avatar

Emeraldar Użytkownik gram.pl (Delegat) ja.gram.pl/Emeraldar

John Woo Presents Stranglehold

Honour is his code. Vengeance is his mission. Bloodshed is his only option.

Hong Kong, posterunek policji. Inspektor Yuen, zwany Tequila, dowiaduje się, że jeden z jego kolegów został porwany. W celach negocjacji, porywacze chcą się spotkać z jednym policjantem. Komendant jest gotów wysłać do nich cały oddział, jednak Tequila postanawia iść sam, nawet pod groźbą utraty odznaki. Bo co innego może zrobić wkurzony i zdeterminowany glina? Tequila zabiera ze sobą swoich dwóch najlepszych przyjaciół (z trailera dowiecie się kim oni są) i wyrusza wymierzać sprawiedliwość na własną rękę. Jednak to dopiero początek jego misji, która tylko z pozoru wygląda na prostą. Wszystko wskazuje na to, że w porwaniu maczała palce Triada oraz rosyjska mafia i okazuje się, że oprócz młodego policjanta porwane zostały także inne, bliskie Tequili osoby.

Akcja Stranglehold dzieje się kilkanaście lat po wydarzeniach z Hard Boiled (Làshǒu shéntàn), ostatniego, kręconego w Hong Kongu filmu Johna Woo. Jeśli chodzi o kino akcji, to film ten jest pozycją kultową, tak samo, jak warsztat jego reżysera. To, co dzieje się na ekranie, to istny armageddon z użyciem broni palnej. I pod tym względem Stranglehold nie jest gorszy. W jednym zdaniu można by stwierdzić, że gameplay polega na sianiu jak największego spustoszenia na swojej drodze. Spustoszenia zarówno wśród zastępów wroga, jak i w całym naszym otoczeniu, które jest niesamowicie interaktywne - zniszczyć można niemal wszystko. Wystrzelone przez nas kule dziurawią kosze z owocami, drewniane skrzynie, telewizory, butle z gazem, eksponaty muzealne, samochody, automaty do jednorękiego bandyty... Że o kafelkach na ścianach, szybach, szklanych ściankach działowych i innych elementach wnętrz nie wspomnę. A wszystko rozsypuje się w dziesiątki odłamków fruwających na ekranie. Dodajmy do tego pół tuzina non stop ostrzeliwujących się wśród całego tego bałaganu facetów, oraz możliwość zrzucenia na nich na przykład kilkudziesięciokilogramowej, neonowej reklamy i mamy obraz tego, czym jest Stranglehold. To czysta akcja. Akcja przez duże A.

Do dyspozycji mamy dość skromny arsenał pukawek, ale nie przeszkadzało mi to. O ile mogłem, zawsze i tak sięgałem po pistolety - są najbardziej stylowe :) A w grze styl jest ważny. Posłać delikwentowi kulkę w plecy? Każdy by tak potrafił. Ale wskoczyć na barierkę, złapać się żyrandola, przeskoczyć na drugą stronę pomieszczenia, zjechać po poręczy schodów, wskoczyć z niej na wózek z jedzeniem i przejechać na drugi koniec pokoju, ani na chwilę nie zdejmując przy tym palca ze spustu, jednocześnie posyłając kolejnych przeciwników do piachu? Tak to się robi w Hong Kongu. Pasek stylu rośnie, a wraz z nim otrzymujemy dostęp do specjalnych akcji, między innymi do precyzyjnego strzału (z kamerą podążającą za pociskiem), czy trybu, w którym Tequila wśród wzbijających się w niebo białych gołębi, obracając się wokół rozwala wszystko w zasięgu wzroku. Oczywiście w każdej chwili możemy odpalić bullet time, który pozwala nam jeszcze bardziej kozaczyć. No i mamy także typowe dla Johna Woo pojedynki, w których stający naprzeciwko siebie twardziele prawie że przykładają sobie broń do głowy. Naszym zadaniem jest, jak łatwo się domyśleć, bycie tym, który pierwszy pociągnie za spust :) A jeśli nam się nie uda, kuli przeciwnika zawsze można spróbować uniknąć.

Od strony audiowizualnej jest bardzo w porządku. Gra chodzi na zmodyfikowanym Unreal Engine 3.0, zaś za fizykę odpowiada słynny Havok, co w sumie daje nam niezły efekt końcowy na ekranie (ale bez jakichś rewelacji). Głosu inspektorowi Tequili użyczył sam Chow Yun-Fat co jest oczywiście dużym plusem, jednak czasami odnosiłem wrażenie, że całość prezentowałaby się bardziej klimatycznie, gdybyśmy mogli posłuchać chińskiej ścieżki dźwiękowej. Jak na nextgeonową grę akcji przystało, Stranglehold nie grzeszy długością rozgrywki. Na upartego można ją przejść w jeden dzień, ale czy dziś kogoś to dziwi? Mimo to jest to nadal kawał porządnej strzelaniny, prostej i nieco oldskulowej w założeniach, ale przyjemnej, widowiskowej i dającej sporo satysfakcji od strony gameplay'u, która z całą pewnością wywoła uśmiech na twarzy miłośników gatunku heroic bloodshed, dla których jest to pozycja wręcz obowiązkowa.

Tym razem dwa trailery, jeden z gry, a drugi z filmu.

komentarzy: 218 lutego 2008, 12:07

2 komentarze do tego wpisu:


darklordvader : 18 lutego 2008, 17:41

pograłbym se w to
odpowiedz

Emeraldar : 19 lutego 2008, 11:03

Wersja na PC jest już dostępna
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl