avatar

JayL Użytkownik gram.pl (Sekretarz) ja.gram.pl/JayL

Empire: Total War - recenzja.

Moja przygoda z serią Total War zbyt długa nie jest. Do niedawna jedyną jej częścią, w którą grałem, był Medieval II. Gra jednakże dosłownie mnie pochłonęła, nie miałem więc najmniejszych wątpliwości wydając pieniądze na premierową edycję najnowszej odsłony strategii spod szyldu Creative Assembly.

Tym, co mnie, miłośnika zręcznościowej akcji, kompletnie zaskoczyło w Medievalu była jego... grywalność. Gra po prostu niemiłosiernie wciąga, wywołując niepowstrzymany syndrom „jeszcze jednej tury”. Nie ma to jak zasiąść na tronie jednego z europejskich mocarstw i gromić swoich sąsiadów siłą militarną wspartą rozwiniętą gospodarką. Tu bowiem bez obu tych elementów ani rusz – do ukończenia Wielkiej Kampanii, głównego trybu gry, wymagana jest ekspansja terytorialna. Do tej zaś niezbędne jest wojsko w ogromnych ilościach. Aby je jednak utrzymać potrzebne są nam złote monety ze skarbca, które zarabiamy na rolnictwie, przemyśle i handlu. Gry z tej serii są zgrabnym połączeniem dwóch gatunków – RTS’a i strategii turowej. Walki toczymy w czasie rzeczywistym, państwem zaś zarządzamy w turach. Akcja, przeniesiona do XVIII wieku ponownie wciąga niemiłosiernie.

Chyba po raz pierwszy w serii dostajemy w ręce także tryb fabularny, ochrzczony jako Droga do Niepodległości, gdzie sterujemy najpierw koloniami Wielkiej Brytanii, potem zaś Stanami Zjednoczonymi w drodze ku wyzwoleniu. Mamy tu kilka przymusowych bitew, trochę ekspansji w celu osiągnięcia niezależności, i tyle. Tryb mało wciągający, nie da się także kontynuować gry po osiągnięciu wyznaczonych celów. Ponownie wisienką na torcie jest Wielka Kampania, gdzie po raz pierwszy od początku możemy kierować Rzeczpospolitą Polską.

W zależności od tego, który kraj wybierzemy, zostają nam postawione inne cele. W przypadku Polski i krótkiej kampanii jest to zdobycie i utrzymanie 15 regionów (w tym kilka obowiązkowych) w czasie 50 lat. Nasza sytuacja lekka nie jest, gdyż od zachodu otaczają nas dość potężni wrogowie (Prusy i Austria), więc z początku, gdy jesteśmy bardziej zapalczywi i mściwi, możemy nie mieć czasu na rozwój gospodarki. Później teoretycznie znajdzie się na to czas, jednak w praktyce dalej będziemy musieli odpierać ataki, z tym że innych państw, ponieważ dyplomacja jest tu kompletnie zawalona, o czym jednak napiszę szerzej później. Najważniejsze jest to, że znów mamy do czynienia z tonami grywalności. Na fakt ten wpływa także to, iż trochę zmodyfikowano interfejs. Usprawniono dyplomację, budynki do budowy podlegają teraz segregacji, dzięki czemu wiemy, co konkretnie rozwijamy. Zmieniono system podatków – teraz zmieniamy je dla poszczególnych klas społecznych. Czy to rozwiązanie lepsze czy gorsze, nie wiem, ale na pewno znacznie skraca proces wyznaczania danin, gdyż teraz nie musimy tego robić w każdym mieście, zaś w razie niezadowolenia zwyczajnie zwalniamy dany region z opłat. Ogólnie więc to chyba krok w dobrym kierunku.

Modyfikacji uległ także sposób wyświetlania siły armii. Teraz nie wskazuje jej poziom „napełnienia” chorągwi, a zwyczajny wskaźnik obok niej, w którym znajdują się prostokąty informujące nas, ile w danej armii jest jednostek. Zaś nad masztem flagi widzimy gwiazdki symbolizujące poziom generała – od 0 do 8. Gdy flaga jest postrzępiona, wskazuje na przerzedzone oddziały, jest więc prosto i czytelnie.

Same oddziały są oczywiście znacząco inne od tych z Medievala – prawie nie uświadczymy łuczników, za to właściwie każdy oddział posiada broń palną. Konnica jest lżej uzbrojona, choć zdarzają się wciąż oddziały opancerzone, jak np. polska Husaria. A nie jest ona niestety już tak mocna, o czym zresztą świadczy także notka historyczna informująca, iż czasy świetności tejże jednostki minęły w wieku XVII, teraz jest już trochę przestarzała. Wciąż jednak jest jednostką elitarną, werbowaną tylko w stolicy, a liczba jej jednostek jest ograniczona. Prócz niej nie ma za bardzo o czym się rozpisywać, ot, milicjanci, grenandierzy czy... Euro_Pikeman_info_infp. Tak bowiem, w skutek błędu polonizatora bądź twórców nazywają się pikinierzy. To na szczęście jedyny błąd, jakiego się dopatrzyłem. Na temat samych bitew nie mam wiele do powiedzenia – ot, dodano rozkazy odnośnie strzelania, trochę zmodyfikowano rozkaz ataku (poprzez umieszczenie przełącznika ataku wręcz i z dystansu) – nic specjalnie zmieniającego rozgrywkę. Wrogowie nie są głupi, acz też niespecjalnie wymagający. Czasem irytuje tylko spadające nie wiadomo czemu morale, które potrafi wywołać ucieczkę jednostki nawet gdy przeważa ona w walce z jednostką wroga. Dodano także możliwość chowania się do budynków, sam jednak nie skorzystałem z niej ani razu. Oczywiście wiele osób zapewne znajdzie w bitwach kolejne pokłady grywalności, gdyż uczucie towarzyszące umiejętnemu gromieniu przeważających sił wroga jest niezapomniane. Ja jednak wolałem skupić się na rozgrywce na mapie politycznej, w bitwach biorąc udział tylko okazyjnie.

Szczególnie w morskich, które są nowością w serii. Woda i statki prezentują się naprawdę ładnie (i o dziwo nic się nie tnie...), cały system pomyślano całkiem dobrze, steruje się przyjemnie, ale... tylko wtedy, gdy po swojej stronie mamy nie więcej, jak dwa, bądź maksymalnie 3 statki. W przeciwnym przypadku do bitew wkrada się chaos, a nad całymi flotami składającymi się z kilkunastu jednostek zwyczajnie nie sposób zapanować. Miało być coś naprawdę wielkiego, a tymczasem większość zapewne dalej będzie rozstrzygała te bitwy automatycznie...

Wracając do infrastruktury, od jej rozwoju zależy, jak dużo pieniędzy napływa do naszego skarbca. Lepsze drogi skutkują szybszym transportem, bardziej rozwinięte gospodarstwa większym plonem, rozwinięty przemysł wzrostem produkcji towarów. Im więcej wydamy kasy na rozwój, tym więcej z każdą turą będzie napływać do naszej kieszeni. Gdy potrzebujemy zastrzyku gotówki, zwiększamy podatki, jednak nie jest to dobre wyjście na dłuższą metę – ludzie co prawda się przystosowują, jednak zaludnienie i wzrost gospodarczy spada, przez co spadają też nasze dochody. Tak więc, paradoksalnie, jeśli chcemy zarabiać więcej, musimy obniżać podatki. 

Liczba agentów, których dostajemy do dyspozycji została znacznie ograniczona – jest ich zaledwie trzech, Dżentelmen, Hulaka i Misjonarz (oczywiście w dowolnych ilościach). Ci pierwsi przydają się w sumie tylko do przyspieszania badań w uczelniach niezbędnych do sukcesu militarnego i gospodarczego, a także eliminowania konkurencji, tym samym spowalniając badania przeciwnika. Hulacy zaś mogą eliminować agentów wroga, a także sabotować budynki i zbierać dla nas informacje. Prócz tej ostatniej funkcji nie są zbyt przydatni – wrogów morduje się rzadko, nie ma sensu sabotować budynków, które niedługo będą nasze. Misjonarze oczywiście nawracają lud na wiarę państwową, co pomaga zmniejszyć niezadowolenie, przez zaprzestanie protestów religijnych.

Czas na sporą łyżkę dziegciu. W grze bowiem występuje mnóstwo bugów i niedoróbek – wyraźnie widać, że produkt został wydany zbyt szybko, i nawet po kilku patch’ach nie jest dobrze, w przeciwieństwie do Medievala, gdzie prawie wszystko było w idealnym porządku (choć grałem w edycję z Platynowej Kolekcji). To, co irytuje najbardziej to zwyczajnie głupie AI. Zarówno w bitwach jak i na mapie komputer na poziomie średnim nie popisuje się nadzwyczajną, ani w ogóle jakąkolwiek inteligencją. Choć w przypadku bitew mam przede wszystkim na myśli te rozstrzygane automatycznie, gdyż w razie włączenia się do nich osobiście nie jest w sumie źle. Co nie zmienia faktu, że przy odrobinie szczęścia nasze miasta są nie do zdobycia – wystarczy ustawić wszystkich na placu, który wróg musi zająć by wziąć osadę. Wtedy, dzięki bliskości przyjaciół morale nie spadają, i możemy z niewielkimi stratami odpędzić siły nieprzyjacielskie. Wróćmy jednak do walk bez naszego udziału – zdarzało się, że z pełną armią, ba, nawet z kilkoma chorągwiami i dobrymi generałami przegrywałem bitwy przy znacznej przewadze liczebnej! Jednostki były mniej więcej tej samej klasy, a zdarzyło mi się parę razy gromienie 3- czy 2-tysięcznej armii przez 2 czy 3 razy mniejsze, czasem nawet bez generała. Jedynym uczuciem nam towarzyszącym jest wtedy frustracja. A jako że bitwy zajmują całkiem sporo czasu, a większość ludzi ma grafik napięty, można się do tej produkcji mocno zrazić. Na szczęście o ile nie porywamy się na wyższe poziomy trudności, wystarczy dowerbować trochę jednostek, aż w końcu po przekroczeniu pewnej magicznej granicy uda się bitwę wygrać. Zapomnijcie jednak o technice save/load – próbowałem parę razy, i była to tylko strata czasu, gdyż wynik batalii był zawsze identyczny. Nawet jeśli byłoby inaczej, osobiście wolałbym przeznaczyć ten czas na inne działania, niż przypatrywanie się paskowi loadingu, który rośnie strasznie wolno jak na komputer z 2GB Ramu. Optymalizacja się kłania, ale o tym później.

Kończąc temat irytujących aspektów bitew, przejdźmy do takowych na mapie politycznej. System dyplomacji został znacznie usprawniony, dzięki czemu nie musimy już słać posłów do każdego państwa, z którym chcemy petraktować. Teraz wystarczą do tego zaledwie dwa kliknięcia. Cóż jednak z tego, skoro całe rozmowy sprowadzają się właściwie do wypowiadania wojen i zawierania umów handlowych? Pokoju za nic zawrzeć się nie da (co miast śmieszyć irytuje – malutkie państewko ledwo trzymające się na nogach wypowiada wojnę mocarstwu zajmującemu ¾ obszaru Europy, także większe państwa po rozgromieniu, gdy został im jeden region, nie chcą za nic się z nami pogodzić), ba, jesteśmy najczęściej wyzywani, padają też groźby pod naszym adresem. A cóż wtedy czynimy? Zazwyczaj ślemy armię na najbliższą osadę wroga i delektujemy się komunikatem o jej przejęciu. Sojusz także dość ciężko zawrzeć, nawet po długiej współpracy handlowej i wieloletniej przyjaźni. Ogólnie rzecz biorąc dyplomacja w Empire: Total War leży i kwiczy.

Zabierzmy się więc za ostatnią sporą wadę tej produkcji, a jest nią wspomniana wcześniej optymalizacja. Komputer mój został znacznie usprawniony w stosunku do tego, na którym grałem w poprzednią odsłonę serii, jednakże nie sprostał wymaganiom Empire. Najbardziej irytują strasznie długie czasy ładowania, przez co odechciewa się nam ryzyka podejmowanego po wcześniejszym quick-save'ie, gdyż quick-load tu nie istnieje. A i plansz ładowania jest strasznie mało, cytaty się powtarzają, więc nie ma na co patrzeć. Grę udało mi się odpalić na wysokich detalach w dość niskiej rozdziałce 1280x960, kiedy to wszystko ładnie śmigało na mapie, jednakże podczas bitew lubiło czasem przyciąć. Ogólnie nie było źle, choć miałem nadzieję na trochę ładniejsze widoki, skoro prawie każda nowa produkcja działa na detalach maksymalnych w 1600x1200. Ale cóż, może to wina lekko podstarzałego procesora (C2D @ 2.1GHz)? Jednak nic nie tłumaczy tnących się cut-scenek i filmów wyświetlanych np. po pokonaniu większego mocarstwa.

Grafika zaś powalająca nie jest. Ba, z początku uznałem nawet grafikę za brzydką. Wygładzanie i jakość niektórych tekstur powoduje spory zawód. Choć to tylko strategia, spodziewałem się po niej czegoś więcej, niż tylko lekkiej poprawy względem poprzedniczki. A tak, jedyne, co mi się podobało, to woda i statki podczas bitew morskich. Oprawa audio też niczym specjalnym się nie wyróżnia, jest symfonicznie, czasem epicko i pompatycznie, ale nic specjalnego, odgłosy bitew stoją na dobrym poziomie.

Podsumowując, choć Empire pod wieloma względami zawodzi, choć wyraźnie brakuje jej szlifu i zastanowienia nad niektórymi elementami, jest to gra naprawdę wielka. Nie tylko pod względem obszarowym (dodano Ameryki i Indie), ale przede wszystkim na polu grywalności. Bo jak inaczej można określić grę, w której jest tyle błędów i niedorobek, która tak często irytuje, a jednocześnie tak bardzo i nieodwracalnie wciąga? Trzepanie tyłków mocarstwom jest świetnym, niezapomnianym doznaniem, które każdy zapewne zapamięta na długo. Szkoda jednak, że wygląda na to, iż twórcy gry, Creative Assembly, odpuścili sobie jej wsparcie po jednym DLC i kilku patch’ach. Już bowiem widać na horyzoncie Napoleon: Total War, która to gra niestety nie jest dodatkiem, a pełnoprawną kontynuacją, dziejącą się we właściwie tych samych czasach. Cóż, widać panowie z CA idą na kasę... Ale co w takim razie z Wielką Kampanią? Wcale nie będzie? A może będzie tym samym, identycznym trybem co ten z opisywanej tu produkcji z kilkoma nowymi państwami? Jeśli tak będzie, gry nie kupię. Zapewne będzie świetna, ale nie pozwolę się tak chamsko obdzierać z kasy.

Ocena: 8+/10

Plusy:
- grywalność
- szalenie wciąga
- pozwala utrzeć nosa największym europejskim mocarstwom
- wiele dobrych nowalijek

Minusy:
- optymalizacja
- fatalne AI
- niedorobiona
- takie sobie bitwy morskie
- bugi

Łukasz „JayL” Jakubczak
---------------------------------------------------------

For all the times you left me bleeding
Clouded, weakend by the haze
Cut of my pride, enough to forgive
Reconcile, back to square nothing

It seems I lost my direction
Don’t have the strength to let it slip
Have no desire for the shore
Just let me play here for some time

Spent some quality time with the demon of mine
He said I like the way you struggle but you know I’m gonna win

Is this how I want to spend my days?
Shadowed, it fears me, my Utopia
Try to find some peace to destroy
These are my sins, I’m heading to fall
Never understood though I accepted
All the weakness that I discover
You gave me a place to hide and lost the key
Drowned my head just to see it sink (to the bottom)

Spent some quality time with the demon of mine
He said I like the way you struggle but you know I’m gonna win
Spent some quality time with my borrowed smile
The gleam is replaced, rip me open and erase me

Spent some quality time with the demon of mine
He said I like the way you struggle but you know I’m gonna win
Spent some quality time with my borrowed smile
The gleam is replaced, rip me open and erase me

---------------------------------------------------------

 Fizyka w LO to zuo. Reszta nie jest taka zła.

Fabuła w BG póki co ssie - ot, zwiałem, bo mnie ktoś goni, odnalazłem kolesia niszczącego żelazo na zamówienie tajemniczego kolesia... Nic ciekawego. Ale gra się całkiem przyjemnie. Tak na solidną 7.

Zassałem od groma i jeszcze parę piosenek In Flames do Fofa, ale większość jest dla cyborgów, parę niezłych i jedna czy dwie naprawdę świetnie zrobionych - wszystkie poziomy trudności, idealne prawie zgranie z melodią. 

Poza tym zamówiłem 4 brakujące płytki IF - Subttrean [czy jak to się pisze...], Lunar Strain, Soundtrack to Your Escape i A Sense of Purpose. Nie wiem, kiedy przyjdą, bo 2 pierwsze są trudno dostępne, na zamówienie. A złożyłem je w Kolporterze, po raz pierwszy, oby okazało się to dobrą decyzją. :P Tak w ogóle teraz pracy nie żałuję... mam na oko z 1,5k do wydania + kasa na urodziny. Jedyny problem w tym, że trochę muszę zostawić na nowego kompa, ale i tak starczy na całkiem sporo płyt i książek. A gry się kupi za kasę zarobioną w ferie [Mafia 2, MP3 i co tam jeszcze wychodzi, może - jeśli w tymj roku nie kupię, ale wątpię :P - DA:O, AC2 i MW2. Na EK mam chrapkę, prócz MW ofkoz].

Pozdrawiam.

komentarzy: 619 września 2009, 16:49

3 komentarze do tego wpisu:


LordTyrranoos : 19 września 2009, 17:41

Cóż, seria Total War nigdy za mną nie przemawiała. W Empire nie zagram na pewno, bowiem zwyczajnie moim zdaniem ssie.
Recenzja bardzo dobra ;)). Dluga i przybliżająca wszelkie aspekty rozgrywki. Czyli u Ciebie standard ;).
Na nowego peceta? To co ja dopiero mogę powiedzieć przy swoim 6-letnim złomie, haa? ;p
odpowiedz

JayL : 19 września 2009, 19:15

Mój w sumie tylko 3 lata młodszy. :P A czemu Empire ssie wg. Ciebie? Mechanizmy ulepszone, grywalność ta sama [choć do Ciebie nie przemawia], tylko troszkę bugów przybyło. ^^
odpowiedz

LordTyrranoos : 19 września 2009, 19:32

Bugi + optymalizacja + taki okres historyczny IMHO cienki. Choć dla gry bitewnej - lepszego pewnie nie ma ;))
odpowiedz

LordTyrranoos : 21 września 2009, 20:50

Takie pytanko małe - inreresowała by Cię posadka redaktora ;>? Wiesz, gry od dystrybutorów za free (Cenega, CDP, IQP, CI, PopCap Games), strona na szybkim serwerze i możliwość publikacji także tutaj. Reflektowałbyś ;>?
odpowiedz

alonzo : 24 września 2009, 09:00

Dopiero teraz przeczytałem i była to przyjemna czynność. Do tekstu nie mam specjalnych zastrzeżeń, a co się tyczy samej gry, a raczej serii, to od dłuższego czasu zabieram się za Rome ;-)
A Baldur jest dobry, w moim rankingu na pewno wszedłby do top 10 najlepszych gier, gdybym kiedyś taki ranking sporządził. Nie wiem, który raz już w niego pogrywasz, ale ja już nie czerpie przyjemności z gry w produkcję, którą znam na pamięć.
odpowiedz

JayL : 25 września 2009, 16:39

1-szy. :) Ale, niestety, okazało się, iż mam na tę grę zbyt mało czasu. Wrócę do niej zapewne w ferie świąteczne.
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl