avatar

JayL Użytkownik gram.pl (Sekretarz) ja.gram.pl/JayL

Kane & Lynch: Dead Man - recenzja

recenzja, gra, In Flames, GIEROmaniak, Kane & Lynch

W przypadku najnowszej produkcji IO Interactive mam zdanie odmienne od większości recenzentów, co zresztą ostatnio coraz częściej mi się zdarza. Gra ta w momencie premiery została kompletnie zjechana za niedoróbki na poziomie rozgrywki. Aż cisną mi się na usta słowa: a co one kogo obchodzą? Pomijam fakt, iż sam prawie żadnych nie zauważyłem. Za to dostrzegłem niepowtarzalny, cholernie ciężki, mroczny, przytłaczający klimat i bardzo dobrą fabułę, co obecnie w grach jest rzadkością. Dlatego moim zdaniem, miast piętnować tę grę za drobne potknięcia programistów, należy wynieść ją na piedestał za wizję, za to, że dostarcza niesamowitych emocji. A recenzenci często zapominają, że to o te przeżycia, a nie warstwę techniczną w graniu chodzi...


Historia opowiada o dwóch skazańcach, Kane’ie i Lynchu. Pierwszy to były najemnik, który przez przypadek doprowadził w Wenezueli do śmierci 25 niewinnych ludzi, następnie zaś uciekł, gdyż myślał, że wszyscy jego kompani są martwi (choć sprawa ta nie jest do końca jasna). Lynch za to ma nadzorować poczynania żołnierza (dlaczego – o tym za chwilę). Jest to postać barwna, gdyż ma, jak sam mówi „drobne problemy żołądkowe”, które w rzeczywistości oznaczają jednak napady niekontrolowanej agresji. Ta dwójka jest ewidentnie najlepszą parą, jaką kiedykolwiek miałem okazję poznać w grach. Kane jest zdesperowany, ponieważ organizacja, dla której pracował – Siódemka – porwała jego żonę i córkę i żąda zwrotu pieniędzy, których najemnik wcale nie ukradł (acz wie, gdzie są – jak wspomniałem, jego przeszłość nie jest jasna). Później sprawy mocno się komplikują, mroczny klimat ulega jeszcze większemu zgęstnieniu. Do tego psychopatyczny dozorca Lynch, który wiele spraw komplikuje i mamy duet doskonały. Autorzy pod tym względem zadbali dosłownie o wszystko – Kane jest wiecznie wnerwiony, klnie na wszystko i wszystkich, ale wciąż jest zdolny do obmyślania szalonych, jednak logicznych planów, dzięki którym chce się wydostać z tarapatów. Nie raz podczas strzelania zobaczymy zaś Lyncha... znęcającego się nad ludźmi. Widok psychopaty w samym środku strzelaniny kopiącego niewinną kobietę, która przez przypadek znalazła się w tym miejscu, jest nie do zapomnienia.

Całość do przeczytania w serwisie GIEROmaniak - zapraszam!

0

-------------------------------------------------------

 

 

I used to adore you
The lies made sense somehow
Gave myself away without a fight
But the betrayal claims its price

At first I was scared
Not used to a murder's mind
But there was something beautiful
So powerful, so definite, so divine

Pushing the faith
Build out of rage

[Chorus:]
Falling ideals
Broken seals
March to the shore
You are a killer!

Is it something that's always been there?
Was it destined to leave its cage?
I'm glad we met though
I love to release the rage

But everything has its end
And I've done my deed
The final bullet - always meant for me

Pushing the faith
Build out of rage

[Chorus]

But everything has its end
And I've done my deed
The final bullet - always meant for me

[Chorus x2]
-------------------------------------------------------
Genialny zespół, prawda? A tekstów mam dużo, także mogę przetestować czy taka ich ilość tygodniowo się sprawdzi. Jak ktoś ciekaw, na Gm jest już moja recka Just Cause i zapowiedź kontynuacji. W obu są screeny, dzięki czemu wygląda toto trochę lepiej. W najbliższej przyszłości żaden tekst się nie szykuje, ale może na jakąś zapkę się zdecyduję.
Obecnie zaś pogrywam jak widać w Dead Space'a. Z początku na każdym kroku trzęsłem portkami [nigdy jeszcze nie grałem w sh z prawdziwego zdarzenia], ale już się przyzwyczaiłem i tak straszno nie jest. Choć dopiero skończyłem 3 rozdział, więc pewnie będzie gorzej... ^^ W każdym razie gra na razie niezła, acz mnie nie porywa, tak między 7, a 8.
Z preorderem ACII są jakieś problemy. Koszulek ni ma. A że brata i tak często fatyguję ostatnio do Metro Centrum, mogę mieć problem z odbiorem. A specjalnie wziąłem tu, by za przesyłkę nie płacić. Cóż, nie ma lekko, ale może jakoś się uda.
Zadobyłem w niedzielę dwa tomy Miecza Prawdy, w związku z czym wziąłem się za czytanie Bractwa Czystej Krwi [tom III]. Póki co nie porywa, acz z braków czasowych jestem dopiero na 60 stronie, tak więc mam nadzieję, że się rozkręci.
Pozdrawiam.

komentarzy: 303 marca 2010, 20:55

2 komentarze do tego wpisu:


Kirabaxior : 04 marca 2010, 14:43

W K&L "jakotako" nie grałem, acz pogralem bodaj godzinę. I tu jest to, o czym piszesz w recenzji. Ludzie nie docenili tej gry, bo chcieli ją sobie włączyć i postrzelać, a nie docenić klimat, który jest naprawdę przegenialny(lepszy niż w GOW imo). Multi rzeczywiście - z zapędem i spartolone, ale to - standardowo - przez graczy. Szkoda, że nie ma coopa po sieci, bo jednak GoW miał.
odpowiedz

JayL : 04 marca 2010, 17:11

GoW rządzi pod względem samego strzelania, K&L zaś - otoczki. A coop będzie w dwójce, już nie mogę się doczekać. ^^
odpowiedz

Kaleka_Mentalny : 04 marca 2010, 16:54

Szkoda, że nie było co-opa. No i w multi nigdy nie udało mi się zagrać, bo nie było z kim. Szkoda, szkoda.
Mi K&L bardzo się podobał. Mimo błędów i braku większej głębii rozgrywki, gra miała kapitalny klimat i emocjonującą (chociaż nieoryginalną i przewidywalną) fabułę. No i bohaterowie. Genialni bohaterowie, którzy z palcem w dupie kładą na łopatki Tobiasa "47" Riepera.
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl