avatar

NintendoPassion Użytkownik gram.pl (Przewodniczący) ja.gram.pl/NintendoPassion

Deportacja

Życie w USA to nie jebajka. Czasem spotykają nas, imigrantów, problemy i porażki. Czasem katastrofy. Piszę o tym, bo prawdopodobnie nigdy się o takich rzeczach od wujka i cioci z Ameryki nie dowiecie. Wpis powstał dlatego, bo jak w życiu... historia właśnie się pewnej osobie powtarza w tym właśnie momencie.

 

Jak to wygląda?

 

Spotkałeś się z kimś kto był deportowany z jakiegoś kraju? Opowiem Wam kolejną z mojego nie całkiem kolorowego życia historyjkę.

 

Z Amerykiś przyjechał. I co dalej?

Prawdę mówmy. Prawdę mówię. I mnie za młodszych lat wiele głupiego spotkało. Świętego dzieciństwa w tym kraju nie miałem. Od lat jestem, jak to społeczeństwo akceptacyjne określa - na prostej.

Początki były różne. Wesołe, złe, głupie i niebezpieczne.

Bohaterem opowiadania będzie Koot. Gościu 22 lata. Bardzo inteligentny. Wrażliwy na otoczenie. Mózg pełen pomysłów. Twórczy. Ale... no właśnie, słaby psychicznie i łatwo ulegający wpływom.
   Pewnego dnia spotyka go trawa. Trawa śmierdzi. Nie działa za pierwszym razem. Ale spodobało mu się to całe inne towarzystwo. Każdy równy po drinku. Zaczęło się od trawy. W skrócie: z trawy do najmocniejszych narkotyków; okazyjna utrata rodziny i przyjaciół. Już nie takie okazyjne okradanie znajomych. Głód narkotykowy. Napad na obcą osobę. Pobicie. Narkotyki. Wsypuje cie twój -I got yo' back bro- kolega. Tak jak na filmach.  Wiesz nic. Bo jakbyś wiedział chociaż pospolite (za przeproszeniem) gówno, to zdawałbyś sobie sprawę że śmierdzi.

Twoje pierwsze przekroczenie. Więzienie są przetłoczone. Zakładają ci na kostkę tzw. ankle bracelet. Nosisz to na sobie 24/7. Siusiu, apu apu, bzyk bzyk, kąpciu kąpciu. Wszędzie. Rok. Może dwa? Może kilka miesięcy? Ale masz już piętno.

 

Jesteś w areszcie domowym. Nie możesz wyjść. Co miesiąc zgłaszasz się do swojego parole officer.  Co robisz. Czego nie robisz. Ogólnie jesteś w okolicy i dobrze się sprawujesz.

A tak naprawdę to jesteś więźniem swojego własnego domu. Nie wytrzymujesz. Pewnego dnia, zrezygnowany, dzwonisz do niedobitków twoich przyjaciół. A i tak na prawdę to i nie masz ich. Zachodzisz w skrajności. Pewnego dnia trafia cię szlag.

Ja tak nie mogę!

Ucinasz nadajnik przymocowany do kostki. Automatycznie gwałcisz swój areszt domowy. W tym samym momencie najbliższa jednostka policji zostaje o tobie poinformowana. Cały proces trwa sekundy. Jest automatyczny.

Nie ma cie cały dzień. Balangi. Picie. Płacz. Żałość. Obojętność. Na końcu dnia sam, z własnej woli zjawiasz się na posterunku. Areszt. Sąd.  Kilka lat więzienia. Myślisz że wyjdziesz? Że po odsiadce wypuszczą cię na wolność?
Nie. Nie tym razem. Adwokat rozkłada ręce. Ma na tyle sumienia, że informuje rodzinę prosto z mostu. Sprawa może toczyć się kilka lat. Mówimy o dużych sumach pieniędzy. Dziesiątki tysięcy. I nadal nie ma gwarancji na wygraną sprawę.

Płacz. Matka i ojciec winią się za wszystko. Gdzie popełnili błąd w wychowaniu dziecka. Nie mogą się z tym pogodzić.

Natychmiast po wypuszczeniu z więzienia zostajesz aresztowany przez organy imigracyjne. Nie zdawałeś sobie sprawy, że już przekreśliłeś sobie przyszłość w tym kraju. Zostajesz przeniesiony do tymczasowego więzienia imigracyjnego.
On nie jest duży. Co ciekawsze, trudno go znaleźć. Zamykają cie w małym więzieniu ukrytym głęboko w przemysłowej części miasta. Między fabrykami. Jedynym znakiem jest małe godło Stanów z napisem United States Immigration Facility. Wysokie płoty kolczaste niczym nie różnią się od otaczających fabryk. One mają takie same. Jeżeli nie masz nikogo w USA, to tutaj nikt cię nie znajdzie. I nie przejmuj się. Agenci nie będą nikogo szukać.

W ostatni dzień deportacji przywozi się skazanemu jego dobytek życiowy na drogę, zawarty w małej torbie sportowej:

  • bielizna
  • para skarpetek
  • spodnie
  • koszulka
  • szampon, mały
  • szczoteczka do zębów
  • kwota 100USD

To wszystko.

To wszystko zabierasz ze sobą. Rodzinie oraz osobom najbliższym NIE WOLNO jechać na lotnisko. Towarzyszyć ci będzie dwóch agentów z imigrejszyn. Nie lecisz specjalnym samolotem. Władze miasta informują LOT że podlegasz deportacji. Przy pierwszej sposobności trafiasz na samolot z wolnymi miejscami. Obok ciebie przez całą drogę siedzi tych dwóch kolegów. Cały czas jesteś skuty.

Wszyscy na pokładzie zwracają na ciebie uwagę. Z pogardą.

Po dziesięciu godzinach lotu gumy z piskiem dotykają podłoża pasa lotniska. Jesteś w kraju. Zostajesz wyprowadzony z samolotu. Nie masz żadnych dokumentów. Władze graniczne w Polsce nic o tobie nie wiedzą.
Widzisz? Nawet tu nie przywitają cię z otwartymi rękami. Tylko z otwartą celą. W areszcie siedzisz kilka godzin. Władze w Polsce coś muszą się o tobie dowiedzieć. Po tym wszystkim, nie mając praktycznie nikogo w Polsce wychodzisz z lotniska w Warszawie i ...

I co dalej?

 

 

 

komentarzy: 3331 lipca 2009, 06:08

33 komentarze do tego wpisu:

początek poprzednie 1 - 20 z 34 następne koniec

radosiewka : 31 lipca 2009, 20:26

Ten wpis jest tak przygnębiający że coraz bardziej zaczynam nie lubić USA i absurdów jakie tam panują:S
Zawsze mieli bzika na punkcie wiz, imigrantów itd. Chociaż teraz już mniej Polaków chce tam jeździć...
Ta eskorta na lotnisku brzmi jak fragment filmu sensacyjnego;/
odpowiedz

KrwawaMary : 31 lipca 2009, 20:49

Smutne, ale prawdziwe. Tak jak radosiewka napisał, przygnębiający wpis.
odpowiedz

DireWolf : 31 lipca 2009, 23:46

USA jest przereklamowane, absurd za absurdem, mi w Polsce dobrze
odpowiedz

Prosiaq : 31 lipca 2009, 23:55

Mario, szczerze mówiąc, takie oblicze Twoich wpisów (tj. kompletna powaga na poważne tematy z charakterystycznym "czymś", co masz w sobie) podoba mi się dużo, dużo bardziej niż to, co było dotychczas. Ogromny pokłon do samej ziemi za ten wspaniały wpis. Smutny taki, ale ociekający zajebistością.
odpowiedz

Morris12 : 01 sierpnia 2009, 03:12

W moim odczuciu USA nie jest już krajem wspaniałym - "Ziemią Obiecaną" dla ludzi, którzy w Polsce nie mogą się odnaleźć. Toć słowa piosenki można by z tego skleić, stfu... gdzie ja się zapędzam : >. "Bezpieczeństwo narodowe na pierwszym miejscu, sir".Warto było się posprzeczać także z rodziną o całym zajściu z Koot'em. Czy rzeczywiście jest aż tak źle ? Co poradzić ? Co może teraz robić ? Takie pytania postawiłem sobie, jak i reszcie familiady. Odpowiedzi są raczej proste... ale jakże przerażające.

odpowiedz

Cirno : 01 sierpnia 2009, 05:21

W Polsce emigranci ze wschodu mają podobnie, jak coś spieprzą, tyle że o tym się nie mówi głośno ;)
odpowiedz

Marcus_Fenix : 01 sierpnia 2009, 07:39

Stary jeśli to wszystko prawda to ja już wole zostać w Pl. Swoją drogą dla mnie Ameryka to dziwny kraj pod wieloma wzgledami
odpowiedz

RazorBMW : 01 sierpnia 2009, 08:18

Cóż... ludzie nie są święci. Ale jednak trzeba się przyzwyczaić do zasad i reguł, które panują w danym kraju.
odpowiedz

Marcus_Fenix : 01 sierpnia 2009, 09:53

Tak trochę po za tematem nintendo zkąd taki nick ?
odpowiedz

NintendoPassion : 01 sierpnia 2009, 09:58

To jest historia jednej z osób, które pokwasiły sobie życie. Jedna z wielu zapewne.

@Marcus_Fenix:
Moją pasją są gry na wszystkich platformach. Jeżeli chodzi o firmę, to Nintendo. Stąd nick.
odpowiedz

kaczek93 : 01 sierpnia 2009, 10:58

Sam nie bardzo wiem co o tym myśleć. Temat raczej przykry ale ludzi sami sobie to robią doprowadzająć sie do takiego stanu. Później już idzie "z górki" czyli więzienia itd...
odpowiedz

radosiewka : 01 sierpnia 2009, 12:54

KrwawaMary - jestem dziewczyną więc " napisała" ;)
DArkWolf_PL - też mam czasami takie wrażenie że ameryka jest już lekko przereklamowana... Cały czas musimy mieć wizy, łatwo kogoś deportować w obstawie agentów, ale kryzys gospodarczy, absurdy prawne i wiele innych problemów z jakimi się borykają Stany robi swoje. W sumie wolałabym mieszkać w Australii albo gdzie w Europie. Kanada też nie jest zła.
odpowiedz

Paratus : 01 sierpnia 2009, 13:11

Historia przygnębiająca, fakt, ale komentarze bardziej. Ludzie, nie bądźcie tacy naiwni. To że jakiś kraj dba o swoje interesy deportując z niego przestępców z innych krajów nie znaczy od razu, że jest przereklamowany, absurdalny i w ogóle be. Myślicie, że w innych krajach jest inaczej? A zdziwilibyście się. A w Polsce jak jakiś obcokrajowiec popełni przestępstwo to myślicie, że jest po główce głaskany? Oczywiście, że funkcjonuje to trochę inaczej, ale tylko dlatego, że Polska jest krajem "lekko" zacofanym.
odpowiedz

whiteiwan : 01 sierpnia 2009, 13:18

nienawidzę USA ogólnie ale jak chodzi o opowieść to jest strasznie przygniębiająca
odpowiedz

Kirabaxior : 01 sierpnia 2009, 14:03

Przerąbane... tak to już jest z tymi narkotykami i całym tym śmierdzącym gównem. I jeszcze durnym, amerykańskim prawem.
odpowiedz

bardek : 01 sierpnia 2009, 14:50

Life is brutal lub jak to napisałeś Życie niejebajka. A narkotyki to gówno. Skąd znasz tego człowieka? Jeśli to twój znajomy to może ty mu byś spróbował pomóc?
odpowiedz

Ichibanboshi-kun : 01 sierpnia 2009, 16:15

To jest to czego powinniśmy unikać, bo takie przerąbanie sobie życia może spotkać nas wszędzie, pewnie w innej formie. Trzeba uważać i wiedzieć kiedy odmówić/wycofać się/w ogóle nie próbować.
Życie to nie jebajka, life is life.
odpowiedz

Whiteman : 01 sierpnia 2009, 16:25

Khem... Sytuacja wyjątkowo nieciekawa, zwłaszcza, że wedle Twojego opisu sięgnął po dragi w celu przypodobania się środowisku. Przykładowo w Niemczech, pracownik przyłapany na spożywaniu alkoholu nie jest wyrzucany z pracy na przysłowiowy 'zbity' pysk - udziela mu się natomiast wsparcia w postaci poradni odwykowej (+standardowa pensja pracownicza). Takowy proces trwa trzy miesiące - tyle czasu przewiduje się na powrót do abstynencji. Jeśli po tym czasie dalej się to powtarza - dopiero wtedy podejmuje się kroki, jednak nie tak radykalne.
System o tyle dobry, że człowiek przez 'słabość' (chwilową) nie stacza się od razu na samo dno. Przyrównując to do polskich realiów, gdzie zostajesz wywalony z pracy a za dwa miesiące (jak nie wcześniej) możesz wylądować pod mostem w przypadku postępującego nałogu. Ot, taka mała dygresja.
odpowiedz

LittleBigLegend : 01 sierpnia 2009, 19:31

Nie wiem jak to napisać - Life is brutal - very brutal. This way it was, he is and he will be - the life won't change, he means people ;/
odpowiedz

Jackaloppe : 01 sierpnia 2009, 22:19

Gdzie tu absurd? Ludzie gniją, staczają się. Niestety - za to spotyka ich najgorsze. W tym wypadku deportacja. Nawet nie zauważysz kiedy jesteś z powrotem w Polsce. Ale szkoda chłopa. Inteligentny, ale przed tym ścierwem się nie uchronisz.
odpowiedz

początek poprzednie 1 - 20 z 34 następne koniec

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl