avatar

JayL Użytkownik gram.pl (Sekretarz) ja.gram.pl/JayL

Mirror's Edge - recenzja.

recenzja, In Flames, DICE, gra, Mirror's Edge

Gra nowatorska. Od studia DICE, znanego wyłącznie z Battlefieldów. Wydana przez EA, firmę, która „słynie” z tasiemców. Czy to się może udać? Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, iż... prawie.


Sama gra udała się jak najbardziej – może i kilka elementów powinno wyglądać trochę inaczej (choć ja takowych nie zauważyłem), ale to standardowa bolączka gier pierwszych w swoim rodzaju. Gorzej z jej sprzedażą. Większość graczy to obecnie casuale, którzy – jak mi się zdaje – nie lubią ani gier innowacyjnych, ani wymagających. A ME wpisuje się w obie kategorie. 

Cóż tu takiego innowacyjnego? Właściwie cała mechanika gry. Słyszał ktoś wcześniej o symulatorze freeruningu / parkouru? A rozgrywka w Mirror’s Edge polega właśnie na tym – aby jak najszybciej pokonać wyznaczoną trasę. Efektowność, ważna w tych sportach, tutaj nie ma znaczenia. Liczy się tylko prędkość. Taka formuła nie każdemu podpasuje, jednak nie ma co się oszukiwać – jeśli zręcznościówki, zakochasz się w tej grze. Jest dynamiczna, emocjonująca i naprawdę piękna.

Piękno to jest równie specyficzne i oryginalne jak założenia rozgrywki. Miasto, w którym toczy się akcja jest sterylnie czyste – nawet kanały lśnią. Kolory są mocno przesycone, mówiąc kolokwialnie walą po gałach. Ma to swój urok, który zapewne wielu osobom (w tym mnie) podpasuje. Przy tym wcale nie wymaga demona – na moim nie najnowszym i nie najmocniejszym sprzęcie gra chodziła super płynnie na maksymalnych ustawieniach w rozdzielczości 1600x1200. Ale jest jeden problem – PhysX. Po jego włączeniu wszystko cięło się nawet na minimalnych, a w sumie wiele gier ma wcale nie gorszą fizykę, która aż tak kompa nie obciąża. Na szczęście bez niego wcale źle się nie gra, a i na niskich ustawieniach gra wygląda bardzo ładnie. Niestety, grafika to kolejny czynnik, który może niektórych odstraszyć swą oryginalnością. Jak więc widać ME trafia w sumie do dość wąskiego grona odbiorców – wiele jest w nim elementów, które niekoniecznie muszą się podobać. Jednym słowem – nie jest to gra dla niedzielnych graczy.

Jedna rzecz związana z grafiką mi się jednak nie spodobała – przerywniki. Nie są one zrealizowane na silniku gry – a szkoda, bo – co widać podczas rozmów generowanych w czasie rzeczywistym – wyglądałyby 100x lepiej. Tak dostaliśmy niezbyt ładną rysunkową animację, która tylko powoduje żal, iż nie możemy zachwycać się świetnie zaprojektowanymi postaciami.

Gdy już zainstalujemy grę i ustawimy opcje graficzne przechodzimy do podstawowego trybu zabawy, ochrzczonego „fabuła”, w którym poznajemy historię głównej bohaterki – Faith. Na początek mały trening i wyruszamy w trasę. Dziewczyna jest bowiem sprinterką – kurierem przenoszącym poufne wiadomości w ściśle kontrolowanym przez władze mieście. Sytuacja jest dość nieciekawa – ludzie zgodzili się na pełny nadzór, utratę wolności i prywatności w zamian za bezpieczeństwo. Teraz jednak zrozumieli swój błąd i dążą do przywrócenia dawnych porządków. Sprinterzy są przez władze niepożądani, jednak do tej pory policja obchodziła się z nimi dość łagodnie. Ale podczas jednej misji staje się coś dziwnego – niebiescy otwierają do Faith ogień bez powodu. Na domiar złego jej siostra zostaje wplątana w zabójstwo. Nasza bohaterka należy do swoistego ruchu oporu, więc nie leży w jej naturze ukrywanie się. Dlatego postanawia dociec prawdy i ukarać winowajców. Historia jest dość ciekawa, potrafi zainteresować, jednak to nie dla niej grałem dalej w tę grę. Grałem dla samego biegania.

Poruszanie się jest banalnie wręcz proste, wcale nie wymaga pada. Prócz WSADu i myszki potrzebne są zaledwie dwa (z rzadka trzeci do obrotu) klawisze, jeden do skoków, drugi do amortyzacji upadków i ślizgów. Ta prostota sprawia, że omijanie przeszkód jest szalenie przyjemnie. A gdy w pewnym momencie policja zaczyna dosłownie deptać nam po piętach... adrenaliny jest w bród i jeszcze trochę. Wrogów załatwiać można, choć większą przyjemność daje ich wymijanie. Czasem jednak się nie da – wtedy Faith może chwycić za broń. Szczerze mówiąc w paru momentach musiałem grać tak, jakby to był FPS, bo zwyczajnie sobie z wrogami nie radziłem. Może gdyby był zapis w dowolnym momencie, chciałoby mi się bawić w iście Matrixowe akrobacje, a tak rozbrajałem jednego smerfa, a resztę zwyczajnie wystrzeliwałem (inna sprawa, że i to najczęściej łatwe nie jest – nasza bohaterka nie ma klaty ze stali, a wrogowie prują celnie). Ale jeśli ktoś ma cierpliwość tak się bawić – proszę bardzo. System walki jest równie prosty i intuicyjny jak system poruszania się. Za pomocą przycisków myszki możemy wrogowi albo przyłożyć, albo spróbować go rozbroić. Ciosy oczywiście możemy zadawać z wyskoku, ze ślizgu (da się przyłożyć w klejnoty – skuteczność jak w rzeczywistości) – jest tego sporo i walka potrafi przynieść ogrom emocji.

Inną sprawą jest, że elementy te spodobają się tylko „hardcore’om” (piszę w cudzysłowie, gdyż dziś to słowo oznacza właściwie każdego, kto oczekuje od gry jakiegokolwiek wyzwania), gdyż gry nie da się przejść za jednym podejściem. A i kilkanaście loadów zapewne nie wystarczy. Choć muszę przyznać, iż byłem przygotowany na więcej chybionych skoków – albo po prostu ta gra mi pasuje, albo miałem szczęście, albo wkładałem w bieg zbyt mało serca (czyt. nie szalałem). Tak czy inaczej grę skończyłem w ok. 6h, czasem tylko przystając, aby rozwiązać zagadkę. Raz była to łamigłówka typu „którego najpierw i jak?”, innym razem coś wymagającego więcej pomyślunku, czyli „jak się tam dostać?”. Potrzeba kombinowania się zdarza, acz nie za często. A jeśli już, najczęściej mamy albo zwyczajnie podświetlony na czerwono element, albo np. świecącą żarówkę podpowiadającą, w którą stronę się udać.

Wspomniałem o podświetlaniu elementów, trzeba tę informację rozwinąć. Faith nie jest w swoim fachu żółtodziobem. Dzięki doświadczeniu widzi pewne elementy, które może wykorzystać do szybkiego pokonania trasy. Są one podświetlane na czerwono, a że wszystko tu jest intuicyjne, zazwyczaj od razu wiadomo, co z tym fantem zrobić.

Gdy już ukończyłem fabułę (mała dygresja – po obejrzeniu zakończenia tytuł utworu promującego grę – Still Alive – nabiera głębszego znaczenia) towarzyszyło mi uczucie niedosytu. Poznając ją nie ma bowiem wielu okazji do szybkiego pokonywania przeszkód – najczęściej poziomy są zbalansowane tak, że na zmianę trochę uciekamy, rozwiązujemy zagadki i zwyczajnie przemierzamy teren. Na szczęście twórcy przewidzieli takie zachcianki i dodali możliwość pokonywania tras na czas, która jest drugim z trybów dostępnych w grze. Mamy tu kilkanaście (-dziesiąt?) różnych tras – niektóre poznaliśmy już wcześniej, inne kompletnie nowe, które musimy przebiec w wyznaczonym czasie. Za wynik dostajemy gwiazdki (od jednej do trzech, a im więcej tym lepiej), które pokazują poziom naszych umiejętności. Muszę przyznać, że już zdobycie dwóch to prawdziwe wyzwanie... A że jest tego naprawdę sporo, mój głód został nasycony. Zaś sama gra nadal jest na dysku – czasem fajnie włączyć i przebiec sobie jedną trasę raz czy dwa, choć łatwo wpaść w pułapkę – wciąga. ;)

Poziomy są zaprojektowane wręcz perfekcyjnie. Widać, że studio DICE zna się nie tylko na mapach do FPS’ów. Co prawda odwiedzane przez nas miejscówki nie są specjalnie zróżnicowane (zazwyczaj kanały, dachy, biurowce i magazyny), jednak żaden etap nie przypomina poprzedniego, wszystkie pokonuje się z równie dużą przyjemnością. Za to dla twórców wielkie brawa.

Na koniec jeszcze łyżka dziegciu. Gra wymaga nieprzebranych pokładów cierpliwości. Mnie do parcia dalej motywowała chęć... pobiegania. Wielu jednak mechanika gry może nie wciągnąć aż tak bardzo, dlatego nie będą z takim zapałem po raz enty wczytywać stanu gry. I to jest największy minus tej gry, zniechęcający bardziej niż mogący niektórym nie podpasować styl graficzny. Mirror’s Edge jest zwyczajnie wymagającą grą. Na szczęście zakończenie jest furtką do części drugiej. Oby powstała.

 

Ocena: 8+/10

Plusy:
- wolność!
- bieg!
- grafika!
- grywalność!

Minusy:
- wymaga sporych pokładów cierpliwości
- cut-scenki
- nie dla casuali

Łukasz "JayL" Jakubczak

-------------------------------------------------------

Consume the curse
That brings you down
(A fading liar)
Who wakes up alone

It's there
In front of you

[Chorus:]
Invert this tragedy to come
And reclaim your future
This is a call to arms
One quest at a time

Feed the hunger,
Climb on up
Repress the negative
You are not alone

It's there
In front of you

[Chorus]

Avoid the mould
Desperate you regress
Move through me
I'll be your triumph

[Chorus]
Consume the curse That brings you down (A fading liar) Who wakes up alone It's there In front of you [Chorus:] Invert this tragedy to come And reclaim your future This is a call to arms One quest at a time Feed the hunger, Climb on up Repress the negative You are not alone It's there In front of you [Chorus] Avoid the mould Desperate you regress Move through me I'll be your triumph [Chorus]

-------------------------------------------------------

Wokal kopie. Grafika w ME powala - dla mnie to najładniejsza gra, w jaką kiedykolwiek grałem. Szkoda tylko, że na mojej grafice nie mogłem grać z PhysXem. Ale bez niego na maksymalnych - no problem. I zakochałem się w tej grafice. Jest przepiękna. Dzieło sztuki. 

DMoMM to męcząca gra. Fajnie się ciacha zwykłych wrogów, ale już pająki są zwyczajnie irytujące. Zombiaki nie są złe w sumie. Multi też niezłe nawet, we dwóch na arenie się fajnie gra. No i są ładne kapłanki. ^^

Jak ktoś chce przetestować Killing Floor - imitację L4D - zapraszam na Steama. Macie jeszcze 2 dni włącznie z dzisiejszym darmowego grania. Sam się skapnąłem, jak uruchamiałem DMoMMa. :P

Pozdrawiam. 

komentarzy: 324 października 2009, 13:46

2 komentarze do tego wpisu:


gitarka : 24 października 2009, 17:53

Gra jest świetna. Muszę sobie ponownie ją przejść :P
odpowiedz

cedricek : 28 października 2009, 16:48

Ta gra jest super właśnie dlatego, że jest wymagająca, że grywalna, że jest o wolności wobec systemu i- najważniejsze - wcale nie trzeba tu używać broni ^^
Ma klimat. Szkoda, że tylko trzy razy można instalnąć...
odpowiedz

JayL : 28 października 2009, 19:30

Ja i tak póki co jej nie usuwam. Ot, czasem sobie przebiegnę jakąś trasę dla odstresowania.
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl