avatar

JayL Użytkownik gram.pl (Sekretarz) ja.gram.pl/JayL

Fallout 2 - recenzja.

recenzja, gra, In Flames, cRPG, Fallout

Do tej pory miałem swoją ulubioną serię tylko wśród FPS’ów, a było nią Call of Duty. Teraz swego przedstawiciela mają w tym panteonie także RPG’i. O jakie gry chodzi? Jak można wywnioskować z tytułu tekstu – o Fallouty.

 

Swą przygodę z tą sagą rozpocząłem od końca, a więc dzieła Bethesdy. Nie będę jednak teraz opisywał swoich emocji z tą produkcją związanych. Najważniejsze jest to, iż to właśnie Fallout 3 zainspirował mnie do zapoznania się z korzeniami serii. A jako że obecnie dwie pierwsze części (+ Tactics) można nabyć za śmieszne 20zł, proces ten nie czekał długo na wykonanie. Po nie tak dawnym ukończeniu jedynki (która obezwładniła mnie ogromnymi pokładami grywalności) przyszedł czas na zapoznanie się z dwójką. Jakie wrażenia?

 

Dość mieszane. Jest to gra bardzo dobra, nie zaprzeczę, jednakże w porównaniu do F1 wprowadza bardzo wiele zmian. Na pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło – interfejs jest praktycznie identyczny, grafika także. Jednak już na samym początku przekonamy się, iż poziom trudności wzrósł, i to znacznie. Nie dość, że długo nie dostaniemy w łapska broni palnej (z którą poprzednio zaczynaliśmy), to na dodatek byle szczur może sprawiać kłopoty. Na szczęście do klasyków nie podchodzą raczej gracze niedzielni, dlatego nie zrażamy się i brniemy dalej.

 

Klimat jest o wiele bardziej przytłaczający niż w jedynce. Ćpuny na ulicy, pełno prostytutek, na ścianach grafiti ku chwale narkotyków – niby to samo było już poprzednio, teraz jednak znacznie bardziej rzuca się w oczy i przytłacza. Znajdą się też uprzedzenia rasowe, rodziny mafijne (z ich porachunkami oczywiście) i ogrom bandytów. Nikt też nie szczędzi ostrego języka, nie ma jednak nadużyć – klnie się kiedy sytuacja wymaga. A że w takim świecie zdarza się to co chwilę, to już inna sprawa. W każdym razie klimat to ten aspekt, który przeważył o tym, iż gra została uznana za klasyk. Tego post apokaliptycznego, brutalnego świata, paradoksalnie nie da się nie lubić. Ba, bardzo łatwo się w nim zakochać.

 

Niestety mechanika rozgrywki nie ułatwia nam rozkoszowania się grą, szczególnie na początku. W grze nie ma absolutnie żadnego samouczka. Kto grał w jedynkę nie napotka najmniejszego problemu, gdyż sterowanie jest identyczne, ale już ludzie po raz pierwszy podchodzący do Falloutów starej generacji mogą mieć z początku problemu. Gra jest jednak mniej nieprzyjazna od poprzedniczki – dodano funkcję przesuwania postaci (utknięcie w pomieszczeniu zastawionym stojącym w drzwiach NPC'em w F1 potrafiło dobić), w sklepach możemy jednorazowo dać kwotę o kilka zer wyższą, co jest istnym zbawieniem. Kto kilkanaście razy dodawał po 999 kapsli w poprzedniczce, ten wie, o co mi chodzi. Tym bardziej, iż teraz znajdzie się tu o wiele więcej wszelkiej maści stuffu, który też znacznie zdrożał. Pod koniec gry operowałem kwotami rzędu kilkudziesięciu tysięcy monet (tak, są tu monety. Skąd się wzięły, nie wiadomo...), podczas gdy na początku obiektem naszych marzeń jest choćby tysiąc. Szkoda tylko, iż nic nie zrobiono z samym oknem handlu. Nadal naraz widzimy tylko trzy elementy, przez co robiąc zakupy nie raz latamy od początku do końca listy. Towar sprzedawców jest teraz umieszczany na różnych półkach, dzięki czemu przedmiotów tych jednorazowo jest trochę mniej, jednak gdy zaczniemy handel i tak stan ten mocno się pogorszy, gdyż nie wszystkie bronie chcą się grupować. Szkoda, iż nie zwiększono liczby widocznych przedmiotów, ale cóż, najwidoczniej nie pozwoliły na to ograniczenia techniczne.

 

Znacznie zwiększył się także obszar gry. Wśród odwiedzanych miejsc znajdą się te fanom jedynki znane, jednak większości zapewne nikt nie pozna. Jedynie Baza Wojskowa w miarę przypomina samą siebie (czemu „w miarę” nie powiem, aby nie spoilerować), reszty nie poznamy póki ktoś nam nie napomknie, jak dane miasto nazywało się wcześniej. Nowe lokacje niczym specjalnym nie zaskakują. Także liczba ciekawych miejscówek porażająca nie jest – ot, w jednym raptem mieście znajdzie się coś interesującego, reszta to standardowo parę domów, bar itd. Budowa tychże również jest standardowa, żadnych dziwów nie uświadczymy. Czy to źle? W sumie nie, w końcu nie nie chodzi w tej grze o to, aby zachwycać się rozlokowaniem pokojów w budynkach. Tak jak w jedynce trafią się jednak czasem miejsca ciekawsze, które spotyka się w losowych lokacjach. Te już zazwyczaj są ciekawe, choć czasem niezbyt wiadomo, co w nich należy zrobić. Szkoda też, iż tylko nielicznym będzie dane odkryć je wszystkie – ja sam trafiłem na... jedną. A wcale mało nie podróżowałem. Inną sprawą jest, że osobnik tam spotkany jest naprawdę oryginalny i ciekawy. Podczas rozmowy z nim ciężko jest wstrzymać uśmiech (mowa o Moście Śmierci). Ten wywołują także liczne, wszechobecne easter eggi.

 

Zadania nam powierzane są dość zróżnicowane. Większość co prawda opiera się na schemacie idź, zabierz (i/lub zabij) wróć, jednak otoczka niektórych powoduje wzrost poziomu szacunku do twórców. Przykładów przytaczać nie będę, w końcu ich siła tkwi w elemencie zaskoczenia, ale mogę zapewnić, że nie raz będziecie śledzić te mini historie z ciekawością.

 

Znaczna część zleceń opiera się na eksterminacji, dlatego prócz ocenienia poziomu trudności wypada wspomnieć, z czym tę walkę się je. Ano sam system pozostał niezmienny – wracaja system turowy i związane z nim punkty akcji. Walka niestety jest w moim odczuciu trochę mniej satysfakcjonująca niż w F1, właśnie z powodu podwyższenia poziomu trudności. Nie, żebym był jakimś niedzielnym graczem, ale zwyczajnie w dzisiejszych czasach, tak jak i większość, nie mam zbyt wiele czasu na granie. Dlatego ciągłe save'owanie i load'owanie trochę mnie irytowało. Co ważne, poprzednio postać świetnie dawała sobie radę sama, tutaj znaczenie drużyny znacznie wzrosło – jest prawie niezbędna. Towarzyszący nam NPC'e nadal robią, co chcą, jednak tym razem możemy ustalić im ogólne wytyczne, chociażby co do odległości od nas, czy tego, w kogo najpierw mają celować (najsilniejszego, najbliższego itp.). Musimy także zarządzać ich ekwipunkiem, gdyż bez odpowiednich pancerzy i nowych broni szybko giną. Przyjaciele mogą awansować, choć mają tylko cztery poziomy doświadczenia. Wraz z doświadczeniem lepiej walczą, zwiększa im się liczba punktów wytrzymałości, a także mają większy udźwig. W jedynce walka była idealnie zbalansowana – wymagająca skupienia, ale też nie za trudna, dzięki czemu dostarczała olbrzymich emocji. Tu jest z tym elementem gorzej.

 

Zyskały za to – i to znacznie – klimat i fabuła. O tym pierwszym czynniku już pisałem, dlatego teraz poruszę temat historii. Co najważniejsze, znacznie zyskała na wiarygodności. Poprzednio w pojedynkę byliśmy wyprawiani na prawie samobójczą misję, potem w drodze do głównego bossa musieliśmy jeszcze wybić na oko ze dwa bataliony wojska. Tym razem ponownie ruszamy sami na poszukiwania, jednak jest to o wiele lepiej uzasadnione. Wcielamy się w Dziecko Przeznaczenia, potomka Przybysza z Krypty (czyt. bohatera pierwszej części), mieszkańca małej wioski Arroyo. Nasze plemię powoli zbliża się ku zagładzie, dlatego musimy znaleźć G.E.C.K. – Generator Ekosystemu Cudownej Krainy. I tu przyjdzie nam zmierzyć się z potężną organizacją, ale ze względu na zwiększony poziom trudności, a tym samym po części realizmu, nie damy rady wybić wszystkich jej członków. Nie jesteśmy wielkim superherosem zmiatającym armię jednym dmuchnięciem, musimy działać ostrożniej, namawiać ludzi do współpracy, a w razie czego uciekać. Cała gra dzięki temu znacznie zyskuje. Co ważne tym razem dana jest nam też możliwość kontynuowania rozgrywki po zakończeniu wątku głównego.

System rozwoju bohatera jest identyczny jak w części poprzedniej. Na początku rozdzielamy punkty główne na umiejętności SPECIAL (czyli siła, percepcja, inteligencja, charyzma, zręczność, szczęście, wytrzymałość) i punkty umiejętności na (sic!) umiejętności. Z tych zaś możemy wybrać trzy główne, które będą rozwijały się 2x szybciej. Do tego dochodzą tzw. perki, czyli zdolności specjalne, jak np. większa szansa na trafienie krytyczne, szybsze zdrowienie, czy zmniejszona liczba PA wymaganych do danej czynności. Zdaje się, jakby było tego trochę więcej niż w poprzedniczce, w każdym razie na niedobór nikt nie będzie narzekać.

 

Ciężko pisać o kwestiach wizualnych gry z 1998 roku. Świat Fallouta 2 jest przedstawiony w rzucie izometrycznym, paleta kolorów jest niewielka, rozdzielczość bardzo mała, o szczegółowości nie wspominając. A mimo to... gra może się podobać. Nie tak, jak współczesne, fotorealistyczne produkcje. Grafika tej produkcji ma po prostu swój urok. Gdyby stworzono ją w 3D, dziś zapewne by straszyła, a tak można pograć bez krzywienia się. Oczywiście o ile dla kogoś ważniejszy jest sam fakt obcowania z klasykiem. Oprawa audio jest znikoma. Głosy ma tylko kilka postaci. Muzyka niby jakaś jest, jednak nie wybija się na pierwszy plan, stanowiąc jedynie tło dla rozgrywki, podkreślając klimat.

 

I jak tu tę produkcję ocenić? Z jednej strony jest to taki Fallout do potęgi, ze zwiększoną liczbą questów, lokacji, przedmiotów, podniesionym poziomem trudności, lepszą fabułą , klimatem itd. Z drugiej walka daje mniej satysfakcji, a że spędza się na niej spor czasu, wrażenia z grania są gorsze. Inna sprawa, że we wspomnieniach Fallout 2 to gra wielka, wspaniała, do której chce się wracać. Dlatego mam taką radę – jeśli chcesz się z tą świetną produkcją zapoznać, zagospodaruj sobie czas. Dzięki temu przyjemność z gry będzie jeszcze większa. Ja sam, choć narzekam, jestem grą zachwycony. Gdy zaczęły się napisy końcowe, i usłyszałem tę muzykę im towarzyszącą, po prostu się rozpłynąłem. Gry z lepszym klimatem nie zrobił nikt.

 

Ocena: 9/10

 

Plusy:

  • więcej questów

  • więcej lokacji

  • więcej przedmiotów

  • zwiększona rola towarzyszy

  • lepsza fabuła i klimat

  • ogółem – Fallout do potęgi

  • cena

Minusy:

  • walka trochę mniej satysfakcjonuje

 

Łukasz „JayL” Jakubczak

--------------------------------------------------

I really don't have anything to say
Just pass me by
Don't ask me the same questions
Just deny I'm there

Like the time around me
This room is filled with nothing
Fell awkward in a place with many
Leave this space to me

I channel the pain through this
The paper, the pen, your eyes
To stare into what's next
It frightens me
No control, no reward
I'm in circles again

Still and breathless
I don't care what's behind
To you I look for energy
To catch my breath again

The world looks old to me
Tonight I drink myself sober
Soon this could be over
Tale a picture of the pale

New morning knocking
Feels just like always
Pen down my regrets
I reach to you again

-------------------------------------------------------

Miałem poprawiać, ale nie mam czasu. ;/ A muszę jeszcze napisać o L4D... dla GIEROmaniaka. :P Tia, piszę teraz dla takowego serwisu.  Póki co wrażenia ze współpracy mam bardzo pozytywne. A co z tego dalej wyniknie, to się zobaczy. ;) Oby same dobre rzeczy. :P

Pozdrawiam.

komentarzy: 415 grudnia 2009, 18:37

3 komentarze do tego wpisu:


DiegoTan : 17 grudnia 2009, 16:41

Słyszałem, że Fallout 2 to pozycja obowiazkowa, ale jakoś nigdy nie miałem okazji pograć..
odpowiedz

Kaleka_Mentalny : 18 grudnia 2009, 16:36

Nie grałem w żadnego w stare Fallouty, toteż się nie wypowiadam. Chociaż recenzję przeczytam w łikend jak będę miał wolną chwilę, bo praktycznie nic o tej grze nie wiem... A nuż zostanę zachęcony? ;)
odpowiedz

Kaleka_Mentalny : 23 grudnia 2009, 09:15

Grę z lepszym klimatem zrobiło 2K Boston - Bioshocka. ;) Cóż, jak obiecywałem, tak też zrobiłem, i już mam w planach zapoznanie się z Falloutami - ale zacznę od jedynki, bo na dwójkę, skoro jest trudniejsza i bardziej wymagająca, nie będę miał w najbliższym okresie czasu.
odpowiedz

JayL : 23 grudnia 2009, 23:59

I mniej przystępna, dodałbym. A klimat BS... cóż, ja się póki co od tej gry odbiłem zobaczymy co będzie dalej. :P
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl