avatar

JayL Użytkownik gram.pl (Sekretarz) ja.gram.pl/JayL

Wojownik - Prorok (R. Scott Bakker) - recenzja.

Tekst pierwotnie ukazał się na Enklawie Magii.

Enklawa Magii - Twój serwis o grach cRPG, literaturze i fantastyce!

---------------------------------------------------------

 

Ciekawostka – o ile pierwsza część trylogii pt. „Mrok, który nas poprzedza” powstawała przez… 15 lat (sic!), jej kontynuacja, czyli opisywany tutaj „Wojownik - Prorok” został przez Bakkera napisany w ciągu zaledwie roku. Tę różnicę po obu tomach widać. Pierwsza część stanowiła ciekawy zalążek niezłej intrygi, jednak dość skomplikowany i jakby chaotyczny. Drugi tom powstał w czasie 15 razy krótszym, dzięki czemu – jak się zdaje – zyskał wiele na polu przejrzystości, jednocześnie nie tracąc nic z zawartości.

Akcja zaczyna się od skrótu wydarzeń w trakcie rozpoczętego już marszu Świętej Wojny – okazuje się, co zresztą było już wcześniej do przewidzenia, że wojna ta wcale taka święta nie jest – spalono już parę wiosek, zamordowano wielu ludzi. Wojna jednak szła ku wielkim celom, co w mniemaniu jej dowódców, jak i ich podwładnych, usprawiedliwiało takie czyny. Fabuła na dobre startuje tuż przed wkroczeniem na ziemie fanimów.

Tak jak i w pierwszym tomie bohaterów jest kilku, jednak tym razem również oni zostali podzieleni na mniej i bardziej ważnych – oczywiście nie dla fabuły, bo każdy odgrywa jakąś rolę, po prostu autor na niektórych mocniej się skupia. Postacią najważniejszą jest Anasurimbor Kellhus – dzięki szkoleniu w szkole (sekcie?) tajemniczych dunyainów opanował on do perfekcji mowę ciała i rozpoznawanie uczuć rozmówcy. Dzięki szkoleniu i ponadprzeciętnej inteligencji powoli podporządkowuje sobie całą świętą wojnę. Kellhus jest postacią stworzoną naprawdę genialnie. Jest on z założenia nieludzko inteligentny, mądry i elokwentny, jednak jest też, o czym wiemy tylko my, totalnym egoistą, nie odczuwającym prawie żadnych uczuć. Autor świetnie manipuluje jego postępami, przez co czytelnik ciągle zmienia o nim zdanie, raz go wielbi, innym razem nienawidzi. Kolejną postacią w szeregu jest znany nam czarnoksiężnik Drusas Achamian – osobiście najbardziej lubiana przeze mnie postać, ale, tak jak i reszta, jest mocno podporządkowany Kellhusowi, nieświadom swojej ogromnej mocy, jaką daje mu poznana w szkole uczonych powierników gnoza.
Następnym bohaterem książki jest Cnaiur, Scylvend, wojownik. On jedyny nie dał się Kellhusowi złamać, jest głównodowodzącym Świętej Wojny (oczywiście tylko w trakcie bitew – Scylvendzi to w końcu poganie). Dalej jest przepaść i dopiero za nią dwie ostatnie postacie – Esmenet i Serwe. O ile Serwe od początku znajdowała się trochę w cieniu, Esmenet była jedną z osi fabuły. To właśnie dzięki niej poznaliśmy rycerza shrialu Sarcellusa, który odegra niemałą rolę. Teraz jednak została trochę odsunięta na drugi tor.

O samej fabule ciężko cokolwiek powiedzieć. Armia Świętej Wojny zbliża się powoli do swego celu, Shimehu, po drodze staczając wiele bitew, a także przechodząc wiele prób. Gdzieś w tym całym zgiełku jest miejsce dla historii bohaterów, którym wcale nie jest łatwo odnaleźć się w takim świecie, szczególnie Drusasowi Achamianowi, który w sumie nie ma w tym wszystkim konkretnie wyznaczonego celu.

Autor wciąż nie jest człowiekiem objaśniającym czytelnikowi wszelkie meandry swego świata. Pisze książkę, jakby rozmawiał z kolegą po fachu – żadnych wyjaśnień, jakbyśmy mieli to wiedzieć sami z siebie. Całe szczęście, po ogarnięciu pewnej wiedzy o tej krainie, przyswajanie niewytłumaczonych faktów przychodzi nam o wiele łatwiej, a nawet jeśli nie, szczegóły te nie przeszkodzą nam w zgłębianiu bardzo dobrego drugiego tomu „Księcia Nicości”.
Tym bardziej, że powieść jest o wiele mniej chaotyczna, dzięki czemu łatwiej ją zrozumieć. Bakker pisze identycznie, jak w pierwszym tomie - znów ukazuje nam świat brutalny, mroczny i niesprawiedliwy, gdzie nie ma miejsca na litość. Świetnie ukazuje bezsens wszelkich wojen, ale także bohaterstwo i wiarę, które mogą burzyć mury. Do tego tym razem książka aż kipi bardzo dobrymi pomysłami na rozkręcenie fabuły i zaciekawienie czytelnika. Nadal mało w niej momentów, które czytamy ze wstrzymanym oddechem, jednak i tak jest ich o wiele więcej, niż w tomie pierwszym. Jeśli Bakker dopiero się rozkręca, nie mogę się doczekać przeczytania ostatniej części trylogii: „Myśli Tysiąckrotnej”.

Ogólnie „Wojownik - Prorok” to bardzo dobra pozycja, o wiele lepsza od tomu pierwszego, który przez prawie całkowicie był średni, zaciekawiając mnie dopiero pod koniec. Nowa część trylogii zawiera wiele interesujących pomysłów na fabułę, świetnie zarysowane postacie (między nimi genialny Kellhus), jednak do ideału wciąż jej daleko. Niestety, nadal gubimy się w natłoku królestw, władców, nazw geograficznych itp. Nie zmienia to faktu, że książka trzyma naprawdę dobry poziom. Warto było przebrnąć przez „Mrok, który nas poprzedza”.

 Ocena: 8+/10

Łukasz "JayL" Jakubczak

--------------------------------------------------------

 

I push my fingers into my eyes
It's the only thing
That slowly stops the ache
But it's made of all
The things I have to take
Jesus it never ends
It pushed it's way inside
If the pain goes on

I have screamed until my veins collapsed
I've waited as my times elapsed
Now all I do is live with so much fate
I wished for this
I bitched at that
I've left behind this little fact
You cannot kill what you did not create
I've gotta say what I've gotta say and then I swear I'll go away
But I can't promise you'll enjoy the noise
I guess I'll save the best for last
My future seems like one big past
You laughed at me cuz you left me no choice

I push my fingers into my eyes
It's the only thing
That slowly stops the ache
If the pain goes on
I'm not gonna make it!

Pull me back together
Or separate the skin from bone
Leave my all the pieces
Then you can leave my alone
Tell me the reality is better than the dream
But I've found out the hard way
Nothing is what it seems

I push my fingers into my eyes
It's the only thing
That slowly stops the ache
But it's made of all
The things I have to take
Jesus it never ends
It pushed it's way inside
If the pain goes on
I'm not gonna make it

All I've got
All I've got is insane
All I've got
All I've got is insane
All I've got
All I've got is insane
All I've got
All I've got is insane

I push my fingers into my eyes
It's the only thing
That slowly stops the ache
But it's made of all
The things I have to take
Jesus it never ends
It pushed it's way inside
If the pain goes on
I'm not gonna make it

--------------------------------------------------------

Znów obie wersje równie dobre. :P Co do live'a do dodam jeszcze - 1:05; 1:16; 1:19 :P Niezłe widoki są w tym czasie imo. :P Poza tym nie mam raczej nic do dodania. ;) 

Pozdrawiam. ;)

komentarzy: 409 marca 2009, 18:13

4 komentarze do tego wpisu:


Zimek1990 : 09 marca 2009, 18:20

Może kiedyś sprawdzę ten tytuł, tematyka wydaje się dla mnie nawet ciekawa :)
odpowiedz

gitarka : 09 marca 2009, 19:28

"Święte" wojny. Lubię takie klimaty. :D
odpowiedz

cedricek : 12 marca 2009, 17:40

No ba ;]
odpowiedz

Kaleka_Mentalny : 15 marca 2009, 17:19

Można wywnioskować, że ta jest znacznie lepsza od pierwszej części, więc długość pracy nie przekłada się na jakość :P
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl