avatar

JayL Użytkownik gram.pl (Sekretarz) ja.gram.pl/JayL

Splinter Cell: Chaos Theory - recenzja.

Gdy jakiś czas temu, po śmiesznej cenie 30zł zakupiłem The World of Splinter Cell, chciałem poznać historię agenta Fishera chronologicznie, zacząłem więc granie od części pierwszej, zatytułowanej po prostu Splinter Cell.


Nie pograłem długo – nie minęła nawet godzina, a ja już usuwałem grę z dysku ze względu na toporne sterowanie, które doprowadzało mnie do szału. Do serii byłem już mocno zrażony, długi czas pudełko zalegało na półce, aż wreszcie, za namową kolegi zainstalowałem część trzecią, Chaos Theory, i zaczęliśmy grać w trybie co-operative (w polskiej wersji po prostu „współpraca”). Jakież było moje zdziwienie, gdy gra mi się spodobała! Z początku miałem drobne problemy, gdyż tryb ten nie przewidywał zwyczajnego samouczka, tylko specjalne akcje dla dwóch agentów, jednak gdy tylko załapałem o co w tym chodzi, gra mną zawładnęła do tego stopnia, że zacząłem przechodzić single.

Znów wiązały się z tym pewne obawy, chociażby to, że gra samemu będzie mniej przyjemna niż w duecie z mikrofonem i niezłymi jajami ( ;) ), znów też zostały one rozwiane. Bo Splinter Cell: Chaos Theory to po prostu świetna gra. Właściwie nie ma większych bugów, wszystko jest dopracowane, ze sterowaniem na czele, grafika jest całkiem ładna, a niedoskonałości maskuje noktowizor. Jednym słowem, seria SP ewoluowała w moim mniemaniu od zera do bohatera.

Na temat fabuły wiele powiedzieć nie mogę. A to dlatego, iż szczerze mówiąc wiele z niej nie zrozumiałem. Kręci się ona wokół teorii spiskowych i wojny informacyjnej między Japonią, Koreą i Stanami. Dość powiedzieć, że bohater gry, Sam Fisher, stanie przed zadaniem zatrzymania III wojny światowej! Wcześniej jednak wielokrotnie zostanie wysłany na samobójcze dla zwyczajnego człowieka misje, aby tylko dociec prawdy. Sam jest bowiem agentem Trzeciego Eszelonu, członkiem elitarnej grupy Splinter Cell. Jest on jednym z najlepszych jej ludzi, dlatego też to jemu powierza się najtrudniejsze misje, jest cieniem, który przemykając za plecami wrogów zbiera informacje dla wywiadu USA i wymierza sprawiedliwość. Sam jednakże oficjalnie nie istnieje. Gdyby wpadł, zostałby pozostawiony sam sobie. Jak bohater sam stwierdził wynosząc ciała rannych pilotów ze strefy rażenia rakiety, ripostując wypowiedź swego szefa, iż nie dostanie za to medalu, „to nie medale pozwalają mi spać po nocach”. Fisher jest człowiekiem wyjątkowym, potrafiącym się poruszać kompletnie bezszelestnie i niezauważalnie. Jest wyjątkowo sprawny, potrafi więc dotrzeć właściwie wszędzie. Zaś jeśli na drodze stanie mu elektronika czy wrogowie, zawsze może skorzystać z udostępnionych mu ostatnich zdobyczy techniki. W fabule występuje oczywiście parę zwrotów akcji, a także wątek osobisty, związany z przyjacielem Sama. Jeśli ktoś się w tych wszystkich sieciach spiskowych połapie, będzie zapewne zachwycony złożonością fabuły.

Większość zadań w grze polega na zdobyciu informacji. W tym celu odwiedzimy siedziby wroga, banki czy przekradniemy się przez ogarnięty wojną domową Seul. W pokonywaniu etapów, jak już wspomniałem, pomagać nam będę umiejętności sama. Gdy spostrzeżemy wroga, chowamy się w cieniu (poziom naszego ukrycia ilustruje specjalny wskaźnik, jest także skala odnośnie robionego przez nas hałasu), zachodzimy przeciwnika od tyłu, i eliminujemy. Możemy go zarówno zabić, jak i tylko ogłuszyć – to, jaką opcję wybierzemy zazwyczaj będzie miało jedynie wpływ na końcową ocenę misji. Chyba, że złapiemy cywila, bądź sytuacja wymaga, aby nikogo w danej misji nie uśmiercać. Jeśli do wroga nie ma jak podejść, zawsze można go wywabić – czy to gasząc światło (zarówno bronią jak i wyłącznikiem, należy jednak nadmienić, że niektóre światła są niezniszczalne), gwiżdżąc, czy rzucając czymś w jego stronę. Oczywiście gdy nie chcemy tak przechodzić gry, wszystkich można zwyczajnie wystrzelać, choć będzie to zarówno trudniejsze, jak i nudniejsze – w końu gra ta polega na skradaniu, a nie akcjach w stylu run’n’gun. W celu łatwiejszego wykonania misji niektórych wrogów możemy przesłuchiwać – zazwyczaj mają oni dla nas informacje odnośnie uzbrojenia, liczby oddziału czy środków bezpieczeństwa, czasem też powiedzą nam o jakimś ukrytym przejściu czy podadzą kod do zamka cyfrowego. Przesłuchania jednak nie są konieczne – drogę można odnaleźć samodzielnie, kod zamka złamać za pomocą sprzętu (co swoją drogą jest banalnie wręcz proste). Warto jednak to robić chociażby dla kwestii Fishera, który jest istnym mistrzem przesłuchań, właściwie każdego potrafi zmusić do mówienia.
 Im dalej w las, tym ciemniej. W późniejszych etapach pojawiają się kamery na podczerwień (widzą w ciemnościach), wrogowie mają latarki, porozmieszczane są działka maszynowe. My jednak dysponujemy m. in. ogłuszaczem urządzeń elektrycznych wbudowanym w pistolet, wystrzelanymi kamerami, gazem łzawiącym i, co najważniejsze, noktowizorem. Bez niego ukończenie gry byłoby właściwie niemożliwe – wszystkie pomieszczenia są ciemne, zbawieniem jest więc noktowizja. Czasem przydaje się też termowizja, najrzadziej korzystałem ze specjalnego filtru pokazującego urządzenia elektryczne. Dysponujemy też specjalnym urządzeniem do włamywania się do komputerów na odległość.

To, jak wykonamy misję i ile czasu nam to zajmie wpływa na końcową jej ocenę, wyrażaną w procentach. Aby zaliczyć na 100%, zapewne należy ominąć wszelkich przeciwników, a przynajmniej większość. Cóż, moim zdaniem zadanie niewykonalne, pewnie znajdą się jednak totalni hardkorowcy, którzy zechcą zaliczyć wszystkie misje na maksymalną ocenę. Powodzenia – tyle mogę im powiedzieć. Oczywiście więcej procentów stracimy za zabicie wroga, niż jego ogłuszenie, jeszcze więcej za wywołanie alarmu (który ma kilka stopni – najpierw wrogowie wzmagają czujność, później zakładają hełmy i kamizelki kuloodporne).

Wspomniałem wcześniej, że noktowizor maskuje pewne niedoskonałości graficzne. Niestety od wydania gry, które miało miejsce w roku 2005, oprawa zdążyła się lekko zestarzeć. Wszystko jest dość kanciaste, jedynie wrogowie wyglądają dobrze. Na szczęście większość czasu spędzimy na oglądaniu świata we wszelkich odcieniach zieleni, a trzeba przyznać, że tryb noktowizji (pozostałe zresztą też) się twórcom udał. Nie jest to zwykła nakładka – obraz jest ograniczony po bokach i lekko załamany, wygląda to tak, jakbyśmy naprawdę założyli to urządzenie na oczy (warto zaznaczyć, że Sam za każdym razem wykonuje animację zdjęcia i założenia, a także zmiany trybu noktowizora – miłe). Dodajmy do tego efekt ziarnistości i delikatne rozmycie, a uzyskany efekt jest naprawdę bardzo fajny.

Etapy są niezłe, skonstruowane specjalnie tak, aby maksymalnie wykorzystać możliwości Sama. Jednakże ze względu na kompletny brak samouczka w singlu (są tylko instruktażowe filmy!) właściwie nie korzystałem z takich funkcji jak chociażby osławiony szpagat pomiędzy ścianami. Brak treningu jest sporą wadą, ale w sumie zapewne mało niedoświadczonych graczy zabierze się za ten tytuł, można to więc twórcom wybaczyć. Dziwnym za to jest, że twórcy w niektórych misjach zmuszają nas do użycia siły, gdyż czasem po prostu nie da się przemknąć niepostrzeżenie, a ucieczka kosztuje nas zbyt dużo hp. Na szczęście wszystkie z odwiedzonych map są od siebie diametralnie różne, nie obawiam się stwierdzić, że nie znajdziemy tu dwóch identycznych pomieszczeń, za co twórcom należą się brawa. Fajne jest też to, że większość wrogów zachowuje się jak normalni ludzie – niektórzy słuchają muzyki, inni sobie rozmawiają (jest nawet dialog o najnowszym wtedy Prince of Persia, czyli o Dwóch Tronach). Także gdy podejrzewają naszą obecność często poszukiwania kwitują kwestią w stylu „i tak nie chcę nic znaleźć”. To sprawia, że bardziej wczuwamy się w grę, nabieramy do niej swoistej sympatii.

Czytając wcześniej recenzje SC: CT widziałem liczne peany na temat nieliniowości rozgrywki. Że co proszę? Że gdzie? Czy wszystkim chodzi o to, że przeciwników można eliminować różnymi sposobami, a także różnymi drogami się do nich dostać? Przepraszam bardzo, ale dla mnie nieliniowością nazywa się możliwość wpływania na przebieg fabuły i kilka możliwości zaliczenia zadania, nie tylko decyzja którędy i jak. Zastanawiam się też, czy ludzie piszący, że większość akcji toczy się na wolnej przestrzeni grali w tę grę – tutaj właściwie cały czas siedzi się w budynkach. Czasem tylko przebiegniemy się po pokładzie statku, czy wyjdziemy na zewnątrz aby przedostać się do innego budynku. Nie jest tego mało, ale zdecydowaną większość czasu spędzimy szwędając się po korytarzach.

Wspomniałem na samym początku, że to tryb coop zachęcił mnie do zagrania w singla. Cóż w nim jest tak fajnego? Ano wszystko to, co w grze jednoosobowej plus przyjemność grania we dwóch, odjąć za to trzeba fabułę, która jest tutaj słabsza. Tym razem poznajemy pewien poboczny epizod z poznawanej w singlu wojny informacyjnej. Fabuła singla i coop’a zresztą się przetnie podczas przebywania w Seulu, kiedy to Sam pomoże naszym bezimiennym bohaterom przesłuchując dla nich członka sił specjalnych. Nasi agenci właśnie wtedy po raz pierwszy i ostatni przemówią własnymi (debilnymi swoją drogą, ale chyba takie było założenie, gdyż wiele głosów we współpracy jest wręcz karykaturalnych. Początkowo to śmieszy, później wywołuje tylko uśmiech politowania) głosami. Ba, w ostatnich dwóch misjach zamilknie także nasz szef. Może Cenega pospieszyła się z wydaniem? Fakt tym bardziej prawdopodobny, że ostatnie dwie misje mają chyba zamienioną kolejność, gdyż wróg zabity w przedostatniej w następnej ożywa i planuje wszystko wysadzić. Specjalnie do tego trybu stworzono kilka map. Wykorzystują one możliwości dawane przez obecność dwóch agentów – czasem jeden drugiemu otworzy drzwi, pomoże się wspiąć, posłuży za drabinę czy opuści linę. Widać, że panowie z Ubisoftu przyłożyli się do zrobienia tego trybu. Jest on naprawdę wciągający. Można nawet skorzystać z komunikacji głosowej w grze, która działa tak, jakbyśmy sami podkładali głosy naszym postaciom! Konkretniej mówiąc, przeciwnicy mogą usłyszeć nasze rozmowy. Głos jednak jest wtedy zniekształcony i dość niewyraźny – realistyczne, acz niewygodne, dlatego też my korzystaliśmy z komunikacji głosowej w Xfire. 

Patrząc na całokształt singla i trybu współpracy, widzimy (i żałujemy) na pierwszy rzut oka, że tryb multi („rywalizacja”) stworzył inny zespół programistów. Inny jest styl graficzny, ba, cała rozgrywka, nawet sterowanie! Niestety nie jest lepsze. Sam zagrałem ze dwie partie – po stronie agentów i ochroniarzy, i poległem. Moim zdaniem nie ma w tym ani krztyny grywalności. Cóż, można jednak znaleźć paru chętnych do gry, więc niektórym może się podobać. Dla mnie jest to skaza na naprawdę świetnej produkcji. Występują w nim 3 tryby – scenariusz, polowanie na dyski i zwykły team deatchmatch. Jednak sterowanie zarówno przedstawicielami jednej, jak i drugiej strony jest słabe, nie przynosi żadnej satysfakcji. Zmieniono nawet mechanizmy z singla. Cóż, powierzenie multi innemu studiu było moim zdaniem ogromnym błędem. Jeszcze większym jego dopuszczenie do gry. Dlaczego Ubi samo nie zajęło się tym trybem? Pojęcia nie mam. Mogę tylko żałować, gdyż już w trakcie przechodzenia singla i coopa myślałem, jak fajnie będzie poszaleć w multi.

Splinter Cell: Chaos Theory  to kolejna gra, w której udźwiękowienie nie odgrywa prawie żadnej roli. Spolszczono ją kompletnie, choć polskie głosy można wyłączyć. Odradzam to jednak wszystkim, którzy nie znają perfekcyjnie angielskiego, gdyż nie wszystkim kwestiom (np. przesłuchaniom) towarzyszą napisy. Poza tym głos Mirosława Baki jaki Fishera jest całkiem strawny, a angielski dubbing bohatera wcale nie lepszy. Cóż, jeśli ktoś wcześniej przyzwyczaił się do tego głosu zapewne będzie wolał grać po angielsku, mi jednakże grało się całkiem miło w grę w pełni spolonizowaną.

Podsumowując, Splinter Cell: Chaos Theory do gra świetna. I mówi to osoba, która skradanek raczej nie trawi, woli eksterminować wrogów niż ich omijać. CT to jednak tytuł naprawdę wspaniały, pozwalający się poczuć jak prawdziwy tajny agent, a nie jakiś tam James Bond, który przy Fisherze się chowa. Gdyby tylko nie te multi...

Ocena: 9/10

Plusy:
- Skradanie
- Zachowanie wrogów
- Przyjemność płynąca z ich eliminacji
- Noktowizor
- Fabuła
- Tryb współpracy
- Mapy

Minusy:
- Tryb rywalizacji
- Trochę podstarzała grafika

Łukasz „JayL” Jakubczak

 

---------------------------------------------------------


I crossed the valleys the dust of midlands
to search for the third key to open the gates
Now I´m near the altar the secret inside
as legend told my beloved sun light the dragon´s eyes

On the way to the glory I´ll honor my sword
to serve right ideals and justice for all

Finally happened the sun lit their eyes
the spell was creating strange games of light
Thanks to hidden mirrors I found my lost way
over the stones I reached the place it was a secret cave
In a long bloody battle that prophecies told
the light will prevail hence wisdom is gold

For the king for the land for the mountains
for the green valleys where dragons fly
for the glory the power to win the black lord
I will search for the emerald sword

Only a warrior with a clear heart
could have the honor to be kissed by the sun
Yes, I am that warrior I followed my way
led by the force of cosmic soul I can reach the sword

On the way to the glory I´ll honor my sword
to serve right ideals and justice for all

For the king for the land for the mountains
for the green valleys where dragons fly
for the glory the power to win the black lord
I will search for the emerald sword
I crossed the valleys the dust of midlands to search for the third key to open the gates Now I´m near the altar the secret inside as legend told my beloved sun light the dragon´s eyes On the way to the glory I´ll honor my sword to serve right ideals and justice for all Finally happened the sun lit their eyes the spell was creating strange games of light Thanks to hidden mirrors I found my lost way over the stones I reached the place it was a secret cave In a long bloody battle that prophecies told the light will prevail hence wisdom is gold For the king for the land for the mountains for the green valleys where dragons fly for the glory the power to win the black lord I will search for the emerald sword Only a warrior with a clear heart could have the honor to be kissed by the sun Yes, I am that warrior I followed my way led by the force of cosmic soul I can reach the sword On the way to the glory I´ll honor my sword to serve right ideals and justice for all For the king for the land for the mountains for the green valleys where dragons fly for the glory the power to win the black lord I will search for the emerald sword

-------------------------------------------------------

Solówka z tej piosenki na hardzie w FoFie wymiata. A szczególnie radocha jak się uda. :) Na Expercie [choć radocha po zaliczeniu całości też spora] już tak nie rządzi... 

Miał być CoJ: WK, ale nie będzie, aż mi multi nie zacznie po ludzku działać [czyt. przestanie mnie wywalać po minucie gry]. Chciałem ją przejść po raz drugi, a tu mi prąd wyłączyli i wszystko - sejwy, profil, ustawienia - szlag trafił. A dzień wcześniej chciałem zrobić kopię zapasową. Arghhh. 

W końcu muszę ten update wkleić... ^^ Tym bardziej, że się rozrasta - niedługo kolejna książka dojdzie, a jutro prawdopodobnie także zakupy gitarowe [tuner, struny, kabel...].

Thx God udało mi się uporać z przeglądarką. Niestety, straciłem wszystkie ustawienia. Cóż, czego nie ma, wyjdzie w praniu. 

Pozdrawiam.

komentarzy: 408 lipca 2009, 10:39

4 komentarze do tego wpisu:


LittleBigLegend : 09 lipca 2009, 15:00

Nigdy do Splintera nie mogłem się przyzwyczaić jedyna część którą całą ukończyłem to te nieszczęsne Double Agent które IMO mi się podobało lecz furory nie zrobiło. A co do Chaos Theory to najlepsza częsć patrząc po ocenach choć do mnie Spliner żaden szczególnie nie przemówi i nie przemówił. A i tak nawiasem czemu w plusach dąłeś mapy no niby tak ale to integralna częsć gry i mimo że są dobrze skonstruowane nie bierze sie ich pod uwagę. Ja z chęcią bym zagram w nadchodzącego Splintera na xO i PC (szkoda ze PS3 ominie) ale myśle ze sie nie przekonam więc po co próbować ;p
odpowiedz

JayL : 10 lipca 2009, 09:56

Ee, nie rozumiem czemu miałbym nie oceniać map - jeśli są dobre, daję je do plusów, jeśli trzymają standardowy poziom nie wpisuję ich nigdzie, jak są słabe daję do minusów - w końcu bieganie w kółko po identycznych lokacjach jest nużące, nie? Poza tym wszystkie elementy gry są jej integralną częścią, więc nie rozumiem o co Ci chodzi. :P A Conviction to taki podrasowany Double Agent [który zresztą był zjechany przede wszystkim za zmianę formuły (akcja w dzień, brak gadżetów itp.)], więc powinien Ci się spodobać. Ja go kupię na pewno, ale zapewne nie w dniu premiery, a dopiero za jakiś czas, może dopiero w reedycji.
odpowiedz

LordTyrranoos : 11 lipca 2009, 10:46

Nie grałem. Poluję na CT. Narazie gram w Pandora Tomorrow.
odpowiedz

Jay-Pi : 11 lipca 2009, 11:15

Niezłe recenzje, oby tak dalej... ja tera czekam na Convition... ;)
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl