelho i Zafon, te uczucia wręcz skaczą w bezdenną przepaść i czynią rzeczywistość na ułamek sekundy bolesną. Cóż, rozumiem....

 

Zanim polecą na mnie hejty – nie mam na celu powyższych autorów obrażać, ani tym bardziej czytelników tychże. Ba, sam zaczytuję się w „Pieśni Lodu i Ognia”, „Cyklu o wiedźminie” popularnego AS'a, poznaję powieści Stephena wydawane pod pseudonimem i wreszcie uważam, że Tolkien wykreował najwspanialszy świat fantasy, jaki kiedykolwiek powstał. Chodzi bardziej o to, że kiedy ktoś rzuca, iż czytał prawdziwe perły, wspaniałe powieści, to ma na myśli coś naprawdę...”perłowego”. Powyższych autorów znają i czytają niemal wszyscy, którzy sięgają po papierową formę rozrywki. Fantastyka i horror. Okej, lubię, cenię i pogadam, ale ja trochę inaczej pojmuję temat. Ktoś jeszcze zna Johna Steinbecka? Alexandra Dumas? Emila Zole? Albo dziesiątki innych autorów, którzy napisali coś genialnego (okej, nie wymagam, żeby ktoś znał wszystko, zresztą w ogóle nie wymagam)? Ktoś na pewno, wierzę w to. Żal tylko, że tak mało.

 

Często z pomocą przychodzą filmowe adaptacje. One są motorem napędowym wielu nieodkrytych książek. Sam dzięki temu obejrzałem w kinie kilka obrazów na podstawie powieści i zachęcony po nie sięgnąłem. Tak było ostatnimi czasy na przykład z „Anną Kareniną”. Wielu widzów zapoznało się zapewne też z oryginałem „Nędzników”, bo film był moim zdaniem bardzo dobry. Ale nie oszukujmy się, dobry musical teatralny – to jest to.

 

Kończąc ten mój przydługi wywód i wylewanie żali chciałbym wyrazić nadzieję. Nadzieję, że kiedyś to się zmieni. Że społeczeństwo zapragnie zmiany i pędząc w przód znajdzie jednak chwilę dla siebie i swojego umysłu. Czytanie naprawdę rozwija i wiele uczy. Czy to fantasy, horror, obyczaj, romans, młodzieżówka. I oczywiście poezja. Polecam! :)

 

Niektórzy-

czyli nie wszyscy.

Nawet nie większość wszystkich ale mniejszość.

Nie licząc szkół, gdzie się musi,

 i samych poetów,

 będzie tych osób chyba dwie na tysiąc.

Lubią-

ale lubi się także rosół z makaronem,

 lubi się komplementy i kolor niebieski,

lubi się stary szalik,

lubi się stawiać na swoim,

lubi się głaskać psa.

 Poezje-

tylko co to takiego poezja.

Niejedna chwiejna odpowiedź

 na to pytanie już padła.

A ja nie wiem i nie wiem i trzymam się tego

jak zbawiennej poręczy.

komentarzy: 1712 maja 2014, 00:51

12 komentarzy do tego wpisu:


skyline20 : 12 maja 2014, 01:30

Nie można wszystkim dogodzić. Mnie obecny stan rzeczy zupełnie nie przeszkadza. Kto będzie chciał czytać, ten będzie czytać, a kto będzie wolał gadać o ilości wypitego alkoholu to jest już jego sprawa.
odpowiedz

PabloZ_94 : 12 maja 2014, 11:34

Ależ oczywiście, jego i tylko jego i tego faktu nie neguję. Bardziej chodzi mi o to, że mam wrażenie, że część ludzi idzie w pewne rozrywki nie mając świadomości innych. Robią to, co większość. I co gorsza, część z nich naśmiewa się z tej części, która na przykład czyta. Nazywa ich różnie: nerdami, hipsterami, kujonami. A to nie o to chodzi. Ja nikogo nie wyśmiewam, a po prostu wyrażam swój smutek obecnym stanem rzeczy.
odpowiedz

Sandro : 12 maja 2014, 21:28

Kiedyś czytający książki byli uważani za mądrzejszych, dociekliwych czy ogólnie mówiąc - ambitniejszych. Teraz bierze się ich za kujonów, nudziarzy i ofiary losu. Młodzi ludzie wolą teraz ukrywać swoją miłość do książek niż się tym chwalić, bo mogą zostać odizolowani czy odrzuceni przez rówieśników. Smutne to i przerażające.
Co do lektur szkolnych, uważam że są one fatalnie dobrane. Gdzieś już o tym niedawno pisałem, ale polskie szkoły o mały włos nie zniechęciły mnie do czytania czegokolwiek. Nie podważam wielkości dzieł Sienkiewicza, Słowackiego czy innych bardziej współczesnych autorów, ale może nie koniecznie trzeba to wciskać dzieciom w podstawówce albo gimbusom, którym w głowie wszystko, tylko nie książki. Kiedy zamiast iść do trzeciej klasy gimnazjum, wyjechałem do Szkocji, uczniowie na tym samym etapie przerabiali "Myszy i Ludzie" Steinbecka. To był przełomowy moment w mojej miłości do książek, bo dopiero ta książka mi ją zaszczepiła. Inne lektury, mimo że nigdy nie wydane w Polsce, były podobne: prosto napisane, ale jednak niosące głębszy przekaz, opowiadające ciekawą historię, która potrafiła zachęcić przeciętnego nastolatka do czytania kolejnych stron. "Krzyżacy" czy "Nad Niemnem" może i są kultowe i ważne dla naszego dziedzictwa narodowego, ale ja po nie sięgam z zainteresowaniem dopiero teraz, około dekadę później.
odpowiedz

PabloZ_94 : 13 maja 2014, 17:07

Zgadzam się z Tobą, jeśli chodzi o zły dobór kanonu polskich lektur. Teraz jest chyba tak, że Pan Tadeusz i Krzyżacy są już na etapie gimnazjum. To jest baaaardzo zły pomysł.
No proszę, "Myszy i ludzie" w Szkocji. Czego to się człowiek dowiaduje. Ale to bardzo mądra powieść i wydaje się wyborem dobrym.
Co jeszcze warto zaznaczyć: mamy mnóstwo lektur o naszym dziedzictwie, polskości, niepodległości. Dzisiejszy kanon atakuje nas martyrologią naszego narodu i to też jest duży błąd. Owszem, mieliśmy burzliwą historię, ale ileż można wałkować praktycznie to samo?
odpowiedz

cedricek : 12 maja 2014, 23:14

Wiesz co, taki strasznie zły rynek czytelniczy to tylko w 40% wina niskiego poziomu czytelnictwa. Bo... widzisz, czytelnictwo zawsze było niskie. Czytali wykształceni, czytali ci z wykształconych rodzin i tzw "dobrych domów" - oczywiście, w tej chwili przeżywamy spadek. To jest bezdyskusyjne, ale... nie w tym rzecz.
Ostatnio sporo rozmawiam z wydawcami i sprawy mają się tak, że za obecną sytuację najbardziej odpowiada Empik, Matrasy, Olejniczuk - czyli dystrybutorzy. To temat na dłuuuugą przemowę, trochę sam kiedyś o tym pisałem. W skrócie problem polega na tym, że w pogoni za zyskiem udupiają wydawców, płacą im książkami (ich własnymi), wielokrotnie nie płacą w ogóle, za półkę bestsellerów w Empiku trzeba zapłacić po 20 kafli za tydzień - to są tak zwane bestsellery. Polskich autorów się udupia, podczas, gdy zza granicy sprowadza się tak zwane "sezonowce" i miliony ich kopii. Jeśli na topie jest powieść erotyczna, są to powieści erotyczne, jeśli zmierzch, to wilkołaki... etc. A Polskie książki? Dobre? Jeśli ich nie ma, to czytelnik ich nie kupi. A one siedzą gdzie - w magazynach. Dystrybutorzy je mają, ale nie sprzedają, bo im łatwiej odesłać, bo w ten sposób omijają prawnie płatności... i tak dalej, i tak dalej. TO niszczy rynek. To sprawia, że ludzie nie czytają aż tak dużo i nie mają pojęcia o wielu autorach.

odpowiedz

PabloZ_94 : 13 maja 2014, 16:52

Otóż słyszałem wiele niepochlebnych opinii o Empiku jako dystrybutorze. O polskim autorze i o tym, jak ciężko jest mu się przebić przez te wszystkie komercyjne i sezonowe dzieła też. Przykre to, ale Empik jest jednak potentatem, bardzo duży procent sprzedaży książek to jednak te księgarnie i to one będą dyktować warunki. A warunki polskie są okrutne. Marzy mi się czasem otworzyć taką księgarenkę, gdzie takie same szanse miałyby książki sezonowe i młodzieżowe, jak i te poważniejsze, poandczasowe. Prawdopodobnie prędko bym upadł, ale hej, pomarzyć można. :)
odpowiedz

kerkas : 13 maja 2014, 02:12

Koledzy gramowicze powiedzieli sporo a i ja dorzucę jeszcze trochę.
Zacznę od komplementu pod Twoim adresem
"Gdyby było pod dostatkiem takich jak on, świat byłby miejscem, w którym można by żyć bezpiecznie, a zarazem miejscem dość ciekawym, aby żyć w nim warto."
A teraz o sobie:
"Nierzadko, wchodząc do mojego gabinetu, mam wrażenie, że brnę wśród ruin minionej kultury.
Nie, dlatego, że jest bałagan. Dlatego że tu wszystko wygląda na szczątki kulturalnego człowieka. A kiedyś nim byłem."
Cóż mogę powiedzieć ? zgadzam się w 99% z Twoją wypowiedzią.
Lektury szkolne zawsze będą nienawidzone i nie z powodu złego dobru lektur po prostu jest to przymus ale i na to jest rada czytać kanon lektur szkolnych wcześniej.
Ludzkość nie głupieje ludzkość schodzi na psy.
W powieści Bradbury-ego "451 stopni Fahrenheita" książki się pali obecnie nie ma takiej potrzeby książki się oddaje do skupu makulatury.
Otóż w mojej miejscowości jest skup makulatury, "parę miesięcy temu" pisałem w temacie http://forum.gram.pl/forum_post.asp?tid=108&u=9552
iż na skupie makulatury zamiast dawać na przemiał książki oddane przez ludzi, ustawiono regał i sprzedawano 2zł/sztuka.
Niestety właściciel skupu zrezygnował z tego przedsięwzięcia jak mówił po prostu się nie opłacało.
Pod wpływem filmu Grand Budapest Hotel (2014) zainteresowałem się prozą Stefana Zweiga szczególnie "Nowelą szachową" ponieważ w publicznej bibliotece nie było nic z jego prozy za 15zł kupiłem na allegro zbiór opowiadań tegoż autora.
Książki są drogie ale jak człowiek się trochę wysili to nie musi płacić 40zł za książkę jest chociażby allegro, dedalus i inne tego typu przybytki i niestety skup makulatury gdzie sam wyrwałem kilka ciekawych pozycji z paszczy prasy hydraulicznej.
A przecież zamiast oddawać książki na makulaturę można zanieść je do biblioteki i wezmą z pocałowaniem ręki i jeszcze podziękują.
Ps.
"Michael: You said the world's bad. We can't run away from the badness. And you're right there. But you said we can't fight it. We must deal with the badness, make terms. And then the badness'll deal with you, and make its own terms, in the end, surely.
Elsa: You can fight, but what good is it? Goodbye.
Michael: You mean we can't win?
Elsa: No, we can't win.
Michael: We can't lose, either. Only if we quit.
Elsa: And you're not going to.
Michael: Not again!"
Ps. cytaty pochodzą z:
"Mówi Chandler" , "Blacksad" , "Dama z Szanghaju".

odpowiedz

PabloZ_94 : 13 maja 2014, 16:58

Dzięki za komplement! I przyznam Ci rację - jeśli już ktoś naprawdę nie chce czytać i wie, że to go nie kręci, niech odda swoje zbiory (które wiadomo, w różny sposób mogą się dostać w ręce danej osoby) bibliotekom! Dzięki temu istnieje szasna, że ktoś zapozna się z ciekawą książką. Na myśl o tym satysfakcja powinna być większa, aniżeli z tych kilku złotych, które ktoś dostanie za parę kilogramów makulatury.
Co do lektur nie byłbym taki pewien, ale i może w tym jest metoda. Ja na przykład przeczytałem "W pustyni i w puszczy" mając bodaj 9 czy 10 lat i bardzo mi się podobało. Dwa lata później omawialiśmy to w szkole i byłem już do przodu, bo wiedziałem, o co chodzi. :D
odpowiedz

PabloZ_94 : 13 maja 2014, 16:52

[Treść komentarza usunięta przez autora bloga]
odpowiedz

ManweKallahan : 13 maja 2014, 22:17

Zawsze miałem w domu dużo książek, ale w dość młodym wieku przestałem regularnie czytać. Teraz tego żałuję i próbuję, dość nieporadnie i w żółwim tempie, zmienić tę sytuację. Przygotowałem sobie na wakacje ambitny plan przeczytania kilkunastu książek, w tym także "pereł", konkretnie Hrabiego Monte Christo i Zbrodnie i karę.
odpowiedz

PabloZ_94 : 13 maja 2014, 23:52

Rzeczywiście ambitnie. Będę mentalnie kibicować. Co do "pereł" to dobry wybór :)
odpowiedz

kerkas : 16 maja 2014, 07:55

Nawet nie kliku złotych cena makulatury to 20gr za kilogram.
Ja też w wieku 10 bądź 11 lat zachęcony przez Mamę przeczytałem całą trylogię i kiedy później przerabialiśmy Potop w szkole byłem jedynym który przeczytał ją do końca.
odpowiedz

akwyx : 16 maja 2014, 15:32

Jeśli byś otworzył to... masz mój miecz!
A co do Empika (Empiku?) to dokładnie to powidzieli i w moim wydawnictwie. Ponad to nigdy nie wiadomo co Empik kupi, bo raz bierze wszystko co tylko może a w innym miesiący praktycznie nie kupuje nic.
odpowiedz

ret-szus : 21 maja 2014, 00:22

2. akapit: jak później dowiemy się z wpisu, zdawałeś maturę w zeszłym roku, to znaczy 2012/2013, a więc powinieneś teraz kończyć pierwszy rok polonistyki (popraw mnie jeśli się mylę, jestem słaby z takich obliczeń), jednak piszesz o sobie, że jesteś „;ex-student[em] polonistyki”;…; to znaczy, że wytrzymałeś na tej polonistyce ile, semestr? Nie wiem jaki jest program studiów tam gdzie się uczyłeś (przypuszczam, że Gdańsk, na podstawie dalszej części wpisu), nie chce mi się też tego sprawdzać, ale w tej sytuacji stawianie się ponad ogółem („;Jako ex-student polonistyki być może jestem na to zbyt wyczulony”;) jest nieco niestosowne. Opuszczam dyskusję nad tym czy w takim układzie zasadne jest ferowanie przez Ciebie wyroków, gdyż w ogóle nie dałbym rady skomentować tego wpisu :) Lećmy dalej!
Jeszcze tylko powiedz mi co znaczą te słowa: „;Dlaczego kiedy rzucam termin „;poezja”; słyszę lamenty na Treny Kochanowskiego? Społeczeństwo jest nieświadome. To aż boli, jak mass media potrafią nami sterować.”; Nie za bardzo rozumiem ich sens. Mass media? Oni? Masoni? Grupa Bilderberg? Gejowska żydo-komuna?
3. akapit: prawda, te cymbały nie czytają, same są sobie winne. Prawda, system edukacji jest dziurawy, matury niczego nie sprawdzają. Ale co z tego?
4. akapit: nie prawda. Literatura wysoka, a do takiej zalicza się wymienione przez Ciebie tytuły, ma to do siebie, że, owszem nie jest najłatwiejsza w odbiorze, ale działa raczej bez względu na wiek. W różnych miejscach na naszej prywatnej linii czasu stawiamy tekstowi różne pytania; inne jako licealista, inne jako student odlewnictwa, inne jako student polonistyki, wreszcie inne jako zawodowy czytelnik, a inne jako czytelnik rekreacyjny. Każdy ma inne narzędzia, każde z nich jest dobre, tego tylko chyba nie uczą w szkole.
Elementarna wiedza niestety nie wystarczy.
5. akapit: OMÓJBORZE, O CZYM TY MÓWISZ?
Z tego co się orientuję, mimo wprowadzonych reform, to w dalszy ciągu lekcje języka polskiego są historią literatury i podobnie jak historia-historia, jest opowiadana chronologicznie. Jaki ma to związek z tym o czym piszesz? Tłumaczę: każdej sztucznie wytworzonej epoce poświęca się jakąś ilość jednostek lekcyjnych, których liczba jest ograniczona, z uwagi na to nie da się powiedzieć wszystkiego o wszystkim. W toku studiów również nie da się omówić wszystkich lektur. Zatem należy dokonywać wyborów, i tak: jeśli chcesz opowiedzieć komuś o największych twórcach renesansu, to niestety musisz odpuścić sobie tak podniecające jednostki jak np. Sarbiewski, Krzycki czy Janicjusz i skupić się na osobach, które, można powiedzieć, animowały krajowe życie literackie tamtych czasów, w sposób największy. Do tego, należy spośród ich dorobku literackiego ponownie dokonać wyboru i wyciągnąć te dzieła, które miały wpływ największy. Czemu dokonuje się akurat takich wyborów (Kochanowski, Rej)? Odpowiedzieć Ci może Kulawik w swojej Poetyce.
Teksty Reja, o których mówiłeś są marginaliami, stanowią ciekawostkę, ale jejku…; no kurde, wychodzi na to, że lekcja polskiego to nie jest miejsca, w którym można mówić o literaturze.
6. akapit: no i wyskoczyłeś, a było tak dobrze, póki co. „;że modne ostatnio jest wyrażanie siebie”; –; od, kurwa, dwustu lat (biorąc pod uwagę inne kategorie –; od 500). I jeszcze ten nieszczęsny Wojaczek, ludzie zacznijcie czytać coś innego. Poza tym, do ciężkiego chuja –; jaki dekadentyzm? „;Po jakiemu on mówi, kurwa?”; Znasz ten cytat? Pcha się na usta. Ogólnie rzecz biorąc ten akapit sprawia, że mam ochotę zatłuc się czymś na śmierć albo chociaż dokonać lobotomii, żeby wymazać go z pamięci.
8. akapit: da się kupić tanio owszem, ale nie zawsze jest dostępne. Da się też znaleźć i kupić tanio, ale nie każdemu chce się szukać. Tak jak językiem rządzi ekonomia, tak i zachowaniem ludzkim, dąży się do zużycia jak najmniejszej ilości energii, by osiągnąć cel –; zaspokoić potrzebę, a wiadomo nie od dziś, że potrzeby duchowe zaspokajane są na końcu. Też czasem kupuję choć nie mam pieniędzy, a ona leży, a ja jej nie czytam i nie mam za co jeść, szalony jest ten świat.
9. i 10. akapit: trzeba gnębić ten szrot, piętnować ścierwo. Owszem niska literatura jest świetna jako lektura rekreacyjna, pokazuje bardzo dobrze kondycję społeczeństwa, kiedyś nawet można było wysnuć jakieś ciekawe refleksje na jej podstawie, ale teraz…; jedyne co ma do zaoferowania to nic. Gorzej! pełno jest apologetów tej literatury wynoszących ją do rangi literatury wysokiej, nobilitujących ją, rany, co jeszcze?.
Mam nadzieję, że nie dojdzie do otrząśnięcia się, a przynajmniej nie do samoistnego. Kryzys skupia środowiska literackie, każe szukać nowych rozwiązań, stymuluje rozwój –; artystyczna guerilla, oby, oby.
No, pewnie utonie mój komentarz w morzu mądrych replik, ale niech tam. Mogę Ci też powiedzieć: to miło, że justujesz tekst, od razu się na autora patrzy z sympatią.
Mam nadzieję, że nie pomyliłem się przy numeracji akapitów,
pozdrawiam.
odpowiedz

PabloZ_94 : 21 maja 2014, 21:32

No no no, kawał komentarza. Spieszę odpowiedzieć:
Raz: tak, wytrzymałem semestr na polonistyce. To nie kwestia wywalenia (bo szło mi naprawdę dobrze), po prostu zrozumiałem, że to nie jest to, co chcę robić w życiu. Lubię czytać, a kiedyś chciałem pracować w wydawnictwie. Plany się jednak zmieniły, jak u wielu młodych ludzi.
Dwa: Telewizja, radio, brukowce, internety. Możesz sobie myśleć co chcesz, ale przeciętny Kowalski, który po powrocie z pracy siada na tyłku przed telewizorem i butelką piwa/gazetą w dłoni jest bardzo podatny na wpływy tych środków masowego przekazu. To samo młodzież wracająca ze szkoły, przeglądająca fejsy, pudelki i nie wiadomo co jeszcze.
Trzy: Wyrażanie siebie modne od 500 lat powiadasz. To w pewnych kategoriach prawda. Przyznaję się - nie rozpisałem szerzej tej myśli we wpisie, ponieważ chciałem, aby tekst był w przystępnej, krótkiej formie. Jakby się nad tym bardziej zastanowić to temat godny dłuuugiej pracy. Chodziło mi jednak o, na przykład, wstawianie na portalach społecznościowych albo puszczane na głośnikach z telefonów w tramwajach (o zgrozo) piosenki, programy telewizyjne typu talent show, gdzie ludzie tańczą/śpiewają/grają itd. by zarobić i pokazać siebie. Albo ubiór czy wygląd, do której dziwnie mocno przywiązuje się dziś wagę.
Cztery: Wojaczka albo się uwielbia, albo nienawidzi. W środowisku polonistycznym, jak wynika z moich doświadczeń, raczej przeważa to drugie uczucie. Podobnie jest na przykład z Dorotą Masłowską. Ale nie o niej mówimy. Są gusta i są gusta. Nie bardzo rozumiem, dlaczego chcesz zatłuc się czymś na śmierć. Dlatego proszę, zanim to zrobisz - wyjaśnij dokładniej o co chodzi, a się ustosunkuję. :)
Pięć: pisząc o sobie "ex-student" chyba wystarczająco oddałem sytuację. To znaczy, ni mniej ni więcej, iż nie jestem żadnym literaturoznawcą, który pozjadał wszystkie rozumy i przeczytał wszystko, co da się przeczytać. Dlatego też masz pełne prawo negować to co tutaj piszę. Chociaż chwilami czytając Twój komentarz odnosiłem wrażenie, że ciut za mocno się unosisz (wulgaryzmy takie modne). To jest gramsajt, do cholery, a nie jakieś profesjonalne pismo. :)
odpowiedz

ret-szus : 22 maja 2014, 10:08

1. Okej.
2. No tak, nie można sie nie zgodzić, ale mi chodzi raczej o logikę wywodu. Piszesz: "(...) dlaczego mimo to mam wrażenie, że ludzkość głupieje? Dlaczego większość osobników wokół stara się mi wmówić, że czytanie jest mi do życia niepotrzebne, a teatr to nudne badziewie? Dlaczego kiedy rzucam termin „;poezja”; słyszę lamenty na „;Treny”; Kochanowskiego? Społeczeństwo jest nieświadome. To aż boli, jak mass media potrafią nami sterować", co znaczy, że dookoła siebie (kampanie społeczne, media, billboardy, plakaty, spoty telewizyjne, programy publicystyczne, itd.) wmawiają, że czytać nie należy. Z tego co udało mi się zaobserwować, to tendencja jest odwrotna i wszyscy walczą o to, by jednak "czytało się". Dalej piszesz też, że media mówią, że "Treny" są be, może chodzi Ci o kanon? To owszem jest dyskutowane, ale nie potępiane. Kanon należy zniszczyć, kanon należy za wszelką cenę utrzymać.
3. Aaaaaaaaaaaahaaaaaaaaaaaa, bo widzisz, pisałeś o literaturze, więc myślałem, że chodzi Ci o literaturę, mój błąd, posypuję głowę popiołem! Myślałem o autotematyzmie, autotelliczności literatury, zwrotowi do wewnątrz :< Swoją drogą, wspomniana przez Ciebie elementarna wiedza historyczna powinna Ci powiedzieć, że do wyglądu i ubioru zawsze przykładano wagę, nihil novi ubi sole :| Oczywiście wartościowali go bardziej Ci, którzy mogli sobie na to pozwolić, innym (nazwij ich jak chcesz: normalnym, biednym, intelektualistom) raczej nie zaprzątał głowy.
4. Nie dekadentyzm a turpizm, dekadentyzm się skończył nim się zaczął. Z Tetmajerem ten Twój Wojaczek ma tyle wspólnego co ja z Tobą (w kewstiach genologicznych). To wszystko już jest przebrzmiałe o to chodzi, poza tym ciekawsze rzeczy działy się w poezji wtedy, wielu chyba podnieca i zachęca łatka "poeta wyklęty", niech tam. O co ztem mi chodziło? a) o błąd rzeczowy b) o skupianiu się na nudnych zjawiskach c) o pobłażliwo-protekcjonalnym tonie podczas wypisywania kolejnych nazwisk. Głupi punkt, co nie? Możnaby pomyśleć, że chcę bys stał na baczność podczas wymieniania pisarzy, a w tle łopotać powinna Biało-Czerwona. A mi jest tylko smutno, że mówienie o nich ogranicza się do napisania: fajne, spodoba się, jest okej, oczywiście mam na względzie charakter wpisu, ale, jak w znanym i lubianym żarcie, niesmak pozostaje.
5. Nikt z nas tu nie pozjadał wszystkich rozumów, chodzi mi tylko o to, że ciężko silić się na budowanie silnych ktegorycznych stanowisk/sądów, jeśli miało się trochę staropolki, trochę opisówki, trochę poetyki. Nie umniejszam, broń borze, Twoim kompetencjom i wiedzy, choć może to tak brzmieć.
Owszem, można odnieść wrażenie, że ton mojej wypowiedzi jest pełen zadęcia, pychy i pretensji do ostatniego zdania, ba! on taki jest, ale nie przychodzi mi do głowy żaden inny sposób mówienia, o przedmiocie, który jest istotny, który według Ciebie jest istotny i kilku innych osób jest istotny. Owszem, nie jest to periodyk naukowy, po prostu blog, ale widzisz, dla sporej części osób, które odwiedzaja tę stronę może to być podstawą do budowania sądów. Ja tylko nie chciałbym, żeby dostawali informacje, które są... no nie nieprawdziwe, ale niejasne, o, nieco lepiej to brzmi (co jest daremnym trudem bo przekaz-komunikat jest zawsze zaburzony i nieczytelny).
Wow-Wow
Pozdrawiam Cię serdeczenie, znowu przydługo, ale przecież "uwielbi[asz] czytać", więc nie będze problemu :)
odpowiedz

PabloZ_94 : 22 maja 2014, 19:54

Zgadza się. W tym roku przeznaczono wiele milionów złotych na kampanię promującą czytelnictwo. W Gdańsku owa kampania istnieje w sumie tylko i wyłącznie jako bilboardy w wiatach na przystankach. W telewizji raz na jakiś czas pojawi się spot typu "Cała Polska czyta dzieciom", a w różnorakich telewizjach śniadaniowych w piątki poświęca się jakieś pięć minut na przedstawienie romansidła (ewentualnie biografii) jako wspaniały pomysł na spędzenie weekendu. Wszystko fajnie, ale tego wciąż jest, według mnie, stanowczo za mało, by przebiło się do szerszego grona.
Ach i właśnie. "Treny" przedstawiłem jako przykład właśnie kanonu. Chodziło mi tu jednak nie o to, co o tym mówią media, a co kojarzy się niektórym moim znajomym, kiedy mówię "poezja". O mediach napisałem dopiero potem. Jako nieopierzony kompozycyjnie przepraszam, być może powinienem w tamtym momencie stworzyć oddzielny akapit. :( Ale przypomniał mi się niejaki pan Kuba Wojewódzki, który kilkukrotnie w programach rozrywkowych aby "zabłysnąć", przywoływał "Treny" Kochanowskiego. Czyli coś w tym jest...
Co do Wojaczka: możliwe, że padłem ofiarą jakiejś obrzydliwej manipulacji. ;) Bo jeszcze w czasach klasy maturalnej na liście tematów prezentacji w mojej szkole widniał "Portret polskiego dekadenta" i poloniści, pytani o radę, jak jeden mąż twierdzili: Wojaczek. Być może z przywoływaniem obok Tetmajera trochę zaszalałem, bo to inni ludzie, inne czasy, inne realia. Co nie zmienia mojej subiektywnej opinii, którą przy tym chciałem zawrzeć, że Tetmajer po prostu aż tak mnie nie porwał.
Zaburzony przekaz, aj...przypomniały mi się zajęcia z poetyki. Rzeczywiście pojechałem skrótowo i to chyba był błąd. Trochę moje lenistwo, a trochę chciałem, żeby jednak goście odwiedzający tego bloga w miarę bezproblemowo dobrnęli do końca. Zrewiduję swój pogląd na przyszłe wpisy i chyba postaram się bardziej, aby maksymalnie zredukować wszelkie niejasności.
Również pozdrawiam i dziękuję, że się wypowiedziałeś. Doceniam. :)
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl