avatar

zadymek Użytkownik gram.pl (Sekretarz) ja.gram.pl/zadymek

Lost [Planet ofc:]

Zimno, bardzo zimno. Za oknem wiosna, ale na PieCu wciąż zimno. Cóż, taka właśnie pogoda panuje na E.D.N. III i ani ja ani bohater gry Lost Planet, nic na to nie poradzimy. No, chyba, że korporacja NEVEC... ale do rzeczy.

Nasza stracona planeta to kawał nieprzyjaznej, zmarzniętej skały. Ludzkość próbowała toto skolonizować, nawet z niezłym skutkiem, ale wtedy koloniści napotkali to.

 

To czyli Akrid


Niezbyt przyjazne, miejscowe formy życia. Bardzo liczne, bardzo wytrzymałe i bardzo wredne. Akrid to nazwa całej miejscowej fauny, wśród której spotykamy wiele różnych gatunków, od przerośniętych żuków, przez wszelkiej maści latające cholerstwo po wyrastające z ziemi żywe łodygi.


Miejscowe gatunki żyją ze sobą w zgodzie a nawet tworzą wspólne gniazda. Są wśród nich zaślinione, 2-metrowe dziwadła i kilku piętrowe kolosy, które bez problemu łykają tonę rakiet. Mniejsze wyłażą z wylęgarni w ilościach hurtowych, te większe ryją pod lodem.


Na szczególną uwagę zasługują tu bossowie. Nie jest to specjalnie oryginalna gromadka, taktyka na każdego w gruncie rzeczy jest taka jak na wszystkie Akridy- walić w czułe punkty- jednak w przeciwieństwie do mięcha armatniego, tych punktów trzeba poszukać (i trafić) a to już całkiem pomysłowo rozwinięto. Weźmy na przykład naszego głównego antagonistę, Greeneye


pokraczne to i powolne, ale ma tendencję do nagłego przyspieszania. W dodatku jest na tyle długi, że zajmuje połowę areny walki! Cała zabawa z nim polega na atakowaniu go i odskakiwaniu (ew gonieniu jego ogona) by rozwalić jego skorupę odsłaniając kolejne słabe punkty. W miarę naszych postępów bestia wytacza coraz silniejsze argumenty i staje się coraz bardziej ruchliwa.

Jeszcze ciekawszy jest pewien gigantyczny robal


który atakuje raz paszczą a innym razem ogonem. Ponieważ cały czas ryje w ziemi, można go kosić tylko w trakcie ataków, a te bywają zabójcze (m. in. może połknąć Wayne'a). Najciekawszą jednak sprawą jest to, że można po prostu mu umknąć i zaoszczędzić sobie fatygi.

I mój ulubieniec: wielka mamuśka w podziemnym przejściu przez górę


Jest silnie okopana i opancerzona, atakuje długimi mackami, które trzeba odstrzelić by ...utorować sobie drogę do serca damy i bezkarnie je ostrzelać.

Ludzie odeszli, ich miasta przykrył śnieg. Aż tu pewnego dnia ktoś odkrył nowy rodzaj energii, występujący w ciałach Akridów...

T-ENG
Nowy skarb to bardzo wydajna forma energii termalnej. Służy za paliwo do maszyn, amunicję do broni energetycznej, a nasz bohater -Wayne


nosi takie fajne urządzonko, które z jej pomocą leczy jego rany. T-ENG, bo tak się owa energia nazywa, wypływa z każdego ukatrupionego żywego organizmu. Oprócz tego znajdziemy go w elementach otoczenia takich jak wybuchające beczki, sprzęt elektroniczny czy cysterny


Na mrozie energia ta dość szybko uchodzi z ciała, więc ciągle trzeba uzupełniać jej zapas i tak powstał Choca ...znaczy, tak gra motywuje do działania.

...i ludzie wrócili, tym razem taszcząc ciężką artylerię.

Artyleria czyli VS
O tak, nie ma to jak kilka ton wściekłej stali pod zadkiem:)
Nawet byle VS (Vital Suit) niebagatelnie ułatwia życie ( pancerzem i sporą siłą ognia), szkoda, że nie wszędzie da radę nim wejść. Siedząc za sterami mecha człowiek dorównuje największym Akridom, a mniejsze może zwyczajnie rozdeptać. Maszynki różnią się stopniem zaawansowania i funkcjami specjalnymi. Spotykamy tu zarówno powolne, na wpół otwarte komercyjne pokraki


jak i majestatyczne, świetnie wyprofilowane wojskowe cacka z hermetyczną kabiną


Niektóre potrafią się transformować -w ślizgacz lub "czołgoświder"


inne stawiają zaporę dymną, robią wielkie susy a nawet latają


Wykorzystują identyczną broń podwieszaną -typowy arsenału strzelankowy: rakiety, działka, lasery a nawet ...shotgun, wszytko można instalować wedle woli; ale niektóre mają zabudowane własne, unikalne gadżety: nie ma to jak szybkostrzelne działo albo wyrzutnia pocisków, świetna jest też piła i świder górniczy (do kruszenia rumowisk skalnych).
Żeby nie było za łatwo, przeciw naszym VS-om często stają wrogie zagony pancerne. Nierzadko są to ostro przypakowani bossowie

To najtrudniejsze starcia w grze podczas których należy wykazać się kreatywnością (i ruchliwością) by nie wypruli z nas ostatniej śrubki

-nie zawsze są warunki do pieszej walki z wrogimi mechami (aczkolwiek kilka starć kończyłem właśnie na piechotę).


Sprzęt ten ma różną żywotność i funkcjonalność, ale jednakowe zapotrzebowanie na energię -bez odpowiedniej porcji T-ENG nie pohulamy za długo i trzeba będzie walczyć zwykłymi pukawkami

...i broni pod dostatkiem dla każdego.

 

Pukawki, czyli Pif Paf
Oprócz ciężkiego sprzętu bohater używa broni ręcznej: jest to znowu typowy arsenał, od karabinu maszynowego po rakietnicę i snajperkę. Broń całkiem dobrze zrealizowano, poszczególne gnaty różnią się nie tylko parametrami ale i funkcjonalnością: broń energetyczna jest dobra na piechotę i maszyny, ale nie na Akridów, nie wymaga ammo ale zużywa sporo T-ENG. Z kolei snajperka zdaje egzamin tylko na piechocie ale ma zoom i jest to jedyna broń zdolna zdjąć operatora dowolnego sprzętu. A shotgun daje takiego kopa, że zatrzyma pędzący pociąg jednak działa tylko z bliska i tylko na siłę żywą.

Poza bronią ręczną, Wayne, o dziwo, potrafi dźwigać sprzęt do VS-ów -można go znaleźć luzem lub odpiąć od jakiejś maszyny- biega mu się z tym ciężko, ale stojąc w miejscu bez problemu może prowadzić ostrzał.
Z braku ammo, można też prać kolbą


lub "kłuć" kotwiczką -ma ona wiele różnorodnych zastosowań.

Rozwałkę małego kalibru uskuteczniamy granatami -w kilku odmianach, przy czym naraz można używać tylko jednego typu.
Broń zdobywa się na wrogiej piechocie, ale też często wypada ze skrzyń -a czasem można sobie coś wykopać z zaspy śnieżnej:]


----------------------------------------------------
Tak, ludków też się trochę natłucze. Czy to piraci
czy wojska korporacji


wszystkich piechurów można wdeptać mechem w ziemię, ale częściej dojdzie do starć na piechotę. Pomijając zdolność regeneracji zdrowia, stajemy na przeciw tak samo wyposażonego przeciwnika. Panowie w kubraczkach używają kotwiczek i wszelkiej broni ręcznej - z niewiadomych powodów granaty sobie odpuścili- często zasiadają w kokpitach VS-ów i stacjonarnych wieżyczek (i równie często je opuszczają:). Zazwyczaj mają przewagę liczebną, na szczęście nie grzeszą inteligencją, a i celność im nie dopisuje, więc odpowiednio kombinując da się wytłuc cały batalion piechoty nie pocąc się przy tym za bardzo. Cieszy też, że autorzy nie zapomnieli o zaimplementowaniu im wrogości względem miejscowej fauny, więc nie zdarzy się raczej, że zaatakują nas ramię w ramię z Akridami (mały gest a cieszy:)
-----------------------------------------------------


I zamarzyli sobie słońce i palmy.

 

Projekt Granica
To marzenie ma zamiar zrealizować w praktyce korporacja NEVEC. Z tym,
że w swoich planach nie uwzględnia konkurencji w postaci zamieszkujących planetę Śnieżnych Piratów. Wayne, jako, że dołączł do jednej z grup piratów, pomaga im pokrzyżować plany złej korporacji. Razem z zwiedzimy sobie zarówno sieć mroźnych jaskiń zasiedlonych przez miejscowe żyjątka


jak i wnętrze wulkanu, gdzie usadowiła się korporacja


Zinfiltrujemy też bazę konkurencyjnej grupy piratów


przemierzymy parę kilometrów ruin miejskich


oraz sporo zaśnieżonych równin, gór i kanionów...

 

MDK Jr?
Lost Planet bywa porównywane do MDK, nazywane jego następcą. Nie jest to zbyt szczęśliwe porównanie. Gra i owszem, opiera się na identycznych założeniach: idź przed siebie i wal do wszystkiego co się rusza; jednak tak pod względem komplikacji rozgrywki jak i tempa akcji dalece się od MDK różni -chyba, że gramy w trybie Bez Ograniczeń, wtedy gra się bardzo podobnie:)

O ile kwestie techniczne nie robią takiej różnicy -wiadomo, ewolucja robi swoje:
-----------------------------------------------------
-grafika o niebo lepsza
-nowoczesne efekty specjalne
-
środowisko gry jest bardziej urozmaicone a część scenografii można rozwalić (np platformę, na której stoi nasz wróg)
-zaimplementowano przyzwoitą fizykę obiektów (można to i owo zwalić wrogowi na głowę)
-no i maszyny bojowe też robią różnicę, zwłaszcza,ze można niszczyć im poszczególne elementy pancerza

-----------------------------------------------------

...o tyle nie można nie zauważyć, że akcja nie gna tu na łeb na szyję. MDK to ciągły ruch, scenografie zmieniające się jak w kalejdoskopie, a tu miejscami gra wręcz się ślimaczy. Rozwałka jest równie widowiskowa, ale mniej "masowa": nie kosimy wroga co kilka sekund, a i sam wróg nie pada po krótkiej serii: liczy się celowanie, używanie odpowiedniego sprzętu, uniki, to już wyższe stadium ewolucji.

----------------Kamera. Akcj...Kamera!!!-----------------
A propos celowania. Gra oferuje tryb dokładnego celowania, ale z uwagi na fatalną realizację kamery, jego funkcjonalność jest wątpliwa. Ile razy waliłem na oślep, bo po zbliżeniu widziałem tylko głowę bohatera? A bug związany z "przesuwaniem się" kamery na boki bynajmniej nie był "zaledwie upierdliwy". Nic gorszego nie może się nam przydarzyć podczas walki.


Co prawda celowania nie utrudniał, ale nie dość, że zmieniał perspektywę patrzenia, co miało wymierny wpływ na ocenę kierunku ruchu bohatera to jeszcze wszystkie granaty posyłałem nie tam gdzie trzeba, bo celownik może i był na środku, ale postać była zwrócona gdzie indziej i słała granaty gdzieś na bok.

Sterowanie VS-ami też można było lepiej zrealizować (korpus zasłaniający pół ekranu swoją drogą): nie dość, że w każdym modelu działa ono nieco inaczej, to jeszcze wszystkie opisy funkcji (wyświetlają się ilekroć wsiądziemy do nowej maszyny) dotyczą pada i ustawień domyślnych klawiatury - co oni? Zakochali się w tych padach czy co?

Swoje trzy grosze dorzuciła nie zawodna polonizacja-niektóre nazwy akcji nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością

I po co te akcje polegające na tłuczeniu jednego przycisku? Czy katowanie klawiatury sprawi komuś frajdę?

A już szczytem chamstwa jest sposób w jaki pilotuje się ścigacz i latającego mecha: gorzej się nie dało?!
-----------------------------------------------------

Wayne porusza się też o wiele wolniej niż Kurt, muzyka jest tez odpowiednio spokojniejsza, ale równie dobra.
Pod względem eksploracji terenu gra nie przebija MDK: zamiast spadochronu i wspinania się mamy kotwiczkę alpinistyczną więc na jedno wychodzi, przy czym pokonywanie przeszkód obniża tempo gry.

Za to obecność VS-ów dodaje kilka nowych możliwości, które są obce kombinezonowi Hectica. Oddziaływanie na postać też jest podobne: Wayne może upaść, zostać oszołomionym lub odrzuconym falą uderzeniową wybuchu.
Na szybkość wpływa też wydatnie różnorodność stawianych przed graczem problemów (i terenów). Nie zawsze przemy ostro do przodu, czasem trzeba atakować z zaskoczenia, kluczyć albo mozolnie się wspinać a czasem nawet szukać dalszej drogi: ma to i swoje plusy, bowiem daną misję można pokonać na kilka różnych sposobów.
Nie żeby był to powód do narzekań, mniejsza dynamika akcji to więcej czasu by podziwiać kunszt leveldesignerów i grafików, pokombinować z różnymi drogami do celu a także poszukać ukrytych bonusów. Wskazuję tylko, że LP daleko do bezmózgiej (ale jakże dynamicznej i odstresowującej) strzelanki TPP typu MDK.

 

Fable to li czy Ubik?
O ile w warstwie rozgrywki wszystko -pomijając kamerę- działa jak należy, o tyle w warstwie fabularnej znajdzie się parę zgrzytów. Tak, wiem: sam pisałem, że w grach akcji fabuła nie jest najważniejsza. Ale skoro Capcom włożył tyle wysiłku w ten element, wręcz czarną niewdzięcznością byłoby nie wypowiedzieć się na ten temat:]

1.Nie ukrywam, że nie jestem fanem japońskiego stylu. Doceniam brak mangowej stylizacji i nawet podoba mi się oryginalne podejście do wyglądu bohaterów (Bandero rulez:)


ale niespecjalnie rajcuje mnie japońska inwencja odnośnie strojów (co to, sf czy Final Fantasy?)

2. Ograne chwyty fabularne -naprawdę mogli sobie darować śmierć dr Solotova


niby okazuje się zdrajcą i tracimy go z oczu a po pewnym czasie dowiadujemy się, że jednak jest OK i siedzi w korporacyjnym pierdlu. Ale gdy do niego docieramy ten ni z tego ni z owego leży umierający -dziwne mają te więzienia.

3. Na kosmiczną naiwność głównego bohatera brak mi słów.

4. A co arsenałem? Bohaterowie cut-scenek do znudzenia używają pistoletów


w arsenale ich nie uświadczymy:/

5. I jeszcze kwestia logiki: zgodnie z fabułą, Harmonizer -wspomniane urządzenie leczące- działa na energię termalną, którą tracimy z powodu zimna. Tymczasem na etapach z lawą, teoretycznie gorących, nadal tracimy energię. Dziwi to o tym bardziej, że twórcy zauważyli różnicę: zabite w takim otoczeniu Akridy nie zamarzają jak zwykle tylko kamienieją. Coś komuś umknęło?

6. Nazwijcie mnie rasistą, ale nijak nie kojarzę imienia Wayne z azjatą. Co gorsza, jest to jedyna postać tej rasy w grze. A przecież tatuś Wayne'a też się w grze pojawił. Synuś adoptowany był czy co? Wygląda mi to na efekt jakichś jakiś kompleksów.

7. Typowy japoński motyw: roboty bojowe. Mają spoko design i świetnie pasują do realiów gry ...w przeciwieństwie do magicznej transformacji jednego z nich -ostatecznie wygląda jak jakiś transformer czy inny Daimos.


Co to jest? Science fiction czy fantasy?

8. I jeszcze ta specyficznie pojmowana polityczna poprawność: o ile facetów uwalanych we krwi tu nie brak o tyle niewiasty umierają bez jednego zadraśnięcia -i to po przyjęciu na klatę zmasowanego ostrzału z broni maszynowej! Próżno też szukać śladów krwi po zabitych ludziach. Więcej konsekwencji ludzie.

Mimo wszystko przyznać trzeba, że fabuła jest nieźle skonstruowana (zwłaszcza jak na strzelankę), w miarę spójna i nawet ciekawa. Obserwujemy karierę Wayne'a, który nękany amnezją dołącza do ludzi, którzy postawili go na nogi. Do tego dochodzą wątki poboczne (nieco słabo rozwinięte, vide umierający doktorek) takie jak rozrost naszej radosnej paczki, demoniczne plany megakorporacji, eksperyment biotechnologiczny zmierzający do uzyskania długowieczności (ew nieśmiertelności), czy prywatne porachunki kilku jej członków. Co prawda dialogi cierpią na przypadłość znaną z Metal Gear Solid, ale pewne fakty zostają w głowie, a to o czymś świadczy -zawsze można je przerwać. No, ale zostawmy nieszczęsną fabułę, sterowanie i kamerę. Gra daje dużo frajdy (OK, kilku bossów daje nieludzko w kość) i przykuła mnie do monitora na bite14 godzin (jednym ciągiem!). Chyba jednak nie jest tak źle.

komentarzy: 405 kwietnia 2010, 23:38

3 komentarze do tego wpisu:


Ecko09 : 06 kwietnia 2010, 09:11

Ale długi tekst ;] choć to raczej zasługa dużej ilości screenów, biorę się za czytanie
BTW: Ostatnio sobie właśnie na te gierke ostrze zęby, może będę miał
odpowiedz

zadymek : 06 kwietnia 2010, 17:17

A ja już mam:)
Pokłosie ostatniego Efektu Serii, było nie przegapić...
odpowiedz

zadymek : 06 kwietnia 2010, 17:15

[Treść komentarza usunięta przez autora bloga]
odpowiedz

tomoliop : 07 kwietnia 2010, 16:58

Ta gierka jest do kupienia na liście bardzo daleko.
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl