avatar

JayL Użytkownik gram.pl (Sekretarz) ja.gram.pl/JayL

Call of Juarez - recenzja.

Dzikiego Zachodu Ci u nas, na PeCetach, niedostatek. Już jednak niedługo, bo 3 lipca, ukaże się Call of Juarez: Więzy Krwi. Jest to prequel opisywanego tutaj tytułu.


W związku z premierą WK warto zapoznać się z częścią pierwszą CoJ’a. Nie jest to co prawda wymagane, gdyż jak wspomniałem sequel growy jest prequelem fabularnym. Jednakże moim zdaniem Zew Juarez to pozycja bardzo dobra, nie widzę więc powodów, aby zagranie weń odłożyć. Tym bardziej, że można go nabyć za 10 do 20zł (jest np. w obecnym wydaniu CD-Action, skąd też ja go zadobyłem).

Techland to ciekawa firma. Dorabia się na sprzedaży słowników i tym podobnych, a na boku co jakiś czas stworzy grę. Takich produktów ma całkiem sporo, wiele z nich ma wysoką jakość, jak np. Xpand Rally czy Chrome. Nas jednak interesuje w tym momencie wydana w roku 2006 gra w realiach dzikiego zachodu – Call of Juarez.

Fabuła kręci się wokół dwóch postaci – meksykanina Billy’ego i pastora Ray’a. Ten pierwszy powraca do domu po ucieczce zeń. Jednakże gdy tylko dochodzi do farmy swej matki, zastaje ją i jego ojczyma, Thomasa, martwych. Nad ich ciałami, krwią, napisano „Call of Juarez”. Ray’a poznajemy, gdy odprawia mszę. Ceremonia ta jednak zostaje przerwana – pewna kobieta wpada do kościoła i mówi, że na farmie brata pastora, wyżej wymienionego Thomasa, słychać strzały. Pastor wyjmuje swoje stare rewolwery (wcześniej był niezłym zawadiaką, jednak się nawrócił) i wyrusza pomóc bratu. Na miejscu, jak Billy, spotyka ciała zabitych i młodego meksykanina. Ten ucieka bez zastanowienia, a my ruszamy w pościg, z rewolwerem w jednej i Biblią w drugiej ręce.

W trakcie rozgrywki na przemian pokierujemy zarówno Billy’m, jak i Ray’em. Etapy te są kompletnie odmienne – pastor to były rewolwerowiec, walka więc mu nie obca, bez problemu radzi sobie z wieloma przeciwnikami. Podczas gry nim szczególnie przydatny jest tryb koncentracji, swoisty bullet-time, uruchamiany poprzez naciśnięcie klawisza strzału, gdy pistolety są schowane w kaburach. Ray wyciąga wtedy oba rewolwery i w zwolnionym tempie, z powoli zbliżającymi się do siebie celownikami, eliminuje wrogów. Wymaga to odrobiny przyzwyczajenia i praktyki, jednak już po chwili nie wyobrażamy sobie gry bez tego udogodnienia. Schemat wygląda tak – strzelamy, chowamy się by naładować koncentrację i ponownie ostrzeliwujemy wroga. Brzmi to nudno, jednak w praktyce jest szalenie emocjonujące i satysfakcjonujące, szczególnie headshoty. Wrogów usuniemy za pomocą dość zróżnicowanego uzbrojenia – jest wiele rodzajów rewolwerów i strzelb, dodatkowo mają różny stan – mogą być nowe bądź zardzewiałe, co zmienia czas, jaki możemy z nich korzystać nim się zepsują.

Po pierwszym etapie pastorem, ciężko trochę powrócić do Billy’ego. Jest on zwykłym chłopakiem, strzelać umie, acz niezbyt dobrze. Dlatego też jego etapy najlepiej (a czasem nawet koniecznie, gdyż tego wymaga gra) przechodzić skradając się i w miarę możliwości eliminując wrogów. W wielu recenzjach właśnie te epizody są uważane za porażkę Techlandu. Po przejściu gry kompletnie nie rozumiem ich niezadowolenia. Wymagana jest kompletnie inna filozofia gry, jednakże wcale nie oznacza to, że jest mniej emocjonująco. Osobiście podobało mi się przemykanie między wrogami, tuż poza zasięgiem ich wzroku, pojedyncze eliminowanie z łuku (który posiada własne spowolnienie czasu, włączane podczas naciągania cięciwy). Cóż, dla fanów FPS’ów może to zły pomysł, ale jak dla mnie to świetny przerywnik od intensywnych strzelanin, tym bardziej, że etapy te są łatwiejsze. Jedyne, co może czasem przynudzić to elementy platformówkowe, szczególnie wspinaczka w celu zdobycia orlego pióra. Grrr, myślałem, że ten etap nigdy się nie skończy...

Headshoty, są soczyste, krajobrazy całkiem ładne jak na grę sprzed trzech lat, choć widać upływ czasu, szczególnie po słabych teksturach. W ostatnim epizodzie jest nam dane zaobserwować piękny efekt gorącego powietrza na pustyni. Szkoda tylko, że mocno kontrastuje ze powierzchnią ziemi. Całkiem fajne są też rozmycia towarzyszące korzystaniu ze spowolnienia, jednakże jako że korzystamy z tego trybu podczas strzelania, większość pewnie nawet nie zwróci na to uwagi.

Efekty te dane nam będzie zaobserwować na całkiem niezłych mapach. Odwiedzimy lokacje dość typowe dla westernów – zwykłe miasteczko (z obowiązkowym Saloonem), stacja kolejowa, kopalnia czy forteca bossa Dzikiego Zachodu – wszystkie one są dobrze pomyślane, nie gorzej wykonane, choć w produkcji Techlandu trochę brakuje im polotu. Zaimpletowano tu także całkiem sporą interakcję z otoczeniem – właściwie każdy przedmiot (czy to szklanka, butelka, krzesło czy skrzynia), który podnieślibyśmy w rzeczywistości, możemy unieść także w grze. Cóż jednak z tego, skoro funkcja ta jest potrzebna bodaj raz czy dwa w przeciągu całej gry? Przedmiotami można także rzucać, ale po co, skoro lepiej wypalić z Colta? Mimo to o wiele milej się gra, gdy rzeczy nie są na stałe przytwierdzone do podłoża, można by to jednakże wykorzystać do większego urozmaicenia rozgrywki. Jak już jestem przy mapach, należy wspomnieć o największej bolączce tej gry, a mianowicie o czasie ładowania poziomów. Na komputerze z 2GB Ram trwało to czasem ponad 30 sekund. Na szczęście ekran ładowania oglądamy nieczęsto.

Muzyka gdzieś tam w tle gra, jednak w uszy się nie rzuca, równie dobrze mogłoby jej nie być. Dialogi na szczęście są angielskie, choć brakuje im trochę polotu. Dziwnym jest, że polskie tłumaczenie momentami jest niedokładne, pomija niektóre (na szczęście nieistotne) kwestie.

Pomimo upływu lat całkiem niezłym wzięciem cieszy się tryb multiplayer. Serwerów nie ma wiele, jednak sporo jest pełnych. Zapewne do tego faktu przyczyniło się umieszczenie Call of Juarez na krążku CDA i wcześniej Clicka!. W multi do dyspozycji dostajemy wszelkie bronie z singla, no, nie ma chyba bicza Billy’ego. Nie ma żadnych bullet-time’ów, po prostu zwykła strzelanina. Jeśli jednak ktoś lubi klimaty westernów, nie ma alternatywy. Na szczęście multi jest fajne, gra się bardzo przyjemnie. Dostaliśmy sporo fajnych trybów (od zwykłego deatchmatchu, przez rabunek, aż po coś w stylu „gorączki złota”, gdzie nie liczą się fragi a zdobyte sztabki), kilka map znanych singla, czasem lekko przerobionych, aby lepiej się grało. I muszę przyznać, że udało się autorom stworzyć bardzo fajny tryb wieloosobowy. Jedynymi rzeczami, których brakuje, są elementy typowo singlowe, jak tryb koncentracji czy pojedynki.

Tym należy się osobny akapit, gdyż prawie wszystkich „bossów” pokonujemy właśnie w pojedynkach. Polegają one na jak najszybszym wyciągnięciu broni i zastrzeleniu przeciwnika. Jeśli ten zrobi t pierwszy, nie jest to jednak koniec – przed kulą możemy się uchylić, gdyż czas w trakcie pojedynków zwalnia. Szczerze mówiąc, sam wygrywałem chyba tylko dzięki szczęściu – po wyszarpnięciu broni nigdy nie widziałem celownika, aż pojawił się na wrogu. A może pojawiał się tam automatycznie? Nawet nie wiem. Wiem tylko, że towarzysząca walce nerwowość i satysfakcja po wygranej jest duża. Nie zmienia to jednak faktu, że tryb ten należy dopracować, szczególnie celowanie. Może i dałoby się to zaimpletować do multi (jakieś turnieje?), jednak Techland tego nie zrobił, a ja płakać z tego powodu nie zamierzam.

Podsumowując, pierwsza część Call of Juarez to pozycja bardzo dobra, godna polecenia. Świetne etapy Ray’em, nie gorsze Billy’m, całkiem strawna fabuła – to wszystko sprawia, że w CoJ’a warto zagrać. Tym bardziej, że to produkcja polska, a na horyzoncie już widać kolejną część. Nawet hardkorowi fani FPS’ów, dla etapów z pastorem i zaskoczenia, gdy dowiemy się co to tak naprawdę ten Zew Juarez, powinni przecierpieć skradanie.

Ocena: 8/10

Plusy:
- Tryby koncentracji
- Satysfakcja z walki
- Niezła fabuła

Minusy:
- Ciut podstarzała grafika
- Niektórym etapy Billy’m nie przypadną do gustu
- Czasy ładowania

Łukasz „JayL” Jakubczak

 

---------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------

Przed chwilą znalezione podczas obczajania kim to jest ten Zakk Wylde. A sprawdzałem go z kolei w poszukiwaniu strun - na forum, Bóg wie czemu, znów zostałem olany. Nikt, do cholery, nie zna się na strunach? Ani tunerach i metronomach? No to świetne forum... Skorzystam chyba z rady ZoSo i zakupię te same co on - w końcu Gilbert, Slash i wielu innych świetnych gitarzystów nie może się mylić [a poza tym wydawane przez ich gitary dźwięki mi pasują :P]. Drugi komplet może od Zakka Wylde'a. 

Recka CoJ teraz ze względu na premierę WK, których to EK powinna do mnie niedługo dotrzeć. 

Skończyłem BiA. Dostałem książkę "Heros powinien być jeden. Księga I". Starożytne klimaty średnio mi pasują, ale może źle nie będzie. 

Cholera, ale ze mnie materialista. Już teraz nie mogę się doczekać lipcowej wypłaty, za którą kupię sobie kilkanaście gier - od klasyków w stylu Tormenta, aż po nowości jak np. PoP. Kasa z sierpnia na książki i płyty, trochę sobie zostawię na AC2, Dragon Age'a [This is the new shit w trailerach kopie dupsko], może Risen'a i prenumeratę CDA. :P Na Mafię II pewnie w ferie zarobię... A za rok trza na new kompa zbierać. Oby było już po kryzysie... A teraz, szykuję się ponownie na 8h pracy - od pierwszego dnia mam dość, ale co poradzić? Chce się coś mieć, trzeba zarobić. Albo wygrać w konkursie. :)

Pozdrawiam.



komentarzy: 430 czerwca 2009, 12:26

4 komentarze do tego wpisu:


Arthizo : 30 czerwca 2009, 22:14

Kiedyś miałem zamiar w toto zagrać, ale jakoś wyszło inaczej i nie zagrałem. Klimaty westernów są nawet w porządku, choć ja nie jestem ich wielkim zwolennikiem. Póki co to tylko czekam żeby odpalić GTA IV, a potem za nowego PoPa się biorę, a na razie to od pół roku FM09 męczę. :D
odpowiedz

LordTyrranoos : 02 lipca 2009, 10:15

Ja dodam od siebie - kiepska optymalizacja...
odpowiedz

JayL : 02 lipca 2009, 10:45

Ano, zapomniałem o tym kompletnie, a to dlatego, że zmniejszyłem z maksymalnej rozdziałkę na 1600x1200 i wszystko już [dopiero?] ładnie śmigało.
odpowiedz

Jay-Pi : 11 lipca 2009, 11:16

Niezła recenzja, ale w tej części akurat się nudziłem hmm fabuła raczej nie była fajna... ale ten najnowszy jest zajebisty!! ;)
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl