avatar

LordTyrranoos Użytkownik gram.pl (Przewodniczący) ja.gram.pl/LordTyrranoos

Painkiller: Redemption - recenzja

 

Być może pamiętacie jeszcze, jak na początku stycznia ubiegłego roku temu totalnie zbeształem na łamach naszego serwisu grę Painkiller: Resurrection. Uznałem ją nawet za jedną z najgorszych produkcji roku 2009 i życzyłem sobie, by więcej takich „potworków” z nazwą kultowego, oldskulowego FPS-a nie gościło na moim dysku twardym. Jakiś czas temu dotarły do mnie informacje na temat tworzonego „przez fanów, dla fanów” Painkiller: Redemption. Serce się radowało, rozum jednak podpowiadał, że wyjdzie jak zwykle...

I wyszło jak zwykle. 

Eggtooth Team wzięło sześć aren przeznaczonych do rozgrywki wieloosobowej z oryginalnego Painkillera, wrzuciło po tysiąc monstrów na mapę i, choć gra zaczynała jako amatorski mod, ten swoisty twór stał się samodzielnym dodatkiem, którego akcja w magiczny dla mnie sposób łączy trójkę dotychczasowych bohaterów serii (dla przypomnienia, Daniela Garnera z dwóch pierwszych odsłon, półdemona Beliala z Overdose’a oraz Williama „Dzikiego Billa” Shermana z Resurrection). Brak sensownej historii to wręcz cecha charakterystyczna marki, jednak poprzednie odsłony starały się jeszcze w zachowaniu pozorów fabularnych, chociażby w postaci całkiem strawnych filmików przerywnikowych. Redemption raczy nas bodajże czterema planszami z przewijającym się opisem tekstowym kto, co, gdzie i dlaczego. Bogata zawartość, nie powiem.

Sterując na zmianę poczynaniami Daniela i Beliala rozbijamy się (dosłownie!) po klaustrofobicznych pomieszczeniach i nieważne, że często nie mamy miejsca do poruszania się: wchodzimy, zamykają się wszelkie wrota, my zaś przez następnych kilka minut jesteśmy zmuszeni do męczącej już w pewnym momencie eksterminacji odradzających się hurtowo stworów. Dlaczego męczącej? Bo w jednej małej komnacie czeka na nas dwieście maszkar – tyle, ile w Painkillerze potrafiło występować na całej pojedynczej mapie! W dodatku materializują się na naszych oczach, czasem nawet autentycznie spadają z otworu gdzieś w suficie. Zdarza się, że biega za nami jakieś pięćdziesiąt demonów. Nie pozostaje wówczas nic innego, jak wykorzystywać technikę nieustannych skoków i modlić się, by ta fala była rzeczywiście tą ostatnią. Dopóki nie przekroczymy progu kolejnego pomieszczenia, gdzie kilkuminutowa ucieczka przed nierozgarniętymi przeciwnikami rozpoczyna się dokładnie od początku.

Nie zrozumcie mnie źle, to właśnie nieskrępowana, intensywna akcja jest główną bronią Redemption i jako odstresowywacz spełnia swoją rolę całkiem nieźle. Problem polega na tym, że totalna rozwałka to jedyne, co zaoferować może to dziełko. Na próżno szukać jakiejś mrocznej, tajemniczej atmosfery rodem z korzeni serii, zaprojektowanych z rozmachem miejscówek czy zapadających w pamięć choćby na pięć minut walk z bossami, które to przecież były chyba najbardziej zachwalane siedem lat temu. Przyznać muszę, że finalny pojedynek w Redemption to zakpienie sobie z graczy. Abstrahując już od tego z kim walczymy (i po raz który), nasz główny antagonista ma wyraźny problem z poruszaniem się pomiędzy kolumnami. Czasem miałem także trafne wrażenie, że przez tych kilka lat nauczył się moonwalkingu, bo krocząc do przodu wyraźnie jednak cofał. Oczywiście nie muszę chyba wspominać, że wystarczy pruć do niego z całego arsenału?

Osobiście odczułem dość nierówny poziom trudności. Grając na tym zalecanym dla większości (czyli innymi słowy, normalnym), miałem pewne problemy z przebrnięciem drugiej areny, gdzie najbardziej rzuca się w oczy duży stosunek ilości maszkar do dostępnej powierzchni. Późniejsze etapy zaś nie nastręczyły mi większych kłopotów, dlatego całość ukończyłem w cztery godziny. Wynik nienajgorszy, wszak najnowszy Painkiller kosztuje ledwie pięć „ojro”. Żywotność produkcji na pewno byłaby większa, gdyby od razu w pakiecie wydano tryb multiplayer wraz z zapowiadaną dość głośno kooperacją. Na to jednak musimy poczekać do darmowego DLC. Pojawia się więc pytanie, czy warto było wypuszczać tak zwaną „kampanię singlową” Redemption bez modułu rozgrywki wieloosobowej? Pytanie pozostawiam bez odpowiedzi.

To samo od lat

Nieodzownymi elementami każdego Painkillera są karty czarnego tarota, które po odblokowaniu i wykupieniu dość sensownie ułatwiają nam rozgrywkę; porozmieszczane tu i ówdzie sekretne miejsca z dodatkowymi przedmiotami oraz przemiana w śmiercionośnego demona po zebraniu 66 dusz poległych przeciwników. Znane z poprzednich odsłon mechanizmy nie zawodzą – w sumie jak mogłyby zawieść, skoro od siedmiu lat nic w nich nie zmieniono?

Nie da się ukryć, że silnik graficzny autorstwa studia People Can Fly zestarzał się już ładnych parę lat temu, dlatego Redemption bynajmniej nie jest ucztą dla naszych oczu. Zdecydowanie lepiej prezentuje się sfera audio, która, z wyjątkiem irytującej techniawy w Overdose, zachowała jakąś tam ciągłość jakościową od momentu wydania pierwowzoru. Ciężkie brzmienia to właśnie element nieodzowny przy eksterminacji piekielnych demonów, zatem w tej kwestii panowie z Eggtooth Team wykonali dobrą robotę.

Dajmy mu umrzeć!

Painkiller: Redemption nie powinien być jednak moim zdaniem nazwany „Painkillerem”. Jeżeli do tego miana wystarczy wrzucić dobrze znane monstra do dobrze znanych aren i wyposażyć gracza w dobrze znane giwery, ja dziękuję, postoję. Zdecydowanie najwyższy czas pozostawić serię, by umarła śmiercią naturalną, zaś dalsze żerowanie na kultowej marce powinno być karalne!

Najlepiej tak jak powyżej, serią z kołkownicy.

 

Plusy:
+ nieskrępowana akcja
+ tysiące monstrów do wymordowania
+ niezły soundtrack
+ cena...

Minusy:
-...choć lepiej kupić Czarną Edycję
- brak klimatu
- skopiowane lokacje
- nierówny poziom trudności
- finalna walka to kpina
- widać, że projekt zaczynał jako amatorski mod
- (na razie) brak trybu multiplayer


Ocena: 4+/10

Tekst do przeczytania również (przede wszystkim!) na portalu SwiatGry.pl. Warto wspomnieć, że jest to pierwsza recenzja w Polsce ;) 

komentarzy: 1005 marca 2011, 14:16

6 komentarzy do tego wpisu:


Master_Morti : 05 marca 2011, 18:30

Też obawiałem się, że tak wyjdzie... Nie wiem czy wiesz, że projekt miał być darmowym modem do Resurrection i JoWood przychrzanił się do dzieła chłopaków, że pozwie ich do sądu, jeśli nie będzie miał za to kasy... Za fabułę i "cutsceny" tez odpowiada wydawca :) "Z kim walczymy i po raz który..." - czyżby znowu pan na A...?
odpowiedz

LordTyrranoos : 05 marca 2011, 18:37

Coś tam czytałem, ale ja oceniam grę, nie to co z grą się działo.
Niestety, znowu pan na A.
odpowiedz

Master_Morti : 06 marca 2011, 10:22

No to kicha... :) Nawet miałem pobrać to ze Steama (bo małe jest), ale mi się ale szybko wypadło mi to z głowy.
odpowiedz

LordTyrranoos : 06 marca 2011, 20:00

Nope, lepiej dwie dychy w kieszeni sobie zostawić ;)
odpowiedz

kerkas : 06 marca 2011, 20:58

Kolejna seria zamordowana.
odpowiedz

SpecShadow : 07 marca 2011, 17:58

Po Overdose - tak.
Zabawne jak zrobienie nawet tak nieskomplikowanej sieczki potrafi być trudne. Ale grę raczej kupię, mulit nie próbowałem (nie te czasy) a za 19zł ujdzie.
odpowiedz

Validus : 09 marca 2011, 11:49

Pewnie zawsze trochę grosza za ten badziew komuś wpadnie :/
odpowiedz

Madt : 10 marca 2011, 18:43

Nie ma to jak odcinanie kuponów...
odpowiedz

Paindemonium : 11 marca 2011, 20:05

Spokojnie ludziska. Wiadomo że nie jesteśmy profesjonalistami ale gra ma stały support. Już niedługo powiekszamy kampanie o kolejne mapy a w przyszlosci moze stworzymy kilka od podstaw. Ostatni boss a raczej jego blokowanie zostalo poprawione i niedlugo bedzie fix :). Planujemy tez pododawac stare jare bronie i tworzyc nowe. Takze cos planujemy by jakos bullettime dodac jako efekt dzialania a nie karte tarota bo przez to zadko mozemy z tego fajnego efektu korzystać. Multi i coop sa w toku ale nie wiemy ile to nam zajmie bo zapewne pamietacie jak Resurrection byl zjebany. My dla kasy tego nie robimy tylko dla przyjemnosci. Z czasem gra będzie powiekszana na tyle ze sami zobaczycie o co nam chodzilo w tym systemie :). Dla nas ocena 4+/10 a srednia z neta to 6/10 to wielki sukces zwlaszca ze poprzednik mial srednia 2 xD Fani amatorzy VS developerzy od Resurrection 1:0 Pozdro :)
odpowiedz

Karfein : 05 kwietnia 2011, 13:34

Jak zwykle.
Może Polacy zrobią wreszcie "dwójkę", zakańczając wreszcie złą passę serii?
Cóż, zarówno w Redemption, jak i Resurrection pogram, ale z covera, jak gdzieś wcisną. Ot, bo lubię sobie postrzelać w tej konwencji :)
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl