avatar

JayL Użytkownik gram.pl (Sekretarz) ja.gram.pl/JayL

Prince of Persia - recenzja.

recenzja, gra, In Flames, UbiSoft, Prince Of Persia

Ostatnio autorzy gier zręcznościowych, a konkretniej platformowych, stawiają na nową jakość. Jednak o ile DICE stworzyło grę ewidentnie dla tzw. hardcore’owców, ludzie z Ubi poszli w drugą stronę, tworząc program dla każdego.


A właściwie takie mamy wrażenie w trakcie gry, gdyż o dziwo zakończenie jakoś mi do ogólnej konwencji nie pasuje. Więcej niestety napisać nie mogę, w każdym razie po tych ok. 10h samego grania w baśniowej konwencji spodziewałem się czegoś zupełnie innego. A propos, po premierze producent zdecydował się... zmienić owo zakończenie. Ostatecznie wiele się nie zmieniło (kto jest ciekaw „właściwego” endingu, a gra na PC – zapraszam na You Tube), dlatego zabieg dziwi tym bardziej. Co jest w tym najgorsze? Dodatek ten dystrybuowany jest w formie DLC, a więc trzeba za niego zapłacić. Jakby tego było mało, posiadacze wersji na komputery osobiste nie otrzymają Epilogu, gdyż taką nazwę ma rozszerzenie, wcale. Za to spory minus dla Ubi, który jednak nie wpływa na ogólny odbiór produkcji.

 

Fabuła kręci się wokół bogów światła i ciemności – Ormazda i Arymana. Nie będę się rozpisywał na temat historii świata gry, w każdym razie w wyniku ich walki (bratobójczej swoją drogą) Aryman został uwięziony. Niestety, wskutek pewnego wydarzenia dostał możliwość ucieczki. W tym samym czasie nasz bohater, złodziej grobowców o pseudonimie Książę, szukając Farah natrafia na księżniczkę Elikę, ściganą przez żołnierzy. Pomaga jej się z nimi uporać, następnie zaś zgadza się pomóc w próbie zatrzymania boga ciemności. Aby to zrobić, należy uzdrowić wszystkie Żyzne Pola rozsiane po całej krainie, bo jest motorem napędowym całego gameplay’a.

 

Jak wspomniałem we wstępie, w nowe Prince of Persia może zagrać każdy. Przynajmniej teoretycznie. Zlikwidowano pasek zdrowia, dano nam do pomocy towarzyszkę, dzięki której nigdy nie giniemy, klimat zmieniono na lżejszy. Nie znaczy to wcale, iż gra jest łatwa. Racja, sekwencje akrobatyczne wiele nie wymagają – ot wcisnąć odpowiedni przycisk w odpowiednim czasie: skok, pomoc Eliki, automatyczny bieg po ścianie, znów skok, użycie rękawicy – wszystko jest proste, a jednocześnie bardzo efektowne i przyjemne. Z walką jest już trudniej – o ile na początku większych problemów nie ma, z czasem wymagają one niemałego wysiłku, o czym jednak szerzej napiszę później. W każdym razie nowy PoP nie jest już produkcją wymagającą małpiej zręczności. Stawia za to na wyczucie.

 

Na tym właśnie opierają się pojedynki. Tak, pojedynki – zawsze walczymy wyłącznie z jednym wrogiem, z których każdy jest jakoby mini-bossem. Zazwyczaj nie da się ich pokonać zwykłymi atakami mieczem, należy więc kombinować. Do walki służą zaledwie cztery przyciski, odpowiadające z których trzema atakujemy bezpośrednio (mieczem, rękawicą bądź z pomocą Eliki), jeden zaś służy do rozpoczynania kombinacji akrobatycznych (co nie znaczy, iż inne kombosy nie mogą takie być – po prostu tak jest najprościej opisać jego działanie). Przycisków nie można naciskać na chybił trafił – możliwości jest dużo, jednakże są lekko ograniczone, aby nie było za prosto. Na szczęście do naszej dyspozycji oddano listę kombosów, dzięki której uczymy się nowych ataków. Wiecie, jaką grę najbardziej przypominała mi walka? Devil May Cry 4. Książę jak i Nero korzysta z rękawicy, zaś w trakcie walki wrogom nie raz zdarza się fruwać w ferii rozbłysków. Zresztą, co się będę rozwodził, spójrzcie na screeny.

 

Tacy przeciwnicy to jednak tylko rozgrzewka przed prawdziwymi wrogami – pełnoprawnymi bossami. Jest ich czterech, a z każdym przyjdzie nam stoczyć po kilka walk. Z każdym walczy się trochę inaczej, każdy ma swoją historię. Każdy, choć z różnych względów, stał się sługą Arymana, a więc uległ Zepsuciu przez niego szerzonemu. Jeśli chcemy boga uwięzić, musimy się uporać z jego sługami.

 

Każdy boss ma jakąś specjalną umiejętność, styl walki, ale mimo to walczy się z nimi podobnie, choć czasem trzeba ruszyć mózgownicą. Gra jednak prawie zawsze podpowiada nam, co należy zrobić, aby sługę unicestwić. Mogą oni także przybierać różne formy (które objawiają nam się właśnie podczas walki z bossami, później zaś taki manewr stosuje każdy wróg), które zmuszają nas do zastosowania określonego ataku. Nie zmienia to faktu, iż walki te są kilkakrotnie łatwiejsze od pojedynków toczonych w poprzednich grach z serii. Muszę jednak przyznać, że i tak walki dają nam bardzo wiele radości.

 

Lwią część gry zajmuje eksploracja. Zmierzając do Żyznych Pól przebędziemy cały świat gry wzdłuż i wszerz. Czasem jednak aby dotrzeć w trudniej dostępne miejsca będziemy potrzebować czegoś więcej, niż tylko umiejętności Księcia – mocy Eliki. Zdobywa się je poprzez zbieranie Ziaren Światła, są wymagane do ukończenia gry. Szczerze mówiąc, ten element jest moim zdaniem dość irytujący – nie mam ochoty latać kilka razy w kółko tylko po to, aby móc przejść dalej i znów robić to samo. Lokacje po uzdrowieniu wyglądają inaczej, ale to wciąż te same etapy. Całe szczęście, że akrobacje są nad wyraz przyjemne. Wracając jednak do mocy Eliki – wraz ze wzrostem ilości Ziaren na koncie jej moc rośnie, co pozwala nam odblokować nowe moce. Dzięki nim możemy biegać po ścianach (pod każdym kątem, nawet po suficie), wykonywać szalenie wręcz długie skoki, a nawet latać. Miłe urozmaicenie, dzięki któremu w trakcie rozgrywki nie pojawia się rutyna.

 

Tym razem mamy do czynienia z kompletnie innym bohaterem. Książę nie jest ani trochę mroczny (ew. tajemniczy), wręcz przeciwnie – jest cynicznym luzakiem. Jednym się to podoba, innym nie – ja należę do tego pierwszego obozu. A dlaczego? Ano dlatego, iż taka postać zwyczajnie tutaj pasuje. Nie wyobrażam sobie w tej roli kogoś poważnego, zmęczonego życiem itp. Elika zaś jest już trochę inna, doroślejsza, jednakże jest to świetnie uzasadnione fabularnie, a poza tym tworzy ona z Księciem świetny duet, także dzięki temu.

 

Bohaterowie przemówią do nas po polsku, choć napisy mimo to zalecam włączyć. Powód już podaję – kwestie Maćka Zakościelnego są momentami skandalicznie ciche. Aktor dobrze wczuł się w rolę, do której jego głos nieźle pasuje, jednak momentami nie słychać, co mówi. W przypadku Eliki wybór był równie dobry, tym razem nie ma też problemów z poziomem głośności. Pozostałe głosy także są niezłe, choć ich poziom jest już trochę niższy (tzn. po niektórych zbytnio słychać aktorstwo).

 

Oprawa wideo została wykonana w technologii cel-shading, co jest dość rzadko spotykanym zabiegiem (jakiś czas temu korzystał z niej XIII, z nowości niedawno wydano Borderlands). Już pierwsze screeny wywołały jednak zachwyt, później zaś okazało się, iż w ruchu gra wygląda jeszcze lepiej. Grafika jest piękna, szczególnie po uzdrowieniu krainy wyglądają świetnie. Choć muszę przyznać, iż sterylność miasta z Mirror’s Edge przemówiła do mnie bardziej. Ten bajkowy świat także zachwyca oczy, ale mnie aż tak mocno nie powala. Kto wie, może gdybym zagrał w te gry w odwrotnej kolejności byłoby inaczej?

 

Nowy Prince of Persia to bez wątpienia gra bardzo dobra. Szkoda jednak, iż Ubi nie zdecydowało się choćby na wprowadzenie stopniowanych poziomów trudności, gdyż bez tego to gra na raz – mało komu będzie się chciało ponownie grać w identyczny sposób. Nie da się też zaprzeczyć, iż starym wyjadaczom poprzedniej trylogii nowy PoP przyniósł zapewne tylko rozczarowanie. Mimo to polecam, gdyż za kilkadziesiąt złotych dostajemy ok. 10h naprawdę bardzo miłej rozgrywki. O ile uda wam się tę grę nabyć – odkąd Ubisoft sam wydaje w Polsce swoje produkty, co jakiś czas jest problem z ich dostępnością...

 

Ocena: 9/10

 

Plusy:

  • bajkowa grafika

  • para bohaterów

  • łatwa i przyjemna

  • efektowna walka

 

Minusy:

  • problemy z dostępnością

  • brak poziomów trudności

  • dla zagorzałych fanów starych PoP’ów - rozczarowanie

-------------------------------------------------

We were one in words
You finished my sentences
I can never attract tomorrow
It pushes me aside

I sink in waters deep
Your presence kept me floating
Far from depths where secrets lie
Maybe in another lifetime
I could be the first you meet

I once read a poem
Held my breath
But that moment's gone
First time I felt life somewhat hurts
Need an option, a reason and some hope

Yell at me, i want to be your light that shines
But my ground's shaking and I might fall
I wish that I could say... I wish I could be your evil in a closet

-------------------------------------------------------

Dziwna gra. Konkretniej mówiąc - z dziwnym zakończeniem. Jak w recenzji wspomniałem, kompletnie nie pasuje do całej koncepcji. Hm. 

Utwór rządzi. Ostra ballada, pokazująca siłę zespołu. Polecam.

Obecnie pogrywam z dgfh i jego kumplem z L4D. Fajnie całkiem, choć trochę  mi szkoda, że nie mam w otoczeniu ludzi, którzy by nasz duet [ja + dgfh] dopełnili tak, aby się grało z samymi znajomymi. Wrażenia wtedy o wiele fajniejsze. :P Tak niby też całkiem fajnie, ale jednak gra z kumplem i całkiem obcym kolesiem to nie to samo, co rozgrywka z samymi kumplami.

Zainstalowałem Planescape: Torment, ale jakoś boję się tej gry. Mam co do niej przeogromne wymagania, a po odbiciu się od pierwszego Baldura mam wątpliwości, czy stare cRPG fantasy mnie jarają. Fantasy, bo Fallout jest dla mnie świetny, i co do zagrania w drugą część nie miałem najmniejszych obaw. Recenzję bym wrzucił, ale wymaga dopracowania jeszcze. A propos - na Enklawie Magii niedługo powinny się pokazać moje teksty o Jade Empire i pierwszym Falloucie. Drugiego dopieszczam właśnie po to, aby i on się nadawał. :P

Flames with you! :P

EDIT: Bez screenów póki co, bo mam zapchany limit. Jutro może dodam. 

EDIT2: No i są.

komentarzy: 905 grudnia 2009, 12:36

5 komentarzy do tego wpisu:


Kirabaxior : 07 grudnia 2009, 16:11

Wszystkie te ułatwienia zastosowane w PoPie moim zdaniem służą do poprawienia innowacyjności dzisiejszych tytułów i zmniejszenia irytacji. Pierwsza trylogia PoPa cholernie mi się podobała, była trudna, ale miejscami (Warrior Within) była też irytująca. Pierwsza trylogia stawiała też w dużym stopniu na walkę, nowy PoP zaś raczej na skakanie(zauważ, że 80 procent gry to akrobacje).Gra mi się bardzo podoba, zwłaszcza że mimo iż jest teoretycznie prosta(ginęłoby się często, ale dzięki temu że Elika rzuca się za nami, nie zauważamy tego i nie irytujemy się), gra się cholernie fajnie.
Co do L4D - mam cię na steamie, ty masz mnie, więc jak bedziesz chciał pograć w L4D w full składzie, a ja nie bede w nic grał - wal do mnie na steam czy xf. Spooro przeżyłem w leftku, znam wiele kamp, miejscówek, bajerków, tak więc przy ogar teamie można spokojnie zabierać się za experta. :)
odpowiedz

JayL : 07 grudnia 2009, 18:11

Dzięki, jak tylko będziemy chcieli grać w 4 to się odezwę - bo póki co jeden koleś dostał nówki Ogniem i Mieczem [M&B] i L4D2, więc nie gramy ostatnio.
Co do PoPa, podpisuję się. Wstyd się przyznać, ale końcówkę WW [oprócz bossów] przechodziłem z trainerem. Zwyczajnie wysiadałem. Na szczęście w T2T trochę obniżono poziom trudności.
Rzeczywiście, nowy PoP grą łatwą nie jest, jedynie niemożliwość zginięcia daje takie wrażenie. Ale jednak czegoś mi w niej brakuje, i wolę ME. ;)
odpowiedz

LordTyrranoos : 07 grudnia 2009, 18:03

Cóż, grę mam - wygraną w konkursie edycję premierową. Czy zagram? Na konsoli zagrałbym na pewno. Z PC może być różnie - nie kręci mnie tego typu produkcja, a oprawa graficzna wręcz powoduje obrzydzenie. Pierwsza trylogia fatycznie była bardzo dobra, aczkolwiek do tej części jestem nastawiony sceptycznie. Choć czytam recenzje, w których się tę grę tylko wychwala. Ja jestem jednak niereformowalny.
PS Jak przekroczyłeś limit to wrzucaj filmiki - zawsze to coś ;)).
odpowiedz

JayL : 07 grudnia 2009, 18:13

Ja wyznaję zasadę - czemu nie? Więc nawet jakbym w jakimś konkursie wygrał totalnego gniota, to i tak bym go odpalił. :P Oprawa jest mocno specyficzna, więc nie każdemu musi się podobać, ale polecam sprawdzić - szalenie efektowne siekanie wrogów i nieludzkie akrobacje dają sporo frajdy. ;)
odpowiedz

DiegoTan : 08 grudnia 2009, 12:01

JayLu, super że dałeś tyle ciekawych screenów. Twoja recka jak zwykle jest strasznie długa - czasem naprawdę przydałoby się, byś wytłuścił najważniejsze jej informacje, albo chociaż troszkę skracał :).
Muzyczka taka sobie, ale to może przez to, że nie jestem fanem gatunku.
Ja za to odpaliłem tekst o polonizacjach, zapraszam Cię do lektury i ewentualnych wskazówek.
Pozdro
odpowiedz

JayL : 08 grudnia 2009, 17:16

O wytłuszczaniu mogę pomyśleć, skracał póki co nie będę, toć to ledwie trochę ponad 2 strony A4. :P
odpowiedz

ZO_S_O : 08 grudnia 2009, 20:28

Taakie grube dywany... Przeszedłem raz, potem się trochę pobawiłem. Gra na jednorazowy odstrzał bardzo fajna. Jednak nic poza tym nie oferuje... Jako fan PoP'a - mam i faktycznie spodziewałem się jednak większego zaawansowania chociażby stopnia trudności.
odpowiedz

JayL : 08 grudnia 2009, 21:07

Że na raz - muszę się zgodzić. Gdy się gra jest fajnie, miło się lata i sieka, ale jak już się grę ukończy, jakoś nie ma [przynajmniej w moim przypadku] potrzeby do niej wracać.
odpowiedz

cedricek : 10 grudnia 2009, 12:58

Dziwne, ale w PoP nigdy jeszcze nie grałem. Jakos mnie to ominęło... może warto?
Sam nie wiem, po przeczytaniu recenzji - chciałbym. Ale... no właśnie, wolę gry innego gatunku.
Pomyślę.
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl