avatar

zadymek Użytkownik gram.pl (Sekretarz) ja.gram.pl/zadymek

Nightmare Creatures

felieton, TPP, gore, Nightmare Creatures, Londyn

 


Różne już krwawe naparzanki TPP omawiałem (po opis Severance i Die by the Sword zapraszam do artykułu „First Person... Slasher?”), ale żadnej tak klimatycznej i brutalnej jak ta ukazująca horror rozgrywający się na ulicach Londynu roku 1834, kiedy to tajemnicza plaga rozprzestrzenia się wśród mieszkańców a w ciemnych zaułkach miasta ludzie napotykają przedziwne monstra.



A bloody good time in a jolly old London...
W Londynie 1666 roku, miał miejsce Wielki Pożar. Niewielu ludzi zna jego kulisy. Ale to właśnie wydarzenia, które dały mu początek, stoją u podstaw wydarzeń z 1834 roku-kto wie, może tym razem też coś spłonie:)
Pożar 1666 roku był efektem podpalenia siedziby tajemniczego Bractwa Hecate, przez Samuela Pepys'a, który widząc w jakim kierunku idą badania bractwa z pogranicza biochemii i czarnej magii, postanowił zakończyć jego istnienie podpalając stary magazyn gdzie mieściła się siedziba bractwa. Jak wiadomo z historii: ogień przeniósł się na sąsiednie zabudowania i tak powstał Choca...ee, znaczy tak wbuchł Wielki Pożar.

Jednak wyniki samych badań nie zostały zniszczone. Oto po dziesiątkach lat, wpadły w ręce szanowanego naukowca, Adama Crowley'a, który postanowił dokończyć to co zaczęli "braciszkowie".


Wkrótce na ulicach XIX wiecznego Londynu zaczyna panować dziwna zaraza. Sprawą zajmuje się ojciec Ignatius Blackward -ktoś podrzucił mu trop (pamiętnik Samuela Pepys'a) prowadzący do wirusa. Ignatius kontaktuje się w tej sprawie ze znanym amerykańskim wirusologiem dr Jeaen'em F. Ten przybywszy do Londynu, po krótkim czasie ginie w tajemniczych okolicznościach. Na pogrzebie zakapturzona postać doręcza Nadji, córce doktorka, anonim wskazujący na związek Adama Crowley'a z zabójstwem. W tej sytuacji Ignatuis i Nadja wyruszają na ulice Londynu by zmierzyć się osobiście z twórcą plagi i jego koszmarnymi stworami.

Taa, fabuła nie rozpoczyna się zbyt oryginalnie: ot morderstwo, plan opanowania świata, zemsta ... jednak w gatunku, do którego należy Nightare Creatures - tj Beat em' Up, historia nie gra pierwszych skrzypiec. W chodzonym mordobiciu -w tym przypadku to mordosiekanie- chodzi o ciągłą akcję i walkę z legionami przeciwników.


Do gry można przystąpić dwoma postaciami:
Ignatius- to typowy osiłek, niezbyt zwinny za to diabelnie odporny na ciosy i wprawnie posługujący się swoim kosturem. Ojciec Blackward nie stroni od mocnych wymian ciosów a jego kombosy mają powalającą siłę.

Nadja- to dziewczę w młodości uczyło się szermierki, teraz przychodzi czas egzaminu. Panna do perfekcji opanowała sztukę fechtunku, a z racji marnej odporności na ciosy, przyda jej się też umiejętność blokowania ciosów. Jej ruchy charakteryzuje szybkość i co ważniejsze płynność.

----------------------------------------------------
W fabułę gry wpleciono pewien szczególnie ciekawy feature, który dodatkowo komplikuje życie gracza. Zasadniczo w Nightmare Creatures brakuje charakterystycznego dla gier z automatów licznika odmierzającego czas i tym samym zmuszającego gracza do uwijania się -czyli generalnie do działania. Jest za to coś o wiele ciekawszego.
Obie postaci zostają zarażone wirusem, który jest wrażliwy na wysoki poziom adrenaliny. Ten poziom podnosi do maksimum każde kolejne zabójstwo. Oczywiście widzimy na ekranie odpowiedni wskaźnik, który daje jasno do zrozumienia: żeby żyć, trzeba zabijać. Tak więc nie ma czasu na zwiedzanie i podziwianie londyńskiej starówki, trzeba dosłownie po trupach utorować sobie drogę do końca levelu i broń boże nie zabłądzić, bo może nie być okazji do uzupełnienia poziomu adrenaliny a gdy tej zabraknie, serduszko zacznie mocniej bić


i nasza postać zacznie migiem tracić zdrowie.
----------------------------------------------------



Z czym do (nie)ludzi?
Jakkolwiek obie dostępne postaci różni prawie wszystko, o tyle jeśli idzie o walkę mają wiele cech wspólnych.
Przede wszystkim potrafią blokować wraże ciosy. W przypadku księdza ma to drugorzędne znaczenie, jednak panna już musi na siebie uważać.
Ich broń rośnie w siłę dzięki ulepszeniom. To właśnie dzięki nim okuty kostur Ignatiusa zyskuje ostrza a z czasem ciężkie, kolczaste okucie


Nadja z kolei zamienia swoją szabelkę na inne, potężniejsze ostrza. Z upgrade'ami wiąże się nie tylko zmiana siły ciosów, ale też gama potworów, które można wyeliminować jednym ciosem -atakiem z obrotu (na początku działa tylko na zombie).

Oboje też zgarniają po drodze całkiem spory arsenał środków pomocniczych:

-uzdrawiająca kulka- takie małe świecące na żólto, kuliste coś, przywracające trochę zdrówka

-duża uzdrawiająca kulka- zasadą jest, że ilekroć zaczynamy nowy level, znajdujemy toto w pobliżu punktu startowego. Duża kulka uzupełnia zdrowie na full.

-pistolet- jak nie trudno się domyślić służy do strzelania. Można tym rozwalić pośledniejsze monstra, służy też do niszczenia wybuchowych beczek itp


-wielostrzałowiec- ulepszona, wielolufowa wersja pistoletu, pozwalająca jedną serią wykosić wszystkich w zasięgu wzroku


-mina- klasyczna mina zbliżeniowa, eksploduje gdy wróg toto nadepnie, w rynsztoku raczej spłynie, więc lepiej jej tam nie wrzucać


-dynamit- wywołuje potężną eksplozję, która jednym wrogom urywa ramiona, innych tylko osłabia. Z racji posiadania płonącego lontu, nie powinien być wrzucany do ścieków


-chemikalia- potwory potworami, ale wszystko musi jakoś oddychać. A ten flakonik uwalnia chmurkę zatruwającą powietrze. Potwory zaczynają myśleć nieco mętniej, tłuką gdzie popadnie, rozłażą na boki i generalnie zachowują się jak debile. Również chemikaliów nie należy wylewać do rynszoka.


-błyskawica- taki ładunek błyskowy (zapewne magnezja) pozwala na krótki czas oślepić wszystkich w zasięgu wzroku.


-pochodnia- spala na popiół większość stworów


-płatek śniegu- przeciwieństwo pochodni, zamraża każdego potwora. Także w tym przypadku bestia rozpada się na proch, tyle, że efekt kruszącej się "lodowej rzeźby" wygląda bardziej ...czadowo:)


-piła- w skrócie: szatkowanie na całego. Dzięki pile każdy celny cios działa jak wielokrotne cięcie żyletką, efekty łatwo przewidzieć:)


-czaszka- to już sprawa czysto magiczna. Jeśli użyć czachy w pobliżu grupy potworów, te niezwłocznie zaczną się między sobą tłuc.


-serducho- wzbogaca o jeden nasz limit zejść. Z uwagi na konsolowy styl zapisu gry (pomiędzy etapami), rzecz bardzo przydatna.


----------------------------------------------------
Całe spektrum środków zniszczenia nic by nie znaczyło przy braku podstawowego elementu naparzanek: kombinacji ciosów.
Na początek wypada wspomnieć, że posługujemy się tu nad wyraz skromnym zestawem ruchów: użycie przedmiotu, unik, skok, cios, kopnięcie i blok -ot, wada pada.
Z tego w kombinacjach wykorzystujemy cztery ostatnie. Kombinacje działają tu na zasadzie combosów z Mortal Kombat 3: wklepuje się szybko daną sekwencję i obserwuje taniec śmierci. Ma to swoje wady, bo można źle przewidzieć ruch przeciwnika i zebrać solidne manto, chociaż z drugiej strony, jak już kombinacja dojdzie...
...wtedy wszytko zależy od rodzaju kombosa. Wyróżniamy trzy ich rodzaje:
komba zwykłe-chleb powszedni walki w NC, proste w użyciu (to żadna filozofia tłuc jeden przycisk na okrągło), w miarę krótkie i szybkie
komba nieblokowane- to już wyższa szkoła jazdy, te kombinacje kończy cios, który omija blok przeciwnika np uderzając w plecy ew podcinając nogi
komba tnące- jako, że mamy do czynienia z krwawą jatką, nie mogło zabraknąć szatkowania na kawałeczki. Ten typ kombinacji stanowią sekwencje kończące się ciosem, który, jeśli trafi, utnie coś wrogowi. Inna sprawa, że wielu z nich jakoś przeboleje utratę jednej z ...8 kończyn:)


Nowe komba można odkryć samemu (eksprymentując), ale można też zdać się na grę, która na początku każdego poziomu ujawnia jedną kombinację.


----------------------------------------------------


Nightmare Creatures
Adwersarzy w tej grze nam nie zabraknie. Nie można też narzekać na ich wtórność czy powtarzalność designu. W zasadzie to nie minę się z prawdą jeśli określę tą gromadkę zbieraniną oryginałów. Bo o ile takiego

zombie- w dwóch odmianach kolorystycznych.

Niesłychanie powolny (i mrukliwy), nie potrafi zbyt mocno przywalić, za to potrafi przyjąć sporo ciosów zanim ostatecznie polegnie. W zasadzie może wstawać w nieskończoność o ile się go nie rozczłonkuje - utrata ręki czy ...głowy to dla niego nie problem.


można jeszcze jakoś zrozumieć, jako typową ofiarę plagi, o tyle już

wilkołak (werewolf)- szybki lecz mało wytrzymały. Najczęściej bierze nas z zaskoczenia. Polega głównie na swojej szybkości, skacze wokół gracza i atakuje z boku. Czasem też potrafi udawać zgon.


nie za bardzo pasuje do tj grupy. A dalej jest jeszcze ciekawiej.

mutant (Pepy's Monster)- kolejne indywiduum w kolekcji. Koleś ma wszystkiego w nadmiarze -kilka rąk, nóg, głów. Nie przekłada się to specjalnie na jego zdolności bojowe, ale niechybnie jest bardzo wytrzymały. Mutant ma tendencję do organizowania zasadzek -zwala na gracza jakieś skrzynie itp. Wydaje charakterystyczny ryk.


golem (docker)- twardy koleś, ma spory zasięg i siłę przebicia pociągu towarowego(gdy uderzy w ziemię, ta zaczyna się trząść). Kiedy szarżuje lepiej nie stać mu na drodze. Za to jako jeden z niewielu przeciwników pozwala na wyżywanie się nad jego truchłem nawet po śmierci. Golem też czasami zrzuci na nas to i owo.

owad (insect)- szybka i cwana bestia. Niezbyt wytrzymały za to potrafi latać co sprawia, ze swobodnie porusza się w każdym terenie. Zadaje też spore obrażenia, więc warto robić uniki i blokować ile wlezie. Również on atakuje z zaskoczenia.



pająk (spider)- kolejny miłośnik udawania zgonu. Ma spory zasięg, ale mało pary w nogach. Zadaje konkretne obrażenia, a co gorsza zawsze wpada z kumplem. Jak już się go trafi lepiej nie przestawać bić-koleś lubi kontrować- i koniecznie tłuc nawet na ziemi, bo często udaje zgon.

ośmiornica (Thames' Monster)- statyczna, ale z ramionami o sporym zasięgu. Często istnieje możliwość załatwienia jej bez wdawania się w walkę bezpośrednią, ale nawet to nie stanowi problemu, bo bestia nie jest specjalnie żywotna, ginie nawet od chemikaliów (to był akurat bug ale daje do myślenia :).

płaczka (banshee)- kolejne latające ustojstwo. Nie tak szybka jak owad, za to o wiele bardziej odporna na ciosy. Uwaga! Często stosuje kontrataki i wydziera się przy każdej okazji.

demon - latające paskudztwo, często udają figurki np na cokołach. Atakują kulami ognia, więc blokowanie nic nie da. Na szczęście nie są zbyt żywotne, a i mobilność nie jest ich zaletą.

gargulec (gargoyle)- nielotny kuzyn demona. Może nie lata, za to potrafi walczyć. Taktyką walki przypomina wilkołaka z tym, że jest od niego o wiele silniejszy i bardziej wytrzymały.

nożownik(Faceless Man)- może z wyglądu przypomina wariację nt zombie, jednak nic więcej go z nim nie łączy. To także koleś twardy jak skała, ale upada tylko raz. Nie biga za szybko, ale w zwarciu zwinnością nie ustepuje gargulcowi, obrazenia zadaje średnie.

olbrzymi szczur (giant rat) -co tu gadać, duży gryzoń, który nabrał apetytu na ludzkie mięso. Słaby ale zwinny i szybki, zadaje spore obrażenia, występuje stadnie, jego obecność poznamy po charakterystycznym pisku.

piekielny ogar (hellhound)- dhobry piesek...ała! Tak mniej więcej wygląda typowa znajomość z tym jegomościem. Nie dość, że bestia ta jest bardzo wytrzymała i pluje ogniem, to jeszcze sam na ogień jest niewrażliwy(na zamrożenie też), przeto należy unikać starcia z nim w pobliżu płonących zgliszczy, z których swoją drogą ta maszkara wyskakuje.

czerwony demon (red demon)- piekielna wersja netoperka, strzela silniejszą wersją kuli ognia i oczywiście jest niewrażliwy na płomienie


I hope you like ...snakes.
Kolejną sprawą charakteryzującą tego typu gry są bossowie. W NC nie mogło ich zabraknąć i jest to gromadka jeszcze większych popaprańców niż zwykłe maszkary. Ich oryginalny design przebijają jedynie sposoby na ich pokonanie. Walka zwykle jest zacięta, co idealnie podkreślają ostre hardrockowe kawałki towarzyszące starciom z bossami.

Wąż z kanałów (Sewer Snake)- wystająca z niedrożnego kanału (teraz to już raczej sadzawka) wielogłowa bestia plująca ogniem?


Czemu nie. Jeśli dodamy do tego konieczność zawalenia jej na głowę(y) sklepienia komory, w której walczymy a potem obicia wszystkich mord, to mamy całkiem ciekawie pomyślanego bossa. Dodatkowo walkę "ubarwiają" nam wyłażące z sadzawki zombie


 

Człowiek śniegu (Snowman)- typowy domator, koleś usadowił się na tronie i ani myśli ruszyć zadek by nam dokopać. Zamiast tego rzuca w gracza śnieżkami ...o średnicy 2 metrów:) Kluczem do jego pokonania jest nie tyle podejście i nakopanie mu w ...cokolwiek tam ma (bo utrudniają to spadające wokół niego sople) co zburzenie dynamitem jego tronu, który szczęśliwie okalają wybuchowe beczki.


Oczywiście trzeba najpierw ten dynamit zebrać z okolicy, jednocześnie unikając rzucanych przez niego śnieżek po czym dostarczyć mu go pod nogi. Kaszka z mleczkiem:)

Jose Manuel- to już typowy świr. Pan Manuel to nożownik, całkiem sprawny zresztą. Co chwilę też na pomoc przyłazi mu jakiś zombiak.


Szczęśliwie pan nożownik usiadł sobie w swego rodzaju zgniatarce i by się go pozbyć wystarczy ją zacisnąć -przemieszczając naprzemiennie dwie dźwignie, znajdujące się po obu stronach poziomu- oczywiście jednocześnie walcząc z zombiakami, unikając przepaści pośrodku i noży rzucanych przez bossa.

Adam Crowley- trochę się chłop zmienił w trakcie gry -może to z powodu mutacji jaka w nim zaszła po wypiciu koncentratu z wirusa własnej produkcji:) Jak przystało na końcowego bossa, do jego pokonania potrzeba nam całego bojowego doświadczenia zebranego podczas gry. W tym przypadku chodzi o opanowanie kombosów.


Podstawą jest stosowanie kombinacji nieblokowalnych i jednoczesne unikanie kombosów Adama. Po efektownej walce koleś pada na kolana i wystarczy jedno cięcie by skrócić go o łepetynę, sprawcę tego całego zamieszania.


----------------------------------------------------
Gwoli ścisłości wypada dodać, że oprócz wspomnianej czwórki, z którą potykamy się w osobnych lokacjach, w grze pojawia się też kilka starć z minibossami: są to powiększone wersje zwykłych powtorów


-demonów, pająków, gargulców- występujące w grupach na ograniczonym (nagle) terenie. Charakteryzują się odpornością na wszystkie środki oprócz piły -dlatego warto sobie zachować choć jedną sztukę na takie okazje.
----------------------------------------------------


Burn London, burn!
Niebagatelną rolę w grze spełnia samo miasto. I nie chodzi tylko o klimatyczne miejscówki takie jak Queenhite Docks czy Westminister. Ważny dla gameplay'a jest też charakter danych lokacji. A ten z kolei przekłada się na przeszkody i pułapki z jakimi się będziemy zmagać. Raz będą to jakieś wahadła , wybuchające beczki i spadające skrzynie (te to akurat wróg na nas zrzuca)


innym razem zwałowiska ognia lub spadający z sufitu gruz ew ina atrakcje jak sople lodu, rury kanlizacyjne itp. Trafi się też toń wodna (zabawna sprawa, twórcom nie chciało się zaimplementować pływania, więc upadek do wody skutkuje zejściem:/
Jest ciężko, ale, jako że w samym "sporze" miasto zachowuje neutralność czyt. ładuje wszystkim po równo, nie ma problemu z wykorzystywaniem pułapek na swoją korzyść np wabiąc wroga w rejon wahadeł


kopiąc wybuchającą beczkę


w jego kierunku ew wrzucając go do wody.

Kolejną sprawą wartą omówienia przy okazji terenu są półki i skrzynie ze znajdźkami. O ile sporo różnych dóbr można łatwo zdobyć na wrogu, o tyle w przypadku "towaru miejscowego" może być problem, bo co smaczniejsze kąski są bardzo rozmyślnie poukrywane:
-czy to w zaułkach do których niekoniecznie trzeba zajrzeć
-czy to na końcu sporej odnogi głównego szlaku, wybierając się którym ryzykujemy utratę cennej adrenalinki
-czy to po prostu zamaskowane w otoczeniu np za pozornie niezniszczalną stertą skrzyń, szybą okienną ew w interaktywnych elementach otoczenia jak trumny czy nagrobki


Już samo zgarnięcie dóbr cieszy a jeszcze bardziej gdy na końcu poziomu licznik wskazuje 100% zebranych przedmiotów:)

A co można powiedzieć o samych lokacjach?
No miodzio jednym słowem. Nie tylko różnią się architekturą ale także pogodą (słynna londyńska mgła, deszcz, śnieg). Dzięki całemu multum różnych szczegółów nigdy nie pomylimy Chelsea


z Highgate Cemetary


City


ze Spitalfield


czy Queenhite Docks


z India Docks


Pogoda swoją drogą, ale nie da się nie zauważyć kunsztu projektantów poziomów, którzy bardzo wiarygodnie oddali poszczególne rejiony miasta a zwłaszcza wspomniany klimat. Co prawda z powodu zarazy ulice Londynu nie tętnią życiem ale jeśli idzie o samo miasto to okolica aż kipi od charakterystycznych detali, a to oznacza:

-nagrobki, rzeźby, krypty, trumny, urny i podniszczone bramy na cmentarzu
-fontanny, pomniki, zdobione bramy, klomby i latarnie na ulicach
-witraże, ławki, lampy i kandelabry w kościołach
-książki, meble, zdobione futryny i poręcze, boazerie i obrazy we wnętrzach
-także sople lodu, pajęczyny, krople wody, chwasty, wszelkiego sortu skrzynie, pudła, pochodnie, dźwigary, połcie mięsa i inne „sprzęty” * charakterystyczne dla konkretnych lokacji (nawet klatki i galeria wystawowa w londyńskim zoo wyglądają jak należy).
Wszystko dopieszczone (w granicach możliwości sprzętowych).

* No i szczury, nie zapominajmy o wszędobylskich szczurach:)

----------------------------------------------------
Co więcej, mamy całkiem sporo obiektów ulegających zniszczeniu, pomijając wspomniane wcześniej beczki i skrzynie ze sprzętem są i płotki i balustrady, są dźwigary, drewniane ściany, niektóre kraty, jakaś roślinność i cała masa mniejszych lub większych szczegółów.
Do tego dochodzi sporo scenek skryptowanych, jak wylatujące nagle stado nietoperzy, scena zarzynania konia przez wilkołaka czy moja ulubiona błyskawica „ścianająca” klatkę w zoo.
----------------------------------------------------

Dodatkowego smaczku lokacjom dodają okazyjne spotkania z Adamem Crowley'em oraz jego teksty wygłaszane na końcu etapu (w których szydzi z nas, swoich poległych wspólników i mieszkańców miasta).

 

 

I move like shadow thorought the darkness, you cannot catch me.
Bez wątpienia mało jest gier, które podbiły tak konsole jak i PC, Nightmare Creatures jest jednym z takich przypadków. Co prawda w związku z konsolowym rodowodem pojawiają się pewne problemy ze sterowaniem- chodzi głównie o problemy z kombinacjami wymagającymi wciśnięcia kilku klawiszy naraz- jednak walka nie cierpi na tym aż tak bardzo i daje wiele satysfakcji... którą psuje wręcz fatalna praca kamery. O ile w przypadku walki rzadko zdarzają się sytuacje, że tracimy z jej powodu kontrolę nad sytuacją np przeciwnika z oczu- nawet to nie jest problem bo wróg honorowy jakiś jest i celowo nie wali w plecy (co można wykorzystać by oddzielać wrogów od siebie), wystarczy wtedy zablokować by automatycznie nakierować się na wroga- o tyle w przypadku eksploracji terenu potrafi nieludzko wnerwiać np ustawiając się bokiem do kierunku skoku przez przepaść, utrudniając orientację np kadrując ujęcie obejmujące tylko naszą postać ew kręcąc się dziko wokół niej. Oczywiście po godzinach treningu można sobie jakoś z tym poradzić, ale niesmak pozostaje, zwłaszcza, że nawet po względnym opanowaniu tej sztuki nadal nie byłem w stanie przełknąć gładko dziesiątej z rzędu śmierci po wpadnięciu do dokładnie tej samej toni, a frustracja raczej psuje radość z gry:(


The End is nigh, the rest is silence.
Jednak w ogólnym rozrachunku gra mi się bardzo podoba: rozbudowany system walki, ciekawie zaprojektowane maszkary i niesamowity klimat Londynu robią swoje. tak więc jeśli nie jesteś mięczakiem, który wystraszy się kilku wyzwań rzucanych przez grę tak w ramach fabuły jak i technikaliów, możesz czerpać sporo radości z szatkowania wszelakiej maści potworów w scenerii rzadko w gra występującej, zwłaszcza, że gra działa bez zarzutu na każdej konfiguracji (no, w trybie akcelerowanym gna jak porąbana, ale i na to są sposoby:). A grę pokonać warto choćby dla bonusów odblokowywanych po końcowej walce, że wspomnę choćby Levelselector i możliwość gry potworem (wilkołak rządzi:).


No, to ode mnie na tyle, miasto znów mnie wzywa, chyba pora znaleźć kilka zaległych itemków i pobić kolejny rekord w młóceniu na czas Sewer Snake'a a moze po prostu nagram wam jakiś skromny gameplay:)

komentarzy: 1122 lipca 2009, 16:53

11 komentarzy do tego wpisu:


Infes : 22 lipca 2009, 20:01

Zadmyke jak zawsze wysiliłes się i naprawdę wyszło Ci to,zresztą chyba jak zawsze :-) W ogóle ja rozumiem że Ty starszy rocznik ale kurcze..ile w tych "oldskullach" można lubować. Gierka z 1997 :P W ogóle nie lubie strasznych gier,tekst ok ale nie skuszę się na ten tytuł :P
odpowiedz

hans_olo : 22 lipca 2009, 20:03

Kurcze blade, chodził mi ten tytuł kiedyś koło szuflady, ale jednak nie zagrałem.
odpowiedz

Fomorian : 23 lipca 2009, 10:19

Pierwszy raz o tym tytule słyszę - i naprawdę mnie zainteresowałeś, zwłaszcza wyraźnym klimatem, jaki bije ze screenów.
odpowiedz

Gumisiek2 : 25 lipca 2009, 18:55

Nie grałem, ale prezentuje się interesujaca :) Chyba będę zmuszony kupić znienawidzonego LCD-ka :| Ale jakiś kwadratowy, bo panoramiczne można o kant rzyci rozbić :) Wolałbym CRT, no ale... Jak to jest, że gorsze wypiera lepsze? :(
odpowiedz

yerko : 25 lipca 2009, 22:36

troche sie rozpisaleś ;d ale fajnie :p
odpowiedz

Infes : 26 lipca 2009, 10:23

Zadymek,Ty grasz w 1.6? Grałeś może wczorja na wieczór po 23?
odpowiedz

Infes : 26 lipca 2009, 16:16

No bo kurcze tak patrze i widzę Zadymek i mówię że to jest ten z którym wymienie pare zdań na gram.pl na forum czy na Gramsjacie. Myślałem tylko czy mnie poznałeś czy nie,bo nie mam nicku Infes jak na gramie no i słowem się nie odezwałeś. W ogóle do friends miałem Cię dodać i zapytać ale żeś wyszedł. No jakoś mi szło wtedy ;) No na SS'ach na xfire widziałem że idzie Ci lepiej idzie i częściej pogrywasz w CS:S. Ja akurat bym pograł w CS:S też trochę,bym wykupił ale za słaby komp,może kiedyś :-) A tak,zapraszam Cię na udiabełka FFA bo tam najczęściej mnie spotkasz,tak to już aimy czy DeathMatch inaczej już mixy/gathery/cw. No i zaproś mnie do znajomych na STEAM,nie obrażę się jeśli tak postąpisz ;)
odpowiedz

Infes : 26 lipca 2009, 19:56

Inffes
odpowiedz

deecom : 26 lipca 2009, 20:42

Gra, która była bliska mojemu komputerowi, ale nie mnie ;) Ja się tylko naczytałem o tej produkcji, naoglądałem i chyba tyle. W tamtych czasach, to królowało wszystko inne tylko nie horrory albo FPSy, chyba, że jakieś megahity. Z drugiej jednak strony to Severance też jakoś nie był rozreklamowanym, murowanym hitem, ani się chyba nawet takim nie stał, a grałem w tą gierkę bez przerwy. O Nightmare Creatures mogę powiedzieć tylko tyle, że myślałem, że jest to Blood, ponieważ mój brat grał w te gry na zmianę ;) ale z jedną jak i z drugą nie zapoznałem się szczegółowo. O diabłach, demonach i innych takich potworkach to wspominam chyba tylko 2 gry - Undying i Dungeon Keepera. No chyba, że mi coś teraz wypadło z głowy, bo coś nie mogę sobie przypomnieć. Doomy, Diablosy, czy... coś tam jeszcze (właśnie zapomniałem co miałem tu napisać) wymieniać przecież nie muszę, poza tym ostatnim :P Przypomnę sobie, chyba że ktoś mnie uprzedzi w wymienianiu tytułów.
odpowiedz

pablogamer09 : 30 lipca 2009, 17:38

hmm... nigdy nie grałem... muszę sprawdzić...
odpowiedz

Medyk : 03 sierpnia 2009, 22:41

Nieźle się wysiliłeś. A tytuł to pierwszy raz słyszę.
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl