avatar

JayL Użytkownik gram.pl (Sekretarz) ja.gram.pl/JayL

Fallout 3 - recenzja ver. 1

Ciężko młodemu recenzentowi podejść do tytułu z takim bagażem historycznym. Fallout 1 i 2 są bowiem grami ubóstwianymi do dziś przez setki tysięcy graczy. Nie były to gry idealne, jednak miały taką grywalność i klimat, że ciężko było się od nich oderwać.



Bethesda podejmując się stworzenia kontynuacji post-nuklearnej serii, wg. wielu wbiła sobie nóż w plecy, a swoimi kolejnymi decyzjami (m. in. widok FPP) jeszcze go przekręcała. I cóż, ci, którzy to mówili mieli rację. Im ta gra się nie spodoba. Ale tylko im – całej reszcie graczy ceniących fabułę i klimat produkt ten powinien przypaść do gustu. Czemu więc nie głoszącym porażkę Bethesdy? Ponieważ Fallout, w przeciwieństwie do wojny, może się zmienić.

Największą boleść hardcore'owych fanów powoduje chyba postęp w branży gier. Nie chodzi mi jednak o zmiany w grafice, a o rozgrywkę. Dziś mało kto ma czas i ochotę grać 100h w celu ukończenie zaledwie wątku głównego. Większość siada do monitora po prostu sobie pograć, dla rozrywki. Racja, nadal na świecie jest multum graczy, którym zależy na czymś więcej, dlatego też firmy, gdy nie można wypuścić produktu w pełni casualowego, idą na kompromis – oferują w miarę prostą rozgrywkę, nie usuwając jednak elementów charakterystycznych dla „głębszych” gier, jak solidny klimat i wciągająca fabuła. Przykładem takiego właśnie kompromisu jest Fallout 3, z czym zagorzali fani 1 i 2 nie mogą się w większości pogodzić. Cóż, dość jednak tej otoczki, gra mimo licznych narzekań i marudzeń się ukazała, więc trzeba ją zrecenzować.



Tradycyjnie już „zabawę” rozpoczynamy w krypcie, tym razem pod numerem 101. Kontrolę nad bohaterem przejmujemy od pierwszych sekund jego wirtualnego życia. Przy świetnym (w wersji angielskiej, a są trzy – pełna polska z dubbingiem, angielska i kinowa, sam grałem tylko w tę ostatnią, jednak w internecie można znaleźć filmy porównujące głosy polskie z angielskimi) aktorstwie wybieramy naszą płeć, imię, a także określamy przyszły wygląd. Potem jednak sprawy się komplikują, a naszego bohatera będzie nam dane poprowadzić ponownie dopiero za rok, kiedy to wędrując jako uroczy jednolatek nauczymy się podstaw sterowania i rozdzielimy punkty cech pomiędzy poszczególne atrybuty, z których każdy odpowiada za początkową liczbę pewnych zależnych od niego umiejętności. Tak wędrując po okresach swego życia i poznając zasady gry docieramy do dnia, w którym mamy 19 lat. Wtedy w krypcie mają miejsce pewne tragiczne zdarzenia, które zmuszają nas do ucieczki i wędrówki po nuklearnej pustyni, zwanej Stołecznymi Pustkowiami. Epizodem, który mną zawładnął jest pobyt w krypcie. Od pierwszych kroczków postaci, przez 10 urodziny, G-E-N-I-A-L-N-Y test K.O.Z.A., po ucieczkę. Za to dałbym spokojnie co najmniej 9+/10.



Fabuła jest ciekawa, acz nie powala swoją zawiłością czy pomysłem. Jest też średnio prowadzona, choć zdarza się parę momentów, w których jesteśmy naprawdę solidnie wstrząśnięci. Wątek główny jest do ukończenia w mniej niż 20h, co jak na RPG'a jest wynikiem raczej słabym, nie ma jednak na co narzekać, gdyż w grze znajdują się całkiem liczne i ciekawe zadania poboczne. Nie jest ich takie multum, jak w poprzedniej produkcji studia, Oblivionie, jednak w zupełności wystarcza. Jeśli komuś wciąż mało, istnieją dziesiątki modów, które wydłużają rozgrywkę. Bethesda po raz kolejny udostępniła społeczności fanów odpowiednie narzędzia moderskie, dzięki czemu grę można dowolnie modyfikować.

Wspomniane wcześniej Pustkowia są naprawdę ciekawym miejscem. Świat zniszczony bombami atomowymi wygląda naprawdę sugestywnie, często spotykamy w nim krwiożercze kreatury, które tylko czekają na to, aby nas zmiażdżyć i pożreć. Jakby tego było mało w wielu miejscach kręcą się bandyci, łowcy niewolników i – co najgorzej – supermutanci, okropne istoty nieznanego pochodzenia, które są oczywiście wrogo do nas nastawione. Mimo wszelkich, nazwijmy to, „niedogodności” w zniszczonych resztkach Waszyngtonu wciąż istnieje cywilizacja. Ludzie tworzą miasta i osady, zmagając się z brakami żywności i wody, a także licznymi atakami. Niektórym będziemy mogli oczywiście pomóc, innym zaś zaszkodzić. Warto zaznaczyć, że nasze czyny będą miały wpływ na przebieg rozgrywki, a także zakończenie. Niektórzy narzekają na wyludnienie i „wypotworzenie” świata gry. No a jak ma wyglądać świat po wojnie nuklearnej?! Inni czepiają się Ghuli – nie chciało się już spytać jednego z nich, jak się tu znaleźli, co? Gdyby się chciało, wiedzieli by, że Ghule to ludzie, którzy nie mieli szczęścia siedzieć w krypcie podczas wybuchu, mieli za to nieszczęście wybuch przeżyć.



Całą zagrażającą nam menażerię będziemy mogli ukatrupić za pomocą całkiem zróżnicowanego arsenału, w którym znajdziemy zarówno zwykłe rury, czy kije bejsbolowe, jak i wyrzutnię minibomb atomowych. Wszystkimi tymi zabawkami możemy bardziej lub mniej efektownie pozbawić życia wrogów. Oczywiście oni mogą zrobić to samo, dlatego nie zdziwcie się, jeśli to wam, a nie im rozsadzi głowę, czy oderwie kończynę. Niemilców możemy rozczłonkować zarówno „ręcznie”, co jednak się średnio opłaca, ze względu na niedobory amunicji, a także za pomocą systemu V.A.T.S, który zatrzymuje akcję i pozwala wybrać część ciała, w którą chcemy celować. Na podstawie naszych parametrów, jak i warunków walki mówi on, jaka jest szansa na trafienie. Nie myślcie jednak, że jak macie 90% to trafienie jest pewne – program pamięta o pozostałych 10 i możliwe jest nawet, że w serii kilku akcji po 90% nie traficie ani razu! Jeśli jednak doprowadzicie wroga do śmierci, zostanie to wtedy zwieńczone bardzo efektowną animacją przedstawiającą ten akt jego życia, często maksymalnie brutalny, gdyż prawie zawsze zostaje on pozbawiony jakiejś kończyny. Zresztą sam doszedłem do wniosku, że lepiej i tak pobiec do wroga i rozwalić mu łeb, niż marnować ammo na klatę. Choć z początku, muszę przyznać, bywa ciężko, dlatego lepiej opracować własną taktykę, pozwalającą na zaoszczędzenie i życia i amunicji.

Oba te niezbędne czynniki zmarnujemy przede wszystkim wykonując zadania, zarówno z wątku głównego, jak i poboczne. MQ polega na jednym – parciu przed siebie i rozwalaniu kolejnych dziesiątek przeciwników. Ciekawe są jednak tego cele. W jednej z misji musimy na przykład naprawić antenę radia, dzięki czemu będzie ono znów słyszane na całych pustkowiach. Zadania poboczne, choć niezbyt liczne są całkiem fajnie. A to odnajdujemy porwanego przez pewną tajemniczą Rodzinę brata, a to pomagamy stworzyć „Poradnik Przetrwania” pewnej dość „ciekawej” personie... Prawie zawsze mamy możliwość rozwiązania zadania na więcej niż jeden sposób, co jest znakiem rozpoznawczym Fallouta.



Wspomniane przeze mnie efektowne animacje w V.A.T.S.'ie to tylko cząstka naprawdę bardzo ładnej grafiki Fallouta 3. Zdradza ona swoje pochodzenie (Oblivion), jednak klimat produkcji sprawia, że nie rzuca się to specjalnie w oczy. Gra na moim sprzęcie (E6300, 2GB Ram, GF7600GT) chodziła całkiem przyzwoicie – na wysokich (ale nie maksymalnych) cięła się tylko w zamkniętych pomieszczeniach, otwarte przestrzenie, gdzie nie było tylu szczegółów były pokazywane bez najmniejszego zacięcia, nawet podczas walki (no, prócz ostatniej).

Czas na rzecz w tej grze najważniejszą, powalającą wręcz – klimat. Od samego procesu uruchamiania gry i wspomnianego już GENIALNEGO pod tym względem początku gra wciąż nas tym powala. Gadki świetnego Three Doga („The kid from vault 101...”, czyli urywki naszej historii, a także niektóre rozmowy z innymi postaciami), muzyka z lat 40. i 50., radio Enklawy, uczucie przytłoczenia i osaczenia, które towarzyszy nam zawsze i wszędzie, oczywiście prócz czasu przebywania w Krypcie czy osadach. Ogólnie klimat miażdży i przygniata totalnie.



Cóż, Fallout 3 to gra zaiste dziwna. W sumie świetny jest w niej „tylko” klimat, ale coś sprawia, że chce się w nią grać. W niczym nie jest naj, jest  maksymalnie „zaledwie” bardzo dobra pod każdym względem. Pozostaje więc jedno, zasadnicze pytanie – czy warto? Warto, naprawdę warto... Choćby dla widoku rozpromienionego ojca mówiącego świetnym głosem (ang) „Look at you...” czy „That's my boy.”, Fawkesa ratującego nas przed żołnierzami a potem prującego do nich stojąc twardo w środku drzwi w ostaniej misji, czy Sary Lyons razem z nami przedzierającej się przez wrogie zastępy podczas tego samego zadania. Warto, naprawdę warto.

Ocena: 9/10

Plusy: KLIMAT!, V.A.T.S., post-nuklearny świat, grywalność, wielka
Minusy: W niczym nie jest naj, hardcore'owym fanom 1 i 2 się nie spodoba.



-----------------------------------------------------------

 

They told him don't you ever come around here
Don't wanna see your face, you better disappear
The fire's in their eyes and their words are really clear
So beat it, just beat it

You better run, you better leave while what you can
Don't wanna see no blood, don't be a macho man
You wanna be tough, better do what you can
So beat it, but you wanna be bad

Just beat it, beat it, beat it, beat it
No one wants to be defeated
Showin' how funky and strong is your fight
It doesn't matter who's wrong or right
Just beat it, beat it

They're out to get you, better leave while you can
Don't wanna be a boy, you wanna be a man
You wanna stay alive, better do what you can
So beat it, just beat it

You have to show them that you're really not scared
You're playin' with your life, this ain't no truth or dare
They'll kick you, then they beat you,
Then they'll tell you it's fair
So beat it, but you wanna be bad

Just beat it, beat it, beat it, beat it
No one wants to be defeated
Showin' how funky and strong is your fight
It doesn't matter who's wrong or right
Just beat it, beat it

Beat it... Beat it...
No one wants to be defeated
Showin' how funky and strong is your fight
It doesn't matter who's wrong or who's right

Just beat it, beat it, beat it, beat it
No one wants to be defeated
Showin' how funky and strong is your fight
It doesn't matter who's wrong or right

Just beat it, beat it, beat it, beat it
No one wants to be defeated
Showin' how funky and strong is your fight
It doesn't matter who's wrong or right

--------------------------------------------------------

 Fajny cover piosenki Jacksona, który to niestety obecnie się sypie [dosłownie]. Jak to mówią, jest to jedyny wokalista, który się rozpadł. Recka ver. 1, bo po przejściu 1, 2 i Tactits, a także ponownym [tym razem jako zuyyy] F3, napiszę ver. 2, zobaczymy czy coś w mojej ocenie się zmieni. Brrr, jeszcze tylko 5 tygodni i wakacje... I do pracy. Cóż, zbieranie 3 kolekcji na raz  kosztowne jest...

GoW w coopie rządzi!
Pozdrawiam.

komentarzy: 812 maja 2009, 16:43

8 komentarzy do tego wpisu:


cedricek : 12 maja 2009, 18:35

Hmm... Ciągnie, oj ciągnie mnie do tej gry. Teraz. Bo przy F1 to mnie odrzucało.
odpowiedz

Paratus : 12 maja 2009, 20:16

Z oceną jak najbardziej się zgadzam. Fallout 3 jest grą udaną i Bethesda świetnie sprostała zadaniu. Może i poprzednim częścią pluje w twarz jednak mi to w ogóle nie przeszkadza i mam głęboko gdzieś wszystkie uwagi hardcorowych fanów. Wszystkie części Fallouta przypadły mi do gustu. Ale najdłużej przesiedziałem przed trójką. Mimo, że klimat ma inny to jednak widoki jakie możemy zobaczyć podczas gry naprawdę są świetne.
odpowiedz

JayL : 13 maja 2009, 16:12

Aż dziw, że świat po wojnie nuklearnej może być tak piękny, nie?
odpowiedz

LordTyrranoos : 13 maja 2009, 16:18

Ocena być może i adekwatna, nie wiem. Wiem za to, że nie ucieka się do F2, który jest jednym z najlepszych cRPGów w historii.
Recenzja przybliża wiele informacji, więc jest na plus zdecydowanie.
odpowiedz

Paratus : 13 maja 2009, 17:44

Ja tam wolę piękny świat niż ciągle w mroku siedzieć ;]

odpowiedz

Arthizo : 16 maja 2009, 16:23

A ja grałem w Fallouta 3 i dużo się nie nagrałem, ponieważ nie tylko mi się niezbyt spodobał, nie wsiąknąłem w klimat, ale także mi się nie chciało, po prostu. Nie zagram, wolę sobie przypomnieć jedynkę. :)
odpowiedz

Cubass : 17 maja 2009, 11:22

Gra jest naprawdę bardzo dobra, ale na razie jakoś nie mam chęci do niej wracać po pierwszym jej przejściu. Może kiedyś... :P
odpowiedz

ZO_S_O : 20 maja 2009, 19:22

Fallout 3 to jedna z tych gier, w które powinienem i chętnie bym zagrał, ale raczej nigdy do tego nie dojdzie... Mam nadzieję, że jakimś cudem nadarzy się okazja by spróbować tego tytułu. Na razie nijak nie mogę się o nim wypowiedzieć...
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl