avatar

kerkas Użytkownik gram.pl (Przewodniczący) ja.gram.pl/kerkas

KINOMANI MASOCHIŚCI: RIPOSTA

Z racji dużego odzewu na mój poprzedni wpis i części głosów krytycznych w odpowiedzi , zamieszczam mój list napisany do nieistniejącego już miesięcznika CINEMA (list napisałem jakiś czas temu) jako że tylko grafomanowi podoba się to co napisał patrząc z perspektywy czasu zmieniłbym to i owo , ale cóż list jest jaki jest.

KINOMANI MASOCHIŚCI: RIPOSTA

Mieszkam niedaleko Warszawy, miasta, którym znajduje się największa ilość kin (40) i multipleksów (10) w Polsce. W odpowiedzi na zarzut "...kto zechce delektować się takim Aleksandrem w zatęchłej salce ?" , stwierdzam co następuje:
Multipleks nr 1, Kinoteka, sala bodajże 4, film Atak klonów.
Już po pierwszych kilku minutach czuję drgawki na całym ciele, no nieźle, ale mnie  wzięło - myślę sobie. Nic to. Obserwuję jak się zachowują inni. Moją uwagę przykuwa człowiek, który usiłuje się napić coli z butelki, w której ów płyn zachowuje się się jak morze przy wietrze dziesięć w sali Beauforta. Podejrzewam, że razem ze mną drży cała sala (nie ma to jak źle ustawiony dźwięk przestrzenny). Takie "drgania" są
szkodliwe dla serca, mózgu i innych ważnych organów wewnętrznych.
Później kilka razy bywałem w "słynnej" sali i o ile mi wiadomo "cudowne"
właściwości dźwięku daje się tam odczuć do dziś.
Multipleks nr 2, Multikino, sala 11, film Quo Vadis.
Byłem razem z rodziną. W czasie seansu i około dwie godziny po jego zakończeniu wszyscy oprócz mnie uskarżali oprócz mnie uskarżali się na ból oczu. Stwierdzili, że czuli się tak, jakby oglądali telewizję ze wzrokiem odsuniętym od 2cm od ekranu. Postanowiłem zbadać sprawę
i faktycznie okazało się, że im bliżej ekranu tym komfort oglądania mniejszy (doszedłem do czwartego rzędu), a ból oczu zwiększa się.
Dlatego nie dziwię się, że ludzie siadają w ostatnich rzędach w Multikinie. Zasada ta jest aktualna do dziś.
Multipleks nr 3, Silver Screen, numeru sali nie pamiętam, film Memento. Nigdy nie zapomnę pierwszego wystrzału. Wstrząsnął moim słuchem do głębi, coś jakby piorun huknął pięć metrów ode mnie, pisk hamulców (tarcie styropianem o szkło) i parę innych "fajnych" efektów dźwiękowych. Gdyby popracować nad zagadnieniem głębiej, można by otworzyć współczesną salę tortur.
To tyle na temat wspaniałych multipleksów.
Według mnie ambitniejsze tytuły trafiają do owych przybytków X muzy bardzo rzadko, patrz:
Akwarium w reżyserii Antoniego Krauzego na podstawie powieści Wiktora Suworowa wyświetlane w dwóch(!) kinach w dniu premiery. Podobnie było z Długiem Krzysztofa Krauzego (trzy kina) i Bandytą Macieja Dejczera (cztery kina). A nie były to filmy złe lub słabe.
Multipleksy żyją z superprodukcji, takich jak Pan Tadeusz, Gladiator i inne. Gdy ich brakuje zaczynają cienko prząść (obniżka cen biletów, trochę ambitniejszy repertuar, maratony filmowe, sylwester w kinie).
Nie oszukujmy się, w swoim założeniu mają generować zysk tak samo, jak McDonaldy (szybko,dużo i niezdrowo).
Natomiast jeśli chodzi o zatęchłą salę (kino Iluzjon), mikroekran (Muranów) i małe kina na zadupiu,to moim zdaniem są to prawdziwe świątynie X muzy. Tu nie przychodzi się żreć popcorn
i żłopać colę, ale obcować ze sztuką przez duże "S".
W którym multipleksie można obejrzeć dzieła takie jak: Złodzieje rowerów, Nietolerancja, Siedmiu Samurajów, Andriej Rublow czy Urok Szatana.
Pójść do baru i przy filiżance kawy lub jednym z dziesięciu rodzajów herbaty, ewentualnie białym lub czerwonym winie podyskutować o obejrzanym filmie.
Pamiętam, jak byłem w najgorszym z perspektywy czasu kinie (Na Mariensztacie) mała salka, niewygodne krzesła, brak miejsca między rzędami, aby rozprostować nogi, ogólnie koszmar.
Ale z chwilą rozpoczęcia seansu wszystko to przestało mieć znaczenie, film był tak dobry, że zapomniałem o wszelkich niewygodach.
W małych kinach nie ma miejsca na filmy złe albo słabe, do delektowania się Dyliżansem nie potrzeba wielkiego jak stodoła ekranu i dźwięku Dolby S.

PS 1. Opinie tu wyrażone są subiektywnym zadaniem autora, a żeby w pełni potwierdzić autentyczność przedstawionych tu faktów, należy powołać specjalną komisję (śledczą?) w celu zbadania sprawy. To tak na wszelki wypadek, gdyby któryś z przedstawionych tu
multipleksów zamierzał pozwać autora o szkalowanie dobrego imienia kina.
PS 2. Najlepsze kino w Warszawie to Iluzjon.
PS 3. Aleksander Wielki z 1956 roku z R.Burtonem bije o głowę Aleksandra A.D.2005.

komentarzy: 708 kwietnia 2009, 09:28

7 komentarzy do tego wpisu:


Szarlej : 08 kwietnia 2009, 11:43

Ja jako człek wiecznie zajęty mam spore trudności na wybranie się do kina a jak już idę to tylko na wybrane filmy i kilka dni po premierze. Ale w jednym ię zgadzamy, stary Aleksander był lepszy ;]
odpowiedz

Gregario : 08 kwietnia 2009, 12:21

tak czytając wpis przypomniałem sobie jak ja dawno nie byłem w kinie ale to wina braku interesujących dla mnie filmów bo trochę czasu na coś ciekawego zawsze się u mnie znajdzie :)
odpowiedz

wojtek2222 : 08 kwietnia 2009, 13:12

Ładnie się w tym liście rozpisałeś:) I trzeba przyznać, że dość ciekawie. Ja bardzo lubię stare kino, u mnie w mieście, chociaż jakiejś urazy szczególnej do multiplexów nie czuję.
odpowiedz

MrPayne : 08 kwietnia 2009, 19:07

Stary Aleksander był lepszy? Jasne jak słońce.
.
Dzięki Bogu chodzę zazwyczaj na filmy, na których nie ma zbyt wielu osób. Być z kolegami w trójkę na "Planet Terror" samotnie na sali - rozkosz. ^^
odpowiedz

gesior7 : 09 kwietnia 2009, 08:08

Tak to jest, że nawet najgorsze według nas (np. kino) może być jednak wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju. Myślę, że dobry film (np. pozwalający zapomnieć o niewygodach sali kinowej) na seansie nie jest najgorszy, tak, jak napisałeś o kinie.
odpowiedz

kerkas : 09 kwietnia 2009, 09:24

@gesior7
Zgadzam się.
odpowiedz

LordTyrranoos : 09 kwietnia 2009, 09:45

Postęp cywilizacyjny i "takie" społeczeństwo...
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl