avatar

zadymek Użytkownik gram.pl (Sekretarz) ja.gram.pl/zadymek

Dawno dawno temu w odległej galaktyce...

felieton, FPS, Star Wars, Jedi Knight, Dark Forces

Wszystko

zaczęło się

w 1995 roku...

Dark Forces, bo tak nazywa się pierwsza gra z Kyle'm w roli głównej, to był czystej wody shooter FPP.
Nic szczególnego jeśli się spojrzy na konkurencję, w zasadzie gra tylko dla maniaków Star Wars. Nic szczególnego jak na FPP, fabuła jak zawsze w przypadku Lucasarts dawała radę i dobry pretekst do zmagania się z pikselami i przestarzałym interfejsem. Jako najemnik, Kyle Katarn wykonywaliśmy misje dla sił specjalnych Rebelii.
Potem, w 1997 roku, przyszedł konkretny prekursor serii

Jedi Knight. A konkretnie Star Wars Dark Forces II: Jedi Knight -człony dodatkowe pisane są w różnej kolejności. Cóż o nim można powiedzieć? Jest to FPP na pewno, ale świętokradztwem byłoby napisać, że twórczo rozwinął on ideę rozgrywki zaprezentowaną w Dark Forces. A to dlatego, że zmiany w JK zaszły na tyle daleko, że spokojnie możemy mówić o dwóch zupełnie różnych grach, które łączy jedynie kilku wspólnych bohaterów, bo w praktyce gameplay zmieniono nie do poznania. Ale po kolei...

Bohaterowie
Tak jak we wszystkich częściach serii, tak formalnych jak i nieformalnych, głównymi osobami dramatu są:
Kyle Katarn
i jego wspólniczka
Jan Ors

Przy czym gracz przejmuje kontrolę nad Kyle'm. W Jedi Academy gramy co prawda niejakim Jaden'em, ale nadal Kyle odgrywa ważną rolę w całej historii.
W Jedi Knight, Kyle zmaga się z siłami dowodzonymi przez mrocznego Jedi (Sith), zwanego Jerec, który dąży do poznania lokalizacji Doliny Jedi
mitycznego miejsca pochówku tysięcy mistrzów Jedi i jednocześnie wyjątkowo potężnego źródła Mocy, którą to Jerec pragnie przejąć (i oczywiście opanować świat:)

The saga begins
A więc mamy Kyle'a, który dowiedziawszy się o śmierci tatusia (Morgan), wyrusza na Nar Shaddaa
by zasięgnąć języka u lokalnego łowcy nagród, droida 8T88
Ale coś między nimi się nie układa i 8T88 zostawia Kyle'a w towarzystwie swoich niezbyt przyjaznych "współpracowników". A jako, że 8T88 dostawszy uprzednio zlecenie na Kyle'a, wygadał się na odchodnym, że to Jerec załatwił seniora Katarn'a, Kyle postanawia ...jakżeby inaczej: pokrzyżować plany Jerec'a, jakie by one nie były. Tak więc ruszamy do boju na pohybel Jerec'owi.


Arsenał
Krótko o sprzęcie. Jest niemal kanoniczny dla serii. dostępne są niemal wszystkie filmowe zabawki od Blastera E-11, kuszy energetycznej po detonatory termiczne. Nie zabrakło też zabawek mniej znanych jak np zmodyfikowany pistolet Bryar, genialny Repeater czy Concussion rifle.
Ekwipunek świetnie uzupełniają dodatkowe itemy typu kanister z Bactą (taka apteczka) czy gogle noktowizyjne.
Niewątpliwie jednak gwiazdą wieczoru jest słynny miecz świetlny (lightsaber) -bez bicia przyznam, że to moja ulubiona zabawka w grze:)

"Zabaweczki" różnią się nie tylko wyglądem i odgłosami strzałów ale i rodzajem wystrzeliwanych pocisków. I nie idzie tu o to, że np Rail detonator wystrzeliwuje rakiety eksplodujące z wielką siłą a Blaster strzela pociskami laserowymi. Idzie raczej o naturę, zachowanie tych pocisków:
-dla przykładu wspomniane rakiety można "przyczepić" do atakowanego celu -nie muszę chyba pisać jak diametralnie zmienia się ich funkcjonalność gdy taki cel ucieknie w kierunku swoich:)
-są też miny, które przylepiają się do dowolnej powierzchni.
-z kolei wszelkie pociski laserowe mają zdolność do rykoszetowania od powierzchni opancerzonych.
-detonatory termiczne po rzuceniu potrafią jakiś czas odbijać się od ziemi niczym piłeczka
-a ciosy pięściami całkowicie ignorują osłonę energetyczną celu uszczuplając samo zdrówko

----------------------------------------------------
Wypada też dodać, że każda broń posiada alternatywny tryb wystrzału, który nieco wzbogaca gamę jej zastosowań:
Kusza posiada nawet i trzeci tryb działania: potrafi wystrzelić kilka pocisków jednocześnie ew strzelać pociskami rykoszetującymi od dowolnej powierzchni, Repeater zmienia się z karabinka w shotgun, Detonatory termiczne mogą eksplodować od razu po upadku lub z opóźnieniem a mieczem można wywijać malownicze ósemki
----------------------------------------------------

Jeszcze krótka wzmianka o mieczu świetlnym. Jest to broń o tyle potężna co wyjątkowa. Pozwala nie tylko siekać wrogów na kawałeczki i pokonać istoty niewrażliwe na inne rodzaje broni: wzorem filmów umożliwia też odbijanie wszelkich pocisków energetycznych
niejednokrotnie w kierunku strzelającego -umiejętność blokowania mieczem wzrasta wraz z rozwojem fabuły- a także niszczenie niektórych bardziej wytrzymałych przeszkód.
Co by nie mówić o zaletach miecza i jego pionierskim zastosowaniu, nie można pominąć wad towarzyszących korzystaniu z tej broni. Przede wszystkim ciężko nim trafić w cel- myślałby kto, że solidny zamach powinien kosić wszystko na swojej drodze, praktyka jest jednak inna. Wykonywanie kombinacji ciosów też pozostawia wiele do życzenia- można zapomnieć o płynnych, efektownych wymianach ciosów znanych z filmów, to nie ta liga. O wiele lepiej zostało to rozwiązane w kolejnych częściach sagi Jedi Knight, podobnie zresztą jak korzystanie z Mocy -tutaj dość niewygodne.

I gdzie ten Jedi?
Tak, nie da się ukryć, że najemnik z Mocą ma tyle wspólnego co, nie przymierzając Han Solo: słyszał co nie co i generalnie ani go to ziębi ani grzeje, ale żeby zaraz Jedi? A jednak. W trakcie swojego śledztwa, Kyle zdobywa znajomo wyglądający dysk z danymi, niewątpliwie wiadomość od ojca -standardowa zagrywka fabularna w stylu "jeśli coś mi się stanie...". Tak więc, aby odtworzyć ów dysk, Kyle wraca do rodzinnego domu na Sulon
A tam źle się dzieje. Jacyś Tuscani wałęsają się po posiadłości i jacyś wandale rozebrali dach w pokoju taty. Cóż, dobrze, że Wee Gee -droid tatusia- się ostał. To on jest "magnetowidem", w którym Kyle odtwarza wspomniany dysk. Z nagrania dowiaduje się o lokalizacji mapy prowadzacej do Doliny Jedi, a także o związkach rodzinki z rycerzami Jedi. Wee Gee przekazuje mu też miecz świetlny dawnego przyjaciela rodziny, Jedi imieniem Rahn (ginie w intrze gry). No i tak zdobywamy podstawową zabawkę każdego rycerza, miecz.
Od tej pory, w miarę rozwoju fabuły, Kyle poznaje i upgrade'uje zdolności Jedi. Nabywa też wprawy w posługiwaniu się mieczem. A co najważniejsze, wkracza na drogę Mocy.

Nasz bohater zostaje wystawiony na działanie zarówno jasnej, jak i ciemnej strony Mocy i, co ciekawsze, tylko od gracza zależy na którą stronę przejdzie.
Tak jest, możemy być zarówno źli jak i dobrzy. Przekłada się to bezpośrednio na przebieg gry:
-na początek warto wspomnieć o wyborach moralnych jakich dokonujemy podczas gry. Wiąże się to nie tylko z ostatecznym przejściem na którąś ze stron, ale i z odpowiednim stylem gry. Tak podczas jak i pomiędzy misjami można zobaczyć wskaźnik ilustrujący w którą stronę podąża nasz bohater.
Gdy walczy agresywnie, lubuje się w zabijaniu, a zwłaszcza zabijaniu niewinnych, przechodzi na ciemną stronę. Jeśli nad przemoc ceni sobie taktykę a przy okazji nie cierpią postronni, mamy niemal jak w banku, że zostanie po stronie jasnej.
-są pewne moce neutralne -dostępne dla każdej strony Mocy. Są też moce zarezerwowane dla jednej ze stron, tak więc zależnie od dokonanego w pewnym momencie fabuły wyboru, dostaniemy do dyspozycji inny arsenał mocy Jedi. Są też moce danej strony dostępne dopóki Kyle jest w miarę neutralny, ale jak tylko obierze swoją ścieżkę musimy się pożegnać z tymi należącymi do strony przeciwnej.
-nasze wybory przekładają się jako tako na fabułę gry (a w konsekwencji również na zakończenie) m.in. decydujemy czy Jan pojawi się w dalszej części gry (ale o tym cicho sza:)

Powiem szczerze: motyw z wyborem stron jest strzałem w dziesiątkę. Działa choćby na korzyść czasu gry -zawsze jest szansa, że ktoś zechce zobaczyć jak wygląda druga strona medalu, przy czym, jako że na wybór strony pracujemy całą grę, nie ma szansy zrobić save'a w krytycznym momencie by dokonać innego wyboru. Ot, gramy albo się opieprzamy.
Konsekwencje wyboru nie są kosmetyczne, więc mają wpływ na zachowanie się w walce samego gracza (moce), a to wprowadza nieocenioną w zalewie sztampowych produkcji różnorodność. No i już sama możliwość grania jako ten zły bywa atutem dla co poniektórych:)
Szkoda tylko, że kontynuacje Jedi Knight
Jedi Outcast ------------------------------------------
Bezpośrednia kontynuacja Jedi Knight. W sequelu zastosowano o wiele lepszy system sterowania, ułatwiający walkę mieczem wprowadzono podział na trzy style walki) i pozwalający na bardziej intuicyjne korzystanie z Mocy. Wadą gry jest całkowite zautomatyzowanie rozwoju umiejętności posługiwania się Mocą iniemożność dokonywanie wyborów moralnych podczas gry. A co gorsza udostępniono jednej postaci wszystkie znane moce Jedi zarówno te z jasnej jak i ciemnej strony.
----------------------------------------------------

i
Jedi Academy-----------------------------------------
Jak dotąd ostatnia część serii. Opowiada losy istoty zwanej Jaden. Istoty, ponieważ jej wygląd i płeć można sobie wybrać. Wybieramy też spośród dostępnych stylów walki, mieczy itp. Ta część czerpie pełnymi garściami zarówno z pierwszego Jedi Knight jak i z trylogii Prince of Persia-gamę akrobacji poszerzono znacznie względem Jedi Outcast a przy tym jeszcze bardziej ułatwiono sterowanie postacią
----------------------------------------------------

nie poszły za ciosem (JA tylko częściowo realizuje opcję wyboru strony mocy).


The Force
Nie ma się co oszukiwać co do znaczenia fabuły w produkcjach FPS -jakby dobrze nie była zrealizowana i tak gameplay jest najważniejszy. W tym dziale, względem Dark Forces, dokonał się nielichy postęp. A to dlatego, że oprócz standardowego, niemal już ogranego, arsenału Star Wars'owego, do gry wkraczają wspomniane wcześniej moce Jedi i generalnie rzecz biorąc przydatne toto a nawet przyjemne w użyciu:)
Moce dzielimy na trzy kategorie:
Neutralne -czyli dostępne każdemu Jedi, niezależnie od strony. ułatwiają one poruszanie się w terenie ew zyskiwanie przewagi manewrowości i szybkości nad wrogiem.
Szybkość mocy -i jak tu nie kochać JK: nie dość, że i bez tej mocy Kyle zapie*****a jak na amfie to jeszcze można go dodatkowo przyspieszyć. Nie ma to jak w pełnym pędzie wpaść w gąszcz wrogów i wykonać młynek mieczem ...poezja:)
Skok mocy -Moc potrafi nie tylko usprawnić bieg ale i skakanie. Dzięki niej Kyle skacze jakby miał silnik odrzutowy w wiadomej części ciała. Z tą mocą nie straszne są nam wysokie półki, okna czy wszelkie przeszkody poniżej 3 piętra.
Widzenie mocą -pomaga podczas walki w ciemnościach lub z przeciwnikiem stosującym kamuflaż optyczny, dzięki tej mocy nic się nie ukryje przed wzrokiem Jedi
Przyciąganie mocą -pozwala znacznie wydłużyć zasięg chwytu Kyle'a, dzięki czemu może chwytać przedmioty na odległość np rozbrajać (większość) wrogów
Jasne -koncentrują się na wspomaganiu rycerza w walce ew umożliwiają mu unikanie starcia.
Leczenie mocą -co tu komentować, pozwala regenerować zdrówko rycerza Jedi, a tego nigdy dość. Szkoda tylko, że zużycie Mocy jest nieproporcjonalne do efektu
Perswazja mocy -słynny mind trick. W praktyce chodzi o to, że robimy się niewidzialni dla celu. Z kolei gdy to Kyle zostanie tym potraktowany, używający tej mocy staje się dla nas niewidzialny.
Oślepienie mocą -zwyczajne oślepienie pojedynczego celu. Ofiara praktycznie nic nie widzi.
Absorpcja mocy -pozwala wchłonąć energię mocy ofensywnych jednocześnie uzupełniając nasz stan Mocy
Ochrona mocy -tworzy wokół Kyle'a pole ochronne czyniąc go niewrażliwym na wszelkie obrażenia przez całkiem długi czas.
Mroczne -moce typowo ofensywne, ich zadaniem jest zadawanie jak największych obrażeń.
Rzut mocy -jest to najmniej przydatna moc z tego działu, polega na rzuceniu w cel jakimś głazem, a że działa tylko gdy jakiś głaz jest w pobliżu...
Uścisk mocy -słynne duszenie na odległość. Cel zostaje unieruchomiony, nieznacznie uniesiony nad ziemię i zaczyna czuć ścisk w gardle. Bardzo bolesne.
Błyskawica mocy -kolejna filmowa moc, rażenie pękiem błyskawic. Robi piorunujące wrażenie.
Zniszczenie mocą -klasyczny pocisk energetyczny, coś w stylu fireballa, z tym, że nie tylko raniący ale i odpychający cel.
Zabójcze spojrzenie -ktokolwiek znajdzie się w polu widzenia, zaczyna płonąć, gwałtownie się zwęgla i umiera w męczarniach.

----------------------------------------------------
Ciekawym elementem związanym z Mocą jest rozwój umiejętności z nią związanych. wiąże się to z wprowadzeniem skromnych elementów RPG.

Otóż, w Jedi Knight otrzymujemy do wykonania szereg misji, za wykonanie których dostajemy punkty nauki (w postaci gwiazdek), które to punkty, podobnie jak w Dark Messiah, można w każdej chwili "zużyć" na podniesienie poziomu danej umiejętności lub nauczenie się nowej. Nowe umiejętności są nam ujawniane w miarę rozwoju fabuły.
----------------------------------------------------

Galactic Battleground
Jak Star Wars'y to nie mogło zabraknąć nawiązań do lokacji filmowych. Z drugiej strony, by nie narazić się na oskarżenia o odcinanie kuponów od kultowej serii, Lucasarts musieli trochę pokombinować. Efektem są stare -nowe lokacje.
Przykładowo taki bar w Nar Shaddaa -żywcem wycięty bar z Mos Isley, nawet muzyka gra ta sama. Jednak architektura nieco się różni od oryginału, aczkolwiek już sami bywalcy owego baru są jota w jotę ci sami -w granicach rozsądku oczywiście czyt. Grani i Rodianie. Z kolei reszta obszarów miejskich Nar Shaddaa to już krajobrazy rodem z Coruscant -mnóstwo instalacji, rur i blaszanych paneli.

Albo Barons Hed
jeśli ktoś nie skojarzy go z pewnym miastem na Tatooine to jest albo ślepy albo nie widział Nowej Nadziei.
W ogóle cały Sulon jest wzorowany na Tatoone, nawet Tuscanów mają:)
Jeśli idzie o nowe lokacje to warto zwrócić uwagę na Ruusan
skalistą planetę, którą oglądamy przez pryzmat rwących rzek i stromych klifów. Na uznanie zasługuje też rewelacyjnie zrealizowana misja na pokładzie spadającego frachtowca, Gwiazdy Sulonu
Wszytko zostaje wywrócone do góry nogami, nie wiadomo gdzie góra a gdzie dół. Kyle ma za zadanie przedrzeć się przez latający po okolicy złom i eksplozje do zaparkowanego w luku Moldy Crow'a. Statek cały czas zmienia swoje ułożenie, więc przychodzi nam ganiać po suficie i ścianach itd
Lokacje są całkiem szczegółowe jak na lata powstania gry. Na ich przestrzeni natkniemy się na różnorodną maszynerię, droidy, cywili, wentylatory czy pola siłowe. Są windy i śluzy, pełno jest też wszelakiej maści tuneli wentylacyjnych, paliwowych i skalnych.
No i są secrety -Secret Area. Nawet ciekawie je opracowano: najczęściej na ukryte pomieszczenia wpadniemy schodząc nieco z głównej ścieżki, rozwalając jakąś ścianę/kratę/zasłonę
ew pchając się tam gdzie wydawałoby się nie można dojść. Poza bardzo przydatnymi fantami znajdywanymi w tych miejscach, odkrywane Secret Area mają też wpływ na ilość otrzymywanych gwiazdek mocy. Stanowią całkiem miłe urozmaicenie nieco monotonnego maratonu po lokacjach, które bywają przeogromne i wielopoziomowe (no i nieco pustawe czasami).
Dodatkową zaletą lokacji jest okazyjne występowanie skrótów i ścieżek ułatwiających czy to obejście przeważających sił wroga czy zajście ich od tyłu ew wykonanie alternatywnego zadania lub po prostu skracających drogę do celu. Dzięki takiej budowie etapów nie ma się wrażenia przesadnej liniowości, mimo iż gra jest jak najbardziej liniowa.

Opposing the opponents
AI wrogów cechuje różnorodność ...charakterów. Mamy tu zarówno indywidua działające solo, jak i spotykane w grupach, są potężni, smętni twardziele i zręczne kurduple, otwarcie stający w szranki i atakujący z zaskoczenia. Do wyboru do koloru.

Grani -jako wojownicy są co najmniej ciency. Korzystają z Balasterów i granatów a z braku powyższych nawet z gołych pięści. Jedyna taktyk jaką znają to stać i naparzać, aczkolwiek kolesie z granatami potrafią dbać o swoją skórę.

Rodianie -typowi samotnicy. Zwykle czają się gdzieś w cieniu ze swoim mikrym pistolecikiem. Bardzo ruchliwi i jednocześnie mało wytrzymali.

Gamorreanie -tłuściochy z halabardami. Wolni i niezbyt inteligentni, ale przywalić potrafią. Znoszą też całkiem sporo razów.

Tuscani -znani z filmów, koczownicy. Tu mamy do czynienia z gangiem Grave, pracującym dla mrocznego jedi, Maw'a. Wartość bojową Tuscanów porównać można z Granami. Jedyna różnica to mocniejsze giwery w tym słynna kusza energetyczna.

Trandoshanie -jaszczurowaci twardziele, zawsze taszczą ciężkie giwery. Potrafią łyknąć jeden cios mieczem, w zwarciu chętnie okładają nas swoją bronią bronią.


A czymże by były egzotyczne planety bez lokalnych, koniecznie agresywnych form życia. Nie inaczej jest w JK:
Drugon -z wyglądu przypomina skrzyżowanie karpia z mureną. Raczej twarde bydle, niezbyt mobilne. Atakuje szczękami.

Water Cyc -stworzenie wodne, zamieszkujace akwedukty na Sulonie. Star Wars'owa wariacja nt meduzy. Zasadniczo dryfuje w wodzie i jest mało odporne. Atakuje odnóżami.

Mailoc -fruwające coś. Przypomina owada, aczkolwiek szczegóły jego anatomii wskazują na coś bardziej skąplikowanego. Bardzo wrzaskliwy koleś, czai się z kolegami w trudno dostępnych, wysoko położonych miejscach i mrocznych jaskiniach. Atakuje ogonem.

Smok Kell -kolczasta bestia przypominająca jaszczurkę, bardzo twarda ale niezbyt zwinna. Zadaje spore obrażenia jednym kłapnięciem paszczy.

W świecie Star Wars nie ma ostrej rozróby bez przedstawicieli sił Imperium
Commando -komandosi niczym szczególnym się wyróżniają, no może poza szybkostrzelnym Repeaterem. Jak na elitę całkiem szybko padają. Pilotują walkery AT ST

Oficerowie -zasadniczo najsłabsi z wojskowych. Mają też małą siłę ognia (pistolet).
Za to potrafią wzywać wsparcie w postaci
Szturmowców -trzon sił ofensywnych Imperium. Typowe mięso armatnie. Nie są jakoś szczególnie odporni na ostrzał, broń też mają przeciętną, za to zawsze spotykamy ich w grupach i wtedy potrafią zaleźć za skórę. Jako jedni z niewielu potrafią nas okładać bronią podczas walki w zwarciu.

A jak Imperium to nie mogło zabraknąć imperialnego złomu. trochę tego jest, większość dobrze znana z filmów:
Sonda imperialna -jak na maszynkę do przesłuchań całkiem nieźle spisuje się w walce. Przede wszystkim pozostaje cały czas w ruchu -niezbyt szybkim swoją drogą. Potrafi też reagować z wyprzedzeniem na nasze uniki, no i zawsze ma ze sobą koleżanki.

walker AT-ST -to już ciężka artyleria. najlepiej toto w ogóle omijać z daleka. Raz, że jest odporny na działanie niemal wszystkich broni, a dwa, że nawet tą garstką, którą można je nadgryźć, trzeba się z nim niemiłosiernie długo użerać. Na szczęście demonem szybkości AT ST raczej nie jest.

Droid strażniczy Mark IV -samotnik, droid patrolujący miasta pod kontrolą Imperium. Bardzo szybki i zwinny, całkiem nieźle opancerzony. Dobrze, że broń posiada raczej przeciętną. Bywa upierdliwy zwłaszcza, że potrafi nas dosięgnąć praktycznie wszędzie.

Ba, nawet słynny dron treningowy (Remote) tu zawitał.
jest także interaktywny sprzęt bojowy. Większość instalacji Imperium strzegą
wieżyczki strażnicze

Podczas jednej z misji jesteśmy nękani przez bomby
TIE Bombera.

Innym razem ewakuujemy się ze spadającego gwiezdnego frachtowca
Gwiazda Sulonu

A od czasu do czasu natkniemy się też na
Prom T4a klasy Lambda

i dumę Jan Ors
Starego Kruka (Moldy Crow)

Estetycznym akcentem jest wprowadzenie do gry postaci neutralnych, różnorakich droidów technicznych(R2)
protokolarnych (3PO)
i porządkowych, oraz cywili
Wszystkie te "postaci" negatywnie reagują na trwającą w ich pobliżu walkę: uciekają, błagają o litość, krzyczą, chowają się ew rzucają złośliwe komentarze. Jeśli nie celujemy w mroczną stronę mocy lepiej zostawić ich w spokoju, bo załatwianie ich mocno babra nam w statystykach i przeciąga na mroczną stronę.

Bossowie
To już materiał na osobny rozdział. jedyne co ich łączy to fakt bycia mrocznymi Jedi oraz upierdliwa maniera bycia jedynymi przeciwnikami wyjątkowo niewrażliwymi na broń konwencjonalną. Tu wkracza miecz świetlny i umiejętności.

Yun -młody adept mrocznego Jedi, Jereca.
Jako żółtodziób nie ma zbyt dużej wprawy w posługiwaniu się mieczem (Kyle zresztą też), dlatego w walce wspomaga się Perswazją i Oślepieniem.

Pic i Gorc -dwóch na jednego? To nie fair. Ale kto powiedział, że ci źli mają przestrzegać zasad? Zwłaszcza, że ci dwaj to bracia (a nie wyglądają:)
Mamy oto wątłego, małego i zwinnego Pic'a, którego wspiera duży, ociężały, ale za to wytrzymały Gorc. Ten pierwszy preferuje atak z zaskoczenia: dużo skacze i korzysta z Perswazji, ten drugi, jako, że nie jest zbyt ruchliwy polega na swoich ciężkich ciosach, nie stroni też od Uścisku i Rzutu. Razem ta parka się uzupełnia, dlatego kluczem do sukcesu jest rozdzielenie ich.


Maw -koleś już raz dostał mieczem po nerach, teraz jako latająca połówka siebie samego, nie jest już taki twardy jak kiedyś.
Za to zyskał zdolność latania, co z uwagi na teren w jakim dochodzi do starcia z nim (wąskie ścieżki nad przepaścią), sprawia, że jest istnym wrzodem na zadzie.


Sariss -pani Jedi? Czemu nie.
Zwłaszcza, że do tytułu mistrzyni niewiele jej brakuje. Sariss lubuje się w atakach mocą, głównie Zabójczym Spojrzeniem, ale w zwarciu jest cienka.

Boc -skoczny dowcipniś.
Miłośnik kamuflażu (Perswazja) i Błyskawicy. Jego niewątpliwym atutem jest walka dwoma mieczami, która to umiejętność najwyraźniej rekompensuje jego ubogą technikę walki -ciągle tylko kica:)


Jerec -mroczny mistrz Jedi we własnej osobie.
W dodatku naładowany Mocą z Doliny Jedi. Korzysta ze wszelkich mocy dużego kalibru (także tych niedostępnych Kyle'owi), ale ani to ani jego wyjątkowe umiejętności szermiercze nie stanowią tak dużego problemu jak fakt, że podczas walki lubi się uzdrawiać z użyciem rdzenia Doliny. W tym starciu należy najpierw zneutralizować źródło jego mocy a dopiero potem przystąpić do konkretnego pojedynku.

 

Summ of all summaries
Nie da się ukryć, że Jedi Knight wady jakieś posiada: a to nędzna grafika obsługująca skandaliczną wręcz paletę kolorów (Nobel dla tego, kto odpali grę w 16 bitach), a to problemy z korzystaniem z miecza czy Mocy, innym razem niedoróbki i nielogiczności. Jednak to wszytko można zrzucić na karb bycia prekursorem, tytułem przecierającym nową drogę rozwoju FPS'ów.

Błędem byłoby nie wspomnieć o wyjątkowym klimacie produkcji kształtowanym nie tylko przez realia gry czy filmową muzykę, ale i niekiedy przez wyjątkową dbałość twórców o szczegóły:
-odgłosy upadania ciał, na każdej powierzchni brzmią inaczej
-można się boleśnie uderzyć korzystając ze Skoku w miejscach z niskim sufitem
-większe eksplozje potrafią odrzucić daleko nie tylko gracza ale i jego wrogów
-pojawiają się pancerne powierzchnie, od których efektownie rykoszetują pociski laserowe

-znajdziemy też trochę obiektów które można przesuwać ew nimi ciskać z pomocą mocy Rzut
-z uszkodzonych maszyn ucieka ich obsada
-fabuła, na którą gracz ma realny wpływ, jednocześnie sama ma wpływ na grę-wystarczy tu przytoczyć kwestię zmiany koloru miecza Kyle'a, która jest właśnie umotywowana fabularnie
i wiele wiele innych
Takie zaangażowanie w produkcję jest charakterystyczne dla ekipy z Lucasarts, niby garść nieistotnych szczegółów a jaki wywierają wpływ na gameplay.
A ten (mimo kilku niedoróbek) jest wyśmienity. Tak więc jeśli ktoś grał w nowsze odsłony serii, a byłby ciekaw jak to się wszytko zaczęło, jak wyglądał przełom w dziejach FPS'ów, nie ma lepszego sposobu jak zagrać w Jedi Knight. Gwarantuję, że nie będzie żałował czasu (sporego, zwłaszcza w porównaniu z dzisiejszymi produkcjami) spędzonego przy tej grze.

Niech moc będzie z Wami!

komentarzy: 2731 maja 2009, 23:11

18 komentarzy do tego wpisu:


Luk_Der_Ritter : 06 czerwca 2009, 22:20

Niemiłosiernie długi ten wpis...
Pamiętam z Jedi Academy zabawną historię: kumpel żalił się że nie może nic w necie znaleźć o tej grze. Kiedy sprawdziłem jego wpisy w wyszukiwarkę to jełop wpisywał "Jude Academy" XD
odpowiedz

zadymek : 07 czerwca 2009, 01:11

Bo ja wiem, jak dla mnie norma:)
BTW Tak na oko to w artykule o AVP tekstu jest więcej...
odpowiedz

Kamil2142 : 07 czerwca 2009, 15:08

No wiesz. Mógłbym zrobić tak, żeby wyglądało to realistycznie, ale w takim filmiku nie opłaca się bawić się różnimi skryptami i toolsami. Dowodem na to, iż można jednak zrobić realistyczne ruchy w tym modzie, może być ten filmik : http://www.youtube.com/watch?v=5E7L...ture=channel
Dość realistyczny i ładny bieg można zobaczyć na samym końcu :)
odpowiedz

NintendoPassion : 07 czerwca 2009, 18:40

Przypomniałeś mi stare czasy. Och jak ta grafika teraz kreuje lekki uśmiech na mojej twarzy. Nieodzowna muzyka. Gwiezdne Wojny będą częścią mojego grania na zawsze.
odpowiedz

hans_olo : 07 czerwca 2009, 22:46

Grałem w nią jeszcze rok temu ;]. Chyba zaraz po zdaniu indeksu zainstaluję ją ponownie.
odpowiedz

zadymek : 07 czerwca 2009, 23:17

To może najpierw poszukaj jakiegoś moda na polepszenie jakości grafiki, bo może cię mocno uderzyć po oczach:)
odpowiedz

hans_olo : 08 czerwca 2009, 10:49

Mnie? Nie ma szans. Rok temu mi się bardzo podobała :P
odpowiedz

tomoliop : 09 czerwca 2009, 23:05

Kurna, największy wpis jaki widziałem. I dość ciekawy.
odpowiedz

MaccCry : 10 czerwca 2009, 21:13

Najmilej wspominam Jedi Academy. Kiedyś go będę musiał na allegro poszukac ;]
odpowiedz

Gumisiek2 : 10 czerwca 2009, 21:48

Mocy byłoby fajnie użyć, ale co do uniwersum SW, to nie kapuję tego i nigdy pewnie nie zakapuję ;]
odpowiedz

zadymek : 11 czerwca 2009, 19:16

MacCry: To nie problem, mam nawet jedną sztukę do opchnięcia: miałem czekać z wystawieniem na lepszą koniunkturę, ale co tam, oddam z pół darmo:)
odpowiedz

LordTyrranoos : 14 czerwca 2009, 09:20

Zagrywałem się godzinami w całą serię Jedi Knight, od samego początku, poprzez dodatki (Mysteries of the Sith), Outcast i Academy. To jest najlepsza seria gier, osadzonych w universum Star Wars i basta!
odpowiedz

deecom : 20 czerwca 2009, 20:41

Też tak dużo gadasz jak piszesz? ;) W Dark Forces jeszcze grałem ale wszystkie kolejne gry z serii STAR WARS ominęły mnie długim łukiem (nie, żeby ja je :P). Słyszałem wiele dobrego o Jedi Knight ale jakoś nie pograłem.
odpowiedz

zadymek : 21 czerwca 2009, 14:21

Ależ skąd ...o wiele więcej:)
BTW Jak dla mnie DF to najgorsza część serii. Tak więc sporo straciłeś kończąc kontakt z serią właśnie na niej. Właściwie mam ją tylko po to by utrzymać ciągłość fabularną, bo pod względem gameplay'u stoi daleko za DN 3D:/

odpowiedz

deecom : 22 czerwca 2009, 00:48

Nie jest taki zły ten DF, katowało się go trochę wcześniej niż Duke'a, poza tym tych SW jest takie zatrzęsienie, że się idzie pochlastać i nie ma się jeszcze gdzie rąk wsadzić. Co do Diablo 3 i jego grafiki, to najpierw muszę zobaczyć to w akcji, ponieważ oglądając ten 9 czy 12 minutowy trailer sprzed ?roku? całkiem mi się podobał. Fajnie przedstawione zostały postaci i część świata, po którym będzie się poruszać. Pamiętam jak wszyscy czepiali się Warcrafta 3, że jest zbyt kolorowy i jakiś cukierkowy. Jak dla mnie był OK, inni patrzyli chyba przez jakieś okulary. Widziałem porównania oryginalnych i przerobionych, ciemniejszych grafik. Prawda, te przeróbki wyglądają lepiej ale na razie i tak jest cicho po stronie Blizza. Zrobią, co będą chcieli, a ja na pewno kupię tą gierkę równo z premierą po ANGIELSKU! Polskie D2 jest takie dziadowskie, że ręce opadają. Nie dość, że dubbing, to jeszcze super nazwy, których nie da się może tak wspaniale przetłumaczyć ale "schowana skrytka" robi swoje ;)
odpowiedz

Kresegoth : 27 czerwca 2009, 12:52

Z całej serii Jedi Knight nie grałem tylko w... Jedi Knight. Zaliczyłem DF, Mysteries of the Sith, Jedi Outcast i Academy, a tego dziadostwa nie. Może kiedyś na emeryturze znajdę to jako abandonware ;)
odpowiedz

Revanchist : 07 października 2009, 23:52

Dobra, postanowiłem poświęcić noc na przeczytanie tego wpisu :P. Żartuję, spanie to lepsza rzecz do roboty xD.
Co do Dark Forces: stanowczo nie zgadzam się z określeniem tej gry jako produkcji jedynie dla maniaków Star Wars, która niczym się nie wyróżnia na tle FPSów z tego okresu! Przecież to właśnie DF, nieśmiało reklamowane jako taki Doom w klimatach Star Wars (podobnie reklamowano pierwszego WarCrafta) zaproponowały taki model gameplayu jak fabuła, którą warto śledzić, rozbudowane misje niebędące jedynie szalonym biegiem przez korytarz, od drzwi do drzwi, w międzyczasie rozwalaniem wrogów, ogółem gra sporo zmieniła w tym światku (niezły silnik, po raz pierwszy wprowadzono drugi tryb strzału broni)... Wymieniać można by długo.
Pierwszy Jedi Knight... no cóż, wszystko dobrze opisałeś, nie mam nic więcej do dodania, również ważny FPS i dość wyjątkowy. Dodatek także był dobry, ale generalnie tylko pierwszy etap - później jakoś gra mi się mniej podobała. I co do miecza się nie zgodzę - dzięki tempu rozgrywki strzelaniny są naprawdę świetne i dynamiczne, a miecz świetlny i korzystanie z Mocy są do bani trochę. Nie ma tu nic z finezji, to prawie jak walenie na oślep cepem.
I jeszcze jedno - Mroczny Jedi =/= Sith.
odpowiedz

zadymek : 08 października 2009, 19:11

Mroczny Jedi =/= Sith. Nie to samo, ale strona Mocy ta sama. Ot, studiowali gdzie indziej:)
Co do gampley'a: grałem i polega w gruncie rzeczy na standardowym run 'n' gun. Nic porywającego nieazależnie od nowego spojrzenia na konstrukcję poziomów i innowacje-swoją drogą to skakanie jeszcze nigdy nie było tak źle zrealizoane. Co do fabuły -to akurat standard w produkcjach Lucasarts, chyba po to by fani nie oskażali ich o dewaluowanie marki. A i merchandise na tym nie ucierpi...
odpowiedz

Revanchist : 09 października 2009, 00:12

Ale tak to napisałeś, jakby to były pojęcia tożsame. W domyśle Sithowie to dawno już wymarła rasa z planety Korriban, obecnie określa się tą nazwą wyznawców pewnej filozofii Mocy. Mroczni Jedi po prostu korzystają z Ciemnej Strony, ale nie podążają tą filozofią.
Nic porywającego? Jak dla mnie to ta produkcja kładła pewne podwaliny pod strzelanki taktyczne, a wcześniej chyba takiego gameplaya jak w DF raczej nie było. Wiesz, używanie przedmiotów specjalnych takich jak noktowizor, lodołazy , itp., motywy typu pływanie po ściekach, wielopoziomowość etapów i sporo zagadek, które nieraz były naprawdę wkurzające (a kolesia odpowiedzialnego za ostatnią misję powinni powiesić - do dzisiaj tak uważam).
odpowiedz

zadymek : 09 października 2009, 17:27

NIby tak, przełom techniczny pełną gembą, a jednak od Wolfa tak bardzo się toto nie różniło.
W każdym razie na tle produkcji ździebko późniejszych wypadł u mnie gorzej, pewnie jak bym zagrał w dniu premiery mogłbym się zachwycić (inna sprawa, że nawet w Doom'a nie grałem, wtedy u mnie hulał ...Ken's labyrinth:), a tak to tylko FPS z upierdliwą zapętloną midi muzyczką w tle...to już Hexen bardziej mi podpadł.
odpowiedz

zadymek : 09 października 2009, 17:32

A z tym Sith, no cóż, uznałem, że skoro Jerec zgłębiał z ich pisma to należy go tak zaszufladkować. W każdym razie w grze opsany jest jako Dark Jedi, ale faktycznie unałem go za Sith-może dlatego, że w filmach tylko takich Mrocznych Jedi pokazywano.
odpowiedz

Revanchist : 10 października 2009, 16:59

O bardzo dużej ilości FPSów można powiedzieć, że tak bardzo się toto nie różni od Wolfa...
odpowiedz

zadymek : 10 października 2009, 17:45

Tak, o tych starszych pseudo 3D, później już mamy podobne do Quake' a.
W każdym razie do czego piję: nic to, że gra była rewolucją techniczną w gatunku skoro gameplay nadal nie wykracza poza pierwociny. Duża w tym "zasługa" ograniczeń silnika i pikselek wybijających oczy... zapewne też Duke Nukem 3D(niechybnie to z jego powodu mam takie surowe podejście do starszych FPSówa zresztą nawet Duke blednie przy Half-Life'ach:) - ostatnią staroszkolną strzelanką jaką przeszedłem był Quake 2, potem zrobiłem się"wybredny", co zresztą widać w dziale felietonów -ja naprawdę gram tylko w takie dziwadła:)
W każdym razie ja postanowiłem się zmusić i dać DF drugą szansę -ostatnio odpadłem na 3 levelu- a nuż dostrzegę tą iskrę geniuszu.

odpowiedz

Revanchist : 10 października 2009, 20:43

Mi się w tę grę jednak grało nieco inaczej niż w Wolfa czy inne strzelanki. Tzn. gra polega na tym samym, ale jednak gameplay jest urozmaicony różnymi bzdurkami, dzięki czemu gra się wyróżnia. No bo nie zaprzeczysz, że pewien wpływ na gatunek jednak miała. Sam już jednak w tę grę nie gram, męcząca dosyć jest. Ale fajna tak czy siak.
odpowiedz

zadymek : 12 października 2009, 13:14

Z Wolefm na różnorodność niemal każda gra wygra. Mnie interesuje bardziej porównie z Doomem, a w tym przypadku aż takiej rewolucji nie ma. Ale i tak szkoda, że gra nie zyskała popularności, większość produkcji Lucasarts ma w sobie o coś...
odpowiedz

Revanchist : 12 października 2009, 17:41

Z Doomem też raczej wygra. BTW co do tych braci - to określenie jest użyte raczej z przekory, bo Gorc (ten duży w każdym razie) to Gammoreanin, a Pic (ten mały?) to kowakiańska małpojaszczurka :P. Swoją drogą do Salaciousa B. Crumba temu drugiemu dużo brakuje.
odpowiedz

Jerjerrod : 30 października 2009, 15:52

Stara, dobra, naprawdę świetna produkcja. Innowacyjny i rozbudowany FPS, chociaż szkoda, że walka mieczem była kiepsko zrealizowana (chociaż odcinanie kończyn rajcowało), a z Mocy korzystało się dość niewygodnie, można to było jednak rozwiązać dobrze zrobionym configiem. Ale o tym jak widzę już mówiliście, dlatego wspomnę o śmiesznym aktorstwie w filmach (chociaż gra robiła wrażenie między innymi tym, że występowali w nich prawdziwi aktorzy, chociaż to amatorszczyzna pełną gębą, a efekty specjalne gorsze niż w Oryginalnej Trylogii) i paru przekręconych nazwach we wpisie - m. in. tuscanach, nie tuskenach, jak zwać się powinni. No i tu w sumie tyle. A mailoki wyglądają jak mutaliski ze StarCrafta, ale to tak przy okazji.
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl