avatar

Alamut Użytkownik gram.pl (The Mad Scribe) ja.gram.pl/Alamut

Moja historia w świecie Star Wars: The Old Republic

Konkurs, Fikcja, Star Wars

Sith

Mrok kosmicznej pustki rozjaśnił blask eksplozji, kiedy „Duma Corellii zapłonęła blaskiem miniaturowego słońca. Tarcze krążownika liniowego klasy Hammerhead nie wytrzymały zmasowanego ostrzału naszych pięciu Harrowerów. Spojrzałam na mojego mistrza. Jego blade wargi wygięły się w pogardliwym uśmiechu na widok chaosu jaki zapanował w zgrupowaniu sił republiki. Darth Neiklot oparł się wygodniej w fotelu i pogładził swoją siwą brodę.

- Są w rozsypce. – powiedział do siebie z wyrazem zadowolenia na twarzy.-  Kapitanie Malain!

- Tak mój Lordzie? – oficer marynarki odwrócił się błyskawicznie w naszym kierunku.

- Niech Pan przekaże reszcie naszego zgrupowania następujący rozkaz: zmniejszyć dystans i przygotować promy do abordażu.

- D-Do abordażu mój Panie? – padło niepewne pytanie po chwili ciszy. Uśmiechnęłam się rozbawiona głupotą kapitana.

- Mój mistrz nie ma w zwyczaju się powtarzać kapitanie. Czy nie jest Pan w stanie stanąć na wysokości zadania i wykonać prostego rozkazu, czy ma Pan tylko skłonności samobójcze? – zapytałam wesołym głosem. Mężczyzna zrozumiał groźbę.

- Do reszty jednostek! Zmniejszyć dystans i przygotować załogi do abordażu! – Malain czym prędzej otworzył kanał i przekazał polecenia do reszty zgrupowania.

- Dlaczego po prostu go nie zabiłaś moja droga? – mój mistrz spojrzał na mnie z surowym wyrazem twarzy.

- Ponieważ zawsze powtarzasz mój Panie, że tylko głupcy marnują dostępne im środki. Groźba kary jest często potężniejszym motywatorem niż sama kara.

- Bardzo dobrze Alamut. – staruszek zachichotał w swoim fotelu – Widzę, że nauczyłaś się swoich lekcji.

Lord Sithów westchnął uniósłszy się ze swojego fotela i ruszył wolno w kierunku ekranu obserwacyjnego. Pomimo podeszłego wieku trzymał się prosto i górował nade mną o dobre pół głowy. Odczekałam aż dzielący nas dystans wzrośnie do kilku metrów, sięgnęłam po jeden z moich mieczy i rzuciłam się na niego. Chwyciłam rękojeść w obie dłonie i włączyłam emiter. Wyprowadzając uderzenie z góry patrzyłam jak zapala się moje ostrze.

Od emitera do czubka liczyło sobie półtora metra, wiedziałam, że to nieortodoksyjne, ale taka długość odpowiadała mojemu stylowi walki, poza tym dodatkowe kryształy umożliwiały regulację długości ostrza. Te kilka mikrosekund, od cichego syku zwiastującego zapalenie emitera, aż do chwili osiągnięcia pełnej długości  były dla mnie wszystkim. Karminowy blask działał na mnie hipnotyzująco, powodował że moje poczucie czasu zwalniało. Sprawiał, że moment krótszy niż jedno uderzenie mego serca trwał dla mnie w nieskończoność. Wtedy czułam, że stanowię jedność z Mocą.

Wyprowadzony przeze mnie cios nie dosiągł jednak pleców mojego mistrza. Starzec obrócił się błyskawicznie z furkotem płaszcza i zablokował go ostrzem własnego miecza. Dwie czerwone linie odbijały się w załamaniach jego czarnego pancerza. Załoga mostka patrzyła z zaskoczeniem na to niespodziewane zwarcie pomiędzy Sithem i jego uczennicą. Mój mistrz naparł mocniej, zmuszając mnie do zmiany postawy w celu poprawienia równowagi.

- Piękne zastosowanie Djem So moja droga. – Darth Neiklot pochwalił mnie spokojnym głosem – Dlaczego?

- Ponieważ zawsze mówisz, że tylko słabi odwracają się plecami do niebezpieczeństwa nieprzygotowani na atak. Sith nie może być słaby.

- Wyśmienicie dziecko, niedługo zasłużysz na tytuł Darth. – mój mistrz uśmiechnął się szeroko twarzą oświetloną czerwonym blaskiem, barwiącym jego zęby na różowo. Odpowiedziałam zadziornym uśmiechem na tę pochwałę – Prawdziwy Sith nie może sobie jednak pozwolić na niepowodzenie.

Potężne telekinetyczne pchnięcie wyparło powietrze z moich płuc i odrzuciło mnie kilka metrów do tyłu. Otępiona bólem upuściłam mój miecz świetlny i z trudem wylądowałam na własnych nogach. Musiałam przyklęknąć na jedno kolano.

- Alamut, musisz pamiętać, że należy atakować tylko wtedy jeśli jesteś pewna zwycięstwa. Nacieranie bez planu to głupota godna Jedi, a nie Sitha.

Kolejna nauczka i kolejny wykład. Wciągnęłam głęboki haust powietrza i wyprostowałam się. W przeciwieństwie do wielu adeptów nie nienawidziłam mojego mistrza. Był nieortodoksyjnym nauczycielem. Nigdy nie dawał mi poczucia, że jestem nic nie znaczącym śmieciem. Postrzegałam się raczej jako surowiec, z którego uderzeniami ciężkiego młota wykuwa się broń. Ja byłam mieczem, a Moc moim ostrzem. Mój mistrz dbał o to, że będę ostra niczym brzytwa. Poprzez ból, cierpienie i uczenie na błędach zapewniał, że nikt i nic nie będzie w stanie mnie złamać.

Jedna myśl wystarczyła aby upuszczony miecz powrócił do mojej ręki. Podążyłam w kierunku Lorda Neiklota.

- Mistrzu zawsze powtarzasz, że nie należy marnować zasobów i nie atakować impulsywnie. Dlaczego więc abordaż?

Starzec uśmiechnął się i wskazał przed siebie, w pustkę wypełnioną błyskami turbolaserów: Co widzisz?

- Dwa krążowniki liniowe i cztery fregaty Republiki mistrzu.

- To tylko małe zgrupowanie, jedno z wielu wchodzących w skład floty mającej na celu ochronę tego sektora przestrzeni. Jak myślisz ile statków będziemy w stanie przejąć?

- Dwa, maksymalnie trzy? – zapytałam niepewnie. Nigdy nie interesowały mnie sprawy marynarki.

- Dlatego skoncentrujemy nasze wysiłki na jednym.

- Dlaczego?

- Ponieważ obrazy rzezi i wołania o pomoc na wszystkich republikańskich kanałach dotrą do reszty floty, a poprzez plotki także do cywili. – plan mojego mistrza stał sie dla mnie jasny.

- Chcesz wywołać panikę w sektorze.        

Zmieniony układ zmarszczek był dowodem zadowolenia: Panika to za dużo powiedziane, ale zapewne wywoła to pewien niepokój oddziaływujący na morale. A strach...

- A strach naszych wrogów napełni nas siłą.

 

Praca na konkurs: "Moja historia w świecie Star Wars: The Old Republic " organizowany przez gram.pl

 

komentarzy: 502 grudnia 2011, 00:30

5 komentarzy do tego wpisu:


Hristo86 : 10 grudnia 2011, 00:44

Nikt nie zginął? Nie wliczając tej obietnicy rzezi na końcu ofc. Zdecydowanie ktoś powinien zostać przecięty na pół mieczem świetlnym, albo przynajmniej uduszony mocą :P Tytuł "Sith" do tego zobowiązuje :P w każdym razie ciekawa historia ;)
odpowiedz

Alamut : 10 grudnia 2011, 14:50

Miałem ciut za dużo pomysłów xD W pierwotnym założeniu miała dojść jeszcze scenka, gdzie uczennica przewodzi oddziałowi atakującemu republikański statek i opisy amputowanych kończyn, wziuuum, shuuu i etc. ale doszedłem do wniosku, że nie pasowałoby to do reszty po dialogu... Może się myliłem? xD
odpowiedz

Genji26 : 11 grudnia 2011, 15:04

Naprawdę ładnie napisane. Żywe, plastyczne opisy i brak jakichkolwiek zbędnych dłużyzn, jestem pod wrażeniem. Zakończenie jak dla mnie też dobre ze względów kompozycyjnych, rzeź na koniec wdg. mnie by rozmyła puentę. Tylko mam pytanie kiedy Tolkien został sithem? Bo w zbieżność nazwisk ciężko uwierzyć... XD
odpowiedz

Alamut : 11 grudnia 2011, 15:21

Jesteś pierwszym który rozgryzł to imię! A używam go w grach rpg i opowiadaniach pisanych do szuflady już od ładnych paru lat xD
odpowiedz

lonek11 : 11 grudnia 2011, 18:52

"nauczyłaś się swoich lekcji"- to niepoprawny zwrot, ale kim ja jestem, żeby wytykać komuś błędy, skoro sam robię je tak często.
Co do samej historii- byłem pewny, że dojdzie do walki między mistrzem a uczennicą. To było dla mnie coś jak wpadanie "ze skrajności w skrajność". Być może wywołane to twoim natłokiem pomysłów, o jakim pisałeś. Ale mimo tego historia dosyć ciekawa, dobrze się ją czytało i najważniejsze- krótka. Większość prac wstawionych na ten konkurs to ch*j-wie-jak-długie opowiadania. A tu jasny i zwięzły przekaz. Liczę, że coś wygrasz. No i że ja coś wygram, ale to swoja drogą.
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl