avatar

zadymek Użytkownik gram.pl (Sekretarz) ja.gram.pl/zadymek

Above and Beyond


Podobno Beyond Good & Evil startuje do korony w kategorii najlepszych i najbardziej niedocenionych gier. Wiele w tym prawdy, marketingowo gra nie wiele ugrała, jednak zapisała się w pamięci tych, którzy jednak mieli z nią styczność -w tym autora niniejszego tekstu. Czy tylko za sprawą pozytywów? Zapraszam poniżej...


Reportaże: Jade i S-ka.
Bohaterką gry jest Jade


fotoreporterka, wolny strzelec, która dorywczo prowadzi przedszkole. Panią reporter poznajemy akurat w chwili ataku złych kosmitów, DomZ, na Hillys. Pech sprawił, że akurat wtedy elektrownia odcięła jej prąd -potrzebny do zasilenia osłony- z powodu nie zapłaconych rachunków. W efekcie jej podwórko staje się pierwszym punktem oporu, a bronią jej ...gałąź:)


W trakcie walki poznajemy też wujka Jade, Pey'j'a (Pejdż'a)


który przychodzi jej z pomocą. Po heroicznym odparciu najeźdźców Jade dowiaduje się -od AI swojego elektronicznego plecaka- jak spłacić długi i za co naprawić poduszkowiec: może robić zdjęcia wszelkim żyjątkom i opylić pewnemu instytutowi naukowemu...

Początek pozwala w skrócie przedstawić jak wygląda gameplay Beyond Good & Evil: jest trochę łażenia i fotografowania, garść dialogów i szczypta jazdy a także trochę walki

One minute photo
Paradoksalnie to część ekonomiczna a nie zwiedzanie zdominowała grę. Celem wszelkiej eksploracji i handlu zdjęciami jest uzyskiwanie dwóch rodzajów środków płatniczych: kredytów (waluta oficjalna) i pereł (waluta czarnorynkowa).
----------------------------------------------------
Uwiecznienie zwierzaka (niektóre wyglądają przezabawnie:)


wymaga nie tylko zręczności (trzeba ustawić kadr, zoom, profil)


i spostrzegawczości ale i pomysłowości: niektóre żyjątka pojawiają się w określonych warunkach (np w ciemności);


inne trzeba uchwycić w ruchu jeszcze inne w ogóle zauważyć (np dziwnie skaczące bąbelki albo robala toczącego zewłok). W zależności od rzadkości danego gatunku Jade zgarnia inną sumkę, a po wyczerpaniu każdej rolki filmu


otrzymuje premię w postaci perły -to jedna z wielu metod ich zdobycia.

"Strzelanie fotek" to także bardzo ważny element fabuły...
----------------------------------------------------

Za kasę robi się sprawunki, ale także uprawia hazard. Gier jest kilka, od paru wyścigów po grę w trzy kubki


Kasę można wydać na drobiazgi uzdrawiające/naprawiające/ulepszające statystyki sprzętu i postaci. No i perły też można kupować.


Perłami płaci się za ulepszania do poduszkowca, co z kolei ma przełożenie na udostępnianie kolejnych obszarów gry i popycha fabułę do przodu.
-----------------------------------------------------
Warto wspomnieć, że BtG&E to czystej wody sandbox. -od początku cała okolica jest dostępna, dlatego twórcy postawili właśnie na blokady komunikacyjne: pewne rejony wymagają kluczy, inne kolejnych usprawnień poduszkowca takich jak wyrzutnia rakiet (nie pytajcie:) czy moduł skokowy. Jak na przyzwoity sandbox przystało postępy w grze mają mniejszy lub większy wpływ na otoczenie: coś wyleci w powietrze, coś obejmie osłona, coś zostanie zaplombowane; więc mimo, że generalnie eksploruje się tą samą okolicę, znużenie nie daje się we znaki a jednocześnie -dzięki możliwości porównania stanu przed i po- ma się wrażenie, że świat gry żyje własnym życiem.

Miejscówki, zwykle całkiem spore -do tego stopnia, że użycie mapy jest uzasadnione


to klasyka: poza usianymi małymi wysepkami akwenami Hillys


mamy tu wszelkiej maści jaskinie


kontrastujące z nimi tereny industrialne i laboratoria


czy miasto


wszystko utrzymane w charakterystycznej konwencji (graficznej i architektonicznej) i przez to nieco wychodzące poza standardy.
----------------------------------------------------

Okolicę zwiedza się raczej bezstresowo, czasem wymagana jest jakaś drobna interakcja pokroju przesunięcia czegoś, użycie pomocnika czy wklepania kodu do drzwi, nic emocjonującego ale zawsze wymagające użycia kilku szarych komórek i w gruncie rzeczy dające satysfakcję.

Tętno przyspiesza tylko podczas nielicznych fragmentów wymagających zręczności: z jednej strony to ciche przekradanie się za plecami wrogów (albo wręcz między nimi!)


-wymagające unikania pułapek i/lub wykrycia- a z drugiej pokonywanie na spokojnie przeszkód terenowych na modłę platformową ...ew na szybko, jako szaleńcze ucieczki przed watahą wściekłych wrogów.


 

I had a dream
Sama fabuła, mimo, że nic odkrywczego -spisek i ratowanie świata- ma swój charakter. Niewątpliwie ma to związek z francuskimi korzeniami ekipy -co zwykle przekłada na charakterystyczny design, zakręconą fabułę i nietypowe rozwiązania techniczne: Francja to taki egzotyczny kraj w centrum Europy.

I właśnie dlatego, o ile w kwestiach zręcznościowych gra to dolne stany średnie, o tyle elementy fabularne to nie lada kąsek. Z tym, że siłą opowieści nie jest ona sama ale postacie dramatu, zakręcone jak tutejszy styl graficzny.
-----------------------------------------------------
Przemysł growy zna 2 sposoby na grafikę wiecznie młodą:

1. Cell shading

2. rysowane 2D (ew projekty na Unreal Engine 3:)
Francuzi odkryli trzeci: charakterystyczny design z nieproporcjonalnymi modelami okrytymi teksturami o jaskrawych barwach i przez to ocierający się o styl kreskówkowy. Innymi słowy zero fotorealizmu, maksimum udziwnień. I to się sprawdza: pomijając nieco niedzisiejszą rozdzielczość tekstur i drobne kanciastości modeli, grafika Beyond Good & Evil w ogóle się nie zestarzała.
-----------------------------------------------------

Fabuła ma miejsce w realiach miksu science fiction i fantasy (a 'la Star Wars). Z jednej strony mamy wszechobecne pojazdy latające, internet, osłony energetyczne, bio i nanotechnologię a z drugiej wręcz magiczne transformacje DomZ'ów, dominującą broń białą, metalowe pancerze wojska oraz wszechobecne drewno z kamieniem w architekturze.

Do tego zamiast obcych (jedyni prawdziwi "obcy" to DomZ), Hillys zasiedlają same znajome ale jednak jakby obce gatunki. Na społeczeństwo planety, oprócz Homo sapiens, składa się spora menażeria humanoidalnych zwierzaków. Mamy krowo-, morso-, orło-, rekino-, itp -ludzi ... ba, wujek Jade to wieprz (a nie wyglądała:). Charaktery są nieźle skonstruowane, tak "zwierzoludzie" - w dialogach aż roi się od "aluzji gatunkowych"- jak i ludzie tworzą spójne społeczeństwo ale różnią się kulturą i zajęciami np nosorożce rasta prowadzą warsztat i handlują na lewo częściami


mors Ming-tsu prowadzi orientalny sklepik


byczek Mo to barman w Barze Akuda


a niejaki HH to żołnierz ciągle z cytujący podręcznik rekruta


Mieszkańcy borykają się też z typowymi problemami: kłopoty rodzinne lub finansowe, alkoholizm


mają swoje ambicje i hobby


Ma to przełożenie na podejście do konkretnych tematów przez co zwykłe pogaduchy (także między AI) nabierają niepowtarzalnego uroku. Zwłaszcza, że często nie jest to takie sobie paplanie: warto słuchać uważnie dialogów bo można wyłowić z nich coś przydatnego: cynk odnośnie jakiegoś zwierzątka, skarbu albo wpaść na trop czyjejś tajemnicy np szyfru do szafki z kasą.


Carlson and Peters Page 112
Walka. Jeden z najuboższych elementów gry. Walczymy tak na piechotę jak i w pojeździe.

Do walki wręcz służą raptem 3 klawisze, która to kombinacja pozwala zadawać ciosy szybkie, odpalić ładowany superatak, skorzystać z pomocnika i wykonać unik. Jako, że broni też nie ma zbyt wielu -ledwo kij i miotacz dysków- cała zabawa sprowadza się do zmieniania kierunków zadawania własnych ciosów i unikania wrażych. Raczej mało to zajmujące. Co by o niej nie mówić bitka jest jednak dość efektowna. Graficy i animatorzy zrobili niezłą robotę


zaś sam skromny zestaw "środków zagłady" wykorzystuje się tu dość "twórczo": a to trzeba bossowi przydzwonić supeciosem by się odsłonił, a to towarzysz musi odwrócić uwagę wroga by dało się go trafić, jeszcze innym razem trzeba ciepać dyskami za skaczącą po całej sali pokraką, więc nie tylko jakoś to wygląda ale i nie nudzi się za szybko.
----------------------------------------------------
Wspomniany element współpracy to jedna z lepszych składowych gry. Standardowo Jade ma ze sobą jakiegoś towarzysza, który przydaje się nie tylko w walce (co dwa cele...) - ale i podczas eksploracji. Na swój liniowy sposób gra wprzęga tu i ówdzie wątek współpracy z druhem: uruchamianie przycisków i podwójnych zapadni


usuwanie przeszkód, wyrzucanie w powietrze różnych przedmiotów (w tym samej Jade:), komentarze a nawet cenne wskazówki dotyczące dalszej drogi. Towarzysz pełną gębą, nawet przedmiotami można się wymieniać, szacun.
-----------------------------------------------------

Nieco inaczej ma się sprawa z pojazdem. Tu o wiele bardziej daje o sobie znać sterowanie (o czym niżej) a sama machina nie pozwala na zbyt wiele. Podstawowe działko strzela na wprost i nie ma mowy o innej formie celowania niż obracanie całego pojazdu. Sprawę szczególnie komplikuje pojawienie się wroga latającego. Dobrze, że wkrótce do arsenału trafia samonaprowadzająca się wyrzutnia -tyleż użyteczna -namierza wszystkie cele, również cele latające- co kłopotliwa w użyciu -namierzany cel trzeba utrzymać w polu widzenia, co ze względu parametry pojazdu może sprawiać trudności. Również samo namierzanie pozostawia wiele do życzenia -namierza wszystko jak leci, nawet stare pudła i statki cywilne.

 

Metal Gear DomZ
Klientelę środków zagłady stanowi drobnica w postaci co bardziej agresywnych zwierzątek


wrogich systemów obronnych i jednostek Sekcji Alpha oraz bossowie oczywiście.
-----------------------------------------------------
Tych stanowią przede wszystkim wszelkiej maści DomZ, a jest tego całkiem sporo odmian. Oprócz węża morskiego


który regularnie (oprócz bombardowań) nęka Hillys atakami, Jade przyszło stawić czoła takim cudakom jak żabowata pokraka


"kwiatek"


a nawet DomZ'owy mech


Tradycyjnie dla konsolówek każdy boss wymaga opracowania i realizacji odpowiedniej taktyki, której odkrycie uważnemu graczowi nie zajmie zbyt wiele czasu, za to może zeżreć sporo nerwów:]
-----------------------------------------------------


Spa ...co?
Mroczną kartę zapisało w grze sterowanie. A właściwie kilka, pozornie nieistotnych, drobiazgów. I nie chodzi nawet o to, że w ustawieniach opcja odwrócenia kierunków ruchu myszą jest pochrzaniona - mimo, że do "windowsowej" obsługi trudno się przyzwyczaić.
-----------------------------------------------------
...taki mały szczegół a jak wkurza. Niemożność ustawienia odwróconej osi Y -charakterystyczne dla symulatorów lotu- niewątpliwie wnerwiło sporo graczy. Podczas gry ta jedna sprawa cały czas podnosiła mi ciśnienie. Kiedy już niemal opanowałem sterowanie postacią i poduszkowcem -spox, wystarczyło powstrzymać chęć regulowania kamery w pionie- gra rzuciła mnie na głęboką wodę i wpakowała ...za stery pojazdu latającego -tu już ten numer nie pomógł bo Bieługa (serio, tak się nazywa:) porusza się w trzech wymiarach. Czasu na adaptację nie miałem w ogóle -tuż po starcie czekał mnie dynamiczny pojedynek powietrzny. Gehenny dopełnił finałowy pojedynek gdzie nie tyle ścierałem się ze sterowaniem co ... z odwróconym sterowaniem. Taa, to daje poprzednie piekło do kwadratu i zdecydowanie przelało czarę goryczy (dobrze, że to koniec gry:).
----------------------------------------------------

Ba, samo sterowanie jest zrealizowane dość oszczędnie i przejrzyście -jak to na konsolach. Gorzej, że same ustawienia są niepraktyczne i najeżone upierdliwościami:

-tradycyjnie już niektóre klawisze są na stałe przypisane (np Spacja).

-zupełnie nie rozumiem po kiego grzyba połączono sterowanie kamerą z poruszaniem postacią. Mysz dubluje klawisze kierunków a wystarczy mocniej nią poruszyć by zmienić ujęcie i się pogubić.

-rolkę myszy stosuje się wybiórczo a obłożenie kierunków (naturalnie:) zmienia się gdy kamera zmieni pozycję

Wszystko to jednak blednie przy wybrykach kamery.
Tzw inteligentna kamera to przekleństwo wielu gier TPP a już tym bardziej gier robionych na silniku Jade. Grałem w wiele z nich, ale tylko tutaj kamera wyczynia takie cuda jak:

-chciało by się wrzasnąć: "trzymać z dala od myszy!", jest nadaktywna i trudna do opanowania, może nie stąd nie z owąd zacząć wirować

-nagła zmiana płaszczyzny ruchu kamery na 2 pozycyjną -możliwe jest (skokowe) przejście pomiędzy widokiem bardziej z góry albo bardziej z dołu.

-zapewne aby nieco utrudnić tego casualla pozornie kontrolowana kamera sama zmienia ujęcia (niekiedy co parę metrów)


Co tam, że gracz się gubi, ważne by podziwiał widoczki, nie? Najwyraźniej wizja artystyczna przegrała ze zdrowym rozsądkiem:/

-a już to co wyprawia w sekwencjach skradankowych to kpina w żywe oczy. Dlaczego akurat w sytuacjach gdy konieczny jest przyzwoity wgląd na sytuację i koncentracja kamera zaczyna wpadać w otoczenie i zmienia ujęcia tak by pokazać jak najmniej?

Cóż, lubi ruch. I żeby jeszcze robiła to z sensem. Ile to już razy wpadałem na strażnika bo kamera miała nie nadąża za postacią? Ile razy oberwałem bo ujęcie zbyt długo pokazywało zbliżenie na czyjąś głowę? Że o spapranych ucieczkach i wyścigach nie wspomnę:/


Casually easy
Mimo obrazu jaki wykreowałem wyżej, pierwsze co rzuci się w oczy rasowemu graczowi to ...poziom trudności. W żadnym razie mianem gry nie określę przygodówki z łamigłówkami zakrawającymi na tajemnicę stulecia ani zręcznościówki wymagającej umiejętności na poziomie pilota myśliwca, ale też nikt nie oczekuje od gier takich cudów: gra powinna umilać czas. Problem w tym, że powinna też stanowić wyzwanie za sprawą czegoś więcej niż kamera i babole.

Już sam interfejs skonstruowano tak, by gracz broń boże nic nie pochrzanił: to gra decyduje kogo obić, gdzie zeskoczyć itp.

"Akcje kontekstowe. Nic wielkiego" powie ktoś. Tyle, że ów "kontekst" sprowadzono tu do absurdu:

-mamy sporą gamę ruchów, jednak z powodu kontekstowości i totalnej liniowości nie wiadomo co gdzie da się zrobić ...póki się nie spróbuje. Elementów interaktywnych nie oznaczono w żaden sposób! Pół biedy gdy chodzi o "wolne kawałki", gorzej gdy liczy się czas i precyzja jak np podczas fragmentów skradankowych, gdzie jeden fałszywy ruch oznacza w najlepszym razie tęgie manto. Gra sama uruchamia postawę bojową i skrytą, więc jedyne o co można się obawiać to aby dokonywała właściwych wyborów. Miało być łatwiej, wyszło jak wyszło.

-jakby tego nie było mało gra instruuje na każdym kroku jaką akcję wykonać:]

-jeśli przyjdzie ci do głowy ostrzelać coś niewłaściwego, bez obaw, ostatnia rzecz jaka cie spotka to rola kata niewinnych np uszkodzone statki cywilne tylko płoną, ale nie da się ich zniszczyć nawet długotrwałym ostrzałem

-zerowe elementy platformowe. Owszem mamy efektowne kawałki "skakane" i owszem, to jest TPP. Ale to wszystko fasada, bo aktywność gracza sprowadza się tylko do parcia naprzód, gra sama robi resztę. Spyta się ktoś: to po co TPP? Najwyraźniej chodziło o estetykę - bardzo prawdopodobne biorąc pod uwagę to jak wiele elementów gry jej podporządkowano.

-casualowe podejście to również kwestia systemu zapisu. Miałeś za mało HP więc walka nie poszła ci najlepiej i wracasz do ostatniego checkpointa? Bądź pewien, że gra doda ci nieco zdrówka. Grasz ostro podczas wyścigów? Bez obaw, jak mocno byś nie rąbnął nawet lakieru nie zarysujesz.


Mało kasy? Pływające skrzynki z cennymi kryształami respawnują się gdy powracasz na daną mapę.

-poza tym, że nie jest zbyt rozbudowana, walka też nie wymaga zbytniej uwagi. Na piechotę zasadniczo wystarczy zaklikać wroga, poduszkowcem to już w ogóle szczyt wszystkiego: gra sama odwraca go kierunku wroga! Nawet nie można uciec z podwiniętym ogonem (podobną przypadłość ma seria PoP). Właściwie palcach obu rąk można policzyć akcje gdzie wymagane jest coś ponad "standard": są to z reguły starcia z większymi grupami i bossami

Idź tam gdzie my chcemy. Skacz tam gdzie nam się spodoba, bij tam gdzie my wskażemy itd. Ogólnie gra sprawia wrażenie jakby miała dopasować zachowanie gracza do siebie a nie na odwrót. Aż dziw, że sama się nie przechodzi.


For all of this and more...
Mimo wszystko, pomimo wielu kwasów + kilka kwasków
-----------------------------------------------------
-parę pomylonych dialogów np tekst o porażce gdy Jade wygrywa pojedynek w grze dyskowej

-zacięcia AI - prowadzą często do zabawnych scen


-z niewiadomych powodów sporo dialogów nie jest udźwiękowiona, przy czym nie ma tu konsekwencji co do osób czy ważności, nawet Pey'j czasem robi "nieme kino"

-ile razy można oglądać tą samą animację? Najwyraźniej twórcy nie mogli wyjść nad sobą z zachwytu bo filmików nie można pomijać.
-----------------------------------------------------

które jednak nie przyćmiewają kilku drobnych smaczków stanowiących swoistą wisienkę na torcie
----------------------------------------------------
-ekonomia to pieniądze. Pieniądze to przestępczość. W grze napotkamy służby porządkowe (zwłaszcza gdy popełnimy przestępstwo) co owocuje w najlepszym razie ostrzeżeniem ew odholowaniem, w najgorszym ...mandatem:)

-nawet obce pojazdy nie są tu dekoracją, świetne są zwłaszcza reakcje na ostrzał


-wśród towarów można znaleźć detektory ułatwiające znajdowanie pereł i zwierząt ale warto pamiętać, że humanoidy to też gatunki i można im pstryknąć fotkę

-w okolicy można natknąć się na jaskinie szabrowników. Jeśli tam wpadniemy zostaniemy "zmuszeni" do postawienia zakładu i wyścigu


-poza wiadomościami e-mail od różnych osób można całkiem nie drogo zamówić prenumeratę lokalnej gazety


-egzotyczny design i zakręconą fabułę świetnie podkreśla ścieżka dźwiękowa (zbiór gatunków z całego świata nie wyłączając rapu i reggae) oraz bogactwo akcentów używanych w dialogach (kawał Unii Europejskiej:)
----------------------------------------------------

Choćby dla takich atrakcji warto się trochę pomęczyć. Dość powiedzieć, że Beyond Good & Evil przyciągnęła moją uwagę i wciągnęła w swój świat na tyle mocno, że przeszedłem ją od deski do deski [inna sprawa jak długo to trwało:]
Tym optymistycznym akcentem kończę relację z Hillys. Pora wyrwać się z tej planety (co oczywiście nie oznacza, że gra na tym się kończy:) a tych -licznych i to jak- którzy jeszcze tam nie byli zapraszam do zmagania się z upierdliwą kamerą i ciekawym, bajecznie kolorowym światem gry.


komentarzy: 1409 sierpnia 2010, 02:04

6 komentarzy do tego wpisu:


Gumisiek2 : 09 sierpnia 2010, 15:38

Pewnie należę do tej większości graczy, która o BG&E słyszała dość przychylne opinie, ale nigdy nie wykazała większego zainteresowania tytułem. Nie jestem pewien, czy gra mi się spodoba, ale jak kiedyś trafi się okazja, to może kupię. Póki co pogrywam na przemian w SBK 09 i Brother in Arms: Road to Hill 30 (która to napełniała mnie obawami i niechęcią, a okazała się świetną grą) :)
odpowiedz

zadymek : 09 sierpnia 2010, 16:09

Tylko późnej się nie chwal, że grałeś w produkcję 7+:)
odpowiedz

Gumisiek2 : 09 sierpnia 2010, 17:16

Call of Juarez też miał 7+, a grałem w niego ponad 170 godzin (wg. Xfire) ^^
odpowiedz

zadymek : 10 sierpnia 2010, 01:04

To chyba nie ten CoJ, bo ten z Techlandu ma 18+:]
odpowiedz

Gumisiek2 : 11 sierpnia 2010, 23:07

Musiałem być mocno zmęczony jak to pisałem :P
odpowiedz

Paratus : 13 sierpnia 2010, 14:03

Gra naprawdę genialna. Fabuła świetna, soundtrack jeden z najlepszych w grach komputerowych i do tego do pobrania za darmo, gameplay też dobry. Grę ukończyłem bodajże w kwietniu i mimo swoich lat nadal zachwyca :)
odpowiedz

zadymek : 13 sierpnia 2010, 16:00

"Pobrania za darmo?" Skąd? Przegapiłem coś?
odpowiedz

Revanchist : 13 sierpnia 2010, 22:12

A mi się udało wreszcie grę przejść - ostatni boss potrafi zaleźć za skórę. Co śmieszniejsze, gdy dałem bratu ciotecznemu do przejścia tę walkę to długo się z nią męczył, po czym nagle zagadał się ze mną i rozwalił dziada bez problemu ;/. Anyway, wymieniłeś sporo bugów, jakich ja nie napotkałem, nie miałem problemów ze sterowaniem (właściwie żadnych), a w sumie wkurzała mnie tylko woda, która na wysokich detalach pomimo świetnego wyglądu zamulała strasznie kompa ;/.
odpowiedz

zadymek : 13 sierpnia 2010, 23:43

Framerate? Żebym to ja miał takie problemy:]
odpowiedz

Fomorian : 17 sierpnia 2010, 09:49

Np. tu :)
http://www.myspace.com/hyllianmusic
odpowiedz

Fomorian : 17 sierpnia 2010, 09:49

Kurna, miała być odpowiedź na twoje pytanie o to, skąd pobrać muzykę... :/
odpowiedz

zadymek : 17 sierpnia 2010, 14:45

Ach to, to to jam już dawno: zrozumiałem, że gra jest do pobrania za darmo...
odpowiedz

Fomorian : 17 sierpnia 2010, 09:52

Jestem fanatykiem tej gry, więc mogę być trochę nieobiektywny. Owszem, ma swoje słabsze strony (u mnie był bug, który po cyknięciu fotki wstrzymał na pewien czas grę, a potem i tak był tylko czarny ekran zamiast zdjęcia - ale za to miałem motywację, by jak najlepiej trafić za pierwszym razem :P) - ale nic nie powstrzymało mnie od czerpania przyjemności z tej cudnej IMO gry.
odpowiedz

Alehor : 16 października 2010, 00:56

Pamiętam jak wyglądało moje pierwsze spotkanie z Beyond Good & Evil, stała sobie na półce sklepowej w rozbrajajcej cenie 9zł. Kupiłęm bez wahania. Gra urzekła mnie swoim klimatem, szkoda tylko że w pewnym momencie wystąpił bug, który uniemożliwił mi dalszy postęp w grze :( W każdym razie gra świetna i kiedy tylko wyjdzie zapowiadany remake, to będzie mój kolejny must have.
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl