avatar

Darkoon Użytkownik gram.pl (Przodownik) ja.gram.pl/Darkoon

Sok z gruszki #2: Historie z piaskownicy.

Sok z gruszki, darkoon, Joorg, lanie wody, sandbox

 

W drugim odcinku Soku z gruszki temat rzeka: gry sandboxowe. Kilka wywodów Joorga i Darkoona oraz trochę wspomnień, dobrych i złych, związanych z tytułami, które wrzucają nas do wielkiego świata i mówią "róbta co chceta".

Darkoon: Witam w kolejnej odsłonie Soku z gruszki. Tym razem wraz z Joorgiem pogadamy sobie o grach, określanych mianem piaskownicy. Sandboxy to gry, które poza fabularnym wątkiem głównym, dają graczom możliwość swobodnej eksploracji i działania w na ogół żywym i interaktywnym świecie. Dziś rynek gier video może pochwalić się kilkoma seriami oferującymi wolność i dowolność prowadzenia rozgrywki, na czele niewątpliwie znajdą się gry z serii Grand Theft Auto czy The Elder Scrolls. Koncepcja wolności okazała się dzielić graczy: Okazało się że zbyt duża wolność spowalnia tempo akcji fabularnej i tym samym nudzi graczy. Jak jest z tobą Joorg? Lubisz czasem złapać za łopatki i pogrzebać to tu, to tam?

Joorg: Ja się nie zgodzę z jedną kwestią już na samym początku. Mamy przecież sporo sandboxów bez wątku głównego, wchodzisz do gry i robisz co chcesz (tak, mam tu na myśli chociażby Minecrafta). Ale wracając do meritum, czyli zwalniania tępa przez zbyt dużą otwartość, to szczerze mówiąc nigdy nie miałem z tym problemów i zawsze udawało mi się godzić wątki główne z misjami pobocznymi. Podam tutaj dwa przykłady. Jeśli chodzi o serię The Elder Scrolls, to zawsze koncentrowałem się w niej najpierw na wątkach głównych. Nie wiem czym to jest spowodowane... Poczucie misji? Tamriel grozi zagłada a ja do Gildii Złodziejów mam przynosić diamenciki? O nie! Ratowanie świata przede wszystkim! Dopiero kiedy okazuje się, że kolejne misje są zbyt trudne dla mojej postaci, to wtedy dedykuję trochę czasu na podbicie poziomu poprzez wykonywanie questów pobocznych. Jeśli już odbębnię wątek główny, biorę łopatkę w dłoń i bawię się w tej piaskownicy po swojemu. Innym przykładem może być Saint's Row 2, jeden z moich ulubionych sandboxów. Tam również wolałem skoncentrować się na historii głównego bohatera z tym, że w niektórych momentach sama gra wymuszała na tobie zdobywanie respektu poprzez wykonywanie dodatkowych misji. Jeśli nasz respekt w mieście był zbyt niski, to nie mogliśmy wykonywać głównych zadań. Rozwiązanie, w mojej opinii, całkiem dobre. Podsumowując: misja przede wszystkich, choć skłonny jestem odskoczyć na moment, jeśli gra tego wymaga. Po zakończeniu wątku głównego: hulaj dusza - piekła nie ma!

   

Darkoon: Widzisz twój pomysł na grę w sandboxy jest słuszny, jednak w moim wypadku nie do wdrożenia. Widzisz, zaczynając grę, szybko zaczynam analizować ile warto posiedzieć w tej piaskownicy. Podchodzę do każdej gry z myślą o wyciśnięciu z tytułu 100% wrażeń zaserwowanych przez twórców. Nie raz naciąłem się na tym że przechodząc wątek główny, zaniedbałem nieodwracalnie misje poboczne przez co czułem niedosyt ( według mnie winą można obarczyć złą strukturę zadań w takich tytułach ). Lubię równoważyć sobie zadania poboczne i główne, szczególnym szczęściem napawają mnie produkcję które nie utrudniają mi tego, powiem więcej, nawet pomagają mi wprowadzić ten balans. Przykład? Jeden z moich ulubionych sandboxów - Red Faction: Guerilla. Sekwencję przechodzenia od sektora do sektora pozwoliły mi poczuć że wykonałem całą robotę w danym miejscu i warto jest ruszyć dalej by ostatecznie wyzwolić marsa. RFG pomimo ocen na poziomie 8/10, pozostał w pamięci wielu graczy jako jeden z najlepiej zaprojektowanych sandboxów. Możliwe, że powodem tego wyróżnienia jest schematyczność poziomów tej gry? Wróćmy do twoich doświadczeń, jestem w stanie założyć się o dobre piwo, że w swojej karierze gracza natrafiłeś na piaskownicę tak wolną, że nie wiedziałeś co masz w niej robić.

Joorg: Miałem tak w przypadku Morrowinda, który de facto jest również moją ulubioną grą jaka kiedykolwiek powstała. Moje pierwsze spotkanie z tym tytułem skończyło się szybką śmiercią. Jako, że nie byłem jeszcze w tamtych czasach graczem doświadczonym, to zamiast skupić się na właściwym poznaniu mechaniki "Morka", postanowiłem od razu siać chaos i zniszczenie, w końcu wszystko było tak otwarte. Przyznam, że gra początkowo mnie odrzuciła, ale wróciłem do niej po jakimś czasie i pokochałem na zawsze.

 

Darkoon: Sam padłem ofiarą Morrowinda i pomimo tego, że jego mechanika nie jest przyjazna dla nowych graczy, można ją ogarnąć na tyle żeby spokojnie eksplorować mroczną piaskownicę. Ja może opowiem o swojej przygodzie z pierwszym Just Cause. Gierkę otrzymałem wraz z zakupem czasopisma CDAction i zapłodniony myślą o wolnej bieganinie a'la GTA, zainstalowałem tego potworka. Wbijam do gry i nic. Fabuła tak transparentna, że wczuć się w nią nie było sposobu, wszystko inne w grze kulało. Jeździłem po egzotycznych drogach samochodami bez radia, kiepskie strzelanie całkowicie psuło zabawę z bezsensownych egzekucji a 'poboczne zadania' sprowadzały się do napadania na latynoskie wille i domieszkowania ołowiem ciał niemiluchów. Nie było co robić, nuda i zmarnowany potencjał - myśląc o takich sandboxach aż włos jeży się na głowie. Wydaje mi się że wszystkich piaskownic nie można mierzyć jedną miarą, nawet najbardziej dopracowany pomysł na grę upadnie pod naporem kiepskiego wykonania.

Joorg: Na myśl przychodzi mi tutaj seria GTA, a dokładniej San Andreas. Gra bardzo przyjemna, dużo do robienia i eksplorowania, bardzo fajny wątek główny, ale jak się już doszło do misji z samolotami, to był dla mnie koniec! Nie byłem w stanie ich przejść a śleńczałem nad nimi bardzo dużo czasu. Oczywiście za klęskę obwiniam fatalne sterowanie. Przez to wspominam tę odsłonę chyba najgorzej (może zaraz za "czwórką", która spaliła mi kartę graficzną). Ciekawe jakby mi teraz poszło, bo od tamtego czasu minęło już sporo lat. Również moja ulubiona odsłona GTA miała swoje wady. Mówię tutaj o Vice City, do tej części wracam bardzo często, ale zawsze krew mnie zalewa jak muszę zrobić misję z helikopterkiem podkładającym bomby! Ile się zawsze nawyklinam przy tym. Sąsiedzi pewnie myślą w tym czasie, że oglądam jakieś wyścigi formuły pierwszej. Na szczęście za entym razem udaje mi się misję ukończyć.

 

Z innej beczki: Zbierasz wszystkie znajdźki? Ja z tym mam zazwyczaj problem: na początku staram się znaleźć wszystkie paczki / obszary do sprayowania / obiekty do sfotografowania / piórka / dmuchane lale / narkotyki / płyty winylowe (co jeszcze dodacie?), ale te wszystkie poszukiwania, nawet z mapą pomocniczą znalezioną w sieci, po jakimś czasie strasznie się nudzą... Też tak masz?

Darkoon: Wszystko zależy od tego czy dany tytuł całkowicie mnie kupił. Tytuły takie jak Saints Row: The Third czy wspomniany wcześniej RFG na tyle przykuły moja uwagę że mogłem spokojnie i bez znudzenia pozbierać nawet najbardziej uciążliwe zbierajki. O ile w grach osadzonych w pseudo teraźniejszym świecie nie ma problemu - ogarniasz środek transportu z radiem i lecisz szukać znajdziek, tak w grach pokroju Red Faction: Guerilla trzeba improwizować. Ja oczywiście kradłem z bazy EDF ukochanego robota górniczego i popylałem nim jak szalony w poszukiwaniu identyfikatorów rozsianych po całym Marsie. Jeżeli gra oferuje przyjazny sposób zbierania przedmiotów i zachęca do tego choć w małym stopniu - można spokojnie się w taką akcję zabawić. Nie miej mnie za fanatycznego zbieracza, są gry których znajdziek nie zebrałbym choćby ofiarowano mi znaczne dobra materialne - Do tych gier zaliczę pierwszego Assasyna. Zbieranie nudnych flag zaglądając w każdy zaułek, w miejsca gdzie nawet twórcy zapominają dodać tekstur... coś pięknego. Łatwo można sprawdzić w jakich grach znajdźki są robione dla sztucznego wydłużania czasu a gdzie są przemyślanie i strategicznie rozsiane. Jeżeli w swojej podróży po świecie danej gry, natknąłeś się raptem na ~20% doszukajek, to mam dla ciebie złą wiadomość. Trzeci Saints Row jest dobrym przykładem przemyślanych szukajek - dmuchane lale, koks, kasa i zdjęcia z fanami zdobywało się bardzo prosto i przyjemnie. Sam robiąc 100% gry musiałem się wysilić tylko w przypadku gdy kasa była schowana na jednym z wieżowców - reszta została usytuowana w miejscu gdzie chociaż raz musiał znaleźć się gracz w trakcie swojej przygody.

Wspominając już o przygodach warto zahaczyć o tematykę fabuły. Jak sądzisz Joorg, czy przygody w skali globalnej zdają się zacierać wątek fabularny? Czy bardziej wczuwasz się w postać biegnącą przez 6 godzin korytarzem czy przez 106 po grzybowym lesie?

 

Joorg: Jeśli chodzi o Święty Rów to bardzo łatwo się wczuć w głównego bohatera, bo przecież tworzymy sobie go tak, jak my chcemy. To samo w przypadku The Elder Scrollsów oraz ostatnich Falloutów. Jeśli chodzi o serię GTA, w której bohater jest nam narzucony, to wszystko zależy od tego jak dana postać jest napisana. Tommy Vercetti? Jeden z najfajniejszych bohaterów gier komputerowych w mojej opinii. Miał świetną historię, dzięki której mocno się do tej postaci przywiązałem. CJ? Tutaj już nie jest tak... kolorowo(?!). Ogólnie pod względem fabuły San Andreas było słabsze i osobiście tamta historia mnie troszkę nudziła. Czy wolę zabawę w piaskownicy od gry liniowej? Logicznie z poprzednich moich wypowiedzi można wywnioskować, że lubię liniowość. Wchodzisz do gry i odbębniasz tytuł w kilka godzin pełnych mocnych wrażeń, ale nie stawiałbym tego typu produkcji wyżej od sandboxów, bo i one mają swój urok, który pozwala podejść do zabawy w luźniejszy sposób.

Darkoon: Gry Sandboxowe są mniejszością wśród natłoku krótkich budżetowych gier. Casualowe granie jest wiodącym trendem, więc gry z otwartym i bogatym światem często przerażają niedzielnych graczy jak gimnazjalistę przeraża książka o grubości 1000 stron. (100 to już jest dla wielu problem - dop. Joorg) Pomimo tego, że większość graczy przeznacza na swoje hobby ułamek swego wolnego czasu, nadal piaskownice są na topie i tytuły takie jak Minecraft czy Skyrim udowadniają, że rynek gier video nadal potrzebuje takich marek. Cóż Joorg, czyżbyśmy dobrnęli do końca miłej (o dziwo) konwersacji?

Joorg: Piaskownice zawsze będą na topie, właśnie przez swoją długość zabawy i możliwości jakie oferują. Co prawda temat można ciągnąć jeszcze przez długie godziny, ale naszą dysputę możemy zakończyć w tym miejscu. Dziękujemy za dobrnięcie do końca i zapraszamy na kolejny odcinek Soku z gruszki, tym razem na moim gramsajcie!

I na koniec przysłowie, co mi chodzi po głowie:

Do buzi banana nie wkładaj, lepiej gruszkę zajadaj.

 

Pamiętajcie o odwiedzaniu nieco leniwego aczkolwiek bardzo utalentowanego Joorga. Myślę że taka persona zasługuje na wizytację tak zacnych gości.

komentarzy: 810 stycznia 2013, 01:27

3 komentarze do tego wpisu:


gto65 : 10 stycznia 2013, 09:30

Świetna robota panowie! Polać im!
Swoją drogą ja bardzo lubię Sandboxy, o ile TES mnie jakoś nigdy nie pociągał o tyle Gothic'i, Risen czy GTA VC, które zresztą odpalam sobie do dziś żeby nawet zrobić sobie małą "rozrubę", wciągnęły mnie na rozgrywkę trwającą lata...
odpowiedz

Barkup : 10 stycznia 2013, 20:14

Odgapiliście pomysł Lozeka i mój!!!!111
odpowiedz

Joorg : 10 stycznia 2013, 22:18

Pisałem w tej sprawie do luzaca. Zresztą zapytaj go sam.
odpowiedz

Barkup : 10 stycznia 2013, 22:24

A do mnie czemu niet? Toż to ja pisanego podcasta wymyśliłem
*(a tak na serio to mnie to pierd... znaczy nie interesuje przecież, nie opatentowałem nic, to sobie piszcie xD)
Czy ten tekst jest może odpowiedzią na konflikt między Szybomirem Sulejmanem i Panem Kleksem?
odpowiedz

Joorg : 10 stycznia 2013, 23:27

Napisałem z grzeczności. Przecież podobne wpisy pojawiały szmat czasu temu...
odpowiedz

Barkup : 11 stycznia 2013, 12:23

Przecież napisałem, że to był tylko żart z mojej strony.
odpowiedz

Barkup : 10 stycznia 2013, 20:15

PS. Tępa czy tempa? xD
odpowiedz

Joorg : 10 stycznia 2013, 22:18

Ajć.
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl