avatar

JayL Użytkownik gram.pl (Sekretarz) ja.gram.pl/JayL

Myśl Tysiąckrotna (R. Scott Bakker) - recenzja.

Tekst pierwotnie ukazał się na Enklawie Magii.

Enklawa Magii - Twój serwis o grach cRPG, literaturze i fantastyce!

---------------------------------------------------------

 

„Myśl Tysiąckrotna” to trzeci, a więc także i ostatni tom trylogii Bakkera pt. „Książę Nicości”. To tutaj zostaną podane odpowiedzi na pytania zadawane sobie przez czytelników w trakcie czytania sagi. A przynajmniej tak, jak się zdaje, powinno być...

Udzielenie tychże odpowiedzi w opisywanej tutaj książce jest kwestią sporną. Tak na chłopski rozum w sumie nie dowiadujemy się prawie niczego, co chcieliśmy wiedzieć wcześniej. Więc dlaczego to sporna kwestia? Ano dlatego, że czytając „Myśl Tysiąckrotną” wcale nie chcemy tych odpowiedzi uzyskać. A to z kolei dlatego, iż autor tak prowadzi fabułę, że wcześniejsze pytania stają się kompletnie nieistotne.

Akcja zaczyna się tam, gdzie skończył się tom drugi – po wygranej bitwie, wszyscy bohaterowie zbierają się do ostatecznego marszu, który zakończy się w Shimehu. Tam wszystko ma się rozstrzygnąć – dowiemy się, czy święta wojna odniesie zamierzony skutek, czy Kellhus spotka się w końcu ze swoim ojcem, jaki los spotka arcygenerała wojsk cesarskich Ikurei Conphasa, jak ostatecznie będzie wyglądała historia Achamiana i Esmenet.

Już po raz drugi Bakker zaczyna żonglować planami, na których występują postacie. Na pierwszy powraca Esmenet, w cień usuwa się Cnaiur. To wszystko może trochę irytować osoby, których ulubione postacie odgrywają mniejsze role niż wcześniej, jednak taki był zamysł autora i nic na to poradzić nie można. Chyba że tylko jedna postać trzymała nas przy książce, wtedy czytanie pewnie się porzuci, zapewniam jednak – w tym momencie nie warto.

Bakker nie jest mistrzem fantasy, ale książkę tę, podobnie jak i poprzednie tomy, czyta się całkiem przyjemnie. Niestety, „Wojownik – Prorok” okazał się szczytem możliwości autora, tom trzeci nie jest lepszy, można wręcz powiedzieć, że trochę od poprzedniego odstaje. Widać, że autor bardzo chciał wydać książkę jeszcze lepszą, jednak starał się tak mocno, że aż mu nie wyszło. Miał multum dobrych pomysłów, niestety w praktyce okazało się ich nawet za dużo – książka jest nimi po prostu przeładowana, można powiedzieć „przesłodzona”. Od pewnego momentu ciągle nie mamy pewnego gruntu, bez przerwy następują zwroty akcji i pojawiają się nieoczekiwane powiązania (swoją drogą zastanawiam się, czy nie są one przypadkiem spowodowane brakiem pomysłu). Szkoda, że autor tak się zapędził, jednak mimo to historia jest ciekawa, zakończenie dość zaskakujące, ale zarazem satysfakcjonujące, oczywiście jak na zakończenie książki – wygląda tak, jakbyśmy chcieli, ale tradycyjnie już, przy dobrych książkach, pozostawia uczucie niedosytu – chciałoby się wiedzieć, co stało się dalej z bohaterami. O ile jednak mamy jakieś szczątkowe informacje o Achamianie, losy reszty bohaterów są już w o wiele większym stopniu owiane tajemnicą.

Świat przedstawiony w powieści Bakkera jest mroczny i brutalny, bardziej nawet niż ten znany z „Wiedźmina” naszego rodzimego pisarza, Andrzeja Sapkowskiego. Tym bardziej, że akcja trzeciego tomu toczy się prawie w całości na szlaku wojennym, gdzie do głosu dochodzą najgorsze ludzkie instynkty.

Tak jak poprzednio, odczuwamy silne emocje względem świetnie zarysowanych postaci. Wciąż popadamy ze skrajności w skrajność, starając się zrozumieć decyzje bohaterów. Pod tym względem Bakker zbliża się do poziomu mistrzowskiego.

Warto zaznaczyć, że na końcu tomu znajduje się sporej wielkości encyklopedia „Księcia Nicości”, zawierająca multum haseł – świat Earwy jest mocno skomplikowany, jednak mimo to wątpię, żeby komuś chciało się czytać tę encyklopedię – nie trzeba dokładnie we wszystkim się orientować, by książkę zrozumieć, ponieważ zawiera ona sporo kompletnie zbędnych informacji na temat kontynentu, gdzie toczy się akcja.

Podsumowując, „Myśl Tysiąckrotna” jest warta przeczytania, nawet nie będąc najlepszym tomem sagi. Najważniejszym powodem jest chęć poznania zakończenia tej opowieści – co prawda po przeczytaniu trylogii zdaje się, że i bez tego byśmy się obyli, jednak na koniec drugiego tomu pozostaje ogromna ciekawość, która nie pozwala nie kupić tomu trzeciego.

Skoro to już zakończenie trylogii, warto ją całą podsumować. Zaczyna się nieciekawie, tom pierwszy jest zdecydowanie najsłabszy, jednak swoim zakończeniem przekonuje do zakupu tomu drugiego. Ten z kolei jest najlepszy z całej serii – autor zaczyna szafować świetnymi (i jeszcze nie przesadzonymi w ilości) pomysłami, genialnie kreśli postacie, wciąż trzyma nas w napięciu. Potem następuje opisywany tutaj tom trzeci, słabszy od drugiego, lecz lepszy od pierwszego. Co w nim się znajduje już pisałem, nie będę się więc powtarzał. A ogólnie? Czy warto? Trudne pytanie. Aby zbytnio się nie rozwodzić, powiem tak – jeśli czytasz regularnie fantastykę i poszukujesz kolejnych pozycji – jak najbardziej polecam, mimo iż nie jest to dzieło sztuki. Jeśli jednak jesteś raczej niedzielnym czytelnikiem, radzę poszukać lepszych pozycji, bardziej znanych autorów.

 Ocena: 7+/10

Łukasz "JayL" Jakubczak

---------------------------------------------------

Running out of ways to run
I can't see, I can't be
Over and over and under my skin
All this attention is DOING ME IN!

FUCK IT ALL! FUCK THIS WORLD!
FUCK EVERYTHING THAT YOU STAND FOR!
DON'T BELONG! DON'T EXIST!
DON'T GIVE A SHIT!
DON'T EVER JUDGE ME!

Picking through the parts exposed
Taking shape, taking shag
Over and over and under my skin
All this momentum is DOING ME IN!

FUCK IT ALL! FUCK THIS WORLD!
FUCK EVERYTHING THAT YOU STAND FOR!
DON'T BELONG! DON'T EXIST!
DON'T GIVE A SHIT!
DON'T EVER JUDGE ME!

You got all my love, livin' in your own hate
Drippin' hole man, hard step, no fate
Show you nuthin', but I ain't holdin' back
Every damn word I say is a sneak attack
When I get my hands on you
Ain't a fuck thing you can do
Get this cuz you're never gonna get me
I am the very disease you pretend to be

I am the push that makes you move

--------------------------------------------------------

Dzięki koncertowi na MTV, którym to sobie nagrał, coraz bardziej lubię ten zespół. A konkretniej jego twórczość, bo ich zachowanie i charaktery są dość hm, specyficzne, i wolę się na ich temat nie wypowiadać. W każdym razie wokalista ma naprawdę świetny głos, a i reszta niczego sobie. Poza tym ściągnąłem sobie trial niejakiego Warhammera Online, zwanego WAR'em.  Może wróci mi ochota na granie? Jak mi się coś przypomni to zedytuję, a teraz spadam. ;)

Pozdrawiam. 

komentarzy: 816 marca 2009, 12:54

8 komentarzy do tego wpisu:


Zimek1990 : 16 marca 2009, 14:30

Slipknoci to wariaci!

odpowiedz

Arthizo : 16 marca 2009, 15:59

Nie znam nic z twórczości Scotta Bakkera. ;]
odpowiedz

Kaleka_Mentalny : 16 marca 2009, 18:24

Nawet jeżeli książka nie jest najlepsza, to za to Tobie wyszła najlepsza recenzja jeżeli chodzi o książki Bakkera.
Mam pytanie. Oni przez całą książkę idą, walczą, idą i walczą?
odpowiedz

JayL : 16 marca 2009, 19:45

Zimek1990 - w pełni się zgadzam. Ale pozytywnie czy negatywnie? Ja już na to nie odpowiem. :P
edsonpele - ta cała Święta Wojna to właściwie tylko tło, walki mało, więcej pojedynków intelektualnych Kellhus vs. reszta.
odpowiedz

cedricek : 17 marca 2009, 19:45

A ja własnie musze parę recek napisać :)
odpowiedz

JayL : 17 marca 2009, 20:24

Ja niestety po bumie (którego tu jeszcze opublikowanego nie było, na EM też nie) nie mam co pisać. ;/ Cóż, niby Pierwsze Prawo Magii czeka na reckę, ale jakoś nie mam weny.
odpowiedz

kamceg : 24 marca 2009, 14:00

Ja powiem tak: że Tobie się tak chce ;D
Ale dzięki temu z recenzji na recenzję jesteś co raz lepszy;)
odpowiedz

Cubass : 24 marca 2009, 17:49

Jak na razie mam mnóstwo książek odłożonych do przeczytania, więc na razie się niestety "Myślą..." nie zainteresuję:P
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl