avatar

JayL Użytkownik gram.pl (Sekretarz) ja.gram.pl/JayL

Colin McRae: DiRT - recenzja.

Złote czasy samochodówek dawno odeszły w zapomnienie.  Jeśli ukaże się z jedna dobra w ciągu roku, można świętować. Jednymi z ostatnich są Test Drive Unlimited, GRID i... DiRT?

Cóż, najnowszy (choć już niedługo – na dniach ma się ukazać DiRT2) Colin na pewno jest grą dobrą. Mam jednak pewne „ale” – ostatnią samochodówką (z nowości) w którą grałem było TDU i wersja demonstracyjna GRID’a. Test Drive jest moim zdaniem ucieleśnieniem tego, o co w wyścigach chodzi – samej przyjemności z jazdy. Tam nie chodzi o to, by wygrywać, ale po prostu jeździć. Dzięki specyficznej strukturze, pozwalającej na śmiganie z kolegami jest ona jeszcze bardziej grywalna. Nie raz ani dwa zdarzało mi się, że siadałem do niej tylko po to, aby pośmigać sobie po tych 1600 kilometrach dróg na wyspie Oahu, zdobywać coraz to nowsze i coraz fajniejsze samochody. Właśnie, nie coraz szybsze i lepsze, a coraz fajniejsze. Racja, były wyścigi, gdzie bez wozu najlepszego w swojej klasie było ciężko, ale w większości można było, z większymi bądź mniejszymi trudnościami, wygrać każdym wozem. Dlatego gra ta dawała niezmierną przyjemność z samej jazdy, z obcowania z nią. Oczywiście dla tych, którym do gustu przypadł model jazdy, w przeciwnym przypadku gra mogła być zwyczajnie nudna. Jednakże jeśli nam się podobał, można było spędzić przy grze setki godzin.

Z GRID’em (choć przypominam – grałem tylko w demo!) jest już trochę inaczej. Gorzej. I wcale nie dlatego, iż nie ma otwartej struktury. Jeździ się tam przyjemnie, ale... aby wygrać. Nie ma już jazdy dla samego obcowania z wozem, dla samej przyjemności ze śmigania ponad 200km/h. Choć jeździ się całkiem przyjemnie, dzięki czemu gra, nawet w wersji okrojonej, potrafi wciągnąć. Sprawa jednakowoż ma się jeszcze gorzej w przypadku DiRT’a.

A to dlaczego? Ano dlatego, iż tu jeździ się tylko po wygraną. Choć zdaje mi się, że powodem takiego podejścia do tej gry była w moim przypadku jej specyfika. Szerokie drogi są tu rzadkością, najczęściej pocina się po wąskich, szutrowych, a czasem i asfaltowych, drogach. Wymaga to nie lada opanowania i zręczności, nie tylko w szarpaniu kierownicą, ale i dozowaniu gazu – jakakolwiek stłuczka (a model jazdy jest dość realistyczny) powoduje zbyt dużą stratę czasu, nawet na poziomie łatwym (będę tu używał standardowego nazewnictwa, aby po prostu łatwiej się było w poziomach trudności zorientować). Dlatego dochodzi tu do pewnej „nieprzyjemności”. Mistrzem nie jestem, przyznaję, ale nie jestem też specjalnie słaby. A tu nie raz zdarzało się, że na łatwym miałem przewagę 10, bądź nawet 20 sekund. Z kolei po wskoczeniu wyżej już nie dawałem sobie rady. Jednym słowem – poziomy trudności są dość słabo zbalansowane. Szczególnie przeszkadza to podczas wyścigów torowych, gdzie startuje kilku zawodników – nie dość, że każda stłuczka powoduje spore straty, to jeszcze ciągle trzeba się mieć na baczności, przez AI przeciwników. Nie ma tu żadnych reguł, więc nader często zdarza się sytuacja, w której przeciwnik delikatnie zawadza o nasz tylny zderzak, powodując utratę przyczepności i w efekcie pozostanie w tyle. A że komputer poza tym jeździ całkiem dobrze, ciężko stratę nadrobić. Taka sytuacja ma miejsce w każdym rodzaju wyścigów, dlatego nie raz powtarzałem start kilkakrotnie, aby tylko wyforsować się na prowadzenie już na samym początku. Ba, czasem byłem do tego zmuszony, szczególnie podczas wyścigów buggy, kiedy to przeciwnik w ogóle nie zwracał uwagi na to, że właśnie zaczepia swoim kołem o moje, powodując czasem nawet jego urwanie (nowością są tu tzw. „Totalne demolki”, czyli kompletne zniszczenie którejś części samochodu, co uniemożliwia ukończenie wyścigu – kolejny pretekst do zwolnienia). Takie sytuacje irytują tych, którzy nie chcą startować po kilka razy w każdym wyścigu. Nie mówię, że lubię iść po linii najmniejszego oporu – nie mam nic przeciwko stawianiu przez grę wyzwania, ale co innego lekko utrudniać i zmuszać do poprawienia się, a co innego ładujący się na nas chamsko przeciwnicy. Także w rajdach, jeśli chcesz wygrać na którymś z wyższych poziomów, bądź w ogóle wykręcić jakiś świetny czas, nie dasz rady bez żmudnego poznawania trasy.

Ale dość o bolączkach, czas powiedzieć coś o samej mechanice, gdyż ona uległa największej zmianie w stosunku do poprzednich części. Co najważniejsze, obecnie, o czym już wspomniałem, nie ścigamy się wyłącznie w rajdach WRC. Doszły standardowe, arcade’owe wyścigi i rajdy polegające na wspinaniu się na wzgórze specjalnie stworzonymi do tego wozami (moje ulubione – właściwie to samo, co zwykłe rajdy, ale na szerokich drogach i cały czas pod górę). Te pierwsze dzielą się na jeszcze kilka dyscyplin, ale nie ma co się nad tym rozwodzić. Najważniejsze, że teraz nie ścigamy się wyłącznie sami, ale także w grupach. Czy jednak wprowadzono to dobrze? Cóż, mi nie przypadły specjalnie do gustu, ze względu na problemy opisane wyżej.

Ścigać się zaś będziemy ponad czterdziestoma wozami podzielonymi na kilka klas – oprócz dobrze znanych 2WD i 4WD pojawią się także wszelkiej maści buggy, klasyki, ciężarówki (np. Kamaz – wrażenia z jazdy bezcenne), a nawet dwa TIR-y. Oczywiście odpowiednio na potrzeby wyścigów przerobione. Pośmigamy więc starym Fiatem, ale także nowym Grande Punto, zobaczymy klasycznego, jak i najnowszego Subaru Imprezę. Prócz nich ze starej kompanii mamy np. Lancera Evo IX, Citroena C4, Peugeota 207 i 307. Nie uświadczymy żadnych nowoczesnych supermaszyn pokroju Ferrari czy Porsche, ale taka specyfika gry. Na każdy nowy wóz musimy sobie sami zarobić, a że do większości wyścigów wymagany jest konkretny, grając na niższych poziomach trudności nasz garaż (w którym można też grzebać w ustawieniach wozu) raczej nie będzie większy od minimum wymaganego do przejścia gry. Na wyższych już jest lepiej, poza tym nikt nie broni w razie braku na koncie pojechać któreś z wyzwań jeszcze raz, jednakże zawodów jest na tyle dużo, że o ile w każdej dyscyplinie będziemy dawać sobie radę, raczej nie trzeba będzie nic powtarzać. Kariera zaś zbudowana jest tak, że nie każdy wyścig trzeba zaliczyć, dzięki czemu jeśli nie dajemy sobie z czymś rady, możemy zwyczajnie daną dyscyplinę pomijać. Choć oczywiście jeśli ktoś liczy na ukończenie gry jeżdżąc np. tylko w rajdach to się przeliczy – tak dobrze nie ma. Na szczęście jeśli nie radzisz sobie w zwykłych wyścigach, można zawsze pojeździć w zwykłych mistrzostwach kraju, Europy czy świata.

Jak już wspomniałem trasy które pokonamy są dość wymagające. Nie ma tu wiele miejsca na manewry, zazwyczaj jeździmy polnymi drogami, bądź zwykłymi jednopasmówkami, gdzie nasze wozy ledwo się mieszczą. Wokół trasy zaś pełno jest wszelkich przeszkadzajek, które skutecznie potrafią zepsuć zabawę (nie ma to jak pod koniec wymagającego rajdu wpaść na niewidoczny w trawie pień leżący tuż przy drodze...). Niektóre drzewka da się łamać, choć już malutki kamyczek potrafi zatrzymać pick-upa. Dziwne.

Jakby wąskość była zbyt małym utrudnieniem, nie raz drogi są szalenie wręcz kręte. Na szczęście w większości rajdów mamy ze sobą pilota, który informuje nas w którą stronę będziemy skręcać, ale także na jakim biegu zakręt pokonać, co jest naprawdę bardzo pomocne, choć czasem zawodne. Nie tylko dlatego, iż nie zawsze nasze możliwości wystarczają do śmignięcia na podanym biegu, ale także z powodu szybkiego wymieniania owych porad, w związku z czym po zatrzymaniu się często kilka następnych wiraży pozostaje niezbadanych... Drogi w standardowych wyścigach są oczywiście szersze i najczęściej zabudowane, w końcu jakoś tych ośmiu zawodników musi się na trasie zmieścić.

Prócz drzew, pól i piaszczystych wzgórz zobaczymy tylko parę budynków i oczywiście trybuny na torach zamkniętych. Wiele tu do oglądania nie jest. Choć to, co widzimy jest naprawdę bardzo ładne. Do pokazania gry wykorzystywany jest autorski engine Neon, który sprawił, że w dniu premiery DiRT został okrzyknięty najładniejszą samochodowką na PC. Nadal wiele pod tym względem nie stracił – samochody wyglądają świetnie, otoczenie realistycznie. Pojawiają się już jednak pewne wady, jak chociażby pewna surowość grafiki, która jest dość uboga w szczegóły otoczenia. Jednak wszystkie niedociągnięcia idealnie maskują filtry, a poza tym w trakcie jazdy i tak mamy niewiele czasu na podziwianie czegokolwiek innego poza wozem i kawałkiem drogi przed nim.

Mamy też multi, a jakże, pozwalające się ścigać z innymi w tym samym czasie, jednak... pojedynczo. Oznacza to, iż dostajemy te same rajdy co w singlu, z tym, że miast wirtualnych niewidocznych przeciwników, mamy realnych... niewidocznych przeciwników. Czemu w ogóle nie zaszczepiono torów, nie wiem, w każdym razie chętnego do wspólnego bicia rekordów znaleźć ciężko, a i samo to, o ile nie jesteśmy hardkorowcami, zbyt pasjonujące nie jest.

Ogólnie DiRT jest grą zaledwie dobrą. Model jazdy jest całkiem fajny, dość realistyczny, ale sama mechanika gry powoduje granie dla zwycięstw, a nie dla samego grania, dla przyjemności płynącej z jazdy. Po ok. 10h spędzonych z grą nie mam najmniejszej ochoty do niej wracać. Ptaszki ćwierkają, iż DiRT był swoistą platformą testową przed swym następcą. Cóż, oby.

Ocena: 7/10

Plusy:
- grafika
- sporo podzielonych na różne kategorie wozów
- nie trzeba jeździć wszystkiego, aby grę ukończyć
- szybka mimo małych prędkości

Minusy:
- słaba grywalność
- kiepski balans poziomów trudności
- „multi”
- kilka niedociągnięć i różnych „przeszkadzajek”, które skutecznie psują radość z gry
---------------------------------------------------------

Shame marries the guilt
Introduces itself to the
concept of total loneliness
sensations repressed
make friends with
Suicidia, and
here the leeches begin to
suck away the lust for life

Thus.

Escape takes lead
Into a world unknown, uncontrolled by all
Where borders are erased and potential infinite
Chosen cells, glands and transmitters
Blast the body with joy
Astral feet running
Up to dimensions covered with gold,
stairs of glowing ectoplasma.
Safir, onyx and buzzing vibrations
A dead men’s banquet
Food for the gods.

There’s only 1 real world
Our earth is but a shadow
Created from a child’s heart, a living jewel
From now on abode for a soul in its setting

Now.

Escape takes lead
Into a world unknown, uncontrolled by all
Where borders are erased and potential infinite
Chosen cells, glands and transmitters
Blast the body with joy
Astral feet running
Up to dimensions covered with gold,
stairs of glowing ectoplasma.
Safir, onyx and buzzing vibrations
A dead men’s banquet
Food for the gods.

Cutting the bloodline
Re-tie the bleeding roots
To a heavenly ship of glass
And let it drift in passive arrogance
In a one-word dialogue with the stars.

Now.

Escape takes lead
Into a world unknown, uncontrolled by all
Where borders are erased and potential infinite
Chosen cells, glands and transmitters
Blast the body with joy
Astral feet running
Up to dimensions covered with gold,
stairs of glowing ectoplasma.
Safir, onyx and buzzing vibrations
A dead men’s banquet
Food for the gods.
Shame marries the guilt Introduces itself to the concept of total loneliness sensations repressed make friends with Suicidia, and here the leeches begin to suck away the lust for life Thus. Escape takes lead Into a world unknown, uncontrolled by all Where borders are erased and potential infinite Chosen cells, glands and transmitters Blast the body with joy Astral feet running Up to dimensions covered with gold, stairs of glowing ectoplasma. Safir, onyx and buzzing vibrations A dead men’s banquet Food for the gods. There’s only 1 real world Our earth is but a shadow Created from a child’s heart, a living jewel From now on abode for a soul in its setting Now. Escape takes lead Into a world unknown, uncontrolled by all Where borders are erased and potential infinite Chosen cells, glands and transmitters Blast the body with joy Astral feet running Up to dimensions covered with gold, stairs of glowing ectoplasma. Safir, onyx and buzzing vibrations A dead men’s banquet Food for the gods. Cutting the bloodline Re-tie the bleeding roots To a heavenly ship of glass And let it drift in passive arrogance In a one-word dialogue with the stars. Now. Escape takes lead Into a world unknown, uncontrolled by all Where borders are erased and potential infinite Chosen cells, glands and transmitters Blast the body with joy Astral feet running Up to dimensions covered with gold, stairs of glowing ectoplasma. Safir, onyx and buzzing vibrations A dead men’s banquet Food for the gods. ---------------------------------------------------------

Screenów brak, gdyż xfire nie obsługuje, a inaczej nie chce mi się robić, szczerze mówiąc. Kolejna gra, która mnie zawiodła, heh. 

Liceum jest do d..., kucia tyle, że już teraz, gdy niewiele jeszcze zadają, czasu na granie w tygodniu nie mam. A logika jest nielogiczna i głupia. Thx God, że łatwa.

Jak coś mi do łba wpadnie, to dodam. 

Aha, zamówiłem 3 komplety strun i kilka kostek różnej grubości i twardości, nie wysłane jeszcze, ale w tym tygodniu powinni zrealizować. Tylko kogo to interesuje? ^^

Pozdrawiam i lecę grać w [fanfary!] Baldur's Gate'a! Tak, pierwszego. ;) Choć początek w F1 bardziej mi podpasował niż w dziele BW. Ale nie ocenia się człowieka po pierwszym wrażeniu. Oby było lepiej. 

komentarzy: 412 września 2009, 17:31

4 komentarze do tego wpisu:


ZO_S_O : 12 września 2009, 19:45

Co do dirt'a zdaje mi się, ze jest grą troszkę za mało popularną. O wiele większa popularnością cieszyły się te dwa tytuły, które wymieniłeś - grid i tdu. Grałem w TDU i masz stu procentową rację, że przyjemność z samej jazdy jest przeogromna. Wracając do DiRT'a, ze screenów sprawia wrażenie ścigałki naprawdę wysokich lotów. Niestety nie miałem okazji spróbować tej gry, więc zdam się na Twoja ocenę i... raczej jej nie przetestuję.
odpowiedz

alonzo : 12 września 2009, 22:18

Wszystkie Coliny były nastawione na rywalizację i wygrywanie, więc troche dziwi mnie twoje podejście. No cóż, nigdy też nie byłem fanem symulatorów jazdy - wolę jeździć w realnym świecie ;-)
odpowiedz

gitarka : 13 września 2009, 10:42

Grałem w demo i tylko oglądałem replay'e z przejazdów. Gra jakoś nie przypadła mi do gustu.
IMO lepszy grid. Może to przyczyna popularności.
odpowiedz

JayL : 13 września 2009, 15:47

alonzo - Niby tak, ale w Colinie 1, 2 czy 4 [w 3 i 2005 nie grałem] mimo jazdy po wygraną przyjemność była większa [tak jak teraz jest większa w GRiDzie]. Tutaj, cóż, niby źle nie jest, ale mi jazda zbyt wielkiej przyjemności nie dała. A i zwycięstwo kwitowałem raczej "ufff...", niż "jupi!". :P Zaś podobno dwójeczka na konsoli jest przegenialna.
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl