avatar

JayL Użytkownik gram.pl (Sekretarz) ja.gram.pl/JayL

Kamień Łez - Terry Goodkind (recenzja)

recenzja, książka, Enklawa Magii, within temptation, Goodkind

 

Tekst ukazał się pierwotnie w portalu  Enklawa Magii.

Enklawa Magii - Twój serwis o grach cRPG, literaturze i fantastyce!

0

Pierwszy tom sagi „Miecz Prawdy” mnie nie powalił. „Pierwsze prawo magii” było dla mnie pozycją bardzo dobrą, jednak nie tak świetną i genialną, jak słyszałem z ust wielu osób. Mimo to, ze względu na wysoki poziom tej powieści, postanowiłem zaopatrzyć się w „Kamień Łez”, kontynuację sagi. Tym razem mogę w pełni zgodzić się z opiniami innych.

Książka ta jest bowiem naprawdę świetna. Od samego początku rusza z kopyta – wszystkich bohaterów znamy doskonale, więc nie ma pretekstu do tego, aby choć trochę przeciągać wstęp. Przez pierwsze kilkadziesiąt stron nie idzie się od tej powieści oderwać. Śmiem twierdzić, iż zawiązanie akcji drugiego tomu „Miecza Prawdy” jest jednym z najlepszych spośród tych, z jakimi miałem do czynienia do tej pory. Wszystkie (jak się zdaje) karty od razu są rzucone na stół, w celu zszokowania czytelnika. W trakcie czytania jednak okaże się, że dalej będzie jeszcze ciekawiej.

Goodkind nie opowiada bowiem o perypetiach wesołej rodzinki żyjącej gdzieś w leśnym zaciszu, których największym problemem jest nadmiar szczęścia. Wręcz przeciwnie – bohaterowie, choć bardzo chcieliby być razem i żyć w spokoju, bez przerwy, dobrowolnie lub nie, pakują się w coraz to nowe kłopoty. „Kłopoty” to jednak bardzo delikatne słowo, gdy mówi się o wydarzeniach, w których udział wezmą Richard, Kahlan i Zedd. Powieść ta jest mroczna, jednak nie na nasz, słowiański sposób. Brutalność świata tu przedstawionego jest zupełnie inna, jakby mniej... swojska. Wiem, dziwnie brzmi to określenie w stosunku do pełnego przemocy świata fantasy, ale właśnie ten przymiotnik najlepiej wyraża moje odczucia.

Od razu też wspomnę o tym, co strasznie psuło mi obraz owego świata. Nie wiem, czy to wina autora, czy może tłumaczki, ale w powieści, choć znajdzie się w niej sporo mocnych momentów, nie ma wulgaryzmów. Wiem, można się bez tego obyć, tak zresztą jest przez większą część dzieła Goodkinda. Ale kiedy bohaterowie, widząc rozszarpywanych na strzępy ludzi, mówią „O kurczę”, jest do moim zdaniem zwyczajnie żenujące. Już wolałbym opis ich zachowania, zwykłe stwierdzenie, że osłupieli, niż coś takiego. Cała sytuacja traci przez to sporo na powadze. Całe szczęście, jak wspomniałem, rzadko się owe wpadki zdarzają, gdyż przez większość czasu autor zwyczajnie nie wsuwa bohaterom w usta tego typu słów, skupiając się na opisywaniu ich odczuć.

Muszę przyznać, iż po początkowym trzęsieniu ziemi akcja trochę zwalnia. Wciąż prawie bez ustanku coś się dzieje, nie są to jednak wydarzenia tak wstrząsające jak na początku. Mimo to powieść czyta się z zapartym tchem, nie da się oderwać od jej kart, co jest chyba największą zaletą kunsztu Goodkinda – potrafi niesamowicie wciągnąć czytelnika. W moim odczuciu powodem tego są świetnie wykreowane postaci, których nie da się nie lubić. Czytając „Kamień Łez” byłem ciekawy, jak potoczą się losy bohaterów, martwiłem się o nich. A przecież o to chodzi, prawda? Niestety, przyznać muszę, iż cała intryga jest momentami przewidywalna. Tok zdarzeń często odkrywamy jeszcze przed tym, nim zostanie on nam przedstawiony. Całe szczęście zwykle tylko kilka na chwil przed, co niweluje trochę element zaskoczenia, ale nie usuwa radości płynącej z poznawania historii.

Cała powieść zajmuje ok. 890 stron, jednak po jej przeczytaniu wciąż mało mi przygód wspomnianej wcześniej trójki głównych bohaterów, bez których ta historia by nie istniała (dodałbym do nich jeszcze Chase'a, mimo że ewidentnie jest na drugim planie). Na szczęście wraz z „Kamieniem Łez” nabyłem także kolejny, trzeci tom sagi - „Bractwo Czystej Krwi”. Nie mogę się już doczekać, kiedy skończę pisać te słowa i zabiorę się za poznawanie dalszych losów Richarda, Kahlan i Zedda.

Z czystym sercem mogę polecić tę pozycję wszystkim tym, którzy lubią trochę mocniejszą fantastykę, w której trup ściele się gęsto, ale ogromne znaczenie mają także relacje pomiędzy postaciami, które są właściwie jedną z osi fabuły. Autor genialnie wręcz wykorzystuje wszystko, co zawarł w „Pierwszym Prawie Magii”, co sprawia, że odczucia płynące z czytania są jeszcze lepsze. Przez to jednak także pierwszy, „tylko” bardzo dobry tom musimy koniecznie poznać. Naprawdę warto, tym bardziej, że Goodkind nie stosuje sztuczek w stylu „żeby poznać zakończenie historii, kupcie kolejny tom...”, tworząc z każdej części zamkniętą całość, w której zawiera jednak furtkę umożliwiającą dalsze snucie opowieści. Polecam.

 

Ocena: 9/10

Łukasz „JayL” Jakubczak

------------------------------------------------------

Take me down to the paradise city

Where the grass is green

And the girls are pretty
Take me home (Oh, won't you please take me home)

Just an urchin livin' under the street
I'm a hard case that's tough to beat
I'm your charity case
So by me somethin' to eat
I'll pay you at another time
Take it to the end of the line

Rags to riches
Or so they say
You gotta
Keep pushin' for the fortune and fame
You know it's, it's all a gamble
When it's just a game
You treat it like a capitol crime
Everybody' doin' their time

CHORUS x2

Strapped in the chair of the city's gas chamber
Why I'm here, I can't quite remember
The surgoen general say's it's hazardous to breathe
I'd have another cigarette
But I can't see
Tell me that you're gonna believe

CHORUS x2

So far away x4

Capitain America's been torn apart
Now he's a court jester
With a broken heart
He said turn me around
And take me back to the start
I must be losing my mind
"Are you blind?!"
I've seen it all a mllion times

CHORUS x4

I want to go
I want to know
Oh, won't you please take me home

I want to see
Oh, look at me
Oh, won't you please take me home

Take me down to the paradise city
Where the grass is green
And the girls are pretty
Take me home (Oh, won't you please take me home)

Take me down to the paradise city
Where the grass is green
And the girls are pretty
Oh, won't you please take me home

Take me down
Oh yeah
Beat me down
Oh, won't you please take me home

I want to see
Oh, look at me
Oh, won't you please take me home

I want to see
Boy, I'm gonna be mean
Oh, oh take me home

Take me down to the paradise city
Where the grass is green
And the girls are pretty
Oh, won't you please take me home

I want to go
I want to know
Oh, won't you please take me hooooooome
Baby

 

--------------------------------------------------------

Lepiej jak wyjustowane? Utwór lekki, ale imo bardzo dobry, ze świetnym teledyskiem. Może nie porusza żadnego odkrywczego tematu, ale i tak jest dobry.

Jak ktoś chce, na GIERO znajdzie już moje recki Company of Heroes i Splinter Cell: Double Agent, które to za czas jakiś zawitają także tutaj (niestety, nie w całości). Niedługo będzie tam też recenzja Dark Void (dziś napisana i wysłana). Obecnie zaś pogrywam w betę Bad Company 2 (fajne, acz pełnej ceny nie zapłacę, nie aż tak. Chyba, że single okaże się świetny...) i zainstalowałem Kane & Lynch: Dead Man.

Poza tym nic ciekawego w sumie. Pracę feriową już skończyłem, od jutra do... jutra cieszę się wolnością. :P

Pozdrawiam

 

 

komentarzy: 813 lutego 2010, 01:10

4 komentarze do tego wpisu:


Kirabaxior : 13 lutego 2010, 12:11

Książki - standardowo - nie przeczytam, bo - jak wspomniałeś - jest to czysto fantastyczno książka "z elementami RPG", dodalbym :P A ze ani tego, ani tego nie lubię...
Guns N' Roses rządzi, polecam jeszcze inne ich piosenki, bo mają niesamowitą dyskografię(Welcome to the juungle, Dont' Cry etc).
A BC2 myślę, że by ci się spodobało bardziej, gdybyś grał teamplayowo. To nie MW2, i za cholerę nie rozumiem tych porównywań.
W kane & Lyncha chętnie bym pograł, muszę kiedyś sprawdzić.
odpowiedz

JayL : 13 lutego 2010, 12:57

Welcome to the Jungle znam, otwiera Appetite. :P Ale nim zacznę się dalej w dyskografię zagłębiać, wolę ten album dobrze poznać - jeszcze nie miałem nawet czasu go porządnie odsłuchać w całości...
W BC2 dopiero co zacząłem grać, także póki co obczajam co i jak. Zresztą, nie tylko ja - na niektórych serwerach panuje niezły chaos. Ale już kilka razy zdarzyło mi się brać udział w zorganizowanych szturmach/obronie i było fajnie, acz jakoś mniej radochy mam niż z MW2. I jakoś ciężko się strzela. :P Zgadzam się, ogólnie tych gier porównać się nie da, ale subiektywny osąd, co sprawia więcej frajdy - jak najbardziej.
odpowiedz

Kirabaxior : 13 lutego 2010, 21:40

To oczywiste. Generalnie - kto co lubi. MW2 jest bardziej arcadowy, szybszy, można się przy nim rozerwać. Natomiast w BC2 nie da się grać z przyjemnością bez ekipy, która ogarnia ;]
odpowiedz

JayL : 13 lutego 2010, 21:45

Oj tak, i to widać.
odpowiedz

Zimek1990 : 13 lutego 2010, 14:15

To na EM będzie King recenzowany? Nie widzę żadnej zakładki, a sądzę że byłby recenzowany, przecież chociażby Ced mógłby dużo napisać :)
odpowiedz

JayL : 13 lutego 2010, 20:38

Jedi mówił, by słać. :P
odpowiedz

Zimek1990 : 13 lutego 2010, 14:22

A co do książki... Pomimo iż wiem że istnieje ktoś taki jak Goodkind... nigdy się tym nie interesowałem. I w najbliższym czasie chyba się tym nie zainteresuję, pomimo że recenzja jest jak najbardziej pozytywna :]
odpowiedz

cedricek : 15 lutego 2010, 00:59

Coś mnie teraz ciągnie do tego, ale...sam nie wiem.
Co ja słyszę? King? Hmm... ok, to coś i z Kinga napiszę...
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl