avatar

zadymek Użytkownik gram.pl (Sekretarz) ja.gram.pl/zadymek

Pochodzenie bestii

 

Batman Arkham Asylum. W skrócie Batman: AA ew po prostu Batman -przyzwyczajcie się, bo będę często go tutaj używał- to pierwsze skojarzenie po pierwszej godzinie gry w X-Men Origins: Wolverine. Cóż, taka moja natura, że "mam skojarzenia":)
Ale nie ma się czemu dziwić, bo i na podstawie komiksu i TPP akcji i elementy zręcznościowe i bijatyki. A podobieństwa rzucają się w oczy: od walk z kilkoma wrogami na raz po słynne "kontaktowanie się z HQ"


mój kot (pies zdechł) by skojarzył.



Origins
Historyjka jest równie komiksowa jak w Batmanie i poprzednio opisywanym Rogue Warr...znaczyTrooper'ze [i co z tego, że na podstawie filmu:]
Akcja to miks retrospekcji i współczesności, a same przejścia (jest ich całkiem sporo) są płynne i logiczne np ktoś spotkany obecnie nawiązuje do wydarzeń przeszłych, mamy wyszarzenie i już jesteśmy 3 lata temu. Jedyne co mnie raziło to relacje z niektórymi bossami: nie zrozumcie mnie źle, walka z bossem powinna być zaciekła i trudna, ale po kiego grzyba za bossa służy postać, z którą mamy się zaprzyjaźnić?! Doprawdy po tylu bolesnych cięciach i dźgnięciach jakie zgarnąłem w pogoni za Gambitem, ostatnia rzecz jaką chciałbym zrobić to podać pomocną dłoń. Tak, wiem, w komiksach było podobnie - pewnie dlatego ich nie czytałem- i tak, jest to podejście nietypowe -a takowe preferuję- i nawet niezły pretekst do zwiedzenia wielkiego kasyna (w remoncie), ale coś nie zaiskrzyło: że walka była trudna, swoją droga, że irytująca to inna sprawa (o tym niżej), aż e zakończenie do bani to jeszcze inna:/

Ogólnie w fabule chodzi o Wolverine i jego historię, która zahacza o tajne misje CIA w dżunglach Afryki


oczywiście tajne kompleksy Systemized Cybernetics Lab na (o niespodzianka) pustyni w południowo zachodnich Stanach


i równie tajne więzienie dla mutantów na wyspie


Do tego zwiedzamy wspomniane wcześniej kasyno, bazę wojskową a nawet...supermarket. Oczywiście finalnie niemal wszystkie miejscówki mniej lub bardziej efektownie wylatują w powietrze (ot znak rozpoznawczy Hollywood:).
-----------------------------------------------------
W przeciwieństwie do Batmanowego sandboxa Wolverine zwiedza skrajnie wręcz liniowe poziomy:
-tutaj idziesz tam gdzie chce leveldesigner, skaczesz tam gdzie sobie tego życzy, wspinasz się w wyznaczonych miejscach i broń boże nie spadniesz tam gdzie nie powinieneś
-wiąże się to z pewnymi problemami, jako że nie wiedzieć czemu, leveldesigner umieści część zniszczalnego sprzętu (rozwałką ładuje się energię potrzebną do speciali) poza zasięgiem
-odpadają też wszelkie elementy kreatywnego zwiedzania i kombinowania z zachodzeniem wroga od tyłu (ba, gra nawet komunikuje kiedy łaskawie pozwala kogoś zaskoczyć)
-i nawet w takim systemie znajdzie się kilka luk np zacięcia na powierzchni gdzie oficjalnie powinno się dać wspiąć
-----------------------------------------------------

Samą eksplorację trudno nazwać monotonną: poza gonitwą za Gambitem, jest też parcie do przodu i unikanie snajperki Agenta 0 (o czym niżej),


ucieczka przed helikopterem czy falą zalewową


ostrzeliwanie się karabinem maszynowym z pędzącej łodzi motorowej


albo z ręki Sentinela


czy genialne sceny walk połączonych z nurkowaniem w powietrzu m.in. takie jak w MDK, połączone z unikaniem ostrzału plot.


Nie brak tu też wręcz sielskich fragmentów akrobatycznych/wspinaczkowych: zwis na rękach, balansowanie na kładkach,


wspinanie się i zjazd po linie


oraz rozwiązywania prostych przestrzennych łamigłówek: coś przepchnąć, coś obciążyć, przesterować, zorganizować osłonę


coś znaleźć i przytaszczyć


...zamrozić się:)
-----------------------------------------------------
Mapy w Wolverine mają też jedną zasadniczą przewagę nad zakładem Arkham: można je przejść ponownie w dowolnym momencie. A to żeby potrenować na słabiakach, poszukać ukrytych bonusów tudzież dodatkowych wdzianek, a to żeby przyekspić -wiem, marna zaleta skoro później wraca się przypakowanym bohaterem do kampanii- a to po to by zrobić parę screenów do artykułu:)
-----------------------------------------------------

Trasy przemarszu - wąskie półki, rusztowania, strome dachy i gzymsy na dużej wyskości, ...plecy potworów, nie robią już takiego wrażenia jeśli ktoś miał przyjemność z Batmanem: owszem Pan Rosomak wyciska z siebie siódme poty i dalece wykracza poza granice ludzkich możliwości (co Batek nadrabiał techniką) ale w gruncie rzeczy obaj dają na równi czadu...chyba, że mowa o walce.


The way I bleed
I powiedzmy to sobie szczerze: o ile Batek efektywnością bije go na całej linii, o tyle jeśli idzie o efektywność, to w Wolverine "Moc jest silna" -oczywiście pomijając elegancki styl Nietoperza: w porównaniu z nim Wolverine działa z finezją mota kowalskiego.

Nazwijcie mnie dewiantem ale dla mnie podstawa przy dobrej młócce to krew. Można się kłócić czy lepiej wygląda obijany zad w "wybuchach energii" czy pokryty ranami, jednak zupełnie nie wyobrażam sobie walki w wykonaniu Pazurzastego bez tryskającej posoki. To dlatego, że kwintesencję jego działania stanowi przebijanie i siekanie: tego po prostu nie da się pokazać bez krwi (W PoP: Two Thrones macie przykład co by było gdyby jednak).
A pomijając juchę wożoną cysternami i [piekielnie efektowne] zgony, technicznie starcia w wykonaniu Wolverine bardzo przypominają te z Batmana:
-równie dalekie susy i równie bolesne lądowania na wrażych łbach
-wszelkiego rodzaju chwyty i wykończenia (o wiele bardziej brutale

 

-ciosy specjalne, co prawda obszarowe ale jednak
-specjalny tryb widzenia: tu Feral Sense, służący do tropienia śladów, wykrywania interaktywnych elementów otoczenia oraz niewidzialnych wrogów
-nie zabrakło i widowiskowych finisherów (o wiele liczniejsze)
-wykorzystywanie otoczenia -no tu Wolvie jest górą
------------------Toss, Impale, Fry---------------------
Przypuszczam, że wielu zadowoliłoby się prostą młócką z użyciem pazurów i kopniaków, jednak szczerze mówiąc ja, jako weteran PoP: Warrior Within i Dark Messiah kręcił bym nosem, gdyby skrajnie liniowe i ograniczone otoczenie nie służyło za nic ponad arenę walki. Na szczęście tutaj scenografia bierze udział w walce: od klasycznych pułapek i przepaści gdzie można wrzucić nieszczęśnika aktualnie trzymanego w łapach (ew wysłać go kolegom na przeciw), przez nadziewanie na wszelkie wystające detale (konary, rury, widły wózka widłowego)


po takie smaczki jak bardzo pojemna betoniarka i drewniany/betonowy słup (łup, łup, łup hehe), z którym zapoznajemy jego głowę


Co jeszcze ciekawsze, bohatera też może spotkać ten wątpliwy zaszczyt: w najlepszym razie wykaraska się z tego (podobnie jak Batek) na drodze Quick Time Event'a

w najgorszym pozostanie wczytanie checkpointa (I just love'em, wrrr!!!). Często też owe zmagania ze środowiskiem są wplecione w fabułę: Wolvie ma dziwną tendencję do pakowania pazurów w źródła wysokiego napięcia i nadziewania się na różne iglice i inne żelastwo, zapewne ma to za zadanie podkreślenie jaki to on jest twardy i w ogóle Uber ...całkiem udany zabieg. Oprócz tego mamy znane z Batmana siłowanie się z otoczeniem w postaci rozsuwania stalowych drzwi


czy wyrywania różnych włazów ew prozaiczne wykopywanie drzwi -oczywiście przy akompaniamencie snopów iskier, wybuchów i jęku giętego metalu. Wolverine bije też Batka na głowę pod względem destrukcji otoczenia. Owszem tylko niekture elementy są zniszczalne, ale raz, że jest tego sporo, a dwa, że w ogóle są:)
-----------------------------------------------------

-podobnie do Batmana, nasz "Kapitan Pazur" modyfikuje swoje statystyki z użyciem punktów nauki zdobywanych za osiąganie nowych poziomów doświadczenia


XPki lecą, znowuż tak jak w Batman: AA, tak za pokonanych wrogów jak i za styl w jakim się to robi. I tak samo ich pulę wzbogacają znajdźki (tu nieśmiertelniki)


Te elementy RPG uzupełniają znajdowane tu i ówdzie Upgrade'y oraz Mutageny obdarzające Wolverine unikalnymi zdolnościami i bonusami.

Całość pięknie ze sobą współgra (nie licząc łamania palców podczas niektórych kombinacji:) a mnogość ruchów sprawia, że przy odrobinie wprawy można sobie wypracować własny, ulubiony styl walki: do wyboru defensywa (uniki, bloki, kontry) jak i ofensywa (ataki dystansowe, chwyty i rzuty, specjale). A system umożliwia płynne przechodzenie od jednego do drugiego. Nie ma też presji uciekającego w szaleńczym tempie stanu zdrowia (wiadomo dlaczego). Ogólnie beztroska sieczka, którą na prawdę trudno się znudzić -chyba, że komuś będzie brakowało elementów skradanki, która tutaj raczkuje.


Cameraman is dead?
Jeez jak ja uwielbiam te konsole, z ich ćwierćinteligentnymi kamerami. Bataman ucierpiał na tym najmniej: kamera przeważnie była pod kontrolą. Teoretycznie w X-Men Origins także można ją regulować, ale:

1. Czasem narzucona konwencja wymaga zafiksowania jej na stałe. Ot, W jednej chwili Tomb Raider zmienia się w MGS -o czymś takim napomknąłem przy okazji tekstu o (jakżeby inaczej) Batman: Arkham Asylum. Problem w tym, że tam takie sytuacje można było zliczyć na palcach jednej ręki, tutaj są notoryczne.
-----------------------------------------------------
W pamięci zachował mi się etap gdzie kamerę zamocowano ...w oczach snajpera ostrzeliwującego Wolverine'a
-nie powiem, nawet ciekawy motyw, problem w tym, że trzeba nie tylko unikać celownika snajperki ale też walczyć z kilkoma żołnierzami, a to przy odległej, izometrycznej kamerze nie lada zgryz (i Nobla temu, kto od strzału wykombinuje, że należy użyć drabiny).

A szczególnie wnerwiający okazał się moment bliźniaczo podobny do finalnej sceny starcia Batmana z Killer Crock'iem: podczas ucieczki przed ścianą wody kamera zaczęła obracać się o 180 stopni skutecznie dezorientując i zmieniając znaczenie klawiszy ruchu. Zapewniam, że obie sceny oferują równą dawkę frustracji :/
-----------------------------------------------------

2. Jest wyjątkowo niepokorna i często odmawia podporządkowania się (być może to zabieg projektantów poziomów, którzy nie dorobili terenu tu i ówdzie). Lubi też szarpać się z nami, gdy próbuje się ją regulować m.in. z tego powodu finałowa walka z Weapon XI była trudniejsza niż powinna.


There's a beast around
Weapon XI to nie jedyny niemilec do posiekania. generalnie naszych przeciwników dzielimy na:
1. Ludzi. Personel wojskowy lepiej lub gorzej wyszkolony, opancerzony i uzbrojony, od prostych posiadaczy karabinów -umieszczenie ich na dole łańcucha pokarmowego to kpina- po niewidzialnych shotgunowców


grenadierów itp ale także kolesi z maczetami i pilotów śmigłowców (wraz z ich maszynami oczywiście:).
2. Mutanty. Wielorękie zabójczynie, ciągle teleportujące się Shiftery, płonących mieczników, wielotonowe efekty wojskowych eksperymentów genetycznych a nawet ożywione posągi


3. Maszyny. Wszelkich gabarytów i rodzajów: od humanoidów walczących wręcz po prototyp Sentinela Mk I i czteronogie pokraki nafaszerowane laserami i rakietami.


4. Bossów. Jak to w porządnej Beat 'em Up musi co jakiś czas wystąpić twardszy koleś, na którego zmarnujemy więcej nerwów niż ciosów. Głównie są to postaci z filmu np wspomniany Weapon XI aka Deadpool, tłuścioch Blob, Sabretooth czy upierdliwiec Gambit. Są też nieco bardziej odhumanizowani wrogowie jak gigantyczny Sentinel czy Leviathan (monstrualny golem). Taktyka na grubego zwierza zasadniczo nie różni się od siekania zwykłych "mobów", ale są chlubne wyjątki:

Fred Dukes aka Blob -starcie z nim wydatnie uskutecznia wskoczenie mu na plecy i zorganizowanie małej jazdy po spożywczaku, podczas której gubi HPki taranując rzędy półek i stoisk z jarzynami.


Remy LeBeau aka Gambit -to długi pościg i demolka kolejnych pięter kasyna, zakończona ostrym starciem na ogromnym, podświetlonym znaku firmowym, który nie dotrwa w całości do końca starcia.


Sentinel Mk I - by nadgryźć tego kolosa trzeba prowokować jego uderzenia w platformy pod napięciem, a gdy dozna chwilowego zwarcia sukcesywnie demolować jego ręce i nogi.


Demolka kończy się powietrzu, kiedy to Wolverine szrpie robota podczas lotu nurkowego.

Podobnie jak w przypadku Batmana podniosą się tu głosy niezadowolenia z powtarzalności niektórych pojedynków m.in. z Leviathan'em i W.E.N.D.I.G.O. gdzie tak samo jak w przygodach Netoperka chodzi o sukcesywnym wskakiwaniu górze mięcha/kamieni na grzbiet i robieniu kuku. Ten sam zarzut odniósłbym do walki z helikopterami wg systemu: doskocz, uszkodź, wywlecz pilota i zdekapituj;


ale twórców najwyraźniej coś olśniło dzięki czemu po drugim identycznym starciu następuje seria perełek wliczając w to rozwalanie blacharek podczas lotu nurkowego oraz odsyłanie wrogich rakiet do nadawcy.

Poza stosem zalet takich jak przyzwoitej jakości wstawki filmowe, soundtrack nieźle stapiający się z akcją, świetna grafika i efekty specjalne (gojący się Wolverine to cud, miód i orzeszki:) oraz rewelacyjna mechanika walk, samych mniejszych i większych błędów uzbiera się w X-Men Origins: Wolverine na przyzwoity akapit.
--------------Fury, Berserk i inne reakcje---------------
Świrnięta kamera i skrajna liniowość to jedno ale niech ktoś mi wytłumaczy takie wpadki jak
1. Błędy w szczegółowości tekstur ( czasem aż walą po oczach)


2. Czasem idiotycznie zrealizowana i rozbudowana klawiszologia -na padzie też tak było?
3. Zerojedynkowa detekcja kolizji -siekanie poza zasięgiem ostrzy? Spoko. Wróg tylko się otarł a nie trafił? I co z tego, bam! Że o staniu w powietrzu nie wspomnę.
4. Zniszczalne ale jednak niezniszczalne obiekty? Tylko u nas!
5. Jak długie (i trudne) muszą być etapy starcia z jednym bossem by umieścić checkpointy między nimi?
6. Te kretyńskie wdzianka i pożal się boże bliźniacze starcia z innymi odmianami Wolverine nazywacie bonusami? A gdzie jakaś encyklopedia albo odblokowywanie dodatkowych trybów gry? I po kiego mi ten tort ;)


Bez DLC ani rusz?
-----------------------------------------------------

 

Final slash
Nie licząc frustracji spowodowanej kamerą, ograniczeniem "terenu roboczego", bugami graficznymi (lub złymi intencjami twórców) Wolverinem gra się przyjemnie i bez cienia znużenia. Do tego stopnia, że z niechęcią powitałem napisy końcowe (inna sprawa, że nadeszły w dość nieoczekiwanym momencie), po prostu nie mogłem się oderwać. Uważajcie na tą grę, to może przydarzyć się każdemu.

komentarzy: 421 maja 2010, 21:41

3 komentarze do tego wpisu:


Bezi_113 : 27 maja 2010, 22:42

Powiem szczerze, że nigdy mnie takie gry do siebie nie przekonywały, ale te elementy RPG mogą to uzupełnić ...
Taki maluteńki request: Mógłbyś pisać krótsze teksty xD ?
Troszkę to długie wszystko ... ;P
odpowiedz

zadymek : 27 maja 2010, 23:31

E tam ledwo 3 strony A4:)
odpowiedz

JackReno : 03 czerwca 2010, 22:55

Długość tekstu spoko. A gra mi się bardzo podobała, mimo, że nie przepadam ogólnie za tego typu produkcjami.
odpowiedz

Net_com : 04 czerwca 2010, 19:54

Mi też się bardzo ta gra spodobała , a tekst i tak jest krótszy niż zawsze ;P
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl